Drobnym drukiem: Czy Clippers rzeczywiście będą drużyną Griffina?

Amerykańskie media przez ostatnie dni z lubością przytaczały wypowiedź Chrisa Paula według której Clippers zajdą tak daleko jak daleko poprowadzi ich Blake Griffin. Czy rzeczywiście można już mówić, że skrzydłowy jest liderem ekipy z Los Angeles?

Swoje rozważania podzielę na trzy etapy. Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Odpowiedź na tytułowe pytanie pozostawiam jednak Wam.

Przeszłość

Nie mamy co ukrywać. W swoim pierwszym sezonie na parkietach NBA Blake Griffin rzucił nas na kolana. Nie mówię oczywiście o 2009/2010, który w całości spędził na rehabilitacji, ale o swoim prawdziwym debiutanckim sezonie, w którym notował 22.5 ppg, 12.1 rpg i 3.8 apg.

Blake nie tylko latał nad głowami obrońców, został wybrany do udziału w Meczu Gwiazd, wygrał konkurs wsadów, został wybrany najlepszym debiutantem, ale również SI określiło go jako jednego z 15 najlepszych debiutantów w historii NBA.

[youtube=http://youtu.be/U16exoxQ9Nk&w=700]

Griffin praktycznie w pojedynkę sprawił, że Clippers byli „team to watch”. Nikt w tym momencie nie miał wątpliwości, że mamy do czynienia z (przepraszam za kolejnym amerykanizm) „franchise playerem”.

Wtedy w LA pojawił się Chris Paul.

CP3 jest rozgrywającym starej daty w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Jego pierwszym zadaniem jest kreowanie gry, odnajdywanie partnerów i wprowadzanie ich w spotkanie. Dopiero w dalszej kolejności myśli o swoim rzucie, ale nie dajcie się zwieść, bo to prawdziwy „morderca o twarzy dziecka”, ktoś jak Ole Gunnar Solskjaer w najlepszych czasach w piłkarskim Manchesterze United.

Chris nie wparował do drużyny i nie powiedział, że teraz to jego show. To nie w jego stylu. Z miejsca jednak podniósł poziom gry w LAC o dwa poziomy. Od 2011/2012 Clippers nie byli już tylko „Lob City”, ale przede wszystkim byli drużyną. Drużyną, której trzeba było się już obawiać.

Drugi sezon w lidze jest zwykle trudniejszy dla młodych graczy. Przede wszystkim dlatego, że rywale już cię znają i wiedzą gdzie są twoje braki. W przypadku Griffina chodzi przede wszystkim o rzuty z półdystansu i skuteczność z linii rzutów wolnych.

Sami Clippers nie obyli się również bez własnych problemów. W trakcie sezonu posada Del Negro wisiała na włosku, ale ostatecznie uratowała go szarża 12 zwycięstw w 14 spotkaniach. LAC znów byli w playoff, a w nich odrobili jedną z największych przewag w historii i wyeliminowali Grizzlies by potem zostać „zamiecionym” przez Spurs. Jasne, Griffin był kontuzjowany, ale już wtedy było widać że to Paul, a nie on jest liderem ekipy.

[youtube=http://youtu.be/avJmMXkRDJc&w=700]

Kolejny sezon zarówno ustabilizował pozycję Blake’a w NBA jak i zaczął generować coraz więcej pytań odnośnie jego przyszłości w lidze. Trzy lata w lidze okazały się wciąż zbyt krótkim czasem by wyćwiczyć jumper do tego stopnia by odpuszczanie skrzydłowego na półdystansie mogło być przez niego karane. Dodatkowo spadły wszystkie średnie na mecz co tylko częściowo można tłumaczyć ograniczaniem czasu gry i powtarzającymi się problemami ze zdrowiem.

Dla porównania w trzecim sezonie Karl Malone, który dla Griffina powinien być wzorem, był już prawdziwym dominatorem.

Teraźniejszość

Ten sezon ma być dla Blake’a przełomowy. Sam potwierdził, że jest gotowy na wzięcie większej odpowiedzialności na swoje barki. Dodał też, że po dłuższej przerwie nie dokuczają mu już żadne urazy. Dodatkowo na ławce trenerskiej w końcu usiądzie prawdziwy fachowiec – Doc Rivers.

Griffin przez lato jednak nie tylko odpoczywał i udzielał się reklamowo, ale także (a może przede wszystkim) ciężko pracował nad swoim rzutem co zresztą zalecił mu nowy szkoleniowiec. Jasne, w mgnieniu oka nie będzie równie skuteczny z półdystansu jak Nowitzki, Duncan czy Garnett, ale jeżeli wyskoczy powyżej 40% skuteczności z tego obszaru (w zakończonym sezonie miał niecałe 35%) to będzie to już coś.

Widać też postępy na linii rzutów wolnych – w 2012/2013 miał już 66% (najlepszy wynik w karierze). Teraz celem ma być 3/4 prób.

Na tym nie koniec elementów do poprawy. Blake wciąż jest bardzo nierównym obrońcą. Jest silny i bardzo skoczny, ale bardzo rzadko blokuje co można tłumaczyć przede wszystkim złym wyczuciem czasu.

Przyszłość

Jeżeli jednak będzie skoncentrowany i rzeczywiście przyłoży się do ćwiczeń to wydaje się, że ma wszystko by odnieść sukces. Trzeba przyznać, że Clippers zrobili mu środowisko idealne dla odniesienia sukcesu. Problem będzie jednak w sytuacji, w której Griffin rozczaruje.

W poprzednim sezonie sam oglądając LAC łapałem się na tym, że w jednym spotkaniach Blake wyglądał jak najlepszy silny skrzydłowy ligi by w kolejnych zupełnie znikać. Podobne reakcje z resztą widziałem u innych obserwujących NBA. Trochę wyglądało to w ten sposób, że nie tylko z meczu na mecz mogliśmy widzieć innego Griffina, ale nawet z kwarty na kwartę.

[youtube=http://youtu.be/yDpNdYpTwpU&w=700]

Pamiętam jak w studiu TNT Shaq O’Neal mówił, że zdobywanie blisko 30 ppg nie jest niczym niezwykłym – przecież to tylko niewiele ponad 7 punktów na kwartę – wsad, półhak, dobitka i dwa rzuty wolne. Nawet nie 6 minut roboty, a potem można odpocząć i po wejściu od nowa.

Takiego nastawienia oczekuję od Blake’a i z tego co czytam w 2013/2014 możemy to w końcu zobaczyć. Rivers powiedział mu, że nawet jakby miał 0/15 z gry to ma być wciąż agresywny i nie bać się kolejnych rzutów.

Griffin nazwał to „shooters mentality”. Ja bym nazwał „stars mentality”. 24-latek musi czuć, że w każdym momencie to on jest najlepszym graczem na boisku. Pamiętacie jak w PO powtarzał to Curry’emu trener Jackson?

Piłka jest po twojej stronie Blake. Albo pójdziesz drogą Malone’a czy Duncana (specjalnie ich wymieniam, bo w początkowych etapach kariery mieli przeciętny rzut), albo staniesz się Shawnem Kempem XXI wieku. Decyzja należy do ciebie.

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

2 komentarze

  1. bargnani7 pisze:

    1. Zmiana trenera dobrze mu zrobi. Nie rozumiem czemu Griffin, który właściwie nie zmagał się z żadnymi urazami przez ostatnie 3 lata (w sezonie regularnym) z roku na rok grał coraz mniej kiedy ta tendencja powinna być właściwie odwrotna. Szerszy skład szerszym składem, ale gwiazda to gwiazda. On nie ma 35 lat na karku, można z niego wyciskać znacznie więcej.

    2. PER-36 staty Griffina w ataku zmniejszyły się nieznacznie co można wytłumaczyć poszerzeniem możliwości Clippers w ofensywie. Do tego podaje na elitarnym jak na podkoszowego poziomie. Ale nic nie jest w stanie wytłumaczyć jego pasywności na tablicach. To wg mnie był głównym problem w tamtym sezonie. Zero agresji na tablicach sprawiało właśnie, że Griffin momentami był tak niewidoczny. Brook Lopez zbierał od niego lepiej w swoim drugim sezonie lol (PER-36).

    3. Nie oceniam jego boiskowej chemii z CP3, ale kiedy przypominam sobie jak świetnie dokarmiał go Baron Davis to myślę, że jednak w tym aspekcie nie jest aż tak dobrze jak by się wydawało (poza tym w 2010-2011 Clippers nie odciążali go na obwodzie tak jak teraz, bo byli jednym z najgorzej rzucających za 3 zespołów).

    Statystyki akurat w jego przypadku mówią dużo kiedy spojrzymy na to z innej strony:

    Punkty:
    2010-2011: 14x +30 (w tym 2x +40)
    2011-2012: 4x +30
    2012-2013: 3x +30

    Zbiórki:
    2010-2011: 22x +15
    2011-2012: 7x +15 (w tym 1x +20)
    2012-2013: 0x +15

    Podsumowując: Rivers powinien wiedzieć jak wykorzystać 100% z Blake’a. Jego rolą jest za to tylko grać twardo i z pełną agresją jak 3 lata temu.

  2. Kkkk pisze:

    Odpowiadając na tytułowe pytanie, moim zdaniem NIE. To jest już team CP3, a co do przytoczonej wypowiedzi Paul’a to pewnie chciał w ten sposób bardziej zmobilizować Griffina, a i jednocześnie wskazać, że postęp drużyny będzie w głównej mierze zależeć od postępu samego Griffina

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *