Jeremy Lin: „Trenerzy stracili we mnie wiarę”

Jeremy Lin z Houston Rockets wypowiedział się ostatnio na temat chemii jaka panuje w zespole, a raczej na relacjach między nim a trenerami.  Twierdzi, że trenerzy zaczęli tracić wiarę w jego możliwości. Wszyscy oczekują od niego gry na takim poziomie, jaki prezentował za czasów „Linsanity”, które nie są tak odległe.

„Kiedy stałem się świetnym zawodnikiem, to zaczęło przechodzić w obsesję. Próbowałem podtrzymać Linsanity przy życiu. To było zjawisko, które uderzyło w NBA jak burza… „. Mówił Lin na zorganizowanej konferencji pod tytułem ” Dream Big, Be Yourself” w Tajwanie. „Trenerzy stracili we mnie wiarę, fani koszykówki naśmiewali się ze mnie… powinienem się tym cieszyć i czuć się wolnym, ale to czego doświadczyłem, było tego przeciwieństwem. Nie miałem ani przyjemności ani wolności.”

Zawodnik mówił, że wywierana jest na nim zbyt duża presja odkąd przybył do Houston w stanie Texas. „Miałem być tym, który uratuje koszykówkę w Houston”. Przypomina Jeremy, który rok temu podpisał kontrakt z drużyną wart $25 milionów i trwający 3 lata.

Lin nie gra już tak jak za czasów skoku formy w NYK. Teraz jego zdobycze oscylują w granicach 13.4 punktów i 6.1 asyst na mecz. Nie tak fani Houston wyobrażali sobie przyszłość młodego zawodnika. Miał on też problemy z kontuzjami, które zmusiły go nawet do odpuszczenia dwóch spotkań w playoffs przeciwko Oklahoma City Thunder.

„The one thing I learned was how empty fame and worldly success really are. … The desire for success never stopped,” Lin said. „If the voice that you listen to the most isn’t God’s voice, then eventually you will experience that emptiness, confusion and misery that I felt when I listened to the voice of Linsanity.”

Lin, który jest bardzo wierzący, powiedział, że teraz opiera się tylko na swojej głębokiej wierze, która daje mu oparcie w trudnych sytuacjach. Fani i kierownictwo klubu z kolei modlą się o to, aby Jeremy pokazał taką grę jak jeszcze dwa sezony temu. Jeśli jego cyferki pójdą w górę, dodamy do tego niedawno pozyskanego Dwighta Howarda i obecną gwiazdę zespołu – Jamesa Hardena, to kto wie… Houston może być trudnym przeciwnikiem na zachodzie.  Teraz ich celem nie będzie tylko zakwalifikowanie się do Playoffs. Teraz chodzi o coś więcej, coś co o wiele trudniej zdobyć. Czy ich na to stać? Myślę, że tak.

Adam Wiśniewski

Fan NBA i Miami Heat od 2006 roku, kiedy to D-Wade (mój ulubiony zawodnik) zdobył pierwszy tytuł. Z niegrających już zawodników jestem wielkim fanem Iversona. Obecnie staram się z dnia na dzień polepszać swoją grę. Wciąż czeka na telefon od menadżera drużyny z NBA.

3 komentarze

  1. Macias napisał(a):

    to jest to, że kilka dni chwały zrobią z człowieka Wielkiego zawodnika na co powinien zapracować kilka lat..

  2. majecha napisał(a):

    Kurczę,a tak dużo się mówiło o przesadzie w robieniu z niego franchise playera. Nawet podczas tych 3 super tygodni, w najlepszych swoich meczach notował po 6-8 strat na mecz. Pamietam jak dziś, że wielu nawet tutaj przeczuwało, że coś tu śmierdzi… Knicks wiedzieli doskonale jaki Lin jest naprawdę i specjalnie o niego nie walczyli. To była piękna ale krótka historia. teraz czas na przeciętność…a może się mylę? Chciałbym, bo to sympatyczny gość i dobrze mu życzę.

  3. Maro napisał(a):

    Nieprzypadkowo tak późno się przebił. Miał swoje 5 minut i tyle, jest kilku facetów w nba, którzy gdyby dostali więcej minut/piłek/odpowiedzialności to też by wykręcali piękne cyferki przez jakiś czas.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *