Kilka przemyśleń po Finałach 2013

finals_tix_hp_1112Świetne były to Finały. Spurs zamiast wielkiego zwycięstwa zanotowali wielki upadek. LeBron James przebył drogę w drugą stronę. Od przeciętności w pierwszych trzech meczach, wznosił się na coraz wyższy poziom i przesądził o tytule Heat. Ta seria miała wszystko. Wzloty i upadki, niesamowite emocje, blow-outy, mecze życia, najważniejsze rzuty karier, trafione lub spudłowane. I oczywiście Game 6 – najlepszy mecz jaki widziałem w moim życiu. Zapraszam na podsumowanie tych niesamowitych Finałów.

Jeden trafiony osobisty dzielił Spurs od tytułu. Najpierw Manu Ginobili spudłował. Ale ja się tym nie zmartwiłem i jak się okazało gracze Spurs również trochę się rozkojarzyli. W końcu na 28 sekund przed końcem mieli 5 punktów przewagi, a Popovich jest na tyle doświadczonym trenerem, że takiej przewagi już nie wypuści. W końcu Heat nie mają T-Maca w ekipie. Do tego Miami było w mocnym dołku po 3 stratach w 3 ostatnich posiadaniach.

Zdjęcie Duncana okazało się jednak cholernie kosztownym błędem Popa. Heat po raz drugi w tych play-offach skorzystali na zdjęciu wysokiego w ostatnich sekundach, po tym jak James trafił game-winnera Indianie, który mógł zostać spokojnie zablokowany przez Roya Hibberta. Tym razem żaden z graczy Spurs przebywających wtedy na parkiecie nie miał więcej niż 203cm wzrostu! Heat wykorzystali przewagę centymetrów i udało im się zebrać. Kawhi Leonard niestety nie okazał się być Sashą Vujacicem z Game 7 Finałów 2010 i spudłował kluczowy osobisty. Co było dalej, sami wiecie.

Spurs niestety, ale nie wytrzymali kluczowych momentów. Oczywiście, nie licząc niesamowitego rzutu Tony’ego Parkera w Game 1. Popovich popełnił największy błąd swojej kariery ściągając Tima Duncana. Manu i Kawhi nie trafili kluczowych osobistych. Duncan nie trafił przeciwko Battierowi. Potem Ginobili popełnił stratę, która niemalże zapewniła Heat tytuł. Te błędy uruchamiały wielkie momenty Miami, jak końcówka Game 6 i wielki dagger LeBrona w Game 7.

Najbardziej na tym wszystkim ucierpiał Manu Ginobili. Jeśli teraz zakończyłby karierę to będzie pamiętany, niestety, przez pryzmat tegorocznych Finałów. Wszyscy zapomnieli o tym jak przesądzał o losach Game 7 w 2005 roku, miał świetne Finały w 2007 roku i gdyby nie on to Spurs mieliby o 3 tytuły mistrzowskie mniej. Ale, nieważne jak zaczynasz. Ważne jak kończysz.

No właśnie. Nieważne jak zaczynasz, ważne jak kończysz. To samo można powiedzieć Tony’emu Parkerowi i Danny’emu Greenowi, którzy zaczęli serię od mocnego uderzenia, a skończyli ją bardzo marnie (1/12 z gry Greena i 3/12 Parkera w Game 7). Spoelstra miał przygotowaną odpowiedź na nich, w postaci ściślejszego krycia na Greenie i oddaniu Parkera pod opiekę Jamesa. Zostawił ją jednak na późniejsze mecze serii co okazało się strzałem w dziesiątkę. Przy okazji coach Heat pokazał się ze świetnej strony w rywalizacji z Popovichem.

Właśnie wśród dwójki trenerów można było upatrywać największą przewagę Spurs, a kluczem do zwycięstwa w serii miały być rozwiązania taktyczne Popa. Tymczasem to Spoelstra zaskoczył Popovicha.

Będzie gwiazdą ligi czy nie?

Heat mają dobrego trenera, który pod skrzydłem Pata Riley, może wyrosnąć na najlepszego coacha ligi. Mimo tego, że to właśnie Spoelstra wypadł lepiej w tej serii, to wciąż uważam Popovicha za najlepszego trenera NBA.

Ta seria ewidentnie pokazała też, że Kawhi Leonard ma zadatki na gwiazdę tej ligi. Znakomity w obronie przeciwko LeBronowi, przechwytywał piłki, nie bał się grać w ataku i był najjaśniejszą postacią po stronie Spurs. W przyszłym sezonie dostanie większą rolę w San Antonio, myślę, że może nawet zostać All-Starem i być w All-Defensive Teams. Stać go na to. Spurs wiedzieli co robią wymieniając George’a Hilla i wybierając Leonarda z #15 w Drafcie 2011. Swoją drogą, gdybyśmy dostali Finały Pacers – Spurs, to miały one dać odpowiedź kto wygrał wymianę na tej linii przed Draftem 2011. Ale nawet Finały Heat – Spurs nam ją dały.

Jak to zwykle po sezonie, tradycyjnie od kilku lat, mogliśmy usłyszeć, że to już koniec Spurs. Tymczasem ja jestem pełen optymizmu przed kolejnym sezonem. Do San Antonio może przybyć solidny free agent, będziemy mieli kolejny rok rozwoju Greena i Leonarda, Tony Parker i Tim Duncan zdecydowanie są w stanie utrzymać cyferki z tegorocznego sezonu. I mimo rosnących w siłę Rockets i Warriors, wracających w pełni sił Lakers i Thunder, a także wciąż silnych Nuggets, Clippers i Grizzlies, wciąż Spurs są w stanie awansować wysoko w play-offach i może nawet wznieść trofeum Larry’ego O’Briena.

Wszyscy, którzy twierdzili, że Spurs niezasłużenie awansowali do Finałów NBA mogą teraz uznać, że się pomylili. Niektórzy zwiastowali im koniec w serii z Lakers, potem przeciwko Warriors, później mieli ich wyeliminować Grizzlies. Że zostaną zabiegani, zasypani trójkami i zniszczeni przez silne (jak na obecne czasy) rotacje podkoszowe. Tymczasem Zachód zwyciężyła bardzo prosta koszykówka, polegająca na spacingu i grze zespołowej. Za to właśnie uwielbiam tą drużynę, za to jak potrafią dzielić się piłką i za to, że nie gwiazdorzą. Za tą twardą pieczę jaką sprawuje nad nimi Pop. Za sporo mojej ulubionej koszykówki taktycznej. Za post up Tima Duncana, wjazdy Tony’ego Parkera, defensywę Kawhiego Leonarda, spryt Manu Ginobiliego i wywiady Gregga Popovicha.  

Czy Oklahoma City Thunder ze sprawnym Russellem Westbrookiem dałaby radę Spurs? Nie sądzę. Westbrook nie był taki zły, jak go niektórzy malowali. Kevin Durant sam meczu nie wygra i pokazała to seria z Grizzlies. Jednak odciążony przez Westbrooka grałby z pewnością dużo swobodniej i pewniej. Obrona Miśków była skupiona właśnie na nim. Podobnie by było w przypadku Spurs. Jednak, żeby taką serię Thunder w tym roku wygrali to Ibaka i Perkins musieliby przestać grać piach pod koszami, bo inaczej zostaliby łatwo zjedzeni przez Tima Duncana. Jeszcze jedno, w zeszłym roku Thunder przegrali 1-4 w Finale, w tym roku Spurs 3-4. A Oklahoma jeszcze osłabła w porównaniu do poprzedniego sezonu (oddanie Jamesa Hardena) i to jest mój ostateczny argument dla takiej ewentualnej serii. Ten akapit dedykuję mojemu znajomemu Kamilowi, który już od dłuższego czasu wspominał mi, że Spurs w Finałach by nie było, gdyby Westbrook był sprawny. Proszę, masz tu moją odpowiedź :) .

King James zdobywa drugi tytuł

Wracając do tematu Finałów, to LeBron James zdecydowanie zasłużył na tytuł. Może rzeczywiście flopuje, ale i tak nie odbierze mu to tego, że jest najlepszym graczem na świecie. Game 7 pokazało dlaczego nim jest. Przesądził o tytule. Odebrał hejterom argumenty. Zasłużenie otrzymał Finals MVP, z każdym meczem wchodził na coraz wyższy poziom. Niby to Ray Allen uratował dupę Heat w Game 6. Prawda. Ale nie mógłby rzucić tej trójki, gdyby nie fenomenalna czwarta kwarta LeBrona, która pozwoliła nadrobić 10 punktów straty.

Three-peat dla Heat? Czemu nie. Do następnego sezonu bez wątpienia przystąpią jako główny faworyt. Zobaczymy jak się będzie trzymać Dwyane Wade, bo bez niego może być Heat ciężko. W tej serii był na spory minus, gdy był na parkiecie. Wade powoli schodzi ze sceny, ale LeBron wciąż będzie w szczycie fizycznych możliwości i ponownie będzie prowadził Heat wgłąb play-offs. Heat wciąż jednak potrzebują centymetrów pod kosz, bo Chris Andersen prawdopodobnie odejdzie, chcąc zarobić więcej pieniędzy w innym zespole. Obecnie mówi się o Gregu Odenie, zobaczymy jak sytuacja się rozwinie.

Na zakończenie, chciałbym pogratulować Heat tytułu. Byli najlepszą drużyną tego sezonu i przed play-offami inne rozstrzygnięcia wydawały się być sensacjami. Ale wszyscy kochamy sensacje. Jak w 2007 roku, gdy Mavericks przegrali z rewelacyjnymi Warriors. Jak w tym, gdy Warriors pokonali Nuggets. Piękne były to play-offy, piękne były to Finały. Mnóstwo emocji. Tyle zarwanych nocy, po których każdy z nas niemalże spał, czy to w pracy, czy w szkole. Pozostaje czekać na sezon 2013/14, który rozpocznie się 29 października, a pierwszy mecz zawita do Miami, gdzie Heat wywieszą 3 baner mistrzowski. Stay tuned! :) 

8 komentarzy

  1. pivot pisze:

    …a na dokładkę LBJ G7 all-in-one http://i.imgur.com/eS0SsaP.gif

  2. Guti pisze:

    Uswiadomilem sobie ze na 105 meczy rozegranych przez Heat w tym sezonie ogladalem mysle ze 100-101 na żywo…tym razem musze kupic ten league pass bo te stream mnie wykoncza:D super art:)

  3. Marcin 23 pisze:

    Jedno w tym wszystkim się zgadza. Lebron w Game 7 udowodnił, że „czasami” potrafi wziąć na siebie odpowiedzialność i temu podołać. Przez pierwszych 6 meczy tej serii tego nie pokazywał. Mało tego, jeśli Ray nie trafił by tej trójki, to śmiem twierdzić, że James zostałby okrzyknięty największym przegranym tych finałów i pewnie nie tylko finałów. To co zrobił w końcówce Game 6 pokazało wszystko, to Ray uratował tą serię, oraz Lebrona. Gdyby tak jak piszesz jeden czy drugi trafił tego osobistego, to również James byłby przegranym i ganionym za zagranie słabych finałów. Ale chyba za dużo tych „gdyby”. Po prostu Miami popełniło jednak mniej błędów niż SAS i to im należało się zwycięstwo, ale do dziś się dziwię, jak tak doświadczona ekipa i trener mogli pozwolić sobie na tak frajerskie przegranie tej serii.

  4. twkarol pisze:

    Ciekawa analiza finalowej serii. Widze, ze caly czas nastepuja proby wyjasnienia przyczyn porazki Spurs w 6 meczu. Jezeli o mnie chodzi to nie uwazam, ze Pop popelnic blad nie wystawiajac Duncana w koncowce. Jako inteligentny trener wiedzial ze w tym momencie Miami musi trafic za 3 dlatego wzmocnil obwod i postawil na nizsza piatke. Sadze, ze zrobilo by tak wiekszosc trenerow i wynika to z prostej analizy sytuacji na boisku. Co do Raya Allena to powiem krotko – wlasnie po to zostal zatrudniony w Miami aby jednym rzutem wygrywac spotkania. Pozostalym kolegom radze unikac polityki gdybania. Rozumiem, ze ciezko co niektorym przelknac gorycz porazki Spurs ale faktem jest, iz Miami jest mistrzem a z faktami sie nie dyskutuje.

  5. nekrosodomaderfaker pisze:

    Ponownie: jeden rzut, o którym będzie się długo mówiło :-)

  6. Elwood pisze:

    Tyle się mówi o tej trójce Allena w G6, ale moim zdaniem najbardziej istotna była wcześniejsza trójka Jamesa po ponowieniu, gdzie jego pierwszy rzut nawet nie dolecial do obręczy. Gdyby wtedy ktoś z SAS to zebrał to Miami byłoby skończone, a Lebron zdruzgotany, bo zakończyłby ten mecz serią strat i airballem. No ale Tima zabrakło, piłka wyleciała obrońcom z rąk, jakoś trafiła znowu do LJ, a ten tym razem trafił. Podejrzewam że widząc że i tak nic już mu nie wychodzi, paradoksalnie zeszło z niego napięcie i trafił na luzie. Ale właśnie ta trójka rozpoczęła całą sekwencję zdarzeń, które doprowadziły mecz do dogrywki. A Pop widząc co się dzieje i tak w kolejnej akcji znowu zdjął Duncana i znowu tym razem za sprawą Ray’a Miami trafiło po ponowieniu. Wiem, że może za bardzo w kwestie psychologiczne tu wchodzę i dorabiam jakieś ideologie, ale moje dowody to tylko kolejny głos za tym że tak naprawdę drobne detale doprowadziły do tego że puchar wzniosły „Żary” a nie „Ostrogi”.

  7. zip100 pisze:

    BARDZO dziękuję za całą pracę, którą wkładacie w prowadzenie tej strony.
    Cały sezon spędziłem razem z wami i bardzo szanuję wasz wysiłek.

    Życzę kolejnych ciekawych artykułów i najbardziej sensacyjnych newsów.
    Serdecznie Pozdrawiam

  8. cynik pisze:

    Już kiedyś napisałem, że Kawhi Leonard ma zadatki na All Star. Jedyne co mi u niego brakuje to asysty. Kto wie czy przy innym trenerze by się tak rozwinął?
    W każdym meczu daje z siebie maksimum. Jeżeli nie wychodzi mu w ofensywie to nadrabia to obroną. W każdym meczu jest skupiony. Widziałem w tych finałach uśmiech nawet u Timiego, a Kawhi grał jakby był pozbawiony emocji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *