Zapowiedź NBA Finals 2013: Heat vs Spurs

Przez następne dwa tygodnie będziemy świadkami finałowej konfrontacji 67. sezonu. Naprzeciwko siebie staną drużyny, które od 1999 roku – wspólnie – siedmiokrotnie walczyły w finale NBA, ale nigdy ze sobą nie miały okazji się spotkać bezpośrednio (najbliżej było przed rokiem). O ile Heat zdobywali tytuł Larry’ego O’Briena 2-krotnie, o tyle Spurs mieli okazję już 4-krotnie cieszyć się z tego trofeum (ostatni raz w 2007). Prawdziwymi weteranami finałów NBA są Tim Duncan, Tony Parker i Manu Ginobili, a z drugiej strony równie imponującą liczbą występów w finałach mogą pochwalić się Dwyane Wade, LeBron James czy Udonis Haslem. Ostrogi po bardzo łatwych, ku zdziwieniu obserwatorów, finałach konferencji staną do tej rywalizacji bardziej wypoczęci, ale i nieco zastani. Z kolei podmęczeni siedmiomeczowym serialem z Pacers, Heat, będą od początku rywalizacji w uderzeniu. Przypomninamy, że przewagę parkietu mają obrońcy tytułu z zeszłego sezonu i pierwsze dwa spotkania odbędą się na Florydzie, po czym przesiesiemy się do Texasu, na trzy kolejne mecze finałowej serii. Czy dwa następne , znów w Miami będą potrzebne?

Miami Heat , prowadzeni przez trenera Erika Spoelstrę (2-krotny udział w finałach) w sezonie regularnym szli jak burza, nie tylko stając się najlepszą drużyną pierwszej części rozgrywek, lecz bijąc klubowy rekord 66. zwycięstw w rozgrywkach oraz ustanawiając drugą najdłuższą serię zwycięstw w historii całej ligi – 27. San Antonio Spurs z Gregiem Popovichem za sterami (4-krotny udział w finałach) osiągnęli pułap 58 zwycięstw, zostając drugą najlepszą ekipą Zachodu (po zeszłorocznych finalistach – Thunder) i nie forsowali tak bardzo bilansu zwycięstw jak to miało miejsce podczas wcześniejszych dwóch lat, kiedy np. odpadali niespodziewanie w pierwszej rundzie play offs lub tracili przewagę 2-0 podczas poprzednich finałów konferencji.

Wprowadzenie:

Filozofią gry Miami Heat i taktyki Erika Spoelstry jest stwarzanie przewag na najmocniejszych pozycjach wśród zespołu oraz ustawienie preferujące akcje izolacyjne dla LeBrona Jamesa oraz Dwyane’a Wade’a. Żar na dziś to drużyna grająca najbardziej atletyczną koszykówkę XXI wieku oraz bazująca głównie na dynamice, szybkości oraz sile swoich najlepszych graczy. Zespół z Miami słynie z błyskawicznych i efektownych kontr, cieszących oko przeciętnego kibica. Heat to drużyna, w której nie ma miejsce na wysokiego podkoszowego gracza, mogącego zwalniać tempo akcji (stąd też pomysł grania dwoma nominalnymi silnymi skrzydłowymi bądź nawet przestawianie na pozycję numer 4 Shane’a Battiera lub LeBrona Jamesa, a Chrisa Bosha na centrze). Zespół z Miami to również drużyna świetnie radząca sobie po własnej stronie parkietu, bazująca na agresywnej obronie – na graczach obwodowych rywala – oraz stwarzająca mocną presję podczas kluczowych momentów meczu. Sam Erik Spoelstra co rok dokłada sobie jednego zadaniowca zdolnego wspomóc jego zespół po obu stronach parkietu. Tak też przez ostatnie sezony poprawiano funkcjonowanie defensywy i ofensywy poprzez dokoptowanie do składu Shane’a Battiera, Ray’a Allena a w ostatnim czasie Chrisa Andersena. Bolączką numer jeden zespołu z Florydy jest natomiast liczba zbiórek, która w sezonie zasadniczym była najniższą sumą spośród wszystkich ekip NBA. Nasuwa się więc proste stwierdzenie, by wygrać z Heat to trzeba zdecydowanie wygrać walkę na deskach oraz zahamować możliwość kontrataków. W drugiej fazie ataku – co staje się już zadaniem trudniejszym – należy znaleźć receptę na indywidualne akcje, jeden na jeden, LeBrona Jamesa oraz Dwyane’a Wade’a. Pomoc od graczy wysokich oraz chwilowe podwojenia przy kryciu tych graczy mogą zdecydowanie pomóc defensywym możliwościom każdego zespołu.
Natomiast cała taktyka i filozofia gry Grega Popovicha podporządkowana jest pracy zespołowej. Zespół Spurs mimo posiadania w swoich szeregach znakomitych zawodników jak Tony Parker i Tim Duncan (czołowych w lidze na swojej pozycji) czerpie swoją siłę od wszystkich dostępnych graczy. Team Ostróg może przypominać perefekcyjnie pracującą maszynkę, w której każdy mniejszy i większy trybik jest równie istotny. Wiemy, że siłą Spurs mogą być przewagi na najmocniejszych pozycjach drużyny; Tony Parker i Tim Duncan potwierdzali swoją klasę przez cały sezon, ale należy pamiętać, że ofensywa Spurs to też akcje pick’n’roll między Parkerem i Duncanem lub Duncanem i Ginobilim oraz pick’n’pop między Parkerem i Mattem „Red Mambą” Bonnerem. Mocną stroną zespołu z Texasu jest tzw. dzielenie się piłką, zwłaszcza gdy na parkiecie zabraknie odpoczywającego w danym momencie Parkera. Spurs to też możliwość skutecznego, dystansowego grania z osobami Danny’ego Greena, Gary’ego Neala, Kahwi Leonarda i Manu Ginobiliego (nie zapominając o w/w Bonnerze). Greg Popovich przez lata swojej pracy z 4-krotnymi mistrzami stworzył system, w którym każdy zawodnik ma ściśle określoną rolę i niejeden gracz nie mogąc wpasować się do filozofii trenerskiej Popa po prostu wypadał z rotacji lub nawet opuszczał drużynę (Jefferson czy Jackson to pierwsze nazwiska przychodzące na myśl). Głównym zatem hasłem jest zespół i jego dobro! Mocnym punktem podczas play offs stała się defensywa Spurs, która jeśli popatrzymy w stastystyki przebijała czołowe ekipy w tej kategorii – sezonu zasadniczego czyli Pacers i Grizzlies. Cichym bohaterem po swojej stronie boiska staje się aspirujący do kadry amerykańskiej Mike’a Krzyzewskiego – Kahwi Leonard. To w nim eksperci upatrują ostatniego potencjalnego „plastra/stopera” na LeBrona Jamesa. Przed drugoroczniakiem nielada wyzwanie, bowiem tylko raz do tej pory, mial okazję stanąć na parkiecie twarzą w twarz z Lebronem (pozwolił mu na 20pkt przy skuteczności 9/14). Wydaje mi się by osiągnąć swój pierwszy cel i wygrać jedno z dwóch spotkań na wyjeździe, w Miami, to Spurs muszą skoncentrować się na defensywie i być może trener zespołu wrzuci do swojej taktyki elementy obrony strefowej (dla przypomnienia ten rodzaj obrony pomógł przy mistrzostwie Dallas).

Pierwsze piątki:

Miami – Mario Chalmers, Dwyane Wade, LeBron James, Chris Bosh, Udonis Haslem

Heat to przede wszystkim brak klasycznej jedynki, prowadzącej gry oraz typowego centra – olbrzyma – panującego w strefie podkoszowej. Większość akcji, jeśli nie z błyskawicznej kontry, rozpoczętych jest przed duet Flash-LBJ a często to oni sami po krótkiej penetracji lub po zasłonie od wysokiego gracza, kończą ją zdobyczami punktowymi. Bolączką ataku Heat jest w ostatnim czasie niska skuteczność Chrisa Bosha oczy słabsza forma fizyczna Wade’a. Erik Spoelstra może też polegać na swoich zmiennikach w osobach Norrisa Cole’a, Ray’a Allena, Chrisa Andersena i Shane’a Battiera. Każdy z tych zmienników może być X-factorem tej serii.

San Antonio – Tony Parker, Danny Green, Kahwi Leonard, Tiago Splitter, Tim Duncan

Skład Spurs to wyraźny podział na liderów ataku i zadaniowców. Pierwszą parę tworzy duet Parker-Duncan a na ich akcje w ataku, mocniej pracują młodsi gracze jak Green i Leonard (obaj to bardzo solidni defensorzy). Granie Spurs rozpoczyna się od momentu gdy piłka ląduję w rękach francuskiego rozgrywającego i to on próbuje w pierwszym tempie akcji zaskoczyć defensywę przeciwnika, penetracją lub zagraniem dwójkowym. W dalszej fazie ataku możemy zauważyć szybsze dzielenie się piłki lub szukanie przewag np. po przekazaniu w obronie. Natomiast gdy na boisku pojawiają się rezerwowi jak Neal, Ginobili lub Bonner to od razu zuważymy rozejście się na skrzydła większości graczy obwodowych a sami zawodnicy będą szukali możliwości przestrzennego grania i celnego rzutu zza łuku. Takie otwarcie przestrzeni pozwala również na łatwiejsze akcje dwójkowe z podkoszowym.

Trenerzy:

Erick Spoelstra (skuteczność w finałach 1/2 i 50 %)

Spolestra po pierwszym nieudanym podejściu przeciwko Dallas Mavericks, wzmocnił swoją drużynę m.in. Shanem Battierem i ten zawodnik przyniósł mu pierwszy (drugi dla organizacji). Tym razem rotacja jest jeszcze bogatsza a ma w niej Chrisa Andersena i Ray’a Allena. Sam trener sporo uwagi przywiązuje do obrony (po swoim mentorze Pat’cie Riley’u) , dając dużo swobody swoim graczom w ataku. Po pierwszym roku i trudnych początkach współpracy z nowymi gwiazdami Spo znacząco poprawił relacje z graczami a sama atmosfera w szatni bardziej się ociepliła. Rekordowa liczba wygranych w sezonie i imponująca seria zwycięstw dały mu dużej pewności siebie a sam trener już walczył o statuetkę najlepszego szkoleniowca NBA. Tylko George Karl był lepszy od Spo w głosowaniu na Trenera Roku.

Greg Popovich (skuteczność w finałach 4/4 i 100%)

Popovich to trener o wojskowych manierach lubiący mieć w swoich szeregach dyscyplinę (wojskowy reżim) i określony plan działania. W jego koszykówce jest mało miejsca na improwizację, choć w tegorocznych play offs pokazał wielką klasę zmieniając strategię obrony oraz styl organizacji ataku w meczach z Warriors. Nie jest tajemnicą, że Pop rządzi twardą ręką (stąd też nie ma już w drużynie byłego mistrza NBA Stephena Jacksona) u lubi mieć 100% posłuch wśród graczy. Od paru sezonów lubi stawiać na młodych i nowych graczy i być może to oni dadzą mu realną szansę na 5 tytuł. Był czwarty w głosowaniu na Trenera Roku ale po przejściu Memphis Grizzlies i Golden State Warriors należałoby się zastanowić czy nie zasługiwał na więcej?

Znaki zapytania w serii finałowej:

Heat:
– czy zmęczenie z meczów z Pacers da o sobie znać?
– zdrowie Dwayne’a Wade’a , weterana finałowych spotkań wśród Heat (4x wystąpi)
– dyspozycja Chrisa Bosha, który w spotkaniach z Pacers był tłem dla Davida Westa
– rola Ray’a Allena, który już myśli nad zmianą otoczenia po finałach 2013.
– dyspozycja wysokich graczy Heat , walczących z Timem Duncanem

Spurs:
– czy 9 dni przerwy wpłynie na grę zespołu Ostróg?
– zniesienie presji meczów o stawkę przez młodych graczy Spurs; Green, Neal, Leonard i Joseph przejdą prawdziwy test
– zdrowie Tony’ego Parkera, któremu w seriach z Warriors i Grizzlies dokuczał ból łydki
– tempo; czy gracze Spurs jak Duncan, Parker i Ginobili wytrzymają intensywność gry z młodszymi Heat.

Spotkania sezonu zasadniczego: 105-100 dla Heat na Florydzie (Popovich dał odpocząć swoim czołowym graczom), 88-86 dla Heat w Texasie (Spolestra grał bez Wade’a i Jamesa).

Playoff 2011 i 2012

Miami Heat po raz trzeci z rzędu awansowali do finałów NBA. Od momentu utworzenia wielkiej trójki z Chrisem BoshemLeBronem Jamesem i Dwyanem Wadem w składzie co roku meldują się w walce o mistrzowskie pierścienie. Za pierwszym razem, w 2011 roku nie sprostali Dallas Mavericks. W tamtej serii zawiódł przede wszystkim James, który w decydujących momentach meczów zupełnie znikał, w ogóle nie był tym graczem, jakiego znamy dzisiaj i to zawodnicy z Teksasu mogli cieszyć się z tytułu, biorąc tym samym rewanż na Heat za przegrane finały w 2006 roku.

Po fali krytyki, jaka spadła na Miami, szczególnie na LeBrona, w kolejnym, skróconym sezonie zawodnicy z Florydy wrócili żądni rewanżu. W pierwszej rundzie play off bez problemu pokonali New York Knicks, w kolejnej rundzie przegrywali 1-2 z Indianą Pacers, tracąc do tego w pierwszym meczu Bosha z powodu naciągnięcia mięśni brzucha. Ta sytuacja nie podcięła im wtedy skrzydeł,  wręcz przeciwnie, zmobilizowali się jeszcze bardzie, wygrali kolejne 3 spotkania i wysłali Pacers na ryby.

Finał Konferencji z Boston Celtics był najcięższą przeprawą Heat w tamtych play off. Cięższą nawet niż późniejszy finał z Oklahomą City Thunder, którą pokonali 4-1. Po pięciu przegrywali już 2-3, ale wtedy James pokazał dlaczego jest najlepszym zawodnikiem na planecie. Wszedł na poziom, do którego wielu nie potrafiłoby się nawet zbliżyć. W 6 meczu w Bosotnie w pojedynkę rozprawił się z Celtics rzucając 45 punktów, 19/26 z gry w tym 2/4 za trzy, zbierając 15 piłek i rozdając 6 asyst. Zdominował to spotkanie, a Celtics nie mogli znaleźć na niego odpowiedzi. Podobnie było w decydującym spotkaniu nr 7, a dodatkowo Jamesowi z pomocą przyszedł Wade i Heat awansowali do finału, gdzie w 5 meczach odprawili z kwitkiem Thunder, a LeBron został MVP finałów.

Play off 2013

W tym roku Miami ponownie zameldowało się w finale, choć w pojedynku z San Antonio Spurs wcale nie jest zdecydowanym faworytem, jak wielu jeszcze myślało przed rozpoczęciem tych play offów. Heat po sezonie regularnym zanotowali bilans 66 zwycięstw i 16 porażek, najlepszy w historii organizacji i w tym sezonie ze wszystkich zespołów, zapewniając sobie tym samym przewagę parkietu przez całe play offy. Do tego wygrali w bieżących rozgrywkach 27 spotkań z rzędu, co jest drugą najlepszą taką serią w historii NBA. Pierwsi są Los Angeles Lakers – 33 kolejne wygrane w sezonie 1970/71.

W pierwszej rundzie bez jakichkolwiek problemów odprawili Milwaukee Bucks wygrywając szybko 4-0 i obok pojedynku Spurs-Lakers była to najbardziej jednostronna runda w tych play offach. W półfinale Konferencji Wschodniej spotkali się ze zdziesiątkowanymi kontuzjami Chicago Bulls, którzy już w pierwszym meczu ich zaskoczyli wygrywając w American Airlines Arena. Kolejne spotkania przebiegały już pod dyktando Heat, choć w meczu nr 5, Bulls napsuli jeszcze krwi obecnym mistrzom NBA.

Schody dla Miami zaczęły się dopiero w finale Konferencji, kiedy na ich drodze stanęli zawodnicy Indiany Pacers prowadzeni przez Paula Geroge’a i Roy’a Hibberta. W tej serii zawodnicy trzeciej drużyny sezonu regularnego na Wschodzie całkowicie obnażyli braki Heat pod koszem i pokazali, że nie są oni wcale nie do pokonania. Indianie naprawdę niewiele zabrakło do awansu. Byli o jeden dobry mecz Wade’a mniej od pokonania Heat.

Tak się jednak nie stało i to LeBrona James i spółka zagrają po raz trzeci z rzędu w finałach ligi, i co ciekawe są pierwszą drużyną Wschodu, której udała się ta sztuka od momentu kiedy Chicago Bulls z Michaelem JordanemScottie Pippenem i Philem Jacksonem na ławce zdobywali swój drugi three-peat.

Klucze do wygranej Miami Heat

Zdrowie Dwyane’a Wade’a – obrońca Heat nie jest sobą w tych play offach. Już przy okazji zapowiedzi serii z Pacers pisałem, że kolana Wade’a to coś, co może główną przyczyną tego, że Miami nie obroni tytułu. I tak właśnie było. Teraz będzie podobnie. MVP finałów z 2006 roku mówiąc delikatnie nie zachwyca. Nie tylko w finałach Konferencji z Indianą, ale także w całych play offach. I jak w pierwszej serii z Bucks i Bulls nie musiał specjalnie się wysilać, by Heat awansowali do kolejnych rund, tak gdyby nie jego dobra postawa w decydującym meczu nr 7 z Pacers różnie mogłoby się to skończyć.

Miami potrzebuje dobrej gry Dwyane’a, ponieważ bez niego sam LeBron James sobie nie poradzi. A w finałach będzie równie ciężko, co w starciu z Indianą. Danny Green jest chyba jeszcze lepszym obrońcą niż Lance Stephenson i Wade’owi może grać się jeszcze trudniej, tym bardziej, że nr 5 draftu 2003 bazuje głównie na dynamicznych wejściach pod kosz i swojej atletyczności, a ta z każdym kolejnym rokiem jest coraz gorsza. Dwyane nie grozi wcale rzutem za trzy, a i jego rzut z półdystansu też nie należy do czołówki ligi.

To akurat dziwne, że przez tyle lat Wade nie próbował pracować nad rzutem. Czy nie wiedział, że nie można cały czas liczyć na dynamikę itp., że z wiekiem będzie zmuszony zmienić trochę swój styl gry, bo nie będzie w stanie robić rzeczy, które przychodziły mu z łatwością na początku kariery? To na pewno jego błąd, a Greg Popovich jest doświadczonym trenerem i będzie wiedział, jak trzymać go z dala od kosza. Pytanie tylko, jakiego ujrzymy Wade’a w serii ze Spurs? Tego z meczu nr 7, kiedy zagrał najlepsze spotkanie w finale Konferencji, czy tego z poprzednich trzech pojedynków, kiedy nie potrafił rzucić więcej niż 38 proc. z gry. Mówią, że jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz, więc może…

Strefa podkoszowa i Chris Bosh – Pacers w finałach Konferencji obnażyli największą słabość Heat, czyli strefę podkoszową. Ponadto bardzo słabo z wysokimi Indiany radził sobie Chris Bosh. Zobaczymy najpierw ak w poszczególnych seriach grał Bosh:

I runda z Bucks (średnie): 12,8 punktów, 53,8 proc. z gry, 42,9 proc za trzy, 8 zbiórek, 1 asysta, 1,8 bloków

II runda z Bulls (średnie): 13,6 punktów, 50 proc. z gry, 50 proc za trzy, 8,6 zbiórek, 2 asysty, 2,2 bloków

III runda z Pacers – pierwsze trzy mecze (średnie): 16,3 punktów, 51,4 proc. z gry, 44,4 proc. za trzy, 3,3 zbiórek, 0,6 asysty, 0,6 bloków

III runda z Pacers – ostatnie trzy mecze (średnie): 7 punktów, 23,5 proc. z gry, 57,1 proc. za trzy, 5 zbiórek, 0,8 asysty, 1,3 bloków

Na podstawie tych statystyk widać, że gra Bosha nie powala. Gra co najwyżej dobrze, a to i tak naciągana opinia, z pojedynczymi lepszymi występami. Od zawodnika, który ma być głównym motorem napędowym Heat w walce pod koszami należy oczekiwać więcej.

Jeszcze w serii z Buck i Bulls to nie było problemem, ale w serii z Pacers Bosh kompletnie dał się zdominować podkoszowym Indiany, zarówno w walce o zbiórki, jak i w pomalowanym. Do tego zauważcie, jak spadła jego średnia punktów i skuteczność w czterech ostatnich spotkaniach, w porównaniu z pierwszymi trzema pojedynkami w tej serii. Nie wspominając już o tym, że Chris tak ogólnie wyglądał soft. I to bardzo.

W finale podkoszowi Heat, bo to nie tylko Bosh, ale też Udonis Haslem i Chris Andersen (bo chyba tylko ta trójka będzie miała pewne minuty w rotacji) też nie będą mieli łatwej przeprawy. Naprzeciwko nich staną m.in. przeżywający już kolejną młodość Tim DuncanTiago Splitter czy Boris Diaw. Froncourt równie mocny, co ten Pacers. Jeśli Heat chcą szukać swojej szansy na wygraną, nie mogą się dać tak zdominować pod koszem, jak w finale Konferencji Wschodniej.

Defensywa – Heat w tych play offs nie spotkali się jeszcze z tak dobrą ofensywą, jak ta, którą posiada San Antonio i to jak będą przeciwko niej bronić być może pomoże im wygrać któreś ze spotkań.

Mistrzowie NBA potrafią grać w defensywie, co pokazali już kilka razy w tej tegorocznym psot seaon zatrzymując np. Bulls na 65 punktach, albo jak w meczu nr 7 z Paces, kiedy w drugiej kwarcie skutecznie ograniczyli poczynania ofensywne Indiany. Pytanie tylko, czy poradzą sobie dużo bardziej zróżnicowanym atakiem Spurt, m.in. z pick’n’rollami, trójkami z rogu czy wjazdami pod kosz Tony’ego Parkera.

Ponadto Erik Spoelstra przy zaciętej końcówce może oddelegować LeBrona Jamesa do krycia Francuza. Wiemy doskonale, że tegoroczny MVP sezonu zasadniczego jest świetnym obrońcą i potrafi bronić zawodnika z każdej pozycji na parkiecie, w tym szybkich rozgrywających. Wystarczy przypomnieć sobie, co dwa lata temu zrobił z Derikiem Rosem.

Rezerwowi – ławka Heat jest równie mocna co ta Spurs. Ray AllenNorris ColeChris Andersen czy też Shane Battier to zawodnicy, którzy mogą przesądzić, może nie o losie całej serii, ale na pewno pojedynczego spotkania. Do rotacji powinien przede wszystkim wrócić Battier, który od trzeciego meczu z Pacers grał coraz mniej, a w ostatnim meczu w ogóle nie wyszedł na parkiet. Może on być przydatny, szczególnie kiedy Spurt będą grali Mattem Bonnierem na boisku. Do tego nie należy zapominać o Mike’u Millerze. Jeśli ten ma dzień, potrafi odpalać trójki jedna za drugą.

LeBron James – Heat mają w tej serii najlepszego zawodnika, który już raz przegrał ze Spurs w finale w 2007 roku i na pewno będzie chciał się im za to zrewanżować. Nie czarujmy się, Jamesa nikt nie jest w stanie powstrzymać, jedynie w jakimś stopniu ograniczyć. LeBron naprzeciwko siebie będzie miał Kawhi Leonarda. To będą jego pierwsze finały, więc doświadczenia Jamesa może być tutaj bardzo przydatne. Ponadto jeśli MVP sezonu zasadniczego będzie grał dużo w post up i co ważniejsze będzie dzięki temu efektywny to Spurs mogą mieć problem. Mogą go wtedy podwajać, ale James to piekielnie inteligentny zawodnik i świetnie potrafi znajdować partnerów na wolnych pozycjach. Jeśli tylko ci będą wykorzystywać rzuty z czystych pozycji, to Heat w dużym stopniu przybliżą się do obrony tytułu.

Typy:

Woy: Heat z 6.

Dawid: Spurs w 6. 

PS. po godzinie 20 na stronie pojawi się teksy Mateusza Babiarza o silnych stronach San Antonio i jakie są klucze Spurs do wygrania tegorocznych finałów. Stay tuned!

3 komentarze

  1. Guti pisze:

    Chlopaki postaraliscie si:0 super art:0 duzo mozna ciekawego sie dowiedziec:)
    Jestem zdecydowanie za Heat! Posiadanie Jamesa w zespole to gwarancja sukcesu:)

    Let’s Go Heat !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  2. Artur pisze:

    „Byli o jeden dobry mecz Wade’a mniej od pokonania Heat.” a może o jedną akcję w G1, w której rozkojarzył się P. George. BARDZO DOBRY ARTYKUŁ

    Let’s Go Spurs;)

  3. Mietek Wiercipięta pisze:

    Świetny artykuł. Moim zdaniem Heat wygra 4:2. Z Pacers zawsze mieli problemy i dlatego tak się męczyli. Ze Spurs pójdzie im nie co lepiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *