NBA Finals 2013: Green i Neal rozbili defensywę Heat w trzecim meczu

W 1998, kiedy część z Was rozpoczynała swoją wielką przygodę z NBA, wielcy Chicago Bulls rozgromili w trzecim meczu finałowych swoich rywali z Utah (96-54). To była największa wygrana w historii finałów. W 2010 roku, kiedy Celtowie bili się o tytuł z Jeziorowcami, to Ray Allen posłał 8 razy zza łuku piłkę do kosza rywali, bijąc przy okazji największe osiągnięcia z the Finals Scottiego Pippena (przeciwko Utah Jazz) czy Kenny’ego Smitha (przeciwko Orlando Magic). Minionej nocy San Antonio Spurs i Danny Green nawiązali do największej historii finałowych pojedynków.

Pamiętacie pewnie, że podczas meczu numer 2 tegorocznej rywalizacji, Miami Heat zanotowało run 33-5, który w efekcie poprowadził ich do wyrónania stanu spotkań. Minionej nocy już nie było florydzkiego huraganu, a tornado tym razem sprzyjało gospodarzom z Texasu.

Od początku trzeciej finałowej potyczki Spurs z Heat, gospodarze narzucili swój styl gry, bazujący na solidnej defensywie, powstrzymującej największe gwiazdy Heat oraz zbilansowanej ofensywie, opartej na doskonałej skuteczności z dalekiego dystansu.

Już w pierwszych minutach meczu przewaga psychologiczna gospodarzy i tzw. pewność siebie była widoczna na twarzach świetnie zmotytowanych graczy Grega Popovicha. Tim Duncan świetnie obsługiwany przez Tony’ego Parkera szybko zaznaczył, że spotkanie numer dwa (9 pkt i najgorszy występ we wszystkich finałach) były przysłowiowym wypadkiem przy pracy. To właśnie po wsadzie weterana na pozycji centra, Spurs objęli prowadzenie 11-4.

Czas na żądanie Erika Spoelstry pobudził defensywę Heat i wprowadził do gry Mike’a Millera, który szybką trójką zyskał duże zaufanie swojego szkoleniowca (12-15). W odpowiedzi na ruchy Spoelstry, wielki trener Spurs i posiadacz czterech mistrzowskich pierścieni wpuścił na parkiet duet Manu Ginobili i Gary Neal, a ci podreperowali zdobycze punktowe Ostróg (24-20 po I kw.).

Na starcie II kw. swoją drugą trójkę trafił Neal. Kiedy rytm gry zdobywał Chris Bosh, to odpowiedź Spurs znów nadeszła z dalekiego dystansu i po trafieniu Danny’ego Greena (32-26). W tym okresie czasu słabo funkcjonował atak Spurs, kolejnych rzutów nie trafiali Norris Cole i LeBron James, a ten ostatni wraz z Chrisem Andersenem popełniali też straty.

Skuteczne ataki Heat były sporadyczne a punkty wpadały do kosza Spurs jedynie po solowych akcjach gości. Po chwili do gry znów włączył się Tim Duncan. Połowa drugiej kwarty to był jego mały popis. Duncan najpierw trafił osobiste, po chwili został obsłużony podaniem od Tony’ego Parkera, by w końcu wykonać futbolowe podanie przez ¾ boiska do biegnącego do kontry Kahwi Leonarda (Leonard skończył akcję efektownym wsadem i śmiem twierdzić, iż była to najlepsza akcja tego meczu). 40-30 dla Spurs.

Żar próbował przerwać zapędy Spurs najpierw przerwą na żądanie a następnie akcjami Bosha i Millera. Jednak w następnej akcji znów trójką popisał się Neal, który do końca kwarty pokusił się jeszcze o jedno podobne, czwarte trafienie. Jeszcze sytuację Miami próbował poprawić Mike Miller, trzecią celną próbą zza łuku, ale np. podkoszowe wejście LeBrona Jamesa (całkowicie niewidocznego w ataku podczas pierwszej połowy) zablokował Danny Green. Heat wyglądali jakby całą energię stracili podczas drugiego, zdecydowanie wygranego meczu. Natomiast LeBron James był daleki od optymalnej dyspozycji.

Trzecia kwarta pogłębiła kryzys Heat, gdyż w ciągu kolejnych 4 minut trafili oni raz z gry, po zagraniu Bosha. W tym samym czasie Duncan i Green (m.in. trafienie zza łuku) powiększali przewagę miejscowych i uciekali na większy dystans (59:46).

Przez sześć następnych minut defensywa Spurs pozwoliła swoim przeciwnikom tylko na dwa celne rzuty. Były to dwa trafienia zza łuku Mike’a Millera. W międzyczasie kolejne akcje w ataku wykańczali młodzi obwodowi Spurs jak Leonard, Neal i Green. Na trzy minuty przed końcem odsłony numer trzy dystans jaki dzielił obie ekipy wynosił już 21 oczek!

Tylko i wyłącznie samotnie zdobywane punkty przez LeBrona Jamesa (9 z rzędu) zakończyły kwartę skróceniem przewagi do stanu 63:78. Heat byli w poważnych tarapatach, a to był dopiero początek ich!

Start czwartej kwarty można nazwać czymś co kiedyś nazwano w polskim filmie „jesienią średniowiecza”. Po dwie trójki trafili Neal i Green a Spurs na dobre uciekli Heat. Heat, którym będzie się strasznie ciężko podnieść po tak wielkiej porażce (trzeciej największej w całej historii NBA). Green w całej czwartej kwarcie zaliczył 4 trójki i dobił praktycznie słabnących z minuty na minutę obrońców tytułu.

Wynik: 113-77 (24-20,26-24,28-19,35-14) dla Spurs (stan rywalizacji 2:1 dla San Antonio)

Pomeczowe notki:

Danny Green i Gary Neal ustanowili obaj swoje rekordy punktowe play offs (27 i 24 pkt)

– Trio Spurs – Duncan,Ginobili,Parker jako drugie w historii NBA wygrało 100 spotkań w play offs, pierwszymi byli Michael Cooper-Magic Johnson-Kareem Abdul Jabbar

Heat nie prowadzili ani na moment w tym meczu

– po raz pierwszy podczas tych finałów zwyciężyła drużyna wygrywająca rywalizację na tablicach. Spurs ograli Heat 52-36

Spurs wyprowadzili więcej szybkich ataków od Heat, wygrywając z kontr w punktach 20:11

Mike Miller trafił 8 z rzędu trójek w finałach NBA, licząc G2 i G3

LeBron James rozgrywa swoje najgorsze pod względem punktów finały NBA. W poprzednich meczach notował 18 i 17 punktów, a minionej nocy tylko 15 (7-21 z gry)

Tracy McGrady zanotował drugi finałowy występ, i został bez punktu

– ławka Spurs ograła rezerwowych Heat 46:34

Udonis Haslem już nie był tak skuteczny w kryciu Tima Duncan jak podczas wcześniejszych spotkań. Duncan trafił przy nim trzy ze swoich pięciu celnych prób

Shane Battier, jeden z głównych bohaterów NBA Finals 2012, rozegrał tylko 8 minut i został bez punktu

Spurs trafili 16 z 32 rzutów zza łuku i ustanowili nowy rekord finałów w ilości celnych trójek. Wcześniejszy rekord wynosił 14 trafień

Tony Parker doznał urazu ścięgna udowego i jego występ w kolejnym meczu serii stoi jak na razie pod znakiem zapytania. O decyzji grania kolejnego meczu zadecyduje prześwietlenie i badanie lekarskie

LeBron James w historii swoich występów w play offs do wczoraj nie zanotował trzech spotkań z rzędu poniżej 20 oczek

Danny Green, Kawhi Leonard i Gary Neal zdobyli w sumie 65 punktów i trafili łącznie 50% swoich rzutów. Dla porównania wielka trójka Miami miała 43% z gry oraz tylko 43 pkt.

– Współczynnik „+/-” LeBrona Jamesa w tym spotkaniu wyniósł minus 32!

– na 13 finałów w formacie 2-3-2, aż 12-krotnie mistrzowski puchar odbierał zespół, który po trzech spotkaniach prowadził 2-1

P.S. przed finałem typowałem 4-2 dla Heat , ale po takim spotkaniu bardzo ciężko mi uwierzyć w zwycięstwo Miami. Jedynym ich szczęściem może być nieszczęście – kontuzja – Tony’ego Parkera.

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

26 komentarzy

  1. Guti pisze:

    Ja jebie….co za fatalny mecz w wykonaniu Heat… LBj w ataku nic, nawet na samym poczatku meczu, nie kryl dobrze na obwodzie i dostal chyba z 4 trojki spod nosa…oby sie podniesli w nastepnym meczu

    Dobrze ze Spurs ze zaczeli rzucac z polowy boiska, pewnie i tak by im wchodzilo…

    Let’s Go Heat !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  2. Adrian89 pisze:

    Co do formatu to warto nadmienić – że jedyną ekipą która nie wygrała serii po zwycięstwie w game 3 było właśnie Miami

    Jamesowi zostawiali dużo miejsca na dystansie i blokowali wjazdy – taktyka się sprawdziła tylko pod koniec 3 kwarty coś trafił z dystansu.

    Green jak na razie najwięcej punktów w tej serii zdobył. I te jego niesamowite trójki – podobnie Neal – byli wielcy

  3. LBJ pisze:

    Bleee…nie bedzie co pisac o Lebronie.
    Spurs znalezli sposob na jego sile i odrazu po Lebronie bo po za sila juz niewiele zostalo.

  4. S pisze:

    Ja nie wiem skąd Pop wyciąga takich graczy i jakie pranie robi im z głowy,że mentalnie są lepsi i silniejsi od all starów Miami. Taki Gaary Neal i Dany Green to prawdziwi X-factorzy tej serii (jeden chyba nawet w Europie był średniakiem), doliczmy do tego Leonarda zsumujmy ich gaże i zobaczmy stosunek jakości do ceny- miaaaazga:) Praca w obronie jaką wykonują na Lebronie wprost niewiarygodna. 30% Bronka i bramka z winetą na wjazdy w trumne:) bezcenne
    Go Spurs

  5. Kkkk pisze:

    No takiego rozjazdu Miami to nie widziałem jeszcze nigdy, a już na pewno nie spodziewałem się go zobaczyć w finałach. Po prostu TEKSAŃSKA MASAKRA PIŁĄ ŁAŃCUCHOWĄ. Game 4 może być decydujący, choć jestem za SAS to jestem pewny, że Miami się podniesie i czeka nas zajebiście emocjonujące spotkanie. Btw wielkie brawa dla Greena i Neala.

  6. dominik pisze:

    A Wade to gral sie spytam przekornie bo z tej relacji to nie wyglada, aby byl na parkiecie, a przeciez po pierwszej polowie mial 12 pkt, 5 asyst na swietnej skutecznosci – w drugiej polowie tradycyjnie gorzej, ale zakonczyl mecz z 16 oczkami i 4 przechwytami. Dodajmy, ze gra z kontuzja kolana i byl 100 razy lepszy od tego Bronka calego

    • ViBovit pisze:

      Co prawda to akurat prawda… Trzeba to jasno powiedzieć.

    • Woy9 pisze:

      zauważ jedno, że postawa Jamesa i jego niemoc była kluczowa dla losów spotkania i wyraźnie odbiła się na formie całego zespołu. Wade zrobił swoje można powiedzieć i utrzymał przeciętne z play offs i ostatnich dwóch serii. O czym tu pisać tak naprawdę? Co innego byśmy mówili jakby miał wpływ na wygraną.

    • GPRbyNBA pisze:

      Czyli WOY potwierdzasz że Miami to dawne Clevland i bez Bronka cianią na potengę? Sory ale podobno ten zespół składa sie z 3 ogniw nie z jednej.Nawet gdyby Bronek miał kontuzję i grzał ławę to jest Wade a jeśli nie bo jest kontuzjowany to co z Boshem? Sory ale teraz gra taką koszykówkę ze nawet w Polskiej lidze nie byłby gwiazdą.

  7. Henryk pisze:

    A wiadomo coś o Parkerze? czy zagra w G4? Chyba tylko jego nieobecność może pomóc Heat. Z drugiej strony Miami wystarczy że wygra jeden z dwóch najbliższych meczy i seria wraca na Florydę a tam wszystko możliwe. Serce za Heat, ale Spurs są naprawdę mocni.
    P.S. MVP na obecną chwilę Parker lub Duncan (bo wkońcu liczą się nazwiska ;)

    • GPRbyNBA pisze:

      Tego czy zagra to nawet on sam nie wie pewnie po tak krótkim czasie. Chyba że wie że nie zagra.

  8. Macias pisze:

    Świetny mecz! Po game 2 obawiałem się, że Heat włączyli wyższy bieg i na wiekowych Spurs może być za dużo a tu proszę miazga 36pkt przewagi. Coś wspaniałego widzieć jak o jedno walczy cały zespół. Heat chyba za bardzo polegają na LBJ. Nie wiem czy nie lepiej byłoby posadzić Bronka na ławie choć na kilka min i dać prowadzić zespół DW#3. Od początku jestem za Spurs bo życzę kolejnego pierścienia Duncanowi ale nie chce mi się wierzyć, że seria już się skończyła w San Antonio. Obstawiam ciągle 4-2 dla Spurs.

  9. Cosmo pisze:

    Spoelstra sprawia wrazenie, jakby nie miał zbytnio pomysłu na te serię.
    Swoją drogą Miami 10FT przez cały mecz. Nie chce mi sie sprawdzać, ale czy to nie najniższy wynik Heat w PO od powstania big3?? tyle to powinien sam LBJ wymusić

  10. Blanco pisze:

    Nie chce nic mówić ale na razie Danny Green to MVP finałów… Heat dostali zadyszki już w serii z Pacers a dodatkowo do słabych Wade’a i Bosh’a dołączył James. I to po takim sezonie! Pozytywnego kopa może im już tylko dać kontuzja Parkera. SAS poczuli już krew i może być ciężko Heat.

  11. Tomek pisze:

    Niech spurs zdobędom mistrza jestem za spurs,3 klub najbardziej utytuowany w nba.
    Nienawidzę lebrona i całej tej obecnej ekipy miami heat.
    Spurs zasługują na mistrza nba poi tych pięknych seriach Play Off 2013.
    wygrali w 1 rundzie 4-0 z la lakers,2 runda 4-1 z golden state warriors,3 runda 4-0 z memphis grizzlis tylko pokonać muszą miami i są gwarantowanym mistrzem nba z piątym tytółem mistrza nba.

    • Henryk pisze:

      Małe sprostowania:
      – Spurs są póki co czwartą najbardziej utytułowaną drużyną (Boston, Lakers i Bulls),
      – SA – GSW było 4:2 w tym roku

    • zdzichuspodbloku pisze:

      i tytułem :P

      Coś CI złego LeBron zrobił osobiście? :D

  12. sam1 pisze:

    Jest przereklamowany i spróbuj sobie wybrazić mecze w finałach u Jordana na poziomie 18-17-15 punktów?

    • zdzichuspodbloku pisze:

      porównania, porównania… co by było gdyby….
      nie zauważyliście, że zmieniło się wszystko przez te 20 (I-sze tytuły Jordana), czy tez 15 lat (2 three-peat)? 20 lat temu podnosiliśmy się po komunie, a jak jest teraz?

      nie bronię LeBrona, bo widać, że król jest nagi, jak widzę co on gra, a raczej na co mu pozwalają Ostrogi to mi się koty w piwnicy wieszają….

      ale nikt nie jest w stanie powiedzieć, który jest a który gorszy, wiem, powiecie, że pierścienie, że tamto; ale to nie zmienia faktu, że nigdy nie porównasz dwóch epok, nigdy nie postawicie ich w swoim prime na przeciw siebie i nie rzucicie im piłki, żeby grali…

      nienawidzić? znasz go osobiście? znasz go poza parkietem? wiesz jaki ma stosunek do czegokolwiek? wątpię…. nienawidzisz go, bo swoim „decision” skumał się z 2 gościami, żeby łatwiej wygrywać mistrzostwa i na dodatek zarabia taką kasę, że nawet ZUS od Ciebie nie wybębni przez całe Twoje życie…

    • Fireclo pisze:

      zdzichuspodbloku

      Po części masz rację, ale to, że się czasy zmieniły to akurat gra na niekorzyść LBJ, bo w tamtych czasach grałby jeszcze gorzej..

      Przecież można podać dużo bliższy przykład, chociażby FINAŁY Kobasa z Orlando.

      Jego średnie wynosiły 32,4 punktu, 7,4 asysty, 5,6 zbiórki, 1,4 przechwytu i 1,4 bloku. Da się ? Da się. Tylko trzeba mieć umiejętności i psyche godną mistrza, tego nie ma „KRÓL”

    • RoCkY pisze:

      Własnie taka jest różnica, Bronkowi muszą pozwolić zagrać a Jordan grał jak chciał. Może poza sporadycznymi spotkaniami nikt nie był w stanie powstrzymac MJ’a bo to on robił z obroną co chciał i teraz na sto kilo zrobiłby to samo.
      Tu jest całkiem odmienna sytuacja, sznureczki zostały ucięte i kukiełka padła…

    • GPRbyNBA pisze:

      Dokładnie. W tamtych czasach gdy obrona była ostra i zawodnicy bardziej utalentowani grał by jeszcze gorzej. MJ czy Kobas mają to coś.Tym czymś jest dobrze ułożona ręka. James tego nie ma co nie znaczy że z czasem nie będzie lepiej pod tym względem. Jeszcze pare dobrych lat przed nim i ciężki trening moze sprawić ze będzie lepiej rzucał. Póki co ma przede wszystkim te swoje wejścia.

  13. MVP finałów to Gregg Popovic :) . Myślałem, że już Indiana całkiem nieźle radziła sobie z LBJ. Tymczasem to co robi obrona Spurs jest genialne. Materiały z tego finału powinny być wykorzystywane szkoleniowo zarówno indywidualnie (Kawahi Leonard), jak i drużynowo (system rotacji). Pop jest chyba najlepszy w analizie spotkań, bo podobnie było w serii z GSW. Z Wojownikami po pierwszych dwóch meczach ciężko mi było wyobrazić sobie Spurs w finale konferencji. Z Heat jest podobnie. Pop korzysta ze sprawdzonych rozwiązań Pacers i dodał jeszcze kilka usprawnień na LBJ. Zamiast agresywnie broniącego George’a jest zostawiający więcej miejsca Leonard. Zamiast pozostawiania samego LBJa naprzeciw obrońcy w low-post, Pop woli go podwajać nawet kosztem otwartych pozycji na dystansie (w Game 1 i 2 Allen, Miller i Chalmers trafiali przyzwoicie). Ta taktyka się opłaca nawet gdy trójki wchodzą na poziomie 40%, bo LBJ jest bardzo skuteczny, gdy jest blisko kosza (grubo ponad 60%).

    Co do meczu Generalnie gdyby nie Mike Miller rekord Byków w rozmiarze wygranej w fianel zostałby pobity. Wszyscy mówią o Greenie i Nealu, bo SAS wygrało, ale Miller jest fenomenalny.

    Tak na marginesie – Danny Green ma w tych play-offach już 44 trójki. Do rekordu Reggiego Millera z 2000 roku brakuje mu już tylko 14 trójek. Jeżeli będziemy mieć jeszcze 3-4 mecze, to ciągle możliwe.

  14. djlal pisze:

    Świetne spotkanie. Brawo dla Spurs. Szczególnie dla Greena po nim to się spodziewałem dobrej gry, ale Neal mnie trochę pozytywnie zadziwił 24 punkty w PO. Chłopak swój rekord pobił:)

  15. bartol86 pisze:

    dla mnie mvp finalow o ile san antonio zdobedzie tytul jest kawahi leonard gosc przypomina mi stylem gry scotiego pippena jest atletyczny silny ma dlugie lapy i jest przekozak w obronie ;)

  16. M pisze:

    I widać jak słaby rzut z dystansu ma Lebron- gdyby miał lepszy to wtedy i łatwiej mógłby wjeżdżać pod kosz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *