5-na-5: offseason w Charlotte Bobcats

1. Al Jefferson w Bobcats – to dobry ruch czy mało opłacalny dla przyszłości klubu? Czy widzisz ex gracza Jazz w roli mentora dla młodszych zawodników?

P. Kołakowski: Myślę, że bardzo dobry ruch. Big Al męczył się już w Utah, a w nowym otoczeniu będzie pełnił nową dla siebie rolę. Uważam, że przy młodziezy w Charlotte sam trochę odżyje i będzie wraz z Kembą Walkerem motorem napędowym Bobcats aka Hornets.

M. Miłuński: Od czegoś trzeba zacząć. Myślę, że lepsi gracze po prostu nie są zainteresowani graniem w klubie, który kojarzy się z porażką. Jefferson będzie na pewno sporym wzmocnieniem, a trzy-letni kontrakt aż tak bardzo nie boli. Nie wiem czy Jefferson ma predyspozycje do bycia mentorem. Za to radykalnie zmienia się sytuacja pod koszem Bobcats, bo przecież w drafcie wyciągnęli jeszcze Zellera.

D. Suchan: Wydaje mi się, że to dobry ruch dla „Rysiów”. Nie można wiecznie być najgorszą drużyną w NBA. Widać, że przebudowa przez draft nie poszła do końca tak jak chciał Michael Jordan, chociaż ja uważam, że Kemba Walker może być gwiazdą tej ligi. Świetnie spisywał się na campie Team USA. All Jefferson wniesie do tego zespołu potrzebną siłę w walce pod koszem. Czy jednak będzie mentorem dla młodych? Trudno powiedzieć co siedzi w jego głowie.

Bargnani7: Choć to ruch powszechnie krytykowany ja staram się zrozumieć Bobcats. Ostatnie 2 lata spędzili na absolutnym dnie, chcą się odbić i pozyskali gracza unikalnego, z dużą marką, który będzie ich gwiazdą. Trzeba pamiętać o ograniczonych możliwościach Charlotte na rynku stąd też musieli przepłacić. Zastanawia mnie tylko czemu zrobili to bezpośrednio przed draftem 2014. Może MJ ma już dosyć przegrywania nawet w loterii draftowej.

Woy: Uważam transfer Jeffersona za przydatny ruch w perspektywie poprawy wyników Bobcats, zwłaszcza, że Jordan i spółka nie mieli szans na angaż takich nazwisk jak Josh Smith, Monta Ellis i Dwight Howard.  Jefferson to zdecydowanie wyższy poziom niż zeszłoroczni starterzy Mullens – Biyombo i powinien spokojnie dawać Rysiom średnie 18pkt i 9zb, będąc centralną postacią ataku Cats. Al jako mentor? Zobaczymy;-)

2. Czy uważasz ,że nowy trener – Steve Clifford – poradzi sobie lepiej niż jego dwaj poprzednicy?

P. Kołakowski: Ma na pewno lepszy materiał ludzki, a więc z miejsca jego sznasę oceniam wyżej. Teraz pytanie co prezentuje sobą jako szkoleniowiec. Nie chce oceniać jego umiejętności i osobowości bo jest to dla mnie jedna wielka zagadka – jak cała ekipa Charlotte w przyszłym sezonie – ale chyba już gorzej być nie może…

M. Miłuński: Steve kto? Nie wiem w co gra Jordan, ale zatrudnianie ludzi kompletnie znikąd nie jest według mnie optymalnym rozwiązaniem.

D. Suchan: Powinien sobie poradzić i osiągnąć lepszy wynik, niż jego poprzednicy. Czy jednak to będzie tylko jego zasługa, czy po prostu zawodnicy wreszcie dorosną do dobrej gry? Wydaje się, że jeśli oba te aspekty zostaną połączone, to Bobcats stać na przyzwoity wynik w sezonie zasadniczym.

Bargnani7: Decyzje związane ze sztabem trenerskim Bobcats są kuriozalne. Nie wiem po co rok temu zatrudnili Dunlapa i czego od niego oczekiwali skoro wywalili go już po roku, który nie był aż tak tragiczny. Ok, gdyby dostępny był Phil Jackson albo chociaż byliby dogadani z Lionelem Hollinsem. Nie mam pojęcia co może zmienić nominacja Clifforda. Ma duże doświadczenie jako asystent, ale dzisiaj powiedziałbym „zamienił stryjek siekierkę na kijek”.

Woy: Nie wiem skąd Michael bierze te pomysły na nazwiska debiutantów Dunlapa, Clifforda a niegdyś Vincenta. Na jego miejscu pokusiłbym się o trenera z górnej półki, który miałby koncepcję gry i stałby się mentorem dla młodych graczy. Przypomnę, że najlepiej w Bobcats szło Larry’emy Brownowi, więc tym razem można było poczekać i pokusić się o trenera roku – George’a Karla lub specjalistę od defensywy (bo ten element Cats muszą poprawić najbardziej) – Lionella Hollinsa. Obawiam się, że za rok Clifforda już nie będzie na ławce w Charlotte. Na poprawę humorów fanów drużyny trzeba powiedzieć, że sztab asystentów wygląda obiecująco, bo do Bobcats trafili dawni gwiazdorzy ligi – Patrick Ewing (popracuje z wysokimi) i Mark Price (popracuje nad skutecznością rzutów graczy obwodowych).

3. Będąc w skórze G.M.’a Rysiów postawiłbyś na Cody’ego Zellera czy uderzyłbyś w stronę Nerlensa Noela lub Bena McLemore’a?

P. Kołakowski: Druga opcja wydaje mi się bardziej interesująca. Widziałem dwójke tych graczy w akcji i sądzę, że w perspektywie czasu mogliby być ogromną siłą tego zespołu. Mają spory potencjał i chyba lepiej będą funkcjonować w realiach NBA niż Zeller, który może jedynie dublować się rolami z Biyombo.

M. Miłuński: Pewnie wziąłbym McLemore’a. To jest gość, który może być All-Starem już za 1-2 sezony. A na pozycji nr 2 w Bobcats nie widzę orłów. Noel mnie nie przekonuje i od początku nie byłem zwolennikiem jego wyboru. Jest jeszcze słabszy ofensywnie niż Anthony Davis, który radzi sobie bardzo przeciętnie. Nie mówiąc o tym, że do grudnia nie wyjdzie na boisko, czyli de facto w tym sezonie nie ma co na niego liczyć. Wybór Zellera nad Alexem Lenem podyktowany jest zapewne poszukiwaniem bardziej silnego skrzydłowego niż backupu centra. Tylko mając wybór między Zellerem a McLemorem nie wahałbym się ani chwili.

D. Suchan: Skoro miałbym w składzie pod koszem Alla Jeffersona, to postawiłbym na Nerlensa Noela jako inwestycję w przyszłość. Obarczone jest to dużym ryzykiem i trzeba będzie poczekać do grudnia, by zobaczyć jak ten chłopak prezentuje się na parkiecie w NBA. Przypadek Noela może być strzałem w dziesiątkę lub wtopą podobną do Grega Odena.

Bargnani7: Zeller póki co zagrał bardzo dobrze w Summer League kiedy Len i Noel od dłuższego czasu nie postawili nogi na parkiecie. Zostałbym przy wyborze podkoszowego, ale nie mam pojęcia co było najważniejszym czynnikiem dla Bobcats przy wyborze gracza. Pominięcie Noela gdy mieli tak doskonałą szansę by go wybrać może okazać się dużym błędem, ale Zellerowi trzeba dać szansę, bo też ma spory potencjał.

Woy: Jeśli był wcześniej plan pozyskania Jeffersona to nie do końca rozumiem wybór z Zellerem. Wolałbym dostać McLemore’a lub ewentulanie pokusiłbym się o Trey’a Burke’a. Noela nie ryzykowałbym , nie chcąc dopuścić do sytuacji podobnej jakią przeszło Portland z Gregiem Odenem.

4. Analizując dzisiejszy roster zespołu, czy jest w końcu szansa na przejście progu 30. wygranych w rozgrywkach?

P. Kołakowski: Skład mają bardzo ciekawy. Na pewno jedyny minus to brak doświadczenia. Realnie jednak oceniając ich siłę na samym wschodzie to słabsi wydają się być jedynie Magic. Do trzydziestu raczej nie dobiją, ale mogą się otrzeć o taką ilość wygranych. Ciężko wróżyć, gdyż sezon jeszcze się nie zaczął. Jest to zatem bardziej zgadywanie niż realna ocena sytuacji z mojej strony.

M. Miłuński: Tak, jest szansa. Zakładając, że Walker i Gilchrist zanotują postęp i nie będzie kontuzji, Bobcats mogą w końcu zasłużyć na miano ligowego średniaka. Pierwsza piątka nie jest zła, a w rezerwach w końcu również znajdziemy wartościowych graczy – Sessions, Gordon, Biyombo, Haywood. Stawiam na widełki 28-30 zwycięstw w tym sezonie, a maksa ustawiam na 34. Do bilansu 50% i play-off jeszcze trochę brakuje.

D. Suchan: Jeśli nie teraz to kiedy? Kibice w Charlotte mają dość bycia pośmiewiskiem całego NBA. Wbrew pozorom mają skład mogący dać im 30 zwycięstw w sezonie. Wschód wydaje się w tym roku wyjątkowo słaby, więc tym bardziej każdy wynik jest możliwy.

Bargnani7: Tak, mogą nieznacznie przekroczyć ten próg. Mają lidera i gwiazdę w postaci Jeffersona, a Walker, Kidd-Gilchrist i Henderson są rok starsi i powinni radzić sobie lepiej kiedy uwaga skupiona będzie na podkoszowym. Jeśli będą w stanie grać chociażby średnią defensywę mogą dosięgnąć tych 32 wygranych.

Woy: Myślę, że trzydziestka pęknie w Charlotte, a o poprawę gry pokuszą się również G. Henderson i K. Walker. Więcej oczekuję też od Michaela Kidda-Gilchrista. Sporo miejsca powinien im dać fakt dołączenia do ekipy Ala Jeffersona.

5. 68 sezon będzie ostatnim w NBA dla nazwy Bobcats. Czy Michael Jordan postąpił właściwie przejmując z powrotem oryginalną nazwę klubu ?

P. Kołakowski: Pamiętam jak w barwach Hornets grali Mourning, Larry Johnson, Scott Burell, Tyrone Mougsy Bogues czy Del Curry. Strasznie lubiłem tą ekipę i dla mnie to powrót do najlepszych czasóe NBA :). Dla Michaela to chyba też taki back 2 tha old skool. Na pewno wspomnienia wracają, a Hornets w swej krótkiej historii bardzo pozytywnie wpisali się w dziejach tej ligi.

M. Miłuński: Tak. Bobcats są synonimem porażki. Szerszenie zaś mają ciekawą historię. Duet Larry Johnson i Alonso Mourning oglądało się znakomicie. W sezonach 1996-7 i 1997-8, w których liderem był Glen Rice, Hornets zdobywało ponad 50 zwycięstw. W play-offach w latach 90-tych Hornets byli ciągle pokonywani przez Bulls lub Knicks, ale to była złota era tych drużyn więc i tak jest się do czego odwoływać.

D. Suchan: Jordan robi wszystko, by jego drużyna była na ustach wszystkich kibiców w NBA. Wydaje się, że powrót do magicznej w latach 90-tych nazwy jest strzałem w dziesiątkę. Czas wyciągnąć z szafy starą czapeczkę „Szerszeni” i zacząć znów ekscytować się ich grą.

Bargnani7: Trochę gubię się w tym bałaganie. Historię Hornets kontynuować będą Pelicans, a nowi Hornets formalnie nie będą mieli nic wspólnego z dawnymi Hornets? Pomijając już, że to dziwna sytuacja cieszy mnie, że sama nazwa Szerszeni bez względu na to co będzie się działo wokół niej zostanie w lidze.

Woy: Jak najbardziej. Miejsce Hornets jest w Charlotte i dobrze Michael zrobił ,że przejął nazwę, zwłaszcza, że nowy właściciel drużyny z New Orleans nie identyfikował się z nią. Bobcats znikną z mapy NBA i nikt nie będzie za nimi płakał.

5 komentarzy

  1. Kalle pisze:

    Charlotte Hornets raczej ;)

  2. blazers.pun.pl pisze:

    Podoba mi się ta seria. Jakie ekipy kolejne w kolejce? Nieśmiało uśmiecham się o Blazers ;)

  3. Barzay pisze:

    @Bargnani7: hej nie słyszałem że sprowadzenie Big Ala jest powszechnie krytykowane, raczej na odwrót, właśnie myślę że to dobre i dzięki temu będą się dziać dobre rzeczy w charlotte w perspektywie kilku lat, znakiem zapytanie trener bo rzeczywiście po roszadach w tym roku sporo trenerów było na rynku i jeszcze nawet są, ale Clifford siedzi już w trenerce tyle lat więc może, ciekawe też że nie ma z Europy zawodników w charlotte bo te małe rynki często sięgaja po nich ponieważ można mieć naprawdę super zawodnika i za mniejsze często pieniądze i który i tak będzie cieszył się że gra w ogóle w nba bez patrzenia czy to rynek duży czy nie jak gwiazdy z usa których raczej tam nie ciągnie,( np minnesota czy toronto)

    • bargnani7 pisze:

      Bodajże na bleacherreport ten ruch został wyróżniony wśród pięciu najgorszych tego lata, a z tego co pamiętam także na espn było trochę krytyki w stronę Bobcats. Ogólny wydźwięk był taki, że Cats ostro przepłacili i zamknęli sobie furtkę po Wigginsa.

      Tylko pytanie – ile można tankować?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *