5 powodów, dla których Royce White musi sobie poradzić w Sixers

Royce-White-CBS-SportsSaga z problemami, jakich dostarczał Royce White drużynie Houston Rockets dobiegła końca. Przynajmniej dla ekipy z Teksasu, ponieważ White jest już dziś zawodnikiem Philadephii 76-ers. Tym samym można wysnuć teorię, że zaczyna się dla niego drugie życie w NBA. Kontynuacja kariery w Sixers będzie dla niego swoistym „być albo nie być”. Czy zatem sobie poradzi i udowodni swój ogromny potencjał? Postanowiłem spojrzeć dość optymistycznie na wszelkie kwestie związane z dotychczasowym przebiegiem jego „pobytu” w NBA i znalazłem pięć powodów, dla których White zda swój egzamin w Pensylwanii.

1. Nowe otoczenie

Po spalonej ziemi, którą zostawił w Houston, Royce otrzymuje swoją szansę w nowej drużynie. Podobna sytuacja już miała miejsce w czasie jego kariery akademickiej, kiedy to nie poszło mu w Minnesocie i wolał zająć się kradzieżami, wystawił do wiatru uczelnię Kentucky, a następnie został czołową postacią uniwersytetu Iowa State. Nowe otoczenie w Philadelphii może być swoistym deja vu dla tego zawodnika. Bardzo ważnym elementem jest zaufanie i wiara w zawodnika, która jest mu niezwyle potrzebna. Może trochę tego zabrakło w Rockets, a 76-ers bogatsi o negatywne doświadczenia White’a w Teksasie powinni stworzyć mu właściwe otoczenie, co powinno zaowocować rozwojem jego kariery we właściwym kierunku.

2. Sytuacja kadrowa Sixers

Drużyna Filadefii jest obecnie w fazie przebudowy, co stwarza dodatkową szansę na grę dla tego gracza, a tym samym okazję do pokazania się. Można powiedzieć, że takową miał w NBDL i z niej za bardzo nie skorzystał. Fakt, ale obrażony na cały świat myślał wówczas o wszystkim tylko nie o koszykówce. Realna szansa w NBA ma dać mu kolejnego pozytywnego kopniaka i zmobilizować do ciężkiej pracy, bez której sukcesu w NBA się nie obejdzie.

3. Ostatnia szansa

Jeżeli zawiedzie w Sixers to na zawsze przylegnie do niego opinia niepokornego gracza, który stwarza jedynie problemy. Nie ma zatem innego wyjścia. Musi się wziąć w garść i postarać się pokonać swoje problemy za wszelką cenę. Powinien docenić fakt, że ktoś wyciągnął do niego pomocną rękę. Uważam, że jeśli nie wykorzysta swojej szansy w Phila to tak najzwyczajniej zmarnuje swoją karierę, a jedyną drużyną, która będzie chciała do zatrudnić będzie Drużyna A, w której będzie pełnił rolę B.A Baracusa.

4. Osoba mentora

Niezbyt wystarczającym mentorem okazał się być dla niego Kevin McHale – legenda ligi. Jednak w gruncie rzeczy miał on nie wiele doczynienia z tym trenerem. Więcej czasu spędzał w gabinetach lekarskich, samowolnych ucieczkach czy też w lidzę NBDL. Z McHale’em miał styczność jedynie w trakcie zeszłorocznej ligi letniej. To jak ważny w jego przypadku jest mentor pokazał Fred Hoiberg, były gracz NBA, a obecnie trener Iowa Cyclones. Jest to człowiek, który poczynił najwięcej dobrego w kształtowaniu talentu tego gracza i to pod jego okiem stał się graczem co by nie mówić „gotowym” do gry w NBA. Gdyby było inaczej nie zostałby wybrany z tak wysokim numerem draftu… W Sixers podobną rolę może pełnić Doug Collins, który wychował samego Michaela Jordana czy Scottie Pippena.

5. Brak presji

Obecnie na barkach White nie spoczywa żaden ciężar oczekiwań wobec niego. Wiele osób go już przekreśliło, co powoduje, że nikt nie będzie się burzył, że nie gra w Sixers. Wbrew pozorom to może być korzystna sytuacja dla niego. Nie ma żadnych nacisków, nie ma ciśnienia, to dobre warunki do budowania formy i ciężkiej pracy. W Rockets wszyscy patrzyli na niego przez pryzmat wysokiego naboru w w drafcie. W Philadephii będzię z początku graczem z problemami, na którego stawia nie wielu kibiców i ekspertów. W przypadku jego choroby to może okazać się kluczowe. Brak presji i właściwe wsparcie otoczenia w samym klubie może zaowocować niespodzianką w postaci odrodzenia tego koszykarza w barwach Siedemdziesiątek Szóstek

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

11 komentarzy

  1. Wojtek napisał(a):

    Niech zwalczy swoją manie dotyczącą latania, to wszystko będzie łatwiejsze…

  2. kredkixd napisał(a):

    Ładny art, ale masa literówek. Ktoś chyba na kacu dzis pisze xd

  3. majecha napisał(a):

    Wg mnie największym wyzwaniem dla Royce’a jest poradzenie sobie z własną głową. Niestety ale zdiagnozowano u niego dolegliwości natury psychicznej – od stanów depresyjnych po schizofrenię. Podobno jego kłopoty nie wynikają z bezgranicznej głupoty (jak np u Pana Beasleya) lecz z przyczyn natury medycznej. I to jest bardzo smutne.

  4. bargnani7 napisał(a):

    Może powiedział w zeszłym sezonie o kilka słów za dużo, ale to przykre, że ludzie po nim cisną równocześnie nie zdając sobie sprawy z tego jak poważne są jego problemy. :(

  5. pichu napisał(a):

    Royce mam manie latania , to czemu mu nie zaaplikują jakiegoś dozwolonego dragu zeby przespał podróż samolotem. …..zażywa np na godzine przed lotem i budzi sie juz na miejscu docelowym w hotelu i nawet mi widzi samolotu .joł

  6. Szuwarek napisał(a):

    Hehe, kojarzy mi się taki serial – Drużyna A i B.A. Baracus :). Jakoś zawsze ekipa sobie z nim radziła :)

  7. Cosmo111 napisał(a):

    Jaką manie latania, ludzie no?? Prędzej fobie…

  8. Bart napisał(a):

    Chyba Panowie nie wiecie czym jest choroba psychiczna… bo dla was to jak rzucenie palenie albo słodyczy… dla niego to już nie jest walka o grę w NBA tylko o normalne życie…

  9. Paweł napisał(a):

    Już nie „takie talenty” się marnowały. Jak na razie to jest znany tylko ze swoich problemów. Większość dała by sobie rękę uciąć lub nie tylko rękę, żeby mieć taką szansę gry w NBAjak White. Jak się nie ogarnie i nie zacznie wreszcie grać na przyzwoitym poziomie to pewnie więcej szansy nikt mu nie da. Konkurencja jest ogromna i nikt za chwilę nie będzie o nim pamiętał.

  10. Paweł napisał(a):

    Już nie „takie talenty” się marnowały. Jak na razie to jest znany tylko ze swoich problemów. Większość dała by sobie rękę uciąć lub nie tylko rękę, żeby mieć taką szansę gry w NBA jak White. Jak się nie ogarnie i nie zacznie wreszcie grać na przyzwoitym poziomie to pewnie więcej szansy nikt mu nie da. Konkurencja jest ogromna i nikt za chwilę nie będzie o nim pamiętał.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *