5-na-5: Off-season w Sacramento Kings

1. Czy dobrze się stało, że Kings nie przenieśli się do Seattle?

Bargnani7: Nie jestem zwolennikiem „kradzieży” zespołów. Seattle niedawno sami byli ofiarą takiego ruchu i to na rzecz miasta bez żadnej historii w NBA. Kings mają w Sac-Town wieloletnią historię i chociaż nie była ona szczególnie owocna (poza przełomem wieków Kings właściwie nie odrywali się od ligowego dna) to miasto bez wątpienia zasługuje na swój zespół i dobrze się stało, że będzie go nadal posiadał.

Rafał Kamieński: Muszę przyznać, że bardzo ucieszył mnie ten fakt. Sacramento zasługuje na drużynę NBA, chociażby za to co robili kiedy Królami byli jeszcze Chris Webber, Peja Stojaković, Mike Bibby czy Jason Williams. W ostatnich latach nie dzieje się tam za dobrze, ale wierzę w to, że jest to dobre miejsce na zbudowanie silnej drużyny. Seattle to już inna sprawa, również zasługują na swój team i powinni pewnego dnia w końcu go dostać. Pytanie tylko – czyim kosztem?

Damian Suchan: Bardzo dobrze. Od początku byłem przeciwny przenosinom drużyny z Sacramento do Seattle. Kings jak dla mnie są symbolem pewnej epoki w NBA. Zapewne wszyscy pamiętają wyczyny Chrisa Webbera, Jasona Williamsa i reszty ekipy, która była postrachem całej ligi. Teraz miałoby się to skończyć? Wierzę w Kings, wierzę w Sacramento, że można tam znowu zbudować wielką drużynę. Swoją drogą Seattle zasługuje na ekipę w NBA, ale nie kosztem Sacramento.

Adam Wiśniewski: Tu liczą się pieniądze. Jeśli właściciele dysponują środkami, aby pozostawić klub w Sacramento, to ok, ale szczerze mówiąc liczyłem, że Kings przeniosą się jednak do Seattle. To byłby nowy początek, z przeciętnego miasta, do miejsca, które wielu fanów bardzo dobrze wspomina. Miejscowi fani jednak chcieli pozostawić klub na swoim miejscu, co im się udało. Nie jest to jednak dziwne, bo gdyby chcieli mi zabrać moją ukochaną drużynę z miejsca, gdzie mam do hali kilkadziesiąt minut, też byłbym przeciwny. Ogólnie mówiąc, lepiej chyba jednak by było, gdyby zmienili swoją lokalizację.

Woy: Z jednej strony jestem fanem dawnych Kings i ich pięknego stylu gry z Webberem, Williamsem oraz Stojakovićem, z drugiej tęsknię za Supersonics. Może trochę szkoda, iż basket na wielkim poziomie nie wróci do Seattle (Phil Jackson już zacierał ręce), ale trzeba pochwalić burmistrza Kevina Johnsona za jego pracę przy pozostawieniu Królów w ich domu, nakłonienie inwestorów do wyłożenia środków na nową halę oraz nie należy zapominać o wielkiej akcji fanów walczących o swoją drużynę. Ważny fakt to NBA ostatecznie nie zabrało siłą koszykówki z Sacramento, sztucznie przenosząc klub – jak to miało miejsce w przypadku Sonics->Thunder – do Seattle.

2. Mike Malone nowym trenerem; dobry ruch i przyszłościowy czy nie wnoszący nic nowego – podkreślający przeciętność zespołu ?

Bargnani7: Malone ma lata doświadczeń na ławce w roli asystenta i podobno miał duży wpływ na sukcesy Warriors w ubiegłym sezonie tak więc można było spodziewać się, że w pewnym momencie dostanie szansę. Oczywiście Kings zaliczyliby prawdziwy przechwyt gdyby udało im się złowić Lionela Hollinsa, ale wiadomo, że ich możliwości na rynku też są w pewnym stopniu ograniczone (zwłaszcza kiedy organizację otaczał tak ogromny chaos). Kluczem będzie oczywiście temperowanie Cousinsa. Westphal z 10-letnim doświadczeniem nie wytrzymał więc gdyby trenerowi-debiutantowi się udało zaliczyłby naprawdę duży plus.

Rafał Kamieński: Mike Malone to znakomity szkoleniowiec. Od kilku lat pełnił rolę asystenta trenera będąc uznawanym za jednego z lepszych specjalistów od gry w defensywie. Poza tym potrafi świetnie poukładać drużynę i dogadać się z zawodnikami. Jednym słowem – ktoś idealny dla DeMarcusa Cousinsa. Jest w stanie stworzyć bardzo silną i niewygodną ekipę dla każdego w NBA.

Damian Suchan: To na pewno będzie wzmocnienie. Jeśli tylko będzie miał wsparcie ze strony zarządzających tym klubem, to jestem przekonany, że w ciągu kilku sezonów będzie potrafił zbudować mocną ekipę. Już teraz Kings na papierze wyglądają całkiem, całkiem. Trzeba to tylko umiejętnie poukładać i Malone wydaje się, że to będzie umiał zrobić.

Adam Wiśniewski: Mike był dotychczas tylko asystentem trenera, sam nie prowadził drużyny NBA. Może na początku być to trudne. Nie liczyłbym na odskocznię i kilkanaście zwycięstw więcej właśnie z powodu zmiany trenera. To długi proces, zanim wszyscy będą się dobrze dogadywać. Przyszłościowo, może to wyjść drużynie na dobre, ale na początku nie oczekujmy fajerwerków.

Woy: Mike Malone, niedawny asystent Marka Jacksona nie ma przed sobą takiej kopalni talentów jaką dostał jego poprzedni zwierzchnik, w Oakland. Nie oczekujmy też cudów w Kalifornii i nagłego skoku formy do poziomu 40. wygranych czy walki o ósme miejsce, premiowane play offs. Ten zespół musi zacząć się tworzyć, Malone musi nieco utemperować charaktery graczy – głównie DeMarcusa Cousinsa – oraz wypracować z drużyną jej styl (który był zakłócany poprzez ostatnie roszady trenerskie przy osobach Keitha Smarta oraz Paula Westphala). Wiele zależy też od poprawy obrony Królów. Podsumowując, przed Malonem pełne ręce roboty..

3. Ruchy transferowe wśród Kings to przede wszystkim odejście Tyreke’a Evansa i dojście Bena McLemore’a. Czy w Sacramento wszystkie decyzje personalne były na pewno należycie przemyślane?

Bargnani7: Nie ma rewelacji, ale nie jest źle. Tyreke zawiódł oczekiwania w poprzednich dwóch sezonach i jego odpuszczenie ma sens, zwłaszcza kiedy udało się pozyskać McLemore’a. To, że udało im się w dodatku złapać Vasqueza, który ze swoim świetnym przeglądem pola i stylem gry powinien wpasować się w zespół znacznie lepiej niż plejada poprzedzających go point guardów może mieć duże znaczenie. Trio Vasquez-Landry-Cousins raczej daleko Kings nie zaprowadzi, ale nie ukrywajmy – mogło być gorzej.

Rafał Kamieński: Jestem bardzo sceptyczny do tego jakie ruchy transferowe w ostatnich latach dokonywali Kings. Od pewnego czasu Sacramento było miejscem dużych, ale niewykorzystywanych talentów. Pozbyli się Tyreke’a Evansa w zamian dostając Greivisa Vasqueza, który nie gwarantuje nic poza „tylko” solidną grą. Za Evansa można było dostać kogoś lepszego, chociaż taki ruch pokazuje nam tylko, że w tym klubie mocno wierzą w wybranego w drafcie Bena McLemore’a. Ten młodziutki rzucający obrońca potrzebować będzie jednak dużo czasu aby wkomponować się w ligę NBA. Wielu skautów twierdzi bowiem, że McLemore wygląda wciąż bardziej jak dzieciak grający w koszykówkę. Pierwszy sezon może być dla niego bardzo trudny. Talent ma jednak ogromny i powinien nam to pokazać w niedalekiej przyszłości. Śmiało mogę jednak przyznać, że w tej organizacji dzieje się coraz lepiej, a sam skład wygląda już na coraz bardziej poukładany.

Damian Suchan: Właśnie tego do końca nie jestem pewien. Chyba zbyt łatwo pozbyto się Evansa nie dostając nic wartościowego w zamian. Jest oczywiście młody Ben McLemore, ale on będzie potrzebował czasu, by wkomponować się w realia panujące w NBA. No i oczywiście pytanie zasadnicze co z Cousinsem nadal pozostaje otwarte.

Adam Wiśniewski: Nigdy nie jest tak, że końcowy efekt jest taki jak wcześniej go sobie obmyślaliśmy. Sądzę jednak, że klub powinien być zadowolony ze swoich ruchów, szczególnie z tego, że do ich wyboru wytrwał McLemore. Ma on wielki potencjał i może już za rok, lub dwa patrząc realniej w pojedynkę prowadzić klub. Tak, pokładam w nim duże nadzieje. Z drugiej strony drużyna na pewno odczuje brak Evansa, ale wszystko jest tylko kwestią czasu. Jak mówił LeBron „It’s about damn time”.

Woy: Nie oddałbym tak łatwo Evansa i nie uważam też, że Vasquez wyniesie drużynę na jakiś wyższy poziom od ubiegłorocznego. Wydaje się, że znów nie pogra sobie Jimmer Fredette, a Isaiah Thomas nie dostał jeszcze wielkiego wotum zaufania by kierować samodzielnie poczynaniami drużyny. Na plus to transfer Bena McLemore’a, ale niestety wśród Królów jest więcej podobnych strzelców, którzy również zechcą powalczyć o swoje minuty np. na siłę trzymany John Salmons (miała być amnestia, ale nie doszła do skutku) czy Marcus Thornton. Nowy trener musi zatem zrobić mały porządek i postawić na część graczy, być może bardziej przyszłościowych?

4. Na ile zwycięstw, biorąc pod uwagę wszystkie roszady, stać w nowym sezonie Królów?

Bargnani7: W Sacramento nie mają podstaw by wierzyć w cud przed następnym sezonem. Obstawiałbym przedział 25-28 zwycięstw.

Rafał Kamieński: Myślę, że będzie bardzo podobnie do tego co prezentowali rok temu. Ten zespół jest wciąż w przebudowie i przydałby się im jeszcze jeden sezon po którym mogliby dobrać do siebie utalentowanego zawodnika w drafcie. Możliwe, że na Wschodzie mogliby powalczyć o coś więcej niż o loterię draftową, ale tak piekielnie mocny i wyrównany Zachód nie pozwala im myśleć o PlayOffs jeszcze w tym roku.

Damian Suchan: Będzie podobnie jak w zeszłym roku. Na cuda bym nie liczył, szczególnie na tak mocnym w tym roku Zachodzie. To będzie kolejny rok walki nie o playoffy, ale o jak najwyższy numer w drafcie.

Adam Wiśniewski: Sądzę, że w granicach 26-29 wygranych spotkań. Będą gdzieś pewnie na 10-13 miejscu w swojej konferencji, która jest wyjątkowo mocna.

Woy: Stawiam na 28 jako maksimum ich możliwości. Królom nie grozi walka o play offs.

5. Co będzie bolączką Kings w kolejnym sezonie, w którym znów liczy się na przełamanie?

Bargnani7: Kings mają ciągle zbyt słaby skład by rywalizować w tak mocnej konferencji. Żaden z ich graczy nigdy nie był all-starem, a góra dwóch ma potencjał by nim się stać w przeciągu najbliższych dwóch lat (Cousins, McLemore). Na dzień dzisiejszy są tylko zgrają przeciętniaków z kilkoma dziwnymi kontraktami i przeładowanym backcourtem.

Rafał Kamieński: Przede wszystkim uporządkować nieład, który panował tam od kilku sezonów. Zadaniem Mike’a Malone będzie również znaleźć wspólny język z DeMarcusem Cousinsem, którego największym wrogiem w byciu jednym z najlepszych wysokich jest on sam.

Damian Suchan: Jak już wcześniej zwróciłem uwagę największym problemem Kings jest DeMarcus Cousins. Jeśli Mike Malone będzie potrafił do niego dotrzeć, to może być to dla niego przełomowy sezon, jeśli jednak nadal będzie sprawiał problemy, należy się go jak najszybciej pozbyć.

Adam Wiśniewski: Na następny sezon nie widzę w sumie większych problemów. Cousins mógłby się odbić od przeciętności i zacząć grać prawdziwą koszykówkę, bo potrafi. W najbliższym czasieklub musi jednak jednak pomyśleć o przepłacanych zawodnikach, którymi na pewno są Thornton i Salmons.

Woy: Bolączka to licznie wypełniony (przepełniony?) skład, ale bez specjalnej jakości na większości pozycji. O Cousinsie od co najmniej 2 sezonów mówimy, że to wielki prospect i kandydat na dominatora pod koszem. McLemore rysuje nam się jako przyszła gwiazda drużyny/ligi (?) , ale w tym otoczeniu jest zbyt wielu przeciętnych graczy, a niektórzy z nich z wysokimi gażami. Spójrzmy na tercet Landry-Hayes-Patterson lub Vasquez-Thomas-Fredette. Dalej jeszcze Salmons-Thornton-Mbah a Moute..Niestety to tylko przeciętność. Problemem trenera Malone’a będzie również zmuszenie tego otoczenia do solidnej defensywy. Ją należy poprawić by zacząć wygrywać po 30. spotkań w sezonie.

11 komentarzy

  1. Krzychair pisze:

    Nie wiem, czemu wszyscy chcą temperować Cousinsa. Myślę, że problem tkwi w tym, że Kings nie wygrywają. Gdyby przyszły zwycięstwa temat przestał by istnieć.

  2. Triple eX pisze:

    Krzychair – żeby były zwycięstwa to jednym z warunków jest żeby DMC przestał zachowywać się jak przygłup i palant.

    A ja uważam, że zdecydowanie zbyt mocno jeździcie sobie po Vasquezie… facet jest jeszcze dość młody i uważam, że zrobi kolejny krok do przodu w swojej grze… jeżeli będzie miał wsparcie kolegów to zdecydowanie może być super opcją na rozegraniu… przede wszystkim jest to gość, który nie stara się na siłę być gwiazdą i spokojnie może robić to w czym jest najlepszy tj. podawaniu kolegom na dobrych pozycjach… Ja osobiście mam dość oglądania PG którzy chcą być gwiazdami za wszelką ceną, a jedyne pozycje jakie kreują to ich własne… prawdziwy PG nie musi być największą gwiazdą drużyny… może być mistrzem drugiego planu… tak uważam… Do tego należy dodać, że Vasquez jest tani szczególnie jak na swoje umiejętności… gdybym zarabiał z milion więcej to jeszcze nikomu krzywda by się nie działa…

    Dodam jeszcze w temacie, że mam nadzieje że w końcu trochę wróci do gry Patterson, który po wymianie został moim zdaniem zaniedbany w SAC.

  3. majecha pisze:

    Do grona wielkiej przeciętności należy dodać także Jasona Thompsona, choć u niego pewnym plusem(?) jest to, że na tę przeciętność zawsze można liczyć (10 ptk – 9 zb PER36).

  4. Mike 40 pisze:

    Brak przenosin do Seattle to niestety kolejne zahamowanie Kings. I tak i tak, za rok dwa trafia właśnie tam i będą się zwali SUPERSONICS !!!!!!!!!!!!! ;) Wtedy będę im kibicował i znowu będę mógł oglądać moich nie odżałowanych Sonics w akcji.

  5. Paweł pisze:

    Zgadzam się z Triple eX, że za mało doceniacie Vasqueza. Jest młody, poczynił wielki skok w poprzednim sezonie i może dać dużo dobrego Sacramento. O wiele więcej cenię takiego rozgrywającego niż obecną jedynkę malutkiego Thomasa.

  6. Macias pisze:

    Świetnie, że udało się zatrzymać Kings w Sacramento. Mimo, że to nie jest już ta sama ekipa co z kilkanaście lat temu kiedy walczyli w PO z Webberem, Bibbym (wcześniej Jason Williams), Peja czy Divac a nawet Hedo to nie zmienia faktu, że są to Sacramento Kings a nie Seattle Supersonics, którzy swoją drużynę maja w Oklahomie. Wybór trenera uważam za całkiem dobry choć tak jak to pisałem w przypadku Suns wszystko zweryfikuje sezon. Transfery zrobili całkiem niezłe bo przyszedł Carl Landry, który na pewno wzmocni strefę podkoszową, w drafcie pozyskali zapowiadającego się dobrze McLemore’a czyli zastąpili Evansa gościem lepiej pasującym do koncepcji zespołu strzelcem oraz przyszedł rozgrywający, który ma na prawdę świetny przegląd pola i przede wszystkim w pierwszym momencie skupia się na podaniu zamiast rzucie. Odszedł Evans, o którym myślałem jak o przyszłym All Star i tym, który pomoże Kings sie odrodzić. Myślę, że gdyby tylko dostał szansę to mogłoby się tak stać. Facet jest typowym Combo ale Kings ściągając Thortona i wybierając w drafcie Thomasa sami na siłę próbowali go przesunąć na SF kiedy facet chce mieć piłke w grze a pokazał, że potrafi z Nią zrobić użytek. Wyszło jak wyszło jestem ciekaw jak to wyjdzie teraz w drużynie z Nowego Orleanu gdzie jest Holiday i Gordon ;) Na co ich stać? PO może za kilka lat na chwilę obecną będą walczyć o miejsca 10-12 bo mimo wszystko Zachód jest mocny a Kings jak na razie nie wzmocnili sie na tyle aby wejść chociażby do pierwszej 10tki.

  7. Paweł pisze:

    Jak dla mnie pozostanie w Sacramento to zachowanie stanu nijakości, projekt Supersonics zapowiadał się ciekawie. Co do samej drużyny, to wg mnie nic się nie zmieni, skład budowany jest jakby bez pomysłu, transfery też szału nie robią, chociaż uważam że Vasquez może zrobić wiele dobrego w tej drużynie.
    Macias, o talencie Evansa mam podobne zdanie do Twojego, nie rozumiem tylko drogi jaką obrał, przecież w Pelicans będzie miał taką samą sytuację jak w Kings.

    • Macias pisze:

      Hmm ja to bardziej staram się odebrać tak, że chłopak chciał po prostu uciec z Sacramento tym bardziej że na pozycjach obwodowych robi sie coraz tłoczniej kiedy w drafcie wybrali McLemore’a. Co go czeka w Pelicans? Może znajdzie wspólny język z Jaru a Gordon znowu wypadnie na połowę sezonu z gry lub też zmieni klub zimą. Poza tym nie głupie byłoby spróbować teraz wyciągnąć Marcina z Suns za Gordona. Gordon może się odrodzić z Phoenix znając ich magiczne sposoby uleczania a Pelicans zyskaliby spore wzmocnienie pod koszem dużo lepsze niż w zeszłym sezonie mieli ze strony Lopeza.

  8. Paweł pisze:

    Wydaje mi się że Gortat za Gordona to jednak trochę za mało, zwłaszcza że Gortat ma kontakt ważny tylko przez rok, i istnieje obawa że ucieknie do innego klubu. Co do samej wymiany Gordona, to moim zdaniem byłby to dobry ruch ze strony Pelicans, no i zrobiłoby się trochę więcej miejsca dla Evansa. Jednak na dzień dzisiejszy, Eric ciągle jest w New Orleans, i ciągle razem z Holidayem będą zabierali minuty i grę Evansowi, a jak sam napisałeś Tyreke jest najlepszy z piłką.

    • Macias pisze:

      Zgadzam się a ten transfer to taka moja drobna wizja jak zrobić miejsce Evansowi, wzmocnić strefę podkoszową i ewentualnie oczyścić salary przed następnym latem chyba, że chcieliby Gortata a on by chciał zostać. Do Gortata mogliby wziąć schodzący kontrakt Butlera po roku i też by nie było źle bo doświadczony SF by się na pewno przydał. Tak jak napisałeś na chwile obecną Gordon jest w New Orleans więc musimy czekać jak do najbliższego sezonu.

  9. monty pisze:

    Wyciągnąłem właśnie kasetę VHS z 2002. Finały konferencji Lakers-Kings G6. Smutek epoki… Chyba nigdy nie widziałem takiego sędziowania jak długo (od 1987 roku) oglądam NBA. Odrażające….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *