EB: Podsumowanie pierwszego dnia – Grupa D

Za nami pierwsze trzy spotkania w grupie D i przynajmniej jedno z nich to spore zaskoczenie dla wszystich kibiców. Swoje spotkania wygrali Grecy, Włosi i Finowie. Dobra postawa tych ostatnich to prawdopodobnie największa niespodzianka pierwszego dnia. Skazywani na porażkę, podopieczni trenera Dettmanna, pokazali, że nikogo się nie boją i pokonali Turcję. Oprócz tego Grecy nie dali szans, niżej notowanym Szwedom i rozstrzygnęli to spotkanie na swoją korzyść już do przerwy. W ostatnim meczu Włosi pokonali Rosjan i tym samym znacznie przybliżyli się do wyjścia z grupy.

Turcja – Finlandia 55:61 (8:10, 11:22, 19:17, 17:12)

Największa niespodzianka pierwszego dnia turnieju. Finowie, którzy mieli być raczej chłopcami do bicia, a przynajmniej rywalem, który nie sprawi za wiele problemów faworytom, udowodnili wszystkim niedowiarkom, co znaczy determinacja i odpowiednie podejśćie do spotkania. Wszyscy zarzekali się, że nie powtórzy się sytuacja sprzed 2 lat, kiedy to Finowie byli objawieniem turnieju i awansowali do drugiej rundy. Stało się inaczej i dominacja Finów nad rywalami trwała praktycznie cały mecz.

Obie drużyny zaczęły bardzo nerwowo, nie trafiając swoich rzutów. Obraz gry wyglądał bardzo chaotycznie, a wiele akcji było po prostu przypadkowych. Turcy nie mogli odnaleźć się w ataku, a w obronie zostawiali za dużo miejsca rywalom, którzy powoli zaczynali się przełamywać. Po pierwszej kwarcie minimalnie prowadzili Finowie.

Druga kwarta to już popis gry Skandynawów, którzy byli bezlitośni i wykorzystali problemy ze zorganizowaniem się Turków. Turkoglu i spółka pudłowali na potęge, a Finowie widząc co się dzieje, mocno zacieśniali strefę podkoszową prowokując ich do gry dystansowej. Finowie za to grali tak jak lubią najbardziej – mocno i agresywnie bronili, wyprowadzali zabójcze kontry i rzucali zza łuku kiedy tylko przytrafiała się ku temu okazja. Po 4 rzutach właśnie z dystansu, Finowie zaliczyli run 16-2  i schodzili na przerwę z prowadzeniem 32-19.

Początek drugiej połowy znowu należał do Finów, a ich przewaga wzrosła do 19 punktów. Potem jednak Turcy wzięli się do pracy i mimo tego, że wciąż pudłowali zza łuku, to zdołali zaliczyć run 10-0 na koniec trzeciej kwarty i zmniejszyć nieco straty.

Po powrocie na parkiet Turcy wciąż byli w gazie i głównie za sprawą Turkoglu, Arslana i Gonluma udało im się zaliczyć kolejny serial punktowy tym razem 9-0 i tym samym tracili do rywali tylko 5 punktów. Wydawało się, że Turcy wrócili z dalekiej podróży i mogą „przeciąć” Finów i wyjść na prowadzenie. Tak się jednak nie stało, bo najpierw zza łuku, a potem z półdystansu trafił Sasu Salin i Finowie znów odskoczyli na 10 oczek. W końcówce mocno atakowali Turkowie, co przyniosło pozytywny efekt, bo rywale nieco się pogbuili i dzięki przytomności Preldzicia i Arslana, Finowie prowadzili tylko 3 punktami na 25 sekund przed końcem spotkania. Piłkę w swoje ręce wziął Hedo i zdołał nawet dojść do typowej dla niego pozycji na półdystansie, ale przestrzelił i stało się jasne, że Finowie nie dadzą sobie wyrwać tej wygranej z rąk.

 

Gracz meczu : Sasu Salin. Świetnie wywierał presję na obwodowych Turcji, zmuszając ich często do gry wszerz boiska. Oprócz tego zaliczył 12 punktów, z czego 5 z nich było kluczowe dla losów spotkania. Świetnie współpracuje z Koponenem i tak jak można było sie tego spodziewać, ten duet jest motorem napędowym drużyny. Salin – 12 pkt, 3 ast, 4 zb

 

Turcja: Arslan 12, Gönlüm 11, Türkoglu 8, Erden 8, Preldzic 7, Asik 4, Ilyasova 3, Cetin 2, Güler 0, Balbay 0, Savas 0.

Finlandia: Koponen 12, Salin 12, Haanpää 9, Huff 8, Muurinen 6, Möttölä 6, Lee 3, Rannikko 3, Kotti 2, Koivisto 0, Ahonen 0.
SKRÓT MECZU ->https://www.youtube.com/watch?v=quVM10Xxqto

 

Grecja – Szwecja  79:51 (13:15, 8:24, 14:20, 16:20)

Bez niespodzianki obyło się w drugim spotkaniu Grupy D. Grecy pewnie pokonali Szwedów i potwierdzili swoje aspiracje medalowe. Stabilna i dobra gra całego zespołu, pozwoliła Grekom wykorzystać praktycznie wszystkich, dwunastu zawodników. Szwedom nie udało się wygrać żadnej kwarty w tym meczu i już do przerwy było jasne, że o zwycięstwo w tym spotkaniu będzie bardzo ciężko.

Początek spotkania nie był jednak tak przekonywujący w wykonaniu Greków, jak cała reszta spotkania. Ambitnie grali Szwedzi i głównie za sprawą Jeffery’ego Taylora trzymali się w grze, nie pozwalając rywalom odjechać na zbyt daleki dystans. Po stronie Mistrzów Europy z 2005 roku najlepiej spisywał się Perperoglu i tradycyjnie już Spanoulis. Po 10 minutach Grecy wygrywali, ale tylko dwoma oczkami.

W drugiej kwarcie Szwedom nie udało się już dotrzymać kroku rywalom i już po pięciu minutach Grecy wypracowali sobie sporą przewagę. Duża w tym zasługa Bourousisa, ktory rzucił 8 ze swoich 12 punktów do przerwy i Szwedzi nie mieli odpowiedzi na jego dobrą i skuteczną grę. Po dwóch kwartach Grecy wygrywali 39-28.

Druga połowa to kontynuacja mądrej gry w ataku i skutecznej defensywy Spanoulisa i spółki. Grecy skupiali swoją obronę na Jonasie Jerebko i starali się zmuszać go do rzutów z jak najcięższych i nieprzygotowanych pozycji. Przynosiło to bardzo dobry efekt, bo skrzydłowcy Detroit Pistons, w całym meczu rzucił tylko 8 punktów, a zdołał oddać tylko 7 rzutów.

Do końca meczu obraz gry się nie zmienił. Grecy pewnie utrzymywali prowadzenie, nie dając rywalom odrobić strat. Spokojnie dawali wyszaleć się Taylorowi, który uratował honor Skandynawów i zakończył mecz z dorobkiem 16 punktów. Mecz bez historii.

Gracz meczu: Vassilis Spanoulis. Równie dobrze można wstawić tutaj każdego innego gracza reprezentacji Grecji. Chociażby Perperoglu, Bourousis i Sloukas zaprezentowali się równie dobrze.

 

Grecja: Spanoulis 13, Bourousis 12, Sloukas 10, Perperoglu 9, Mavrokefalidis 8, Fotsis 7, Zisis 6, Kaimakoglou 4, Bramos i Kavvadas po 3, Printezis i Papanikolaou po 2.

Szwecja: Taylor 16, Jerebko 8, Pita 7, Skjoeldebrand 5, Hakanson, Gaddefors A., Gaddefors V. po 3, Massamba, Grant, Kjellbom po 2

SKRÓT MECZU -> https://www.youtube.com/watch?v=IsZwBGadU2g

Włochy – Rosja 76:69  (18:25, 11:17, 13:14, 27:20)

Rosjanie bardzo mocno odczuwają braki swoich liderów. Od początku spotkania lepiej spisywali się Włosi, którzy w swoich szeregach mają dwóch zawodników robiących róznicę. Luigi Datome i Marco Belinelli byli w pierwszej połowie nie do zatrzymania dla rywali i szybko dali swojej drużynie prowadzenie, którego nie oddali już do końca meczu.

Włosi świetnie prezentowali się na połowie rywala, gdzie regularnie dostarczali piłki do swoich liderów. Dużo zasłon, szukanie dobrych pozycji rzutowych i gra na uwolnienei Datomego i Belinelliego przynosiła oczekiwany efekt. Co prawda przestrzelili sporo rzutów zza łuku, ale z czasem coraz bardziej szukali gry w okolicach trumny. Tam osłabieni Rosjanie nie byli w stanie powstrzymać agresywnie atakujących obręcz rywali.

Widać, że Rosjanie stworzeni są do gry pod basketem, a gracze obwodowi powinni byc uzupełnieniem tej drużyny, a nie odwrotnie. Swoje starał się robić Shved, który jako jedyny był pewnym punktem zespołu, ale nie dostał wsparcia od kolegów. Regularnie pudłował Monya i Antonov, a nic do gry nie wnosił Karasev, który dawał się ogrywać rywalom. Rosjanie wyglądali jak robot, któremu odcięto prąd i do przerwy Włosi prowadzili 42-29.

Po przerwie obraz gry się nie zmienił i wciąż Włosi nie mieli problemów z przedarciem się pod kosz rywali. Rosjanie nie mogli znaleźć skuteczneg sposobu na zatrzymanie Datomego, ale za to Fridzon nieco odciążył Shveda w zdobywaniu punktów i kreowaniu gry. Rosjanie nie umieli zblizyć się do przeciwników, ale przynajmniej zaczęli odpowiadać skutecznymi akcjami. Tym samym po trzech kwartach przewaga Włochów wynosiła 14 punktów.

Od początku decydującej wkarty, trener Karasev zarządził pressing na całym placu, co początkowo przynosiło słaby efekt, ale z czasem Włosi popełniali coraz więcej błędów. Rosjanie zaczęli gonić wynik i po 5 minutach udało im się przełamać granicę 10 punktów. Celnie odpowiadali Gentile i Aradori, ale przewaga Włochów powoli topniała. W końcu zza łuku trafili Fridzon i Shved, głupią stratę popełnił Belinelli i Rosjanie zmniejszyli straty do 4 oczek. Potem oglądaliśmy serię rzutów wolnych, jednak Włosi nie mylili się z linii i pewnie dotrzymali prowadzenie, wygrywając ostatecznie 76-69.

 

Gracz meczu : Luigi Datome. Człowiek orkiestra w dzisiejszym spotkaniu. Praktycznie w pojedynkę rozstrzelał rywali. Klasa dla samego siebie. Pistons zrobili świetny ruch zatrudniając byłego gracza Virtusu Rzym. Po kontuzji kostki, której nabawił się w meczu z Polską nie ma już śladu.

 

Włochy: Datome 25, Belinelli 16, Aradori 13, Gentile 8, Diener i Cusin po 6, Meli 2.

Rosja: Shved 17, Monya 13, Fridzon 12, Antonov 8, Ponkrashov 6, Voronov 5, Valiev i Karasev po 3, Sokolov 2.

 GRUPA D
Team P W/L F/A Pts
1. Grecja 1 1/0 79/51 2
2. Włochy 1 1/0 76/69 2
3. Finlandia 1 1/0 61/55 2
4. Turcja 1 0/1 55/61 1
5. Rosja 1 0/1 69/76 1
6. Szwecja 1 0/1 51/79 1

Krzysiek Czyż

Wierny fan Ersana Ilyasovy. Wychowany na Euro Stepie D-Wade'a i akcjach Paula Pierce'a. Kiedyś zaproszę na grilla Z-Bo. W dzień zamienia się w psychofana Premier League.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *