Rodman: „James byłby średniakiem, gdyby grał w latach 90’tych”

Całkiem niedawno Karl Malone stworzył swoją najlepszą piątkę wszechczasów, o czym możecie przeczytać we wpisie Wojtka, ale nie uwzględnił w niej Michaela Jordana. Znalazł się tam za to min. LeBron James. Na te słowa zareagował Dennis Rodman, który stwierdził, że LeBron w latach 90’tych byłby średniakiem, a obecni Miami Heat nie mieliby szans ze starymi Chicago Bulls.

Jeśli LeBron grałby w późnych latach 80’tych lub wczesnych 90’tych byłby jedynie przeciętnym graczem. W tym co Michael zrobił było więcej charyzmy, nie było artykulacji i takich tam.” – powiedział Rodman w „The Dan Patrick Show”.  „On jest świetnym graczem, nie zrozumcie mnie źle.” „Dla mnie Scottie Pippen i Michael Jordan są najlepszym duetem, jaki kiedykolwiek widziałem.”

Mam dość porównywania LeBrona do Michaela. To są zupełnie inne ery.” „LeBron wszedł do gry w idealnym momencie. Michael wszedł do gry, gdy można było bić ludzi, znokautować, rzucić osobistego i wrócić się. A LeBron nie może tego zrobić. Wszystko co robią dziś to skarżą się na faule.”

Rodman mówi też, że jego Bulls z łatwością pokonaliby obecnych Heat. „Oni mają więcej talentu, ale my mieliśmy mądrzejszych graczy. To jedyna rzecz, którą mieliśmy, mądrzejszych graczy. Łatwo wykluczyłbym z gry Bosha. To nie jest problemem. A jak Dwyane Wade grałby przeciwko Scottiemu Pippenowi? Pippen z łatwością pokryłby LeBrona. A jak pójdziesz do pokrycia tych dwóch facetów (Jordan i Pippen)?

Moim zdaniem Rodman przesadza, jak to on. LeBron nie byłby graczem tak utytułowanym, gdyby grał w latach 90’tych, ale z pewnością nie byłby też zaledwie przeciętniakiem. Co do pojedynku między obecnymi Heat, a starymi Bulls, to myślę, że Bulls wygraliby taki pojedynek, ale nie, aż tak miażdżąco jak o tym mówi Rodman. Sam LeBron raczej na te słowa nie odpowie, bo głową jest zupełnie gdzie indziej. A wy co sądzicie? Rodman ma rację czy nie?

39 komentarzy

  1. Łukasz pisze:

    Rzadko się zgadzam z tym co wypowiada Dennis Rodman ale tym razem muszę mu przyznać rację, o ile LeBron powstrzymałby może(?) Jordana to nie bardzo widzę kto miałby powstrzymać w tym momencie Pippena, a jak wiadomo jak nie jeden rzucał po 40 punktów to robił to drugi, a z tym że zdominowałby Bosha to dla Dennisa byłby akurat najmniejszy problem, w swojej karierze nie takich graczy pilnował i powstrzymywał. Ale mecz sam w sobie na pewno byłby ciekawy.

    • Gragory pisze:

      Bosh dla Rodmana to byłaby zaledwie przekąska. „The Worm” walczył z prawdziwymi tytanami na pozycji PF a często grał jako center gdy Luc był kontuzjowany. Na LeBrona chyba nie było i nie będzie lepszego obrońcy niż Pippen. Oglądanie ich w pojedynku to byłaby wielka sprawa. Natomiast Jordan z Wadem to byłaby ciekawa para. Wade oczywiście nie dałby rady Jordano, m.in przez niższy wzrost ale w ataku spokojnie by sie odgryzał. Wade ma niesamowite niektóre firmowe zagrania i jest silny i szybki. Dałby sobie radę

  2. Cosmo pisze:

    Po pierwszym flopie cała ekipa Bullsów wyśmiała by LBJa i spółke

  3. Guti pisze:

    Gdybym James mial takiego zawodnika jak Scotie w druzynie to mialby zdecydowanie latwiej…
    moim zdaniem MJ mial lepsych zawodnikow do pomocy…szczegolnie gdy teraz flash gra w kratke a Bosha dawno „nie widzialem na parkiecie” ostatnio tylko taka koszulka z napisem 1 biega po nim…

  4. Mietek Wiercipięta pisze:

    No dobra skoro Lebron byłby średniakiem, to co z resztą zawodników? I nie chodzi mi tu o graczy Miami tylko wszystkich z ligi. Skoro LBJ jest MVP, to inni byliby po prostu słabi? Nie łapaliby się do składów? Ciągle hejtujecie Lebrona, że nie dałby rady. Może i tak, ale chciałbym być też obiektywny i porównajcie Chicago z Innymi drużynami. Oznacza to, Jordan resztę graczy ówczesnej ligi robiłby jak chciał jedną ręką i zamkniętymi oczyma

    • GRD666 pisze:

      A nie byłoby tak? W latach 90tych gra była twarda, a teraz? Lekkie dotknięcie i od razu gwizdki po faule…. Pooglądaj sobie mecze lat 90tych w których obrona to była na serio obrona, twarda i chamska. Zawsze to powtarzałem i powtarzać będę, że NBA lat 80/90tych była według mnie najlepszą koszykówką.

      Co do Jamesa, wiadomo przecież że w dzisiejszych czasach nie wielu jest prawdziwych centrów czy tak twardych w obronie PFów jak Rodman. W czasach ery Jordana, James nie wbijałby sobie pod kosz z wsadem tak jak robi to teraz.

      TO moje zdanie.

    • TenKtóryWie pisze:

      Do tamtego NBA nadali by się twardziele, a LeBron ze swoimi flopami pokazuje jaki jest (podobnie CP3). W przeszłości Kobe, Garnett, Rondo, Williams – oni mogli by sobie poradzić i jest wielu więcej graczy, którzy dali by rade, ale LeBron? Oj nie nie, za mało męskiej gry gra ten pan. Może i siłowo gra, ale nie pozwala użyć siły na sobie bo zaraz się kładzie.

  5. Fideljo pisze:

    hehe cały Rodman :D Przydałby się teraz, żeby wprowadzić trochę kolorytu, zamieszania i humoru do ligi. Brakuje mi takich osobowości jak Rodman czy Barkley.

  6. Macias pisze:

    Bulls to był przede wszystkim zespół zbudowany w doskonały sposób. Mieli lidera w postaci MJ, jego pomagierem był jeden z najlepszych SF w lidze Pippen, byli ludzie od czarnej roboty jak Rodman, Kerr czy Paxon a Heat? Zespół, który powstał na dogadaniu się 3 młodych gwiazd ligi i to wszystko. Ich szczęście, że wśród nich jest LBJ bo inaczej mogliby mieć problem z awansem do finału wschodu. Zgadzam się z Rodmanem, że Lebron opierający swoją grę na swoich warunkach fizycznych miałby spore problemy w walce pod koszem w latach 80/90tych. Bosha nie ma co komentować, Dennis siadłby na nim tak, że bałby się powąchać piłkę w meczu he he Oj wiele śmiechu dała mi ta jego wypowiedź ale cóż nie sposób się z Nim nie zgodzić przynajmniej w tych 80% ;)

    • GPRbyNBA pisze:

      100%
      LBJ to atletyzm jednak w tamtych czasach silnych było wielu i nie miałby tak łatwo z wchodzeniem pod kosz. Ostra gra która była wtedy podstawą również sprawiala by mu kłopoty. Teraz może wykorzystywać swój atletyzm bo za byle psztyknięcie jest flegrant. W tamtych czasach nie raz by leżał na parkiecie i kwiczał z bólu bo przy wejściu na kosz został by potraktowany barkiem i przeleciał sie nad parkietem ruchem wsteczno-bocznym.
      Nie hejtuje LBJ jednak prawda jest taka ze w tamtych czasach miaby znacznie ciężej.

  7. Woy pisze:

    @Guti i @Macias czekałem na podobny wątek i tak myślałem ,że ktoś zareaguje na słowa Malone’a. Dla mnie rzeczywiście Bulls byli świetnie zbudowaną ekipą i ich przewagą nad Miami Heat – patrząc na dziś – było kilka rzeczy.

    1 – Po 2/3 graczy na każdą pozycję , począwszy od jedynki (Armstrong/Paxson potem Harper/Kerr/Brown) poprzez dwójkę (był Myers/Tucker/Hansen którzy świetnie odnajdowali się w trójkątach), trójkę (Kukoc/Buechler/później Burrell), czwórkę (Grant/Livingston/Scott Williams potem Rodman/Kukoc jak nabrał masy i pewności siebie) piątkę (Cartwright/Perdue/King oraz Longley/Wennington/Bison Dele).

    Zauważcie, że drużyna gdy traciła jakieś ogniwo (faul, kontuzja) to miała przygotowane zastępstwo. Gracz wchodził i robił swoje a najlepiej było to widać w ostatnim roku wielkich Bulls, gdy z kontuzją walczył Pippen). Super przykład to wielki come back w finałach 1992 w meczu przeciwko Portland.

    2 – zespół mimo posiadania liderów był o wiele lepiej zbilansowany w ataku, bo zarówno centrzy (niby wolni i mało efektowni) jak i niscy gracze (o słabej budowie fizycznej) kiedy mieli możliwości to punktowali (nie raz Kerr, Paxson, Armstrong, Grant później Harper Kukoc czy Longley byli trzecimi strzelcami drużyny, zaraz po Pippenie i była to rola wymienna) Gracze nieobstawieni szybko dostawali piłkę od Jordana czy Pippena (rzut Paxsona za trzy w finałach z Suns, trafienie Kerra przeciwko Utah Jazz, a nawet wsad Wenningtona przy powrocie Jordana w MSG -> w Heat nie widzę takich akcji poza pojedynczymi zagraniami z RS Ray’a Allena).

    3 – bolączka Heat od początku wielkiej trójki czyli pozycja centra. W NBA śmiano się z Cartwrighta ale swoje robił z konfrontacjach z Tłokami i Laimbeerem oraz w meczach z Knicks i Ewingiem. Był niewygodnym przeciwnikiem do gry i lubił operować łokciami przy wzroście 216cm. Miał dziwaczny rzut ale straszył w ataku. Dalej często wyśmiewany Longley -> ale popatrzecie na finały ze Seattle Supersonics gdzie Kangur grał życiowe mecze i zbliżał się do granicy 20pkt. Półdystans, gra pod koszem , nie było dla niego problemu by trafić, bo miał te swoje 218cm. Heat niestety ciągle z dziurą na środku..

    4 – osoba trenera, Jax to jednak był i jest wielki umysł , ponadto świetny motywator i filozof. Jego sztab z Hamblenem i Wintersem reagował błyskawicznie.

    5 – w końcu Jordan , kochający rywalizację, ciągnący cały wózek w decydującym momencie i nigdy nie pękający , nigdy nie odpuszczający. Głodny gry, walki i zarażający kolegów swoim zapałem do gry oraz motywujący opadających z sił kolegów (najlepszy przykład to finały z Utah 1998).

    6 – przygotowanie fizyczne/atletyczne u Tima Groovera. Zauważcie, że od czasów Bulls coraz więcej klubów zwracało na to uwagę a w naszych już bliższych czasach na lekcje do legendarnego specjalisty Bulls wybierali się Flash czy T-Mac.

    7 – na sam koniec dyscyplina, każdy wiedział co miał robić, każdy był takim trybikiem w maszynie Jaxa, coś na dziś wzór maszyny Popovicha. W Heat wydaje się ,że za dużo jest spotkań, kiedy Bosh, Chalmers czy słabsi gracze patrzą tylko na LeBrona. On sam wszystkiego nie wygra i Jordan też by nie wygrał, gdyby nie świetni koledzy.

    Pozdro.

    • Guti pisze:

      No! czekalem na taka odpowiedz:) super! powinienes pomyslec o swoich art:)

    • GPRbyNBA pisze:

      WOY jak walniesz o z grubej rury.
      Oj co to za czasy były.

    • Bartek pisze:

      Nie chce mi się ustosunkować do całości. Co do meritum jest słuszne. Jeden błąd Kerr nie grał na rozgrywaniu, tylko był rzucającym obrońcą (2) i zmiennikiem Jordana. Trochę pomieszałeś, ale ogólnie spoko. Pozdrawiam!

    • JarecW pisze:

      Ja bym jeszcze do tego dodał chyba najważniejszy element nie mierzalny o którym tylko tak niby wspomniałeś. Charyzma Jordana. LBJ nie ma charyzmy ani na boisku ani po za nim. Nie jest role model jak był Jordan, nie przyciąga ludzi do siebie, a raczej co widać po ilości hejterów odpycha. Jordan był typem lidera za którego oddaje się życie, LBJ jest typem lidera na którego się patrzy, ale nie idzie się za nim.

  8. eastz pisze:

    Woy, pasjonat ?

    Z przyjemnością czyta się Twoje analizy tekstowe. Good Job, jakby to powiedzieli w ju es ej.
    Nie ma w tym krzty słodzenia tylko czysta prawda. Podobnie do redakcyjnych kolegów. Brawa, Panowie brawa.

    • eastz pisze:

      zeby nie bardzo spamować dopiszę. Kiedyś poruszany był pomysł hmm swoistego słuchowiska, gdzie nagrana dyskusja np na komunikatorze teamspeak, czy ventrillo, byłaby wrzucana do internetu, takie hmm 5on5 tylko w formie cyfrowej. Zastanówcie się nad tym, bo to byłaby na prawdę bardzo interesująca propozycja. Chociaż wiem, nie każdemu może pasować, wiadomo rózne obowiązki.

  9. gratek pisze:

    O wyższości tamtych Bulls nad Miami chyba każdy się zgodzi, to umniejszanie talentu Lebrona jest co najmniej zabawne. Bodajże w swojej biografii Rodman oburzał się, że w „50 Greatest Players in NBA History” zabrakło dla niego miejsca, a znalazł się tam John Stockton. Ok, był świetnym defensorem, wybitnym zbierającym, ale był też czarną dziurą w ataku. Idą dalej tym rozumowanie, skoro Lebron w jego czasach byłby tylko średniakiem, a on sam się uważa za top50 all time, to wychodzi na to, że DR>>>LBJ. Tiaaaa :-)

    • JarecW pisze:

      Rodman czarną dziurą w ataku? Chyba nie o tym Rodmanie mówisz. To że nie był zainteresowany rzucaniem punktów, nie znaczy że był dziurą w ataku. Wystarczy rzut oka na statystyki z collage’u, czy pierwsze lata w Detroit. Jak to Cię nie przekona, to obejrzyj sobie mecze z SAS, szczególnie playoffs chyba z 94 roku gdzie w serii w której odpadło SAS to Rodman miał drużyne na swoich plecach, a nie Admirał, warto jeszcze obejrzeć finały z Bulls gdzie odziwo często to Rodman potrafił rzucić daggera, a Jordan z Pippenem dobijali. I tak to że Rodmana nie było w „50” to był swojego rodzaju skandal, o podłożu politycznym. NBA Sterna to grzecne ciotki w postaci LBJ, Westbrooka, Duranta, a nie pojeby w stylu Rodmana.

    • GRD666 pisze:

      A szkoda, bo graczy typu Rodman uwielbiałem. Rodman miał charakter, nie dał se w kaszę dmuchać i nie dawał się przestawiać z kąta w kąt. Był człowiekiem, któremu kto nie schodził z drogi – ten miał skopaną dupę. Pamiętne walki z Karlem Malone lub Alonzo Murningiem.

      Druga sprawa, to postawa sportowa. Niby tak powinno być, że każdy zachowuje się poważnie dając innym przykład…. Ale ja jednak wolę mieć w drużynie Rodmana, który jest chamskim twardzielem. Ja zawsze go uwielbiałem, właśnie za to że nie jest pizdą, że nie robił tego co kazała mu liga, pomimo tego że płacić wysokie kary pieniężne dalej był sobą. Tak powinno być.

  10. Paweł pisze:

    Widać po odpowiedziach, że wszyscy wyrośliśmy na NBA lat 90.
    Ale wracając do tematu jakoś nie przepadam za Lebronem ale trzeba oddać mu co jego. Jest świetnym graczem, który zdominował swoje czasy. Tak samo jak Jordan z Bulls.
    Kto by wgrał konfrontację? Stawiam na Chicago, które było zbudowane wzorcowo.
    Zgadzam się z kolegą, że brak mi w dzisiejszym NBA kolorytu. Graczy pokroju Rodmana, Malone, Barkleya.

  11. Marcin 23 pisze:

    Woy napisał:
    5 – w końcu Jordan , kochający rywalizację, ciągnący cały wózek w decydującym momencie i nigdy nie pękający , nigdy nie odpuszczający. Głodny gry, walki i zarażający kolegów swoim zapałem do gry oraz motywujący opadających z sił kolegów (najlepszy przykład to finały z Utah 1998).

    No to już wiecie czym różnił się Mike od „króla” ;)

    Woy napisał:
    On sam wszystkiego nie wygra i Jordan też by nie wygrał, gdyby nie świetni koledzy.

    Tu akurat można polemizować. Michael sam był w stanie wygrać pojedynczy mecz jak i całą serię i czasami to robił ;)

  12. Igorek pisze:

    Haha
    I już Rodman stał się automatycznie idolem wszelkiej maści hejterów Jamesa i Heat.

    Co poniektórzy, zwłaszcza Ci z podstawówek i gimnazjów, muszą niestety sprawdzić na Wikipedii kim był Rodman.

    Przebrzmiała gwiazdka, która kontrowersyjnymi wypowiedziami stara się zyskać trochę rozgłosu.

    Zawsze lubułem jaki Mailman robił z nim co chciał pod koszem.

    Śmieszą mnie wasze achy i ochy nad starą NBA z lat 90-tych.
    Rownie dobrze mogę odwrócić wasze opinie i napisać, że tacy „brutale” jak Rodman i Brakley nie mieliby czego szukać, bo wypadli by za faule już w pierwszej kwarcie.
    Poza tym obejrzyjcie sobie panowie stare mecze piłki nożnej, czy wówczas też nie grało się twardziej? Śmiem więc twierdzić, że w czasach Pelego i Maradony, Messi byłby nikim.
    Moim zdaniem, bardzo dobrze że poczyniono zmiany w systemie gry, dzięki czemu gra jest szybsza, bardziej płynna. No ale wy wolicie wyniki jak w PLK 78:73

    • darren pisze:

      pierdolisz chłopcze bzdury jak mało który ;)
      nie zrozumiałeś przesłania, NBA z lat 90′ była zajebista bo widać było, że to gra dla prawdziwych facetów a nie dla takich cipek jak ty.

    • Marcin 23 pisze:

      Ostro, ale chyba trafnie.

    • GRD666 pisze:

      DOkładnie, jeśli wolisz chłopów „miętką fujarą” robionych, ktorzy przy lekkim dotknięciu kładą się na glebę i piszczą – ok, twoja sprawa, ja jednak stanę murem przy NBA’90. Wielu fanów koszykówki zapewne też tak postąpi.

      Co do piłki nożnej – masz rację, Messi, C.Ronaldo byliby pizdusiami jeśli chodzi o piłkę nożną lat 90tych. Tam się lała krew, liga angielska np. I proszę ciebie obrońca Vinnie Jones. To był zabijaka. Myślisz że Messi pograłby sobie przeciwko niemu? Tak ale we fifie…. Bo w prawdziwym meczu co akcję zbierałby się z gleby.

  13. marco1981 pisze:

    witam,

    Mam przyjemność czytać Waszą stronę już od dłuższego czasu, ale jakoś nigdy nie zdarzyło mi się niczego tutaj komentować, choć kilkukrotnie się za to zabierałem :)
    Przechodząc do meritum- wychowałem się w czasach , gdy największe triumfy święciło właśnie „jordanowskie” Chicago, dlatego też prawie z automatu stałem się ich fanem, a może inaczej nawet nie tyle co ich, a samego Michaela. Podziwiałem go za to, że tak bardzo potrafił zdominować całą ligę oraz za jego zaangażowanie i „boiskowy” charakter. Teraz trochę już bardziej doświadczony życiowo podziwiam grę LBJ’a i to jak on potrafi zdominować całe boisko- może ktoś mnie nazwać fanem gwiazd, ale tak naprawdę gra zawsze i wszędzie się na nich opiera. Czy Jordan dałby sobie radę w dzisiejszej koszykówce? Oczywiście odpowiedź jest jedna- tak. Czy LeBron dałby sobie radę w latach 90-tych? według mnie też i na pewno byłby jedną z największych gwiazd. Dlaczego? Teraz oczywiście gra stała się dużo bardziej delikatna i dlatego tez takie a nie inne są zachowania Jamesa ( flopowanie, wymuszanie fauli), natomiast gdyby był zmuszony grać w tamtych czasach, ze swoim atletyzmem byłby godnym przeciwnikiem, dla każdego wielkiego rywala. Myślę też , że to liga nauczyłaby go tzw. twardości. A jeżeli za gwiazdę tamtych czasów uważamy Rodmana, zawodnika w sumie jednego wymiaru (świetna tablica, bardzo dobra choć nie nadzwyczajna obrona)- to wydaje mi się, że nie miałby on zbyt wielkich szans w konfrontacji z LBJ’em.

    pozdrawiam

    • GRD666 pisze:

      Z tego co pamiętam wtedy gdy oglądałem mecze nba (stare dobre kanały tvp 1 i 2 ) Rodman nie był nienadzwyczajny w obronie ale zajebisty. I szanuję twoje zdanie, ale czy na pewno Rodman za czasów świetności nie miałby szans z LBJ? Ja uważam inaczej…

    • marco1981 pisze:

      GRD666 ja nie twierdzę, że Robak był przeciętnym obrońcą, moim zdaniem był bardzo dobry w tym co robił, ale nie do końca radził sobie z takim graczami jak Malone,Barkley – a James, oczywiście w odpowiednich proporcjach, fizycznie jest dosyć zbliżony do pierwszego z nich i przynajmniej równie wszechstronny co drugi, także byłby dla niego bardzo trudnym przeciwnikiem. Jedyną szansą, która widzę dla Rodmana to oddziaływanie na psychikę LBJ’a, która moim zdaniem jest jego najsłabszą stroną, a jak wiem w tych „brudnych” gierkach Robak był mistrzem.

      pozdrawiam

  14. shw pisze:

    Takie tam Rodmanowskie gadanie. Choć także uważam, że miałby ciężej w tamtych latach to pisanie, że byłby średniakiem tylko ośmiesza Rodmana. A raczej potwierdza, że ten facet żyje w swoim świecie.

  15. Szuwarek pisze:

    Zgadzam się z marco1981. LBJ dałby radę w latach 90tych. Przecież on jest bardzo wszechstronny i potrafi bardzo twardo bronić. Te flopy niech nie przesłaniają faktów. Gdyby był zmuszony do innej gry, umiałby się dostosować. Umie rzucać za trzy, z półdystansu, świetnie biega do kontry. Pewnie miej wbijałby się na kosz, ale w izolacjach dalej byłby niesłychanie groźny. Myślę, że byłby jednym z kilku prawdziwych gwiazdorów ligi i tylko od reszty zespołu zależałyby jego osiągnięcia.

    Co do Heat – Bulls. Chicago rozbiłoby Miami w drobny pył. Zresztą prawdopodobnie Heat mieliby problemy z kilkoma innymi teamami z tamtych lat, bo one grały dominującymi wysokimi, albo wyśmienitymi PF, którzy byliby ciężcy do zatrzymania dla Bosha czy Haslema. Podobnie jak męczyli się z Indianą męczyliby się Nowym Jorkiem, Indianą Pacers, Orlando Magic w erze Shaqa czy z Zachodu Rockets, Spurs, Suns, Supersonics, Jazz. Po prostu teraz jest inna liga i inaczej buduje się składy. W latach 90-tych budowanie zespołów tak niskich to zwykłe pakowanie się w kłopoty.

  16. Bart pisze:

    am dorastałem w czasach sukcesów Bulls, świetności Jordana i najlepszej gry Rodmana, ale nie rozumiem jak można być takim ignorantem żeby nie doceniać klasy LBJ? O ile nie dziwiło by mnie to u dzieciaków czerpiących wiedzę o NBA z playstation o tyle dziwi mnie to w przypadku ludzi oglądających jeszcze popisy Jordana.
    Z całym szacunkiem ale nauczcie się trochę obiektywizmu, LBJ jest zawodnikiem kompletnym i dojrzałym, poradziłby sobie w latach 90-tych doskonale i walczyłby jak równy z równym z Jordanem.
    Nawet kibicując Spurs i nie przepadając za LBJ trzeba mu oddać że dominuje na tle innych graczy niesamowicie i to nie jest tylko atletyzm, jego rozwój od początku pokazania sie w lidze jest niesamowity. Porównywanie kto byłby lepszy nie ma sensu bo to inne czasy, może i kiedyś gra byłaby ostrzejsza ale to nie znaczy że gracze z obecnych czasów nie potrafiliby się dostosować.

  17. ZuySukinkot pisze:

    Obawiam się, że gdyby dzisiaj w NBA były zasady z lat 80 i 90, to James jeszcze bardziej był by ponad wszystkimi, a taki Durant był by chłopcem do podawania ręczników.
    Nie zrozumcie mnie źle, ale z takim ciałem i siłą jaką ma LeBron, nie było by na niego kozaka a obstawiam, że gdyby miało dojść do agresywnej przepychanki na pięści, to sam Malone mógł by czuć respekt.

    A z drugiej strony, gdyby w dzisiejszych czasach Malone miał grać, to uważam, że 36k punktów zamienił by na jakieś 26k… + 30 fauli technicznych co sezon.
    Rodman zbierał piłkę i był zabijaką – lubię go bardzo – ale czy był by takim zabijaką gdyby miał zbierać piłkę spod Buynama… który by się wk*** i się na niego rzucił? Serio?

    Chociaż chciał bym takie coś oglądać… tarzanie Montą Ellisem po ziemi przez Wade’a, odpychanie Duranta przez James’a, przepychanki na pełnej agresji pomiędzy Howardem a Hibbertem lub Buynamem, łokcie od Iggyego i Manimala na twarzach Denga i Love’a…. eh…

  18. Kkkk pisze:

    Fanem LBJ’a nie jestem, ale Rodmana trochę poniosło z tym średniakiem, choć na pewno nie byłby dominującym graczem ligi, raczej taki „średni” All Star. Zwróćcie uwagę jakie miał problemy w starciu i IND i Hibbertem, a w latach 90 i tych graczach podkoszowych to u aaa, bolałoby LBJ :)

    • ZuySukinkot pisze:

      Powiedział co wiedział… gdyby James mógł grać tak jak się grało w latach 90 z takim zawodnikami, to wsadził by jeszcze 10 kg mięcha na plecy i był by drugim Malone’m… rzut ma niezły, a tak serio? Gdyby wiedział, że nie zostanie zawieszony to czy Nazr czy Hibbert latali by po parkiecie jak ścierki… serio… ten facet to machina do zabijania, a gra soft bo to daje efekt.

      Barcelona się wywraca nie dlatego, że jest soft, a dlatego, że sędziowie się na to łapią…

  19. tomasz pisze:

    LeBron utytułowanym graczem? W ostateczności nagrody indywidualne nic nie znaczą, a LBJ w dalszym ciągu ma tylko jeden pierścień…

  20. Marcin 23 pisze:

    ZuySukinkot pisze:
    08/06/2013 o 22:53
    „Gdyby wiedział, że nie zostanie zawieszony to czy Nazr czy Hibbert latali by po parkiecie jak ścierki… serio… ten facet to machina do zabijania, a gra soft bo to daje efekt.”

    Doprawdy ciekawe przemyślenia. Gratuluję poczucia humoru, oraz rozległej wiedzy na temat co by było gdyby :)

  21. Kkkk pisze:

    ZuySukinkot
    Po za tym lataniem to prawie się zgadzamy, tylko zauważ, że jakby przypakował jeszcze 10 kg i musiałby walczyć niemal wręcz z takim Rodmanem czy innym Malonem to by go to kosztowało dużo atlantyzmu, a to jest jego największy atut, brakłoby siły, a to się przekłada bezpośrednio na skuteczność, a w zasadzie to na wszystko w zw. z czym miałby dużo gorsze staty, czyli nie byłby stawiany w jednym szeregu z MJ, bo byłby co najwyżej graczem dobrym, a nie legendarnym. Po za tym po 1 poniosło cię stawianie w jednym szeregu dziadka Nazira i Hibberta, a po 2 Hibbert w latach 90 byłby co najwyżej średnim C w lidze jak teraz nasz MG.

  22. bulls2006 pisze:

    Rodman ma racje; Miami miało problem przeciwko Indianie głównie bo bardzo dobrze grał Hbbert, natomiast w latach 90-tych było wielu centrów lepszych od niego, z innymi rzeczami które wymienił podobnie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *