Wielka Trójka ponownie wielka. Heat wyrównują stan rywalizacji

LeBron James powiedział przed meczem, że dla nich to absolutny „must-win game”. Miał rację, gdyby przegrali szansę na mistrzostwo bardzo by zmalały, tym bardziej, że żaden zespół w historii NBA nie wrócił w finałach, kiedy przegrywał już 1-3. Lider Heat stanął na wysokości zadania, podobnie jak Chris Bosh i Dwyane Wade, który był najlepszym zawodnikiem tego pojedynku.

Widzieliście na pewno reklamę Gatorade i moment w którym Kevin Durant robi wsad nad Dwyanem Wadem, a ten budzi się przerażony. Jeśli nie, to zobaczcie, jeśli tak przypomnijcie sobie.

[youtube=http://youtu.be/wNjQishYOy0?t=43s&w=720]

Po dzisiejszym pojedynku w AT&T Center odniosłem wrażenie, że Wade obudził się tak w nocy po meczu nr 3, kiedy Heat przegrali 36 oczkami i postanowił coś zmienić.

W końcu zagrał dobrze. Baa, nawet bardzo dobrze. Tak jak za najlepszych czasów, jak w tym sezonie, kiedy Miami wygrało 27 spotkań z rzędu, jak w 2006 roku, kiedy prowadził Heat do pierwszego mistrzostwa, a sam zdobył wtedy MVP Finałów. To był stary, dobry Flash i tak zwyczajnie było przyjemnie patrzeć na jego grę. Może oprócz fanów Spurs, ale nie sposób nie docenić dzisiejszego występu Wade’a.

To był jego najlepszy mecz w tych play off i jeden z najlepszych w tym sezonie. Akurat wtedy, kiedy Heat najbardziej tego potrzebowali. Podobnie było w finale konferencji z Pacers, kiedy seria przeniosła się na 7 pojedynek do Miami. Wtedy Dwyane również zaprezentował się bardzo dobrze i był jednym z autorów tamtego zwycięstwa. Dzisiaj zagrał jeszcze lepiej.

W poprzednich trzech spotkaniach rzucał średnio 14,3 punktów, dzisiaj miał ich na koncie 32, trafiając 14 z 25 rzutów z gry. To jego pierwszy mecz, w którym osiągnął granicę 30 oczek od 4 marca, kiedy to w wygranym pojedynku z Minnesotą Timberwolves zdobył również 32 punkty. Poprzedni mecz w play offs z co najmniej 30 punktami na koncie przytrafił mu się w zeszłym roku w półfinale konferencji z Indianą Pacers. Wtedy w szóstym meczu tamtej serii rzucił 41 oczek.

Do tego 6-krotnie skradł dzisiaj piłkę rywalom, ale przede wszystkim był jednak agresywny. Walczył, biegał, wchodził pod kosz, czasem nawet pomiędzy dwóch rywali i co najważniejsze trafiał. Szczególnie ważne było jego 8 punktów z rzędu dla Heat w czwartej kwarcie, kiedy LeBron James odpoczywał na ławce. Wtedy właśnie Wade prowadził Miami, które za jego sprawą utrzymywało kilkupunktową przewagę nad Spurs.

Jednak nie tylko Flash jest autorem dzisiejszej wygranej i wyrównania stanu serii na 2-2. Cała wielka Trojka Heat zagrała dobre zawody. Wade’a dobrze wspierał James, autor 33 oczek, 15/25 z gry, 11 zbiórek i 4 asyst. Ponadto po tym meczu wyprzedził Hakeema Olajuwona oraz Johna Havliceka w ilości zdobytych punktów w play offach w karierze. The Dream ma ich na koncie 3 755, Hondo 3 776, natomiast James 3 777.

LeBron obiecał przed tym spotkaniem, że w tym razem zobaczymy jego lepszą grę, po tym jak w meczu nr 3 rzucił 15 punktów, trafiając tylko 7 z 21 rzutów. Słowa dotrzymał. Od początku spotkania grał zmobilizowany, był agresywny, biegał do kontr, wchodził pod kosz wykorzystując swoją przewagę fizyczną. Grał tak jak powinien od początku tych finałów i jak się tego od niego oczekuje, a Kawhi Leonard nie potrafił go dzisiaj ograniczyć, jak miało to miejsce w poprzednich meczach. Dziś James włączył wyższy bieg, podobnie jak Wade, a kiedy ta dwójka to robi bardzo ciężko ich powstrzymać.

Równie dobry mecz, co dwójka liderów Miami, rozegrał ten trzeci – Chris Bosh. Zanotował double-double na poziomie 20 oczek i 13 zbiórek i nie dał się dominować w pomalowanym, jak w poprzednich spotkaniach, choć kiedy zrobił to…

[youtube=http://youtu.be/MBAgZ_hFXRM&w=720]

… to miałem mu ochotę przypieprzyć. Nie wiem, jak wy, ale nie znoszę flopowania. Po prostu nie znoszę, a gdybym był komisarzem tej ligi, 5 tys. grzywny, wcale nie byłoby karą za takie zachowanie. Co najmniej 50 tys. i jeden mecz zawieszenia. Może wtedy zawodnicy by się opamiętali i zrozumieli, że są koszykarzami, a nie aktorami. Do tego kiepskimi.

Poza tym zachowanie nie można nic zarzucić Boshowi, trafiał swoje rzuty, był 8/14 z gry, nie próbował rzucać za trzy, nie był tak soft, jak to mu się już zdarzało w tych play offach. Ponadto w tym meczu aż trzech zawodników Heat rzucił co najmniej 20 punktów, podczas gdy w poprzednich trzech meczach nie udało się to nikomu z szeregów Miami.

Po dwóch blowoutach z rzędu ten mecz był bardziej wyrównany. Jeszcze po trójce Gary’ego Neala na początku czwartej kwarty Spurs przegrywali 79-84. Mieli jeszcze później okazję zmniejszyć straty, ale wyższy bieg wrzucił Wade i gospodarze ni byli już w stanie wiele zdziałać.

San Anonio dobrze zaczęło to spotkanie. Po 5 minutach i trójce z lewego rogu Leonarda objęli prowadzenie 15-5, które okazało się ich najwyższym w tym meczu. Trener Erik Spoelstra od razu poprosił o czas, a przerwa na żądanie podziała na zawodników gości. Od razu wzięli się do odrabiania start i po pierwszej kwarcie prowadzili 29-36.

W drugich 12 minutach na początku przeważali Heat, wychodząc nawet po rzucie spod kosz Bosha na 9-punktowe prowadzenie, ale Spurs zakończyli tą część meczu 11-2 i po pierwszej połowie na tablicy wyników widniał remis po 49.

W pierwszych 24 minutach świetnie grał Tony Parker, po którym w ogóle nie było widać, że gra z urazem. Rzucił 15 oczek, miał 6 asyst i dobrze prowadził grę gospodarzy. Później było już tylko gorzej, ponieważ w drugiej połowie nie zdobył już ani jednego punktu, pudłując wszystkie 4 rzuty z gry. Podejrzewam, że gdyby zagrał wtedy tak, jak w pierwszej połowie, to Miami miałoby dużo więcej kłopotów z odniesieniem zwycięstwa.

Jeszcze w trzeciej kwarcie po trójce Danny’ego Greena Spurs wygrywali 61-60, ale było to ich ostatnie prowadzeni w tym meczu. Chwilę później run 8-2 zaliczyli Heat i nie oddali już prowadzenia do końca meczu. Ponadto za każdym razem, kiedy gospodarze zbliżali się 1/2 posiadania do przeciwników, to zawodnicy od razu odskakiwali i Spurs nie byli w stanie wiele zdziałać.

Najwięcej dla San Anotni rzucił Tim Duncan – 20 punktów. 15 dodał Parker, 13 Neal, 12 Leonard, a 10 Green. Zawiódł za to Manu Ginobili, który zdobył tylko 5 oczek, trafiając 1 z 5 rzutów z gry, w tym 0/3 zza łuku. Do tego miał najgorszy wskaźnik +/- w zespole – minus 22. Ale nie tylko o słabą skuteczność chodzi. Przede wszystkim nie przypominał tego inteligentnego zawodnika, którego znamy. Podejmował złe decyzje, faulował w głupi sposób, dawał się łatwo mijać w obronie. To zdecydowanie nie ten Argentyńczyk i będzie on musiał poprawić swoją grę, jeśli Spurs chcą zdobyć mistrzostwo. Do tego cały zespół popełnił aż 19 start, po których Heat zdobyli 23 punkty.

Kolejny mecz w niedzielę, ponownie w AT&T Center. Później seria przeniesie się do Miami.

Miami Heat – San Antonio Spurs 109:93 (29:26, 20:23, 32:27, 28:17)

[youtube=http://youtu.be/n5npnYcA8xA&w=720]

Liderzy zespołów:

Punkty: James 33 – Duncan 20

Zbiórki: Bosh 13 – Leonard 7

Asysty: Chalmers 5 – Parker 9

Przechwyty: Wade 6 – 5 graczy po 1

Bloki: James, Bosh 2 – Leonard 2

Dawid Ciepliński

Fan koszykówki od 1997 roku, kiedy jako dziesięciolatek obejrzał na żywo swoje pierwsze finały NBA pomiędzy Utah Jazz i Chicago Bulls. Od 1999 roku wierny kibic Los Angeles Lakers.

30 komentarzy

  1. Klosos pisze:

    Siema Spurs

  2. pablo pisze:

    Nareszcie Bosh i Wade się obudzili- Brawo !

  3. Marcin 23 pisze:

    Ktoś tu pokazał, że jednak ma jaja i był to Wade. Lecz Panowie, to jeszcze za wcześnie na lizanie się po fiu$%*#

  4. Gregor pisze:

    Akurat nie zgadzam się. Flopy to część tej gry, aktorstwo i teatr dzięki czemu ten sport jest okraszony wisienką na torcie w postaci cwanych zagrań mistrzów i weteranów. Rodman był mistrzem tego typu zagrań i było arcyciekawie to oglądać jego zadowolenie kiedy udało mu się oszukać wszystkich, łącznie z sędziami.

    • Mike pisze:

      Oszustwo, to oszustwo, a nie żadna kur..a wisienka! Jeśli już, to pestka wiśni w pączku.

    • Macias pisze:

      Zgadzam się z Tobą Mike. Trzeba tępić takie zagrania bo gwiazdeczką z dużo się pozwala. Koszykówka to sport gdzie powinna być prawdziwa walka pod koszem jak to było w latach 90tych a nie pajacowanie. Dobrze, że Bosh nie ma skrzydeł bo być na trybunę poleciał. Nie ważne czy to Bosh, Kobe, Durant czy zwykły gracz o który połowa fanów NBA nigdy nie słyszała. Kary powinny być zdecydowanie surowsze.

    • M pisze:

      Tyle tylko, że za takie flopowanie Rodmanowi czy Malonowi nawet jak przyznano faul, to potem nieraz łokciem dostali po żebrach za aktorstwo, jak chociażby od Oakleya. Teraz to by chyba za coś takiego na cały sezon wyrzucili.

  5. Macias pisze:

    w końcu kibice Heat zobaczyli Big3. Żeby wygrać tę serię muszą tak grać, Bosh musi przestać być cipką a Wade musi wyjść z tyłka LBJ i grać tak jak to było w 2006r kiedy Miami było jego zespołem. Ciekawi mnie jaka będzie odpowiedź Popa. Spurs w 6!

  6. Finley pisze:

    Najlepszy SG ostatniego dziesięciolecia znowu pokazał klasę. Bryant daleko za Nim!

    • Macias pisze:

      tak i Jordan pewnie też co? he he

    • sam1 pisze:

      2x w najlepszej piątce NBA w 10 latach, jak mówisz?
      w dwóch ostatnich latach w trzeciej piątce, kto mówisz??
      W tym samym czasie 9x wybrany był Bryant.

    • Adrian89 pisze:

      Z tym daleko to może bez przesady ale też uważam że najlepszy.

      @
      Macias zrozum wyrażenie dziesięciolecie potem komentuj.

      Sam – Bryant kilka razy chyba nawet był w najlepiej broniącej 5- a wszyscy wiedzą że to żart :) te nagrody nic nie znaczą na dobrą sprawę.

    • Macias pisze:

      Adrian89@ doskonale rozumiem słowo „dziesięciolecia” a z tym Jordanem to był ogólny żart na to co przeczytałem, że Wade daleko w tyle zostawił Bryanta ;] Wiadomo, że indywidualne osiągnięcia typu pierwsza 5 sezonu, 5 defensorów itd niczego nie znaczą ale bez przesady..

    • Fireclo pisze:

      Co z tego, że nie znaczą, tylko ktoś upośledzony umysłowo lub zapatrzony w Heat, może uważać Wade’a za lepszego od Bryanta, toż to zakrawa o śmieszność. Wade przeciętniak z dystansu, który podobnie jak Lebron bazuje na wjazdach i wymuszeniach fauli, lepszy od fenomenu koszykówki, jedynego który umiejętnościami i stylem przypomina MJ’a ? Beż żartów, naprawdę…

    • Macias pisze:

      Fireclo@ powiem nawet więcej, Wade opierający swoją grę na swoich warunkach fizycznych w wieku Bryanta będzie nikim innym jak średniakiem, którego organizm już tak nie będzie wytrzymywał fizycznej walki a brak rzutu z dystansu uniemożliwi mu bycie w czołówce najlepszych SG ligi.

    • Fireclo pisze:

      Dokładnie Macias :)

  7. Bart pisze:

    Miami grało na świetnej skuteczności, szczególnie widoczne to było w q4 jak SAS próbowali odrabiać a Miami wpadało wszystko, do tego agresywnie w obronie wychodzili na dystans i nie pozwalali swobodnie rozgrywać. SAS na dystansie skuteczne ale mieli mało okazji do rzutów i to też zasługa obrony Miami.
    Szkoda bo liczyłem że SAS wyjdą na prowadzenie 3:1, ale jak na złość Big 3 zagrali świetny mecz:/ szczególnie Wade, bo LBJ trochę punktów dorzucił już w końcówce
    Ciekawe co POP wymyśli, mam nadzieję że SAS wygrają spotkanie nr 5 i wyrwą jeszcze jeden mecz w Miami:)

  8. Mike pisze:

    Heat grali przede wszystkim bardzo konsekwentnie. I w obronie, i w ataku. Kiedy Miller spóźniał się z kryciem i gracz Heat go mijał, w środku już czekał Bosh, a do zostawionego Duncana ktoś doskakiwał. Spurs dochodzili na remis tylko po ‚błyskach’ Parkera.
    Bardzo ładny mecz.

  9. Guti pisze:

    Super mecz:) jezeli taka forme utrzymaja Big 3 to Miami w 6…na to licze:)
    W podsumowaniu wyników jest blad James nie 32 lecz 33 pkt:) w koncu warto bylo nie spac:D
    Wie ktos gdzie mozna sciagnac ten mecz?

    Let’s Go Heat !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  10. Furious pisze:

    Jak narazie walka jest wyrównana dlatego polecam oglądać mecze na żywo:) Dostarczają dużo emocji. Wade mi zaimponował w tym meczu(stary dobry Wade).

    • marek pisze:

      Co do meczów na żywo, to porażka, jeśli chodzi o kalendarz, żadnego meczu w piątek i sobotę. W tygodniu to ja pracuję i nie bede o 3 w nocy wstawał.

    • Henryk pisze:

      Kalendarz finałów zawsze taki sam wt. czw. i niedziela. Cóż poradzić.
      Ja jakoś to pogodziłem z pracą i rodziną, idę spać ok 23:00 i wstaje ok 4:00 na drugą połowę. Później nieraz zdycham, no ale w końcu to finały, więc te kilka nocy trzeba poświęcić :D

  11. bargnani7 pisze:

    Big 3 wreszcie jak Big 3, a nie Big 1+2. Heat grali tak jak ich najlepsza wersja z 2011 roku.

  12. Blanco pisze:

    Wade zmartwychwstał! Aż miło było popatrzeć. To on przecież zdobył tytuł nie mając super zespołu, dokonując cudów z Dallas w 2006. W podobnej sytuacji LBJ dostał 0-4 będąc w Cavs. Pierwsze podejście Big3 też przegrali bo James się spalił psychicznie. Potem aż miło było popatrzeć jak się zafiksował na mistrza i wiedział co robi cały rok. Jak to określał Rodman „wygrał już tytuł na obozie przygotowawczym”. W tym roku to wieloletnie ciśnienie z niego zeszło i w RS grał na nieosiągalnym dla nikogo poziomie. Przyszły jednak PO, presja wróciła a Bron nie był gotowy! On mógłby być „porównywalny” z Jordanem (porównywalny powiadam więc nie mylcie z „tak samo dobry” lub „lepszy”) ale ma za słabą psychikę, jest za „miły” za „koleżeński” czasem trzeba być sk$€€§… powinien popracować nad tym z psychologiem więcej niż nad zagrywkami czy siłką. Potencjał „Jordanowski” był ale zmarnowany niestety. Mam nadzieję, że odnajdzie to w sobie bo uwielbiam patrzeć jak gracze zmieniają się/dojrzewają.

  13. Adrian89 pisze:

    Game 5 wygra Spurs game 6 wygra Miami – przecież znów będzie game 7- powtórka z serii z Pacers

  14. Szerszeń pisze:

    Mam nadzieje,ze Spursi ogarna ta serie.Zalosny Bosh.Nie wiem jak to mozliwe,ze sedziowie sie na to nabieraja…

  15. GPRbyNBA pisze:

    Ciężko wygrać z przeciwnikiem gdy ma się 17 piłek mniej do zagrania (-9 w stratach i -8 w przechwytach). Jeszcze ciężej gdy gra sie przeciwko Miami czyli najgorzej zbierającej drużynie i ma się od niej mniej zbiórek (-5).

  16. cynik pisze:

    Myślę, że ten kto wygra game 5 będzie mistrzem. Jak na razie to jest taka przeplatanka.

  17. lbj pisze:

    Hehe…Wede lepszy od Bryanta. Lebron w parze z Wadem są daleko za Kobasem. W tym zdaniu jest wiecej prawdy niz w tych twoich wypocinach

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *