NBA Finals 2013: Allen, Bosh i James wyrywają Mistrzostwo z rąk Spurs

Tim Duncan grał historyczną pierwszą połowę bijąc punktowe osiągnięcia najlepszych tej ligi. Zezłoszczony swoją niemocą podczas trzeciej kwarty – LeBron James – ściągnął opaskę i kończył mecz z triple double. Natomiast Mike Miller zgubił buta i trafił ważną trójkę, kiedy Heat mieli swój run. Manu Ginobili był cieniem siebie z piątego meczu i stracił aż 8 piłek. W końcu regulaminowego czasy Ray Allen zaliczył super ważne trafienie, zabierając Spurs pierścienie. Chris Bosh też się dołożył, notując najważniejszą czapę na wyjątkowo nieskutecznym w tym meczu Dannym Greenie. Wcześniej, przez moment również Tony Parker wyglądał jak MVP Finałów (zwłaszcza kiedy trafił zza łuku i sprzed nosa LeBrona, a po chwili udanie zakończył penetrację w strefę obroną rywala), ale honoru w meczu szóstym nie pozwolił mu dopełnić Kahwi Leonard. Efekt? Finały 2013 będą miały rekordową od 2010 roku liczbę spotkań, bo aż 7.

Na wstępie ważna informacja dla fanów San Antonio Spurs; od 1985 roku goście ostatniego meczu nie wygrali serii finałowej. Czy popełniający błędy taktyczne w szóstym meczu, Greg Popovich, przełamie ten schemat?

W tych finałach mieliśmy już sporo emocji związanych z występami obu drużyn. Fani Heat i fani Spurs nie mogli narzekać na poziom ich w każdym kolejnym spotkaniu oraz ze względu na szachy trenerskie i zmianę taktyki z jednej czy drugiej strony. Jednak to co przyszło nam oglądać ostatniej nocy spowoduje, że do siódmego meczu zasiądzie jeszcze więcej miłośników koszykówki, pragnących obejrzeć najważniejsze i decydujące spotkanie podczas 67. sezonu NBA. Od siebie dodam, że ta seria i wzloty i upadki każdej drużyny oraz zawodników ich jest jak najlepiej wyreżyserowany thriller.

Tim Duncan zaczął w wymarzony sposób swoją kolejną wędrówkę po upragniony piąty pierścień. Podkoszowy weteran Spurs praktycznie nic sobie nie robił z obecności Chrisa Bosha w strefie podkoszowej rywala trafiając wszystkie 9 prób rzutów przy ex Raptorze. W ogóle zakończył pierwsze 24 minuty z dorbkiem 25 oczek i przy skuteczności 11-13 z gry. Duncan nawiązał do najlepszych finałowych występów Allena Iversona (2001) i Ray’a Allena (2010), którzy potrafili osiągnąć podobną barierę punktową..

Mimo świetnej postawy Duncana wynik stale oscylował wokół remisu i wcale większego wpływu na grę swojej drużyny nie miał LeBron James. 3-12 z gry podczas pierwszych trzech kwart Króla wcale nie stawiało go w świetle MVP finałów. Na szczęście dla niego z pomocą przyszli mu koledzy – Mario Chalmers (trafił 4 z 5 trójek) oraz Shane Battier ( 3 z 4 trójek jego wpadło do kosza Spurs). Generalnie rzuty z dalekiego dystansu, oraz wysoka skuteczność trafień zza łuku, pozwoliły Heat na wygranie tego meczu (11-19).

Erik Spolestra znów przywrócił do łask Chrisa Birdmana Andersena, który swoją obecnością Bosha (Birdman zaliczył 4 zbiórki i trzy przechwyty). Na ławce podczas spotkania pozostali Norris Cole czy chwalony na początku serii Udonis Haslem (Spo zawęził rotację do 8 graczy).

Po drugiej stronie parkietu wcale nie błyszczał Tony Parker, który nie tylko był pieczołowicie pilnowany przez obwodowych Heat (w tym LeBrona Jamesa), ale również sam miał problemy z trafieniem do kosza. Do ostatnich minut skuteczność Francuza przypominała walenie głową w ścianę (3-19). Ostatnie zagrania czwartej kwarty dopiero pozwoliły Francuzowi na poprawienie ogólnego występy w G#6. Nie błyszczał też Danny Green. To przy jego osobie, po bardzo udanym występie w G#5 Bosh powiedział przed meczem, że sobie nie porzuca i ciężko będzie mu znaleźć wolną pozycję. Chris się nie mylił i gracze Spolestry zrobili wszystko co najlepsze w ich mocy, zatrzymując obrońcę Ostróg na poziomie 1 celnego rzutu z gry ! (przy 7 próbach).

Spurs po wyrównanej pierwszej kwarcie złapali drugi oddech i za sprawą skutecznego Duncana przejęli inicjatywę w tym meczu. Dzielnie już podczas pierwszych 12 minut sekundował mu Kahwi Leonard. Drugoroczniak grał na jeszcze lepszej skuteczności z gry od Duncana, trafiając 9 z 14 rzutów w meczu i znów oporował przy ofensywych zapędach LeBrona Jamesa. Natomiast sam Tim zdobył w drugiej kwarcie 13 punktów , bez przerwy! Heat w tym fragmencie gry nie dostali spodziewanej pomocy od zmienników. Najpierw wydawało się, że trafienie Battiera da inne możliwości gry w ataku miejscowym, ale tak naprawdę to w dalszym ciągu tylko starterzy Spoelstry zdobywali – z trudem – punkty (starał się Wade , próbował Chalmers, gorzej szło Boshowi).

W trzeciej odsłonie gry Spurs znów wyglądali lepiej od gospodarzy, postawa Leonarda, Diawa czy Duncana i Parkera przyniosła im run, dający w efekcie 12-punktów zaliczki. Na minutę przed końcem kwarty, po trafieniu Gary’ego Neala, Spurs prowadzili 75-63. Podczas zrywu Spurs kolejne złe decyzje podejmował James, podając wprost w ręce rywala czy nie trafiając w czterech kolejnych akcjach (chybiona trójka czy lay up).

Czwarta ćwiartka była osłodą pojedynku. Pierwsze minuty jej pozwoliły skrócić dystans do rywala Heat a kolejne celne rzuty Jamesa, Millera (bez buta na nodze, co przejdzie do annałów ligi) i Chalmersa stopiły w trzy minuty przewagę gości (Spurs przez ponad dwie minuty nie wrzucili ani punktu do kosza Heat). Idac za ciosem miesjcowi dalej pozostawiali piłkę w rękach LeBrona Jamesa, a MVP ligi kolejnymi swoimi zagraniami odzyskiwał skutreczność. W połowie odsłony trafienie po obejściu kosza Allena i po chwili wejście pod kosz Jamesa dały Heat nadzieję na końcową wygraną. Czas Spurs niewiele wniósł do poczynań gości, bo LeBron James nie zwalniał tempa, a na dodatek obudził się Dwyane Wade, trafiając dwa wolne (89-86).

Spurs znaleźli swoją nadzieję na doprowadzenie do remisu w rękach Tony’ego Parkera. Trójka Francuza sprzed nosa Jamesa oraz po chwili skutecznie zakończona penetracja obróciły losy wydarzeń na boisku. Kiedy po złych fragmentach gry i dużej liczbie strat Manu Ginobili trafił 3 z 4 rzutów wolnych to wydawało się, że na 28 sekund przed końcem meczu poznaliśmy nowego Mistrza.

Te ostatnie sekundy jednak wystarczyły LeBronowi Jamesowi na trafienie 1 z 2 prób rzutów zza łuku. Następnie próby nerwów nie wytrzymał Leonard i spudłował pierwszy rzut wolny. Heat mieli 19 sekund na doprowadzenie do remisu i po niecelnej próbie rzutu LBJ’a najważniejszą piłkę zebrał Bosh, który szybko obsłużył stojącego w rogu Allena. Sugar Ray trafił bez namysłu przy asyście obrońcy i przeniósł nas do dogrywki.

Po meczu zastanawiano się czy Greg Popovich słusznie zrobił sadzając w najważniejszych sekundach meczu na ławkę swojego podkoszowego lidera, Tima Duncana (5 pkt w drugiej połowie i 30 w całym meczu). Czy warto było też trzymać , tak długo?, popełniającego 8 strat Ginobiliego?

Spurs tak naprawdę istnieli przez 2 i pół minuty dogrywki, w których trafienia zaliczali Parker i Leonard. W sumie zanotowali oni 5 oczek. Wśród Heat z kolei Bosh, Allen i Wade trzymali wynik. Sam LeBron wyglądał już na zmęczonego, bowiem w dodatkowym czasie gry spudłował jeden z rzutów, a po chwili zanotował kolejną stratę w tym meczu. Spurs zmuszeni byli też oddać jedną akcję po błędzie 24sek. Następnie Parker nie trafił dwóch z rzędu rzutów, Ginobili oddał piłkę w ręce LeBrona, po chwili Bosh popisał się czapą na Parkerze. Faulowany przez Diawa Ray Allen, trafił dwa rzuty wolne a Spurs nie pozostało nic jak tylko próba trafienia z dalekiego dystansu. Rzut Danny’ego Greena przy lini bocznej boiska zablował (znów) Chris Bosh, stając się bohaterem tego spotkania.

Zresztą Heat mieli tego dnia kilku bohaterów w składzie, bo 11 TD w play offs zanotował LeBron James (najlepszy strzelec meczu z 32pkt), a wcześniej skórę całej ekipie Żaru uratował Ray Allen, który ostatecznie przypieczętował wygraną gospodarzy 103-100 i poprowadził zespół oraz nas – fanów do 7 meczu Wielkiego Finału.

MECZ NUMER 7 JUŻ JUTRO.

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

19 komentarzy

  1. lenin pisze:

    Lebron musi umyc Allenowi plecy to on podarował im ten 7 mecz
    Pop go przegrał niestety popełnił błąd zdejmując Duncana z parkietu :(
    i jesli dziś wygrali Heat to w następnym męczy wygrają Spurs :D

  2. Adik pisze:

    Mam dość Huberta Radke jako komentatora! Panie Radke co to kurwa jest „smecz”??? Bo na pewno nie jest to dunk!!!

    • Woy pisze:

      Smecz to z tennisa termin jest. Widocznie tę dyscyplinę komentuje P.Hubert

    • monty pisze:

      To prawda, smecz brzmi dość dziwnie. Do tego w jakiś nie do końca zrozumiały sposób zapożyczony z tenisa/badmintona. Jednak zamiast słowa dunk, można używać polskich odpowiedników. To samo z „pomalowanym”. U nas, to w końcu trumna, więc kolejne, dosłowne tłumaczenie wydaje się również nieco irytujące. Podobnie jak nagminne używanie językowych potworków, na wzór amerykańskich, przez jednego z komentatorów (drive iny, move outy, etc) ;-)

  3. Adik pisze:

    No dokładnie u niego w każdym meczu ktoś odwala akcję tenisową :)

  4. Edy5 pisze:

    Ja np mam dość dwójki cudownych komentatorów. Nc+ powinna kupować mecze z komentarzem z danej stacji jeśli jest taka możliwość. Werykalnej obrony, inteligentnej gry i cudownego „uuułłłaaa” mam dosyć.
    Pzdr gracze

  5. Henryk pisze:

    Jak słucham Wojtka i spółki to czarna rozpacz. Ostatnio było że Manu przy wejściu pod kosz dostawił KOLEJNĄ nogę :D:D:D Z drugiej strony to takie teksty pobudzają o 5:00 rano (nie próbujcie tego zrozumieć:)

  6. Adik pisze:

    Uwaga i jeszcze jedno powiedzenie P.Wojtka… ELONGACJA. Wojciech Złotousty

  7. Anty pisze:

    Wojciech Michałowicz najlepszym komentatorem jest. Amen. Ekspresja komentowania, dynamika i barwa sprawiają, że lepszych od niego nie ma. Miałem okazję posłuchać pana Kwiatkowskiego z okazji mistrzostw Europy U-19 na sportklubie i to była katastrofa. Narzekacie tak na pana Wojciecha, dlatego, że nie macie porównania do nikogo innego.

    • Adik pisze:

      Włodek Szaranowicz! Hej hej NBA! Jeszcze za czasów NBA w tvp choc wiekszosc nie pamieta tych czasów.

  8. 1985 ?? pisze:

    chyba nie od 1985 tylko 1978 ??

    w 85 było 6 meczy a w 84 7 ale wygrali gospodarze

    • Woy pisze:

      drogi Anonimie chodzi oczywiście o czas od kiedy gramy systemem 2-3-2. więc dokładnie od 1985. NIGDY żaden zespół tego nie zrobił. Spurs mogą być pierwsi jeśli chodzi o ilość wygranych przez siedem finałowych meczów w tym formacie.

    • 1985 ?? pisze:

      ok,
      tych dwóch zdań zabrakło w artykule,
      pis

    • Mietek Wiercipięta pisze:

      Byłem jeszcze za młody, żeby oglądać NBA i słuchać komentarz Marka Rudzińskiego, ale gdy jakiś czas temu najpierw w eurosport, a potem w tvp usłyszałem tego pana głos i komentarz, to od razu mi się spodobał:)

    • Mietek Wiercipięta pisze:

      oczywiście …oglądać NBA i słuchać komentarz Marka Rudzińskiego w 1995 roku

  9. matesss24 pisze:

    kazdy z was napewno bylby idealnym komenatorem:) jak sie komus nie podoba komentarz tych panow radze wylaczyc glos i przeniesc sie do na inny kanal moze al jazeera?

  10. Macias pisze:

    No to Allen uratował tyłek Lebronkowi ;] Gdyby nie ta trójka na dogrywkę i skuteczna akcja defensywna na Manu w końcówce dogrywki to coś czuję, że media nie dałyby żyć Jamesowi za te nieudane akcje w końcówce.. Dużo się nie pomyliłem bo obstawiałem 4-2 dla Spurs i prawie było :/ Obawiam się mimo wszystko, że mogli nie wykorzystać swojej szansy i Teraz to Big3 mogą zdominować game 7. Zobaczymy jak będzie, teraz czas na zwycięstwo Spurs zgodnie z przebiegiem nieparzystych spotkań ;)

  11. Mike pisze:

    Lebron tak popsuł końcówkę, że i tak nie dadzą mu żyć. A do komentatorów Canal+ naprawdę nic nie mam. Turniej olimpijski oglądałem na TVP i Michałowicz przewyższa ich ludzi o dwie głowy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *