Fantastyczny Parker poprowadził Spurs do wielkiego finału

Sześć lat. Tyle na ponowny udział w wielkim finale NBA czekali San Antonio Spurs. Dzięki świetnej grze w całej serii i fantastycznej dyspozycji Tony’ego Parkera wczoraj (37 punktów, 15/21 z gry, 4 zbiórki, 6 asyst) udało im się odprawić Memphis Grizzlies z kwitkiem. Teraz w spokoju mogą się już przygotowywać na pojedynki na szczycie światowej koszykówki.

Drużyna Stan  serii I kw. II kw. III kw. IV kw. Wynik
San Antonio Spurs 4 24 20 28 21 93
Memphis Grizzlies 0 14 24 28 20 86

Przebieg spotkania

Lionell Hollins rozpoczął z Tonym Allenem na Parkerze, ale jak się okazało, wczoraj nawet to nie było w stanie zatrzymać Francuza.

Pierwsze minuty spotkania przebiegały jednak pod dyktando gospodarzy, dla których pierwsze cztery punkty zdobył Prince. Mogła się podobać obrona z obu stron, co było istotne zwłaszcza w przypadku Grizzlies ponieważ widać było, że jeszcze się nie poddali.

Spurs nie zamierzali jednak wypuszczać z rąk szansy na szybkie wejście do finału. Błyskawicznie uzyskali prowadzenie po floaterach Greena, Leonarda i Parkera. Duża w tym zasługa defensywy gości, którzy cały czas świetnie podwajali podkoszowych Grizzlies (Green lub Leonard chętnie odpuszczali swoich rywali byleby tylko utrudniać życie Gasolowi i Randolphowi).

Po nietypowej akcji 2+1 (trafienie Parkera, rzut wolny Duncana) było już 17-10. Spurs zupełnie kontrolowali grę w pomalowanym, a znana ze świetnej obrony ekipa Hollinsa nie potrafiła znaleźć sposobu na rozpędzonych rywali. Statystyką świetnie obrazującą pierwszą kwartę jest to, że SAS zdobyli w niej więcej punktów w pomalowanym (16) niż Grizzlies w sumie (14).

Jeżeli coś mogło martwić Popovicha w otwierających 24 minutach to zdecydowanie problemy z ofensywnymi zbiórkami jego zespołu. Co zaskakujące, nie odpowiadali za to Randolph (był niewidoczny) czy Gasol, ale głównie Allen i Arthur.

Gra się trochę wyrównała, ale to Spurs cały czas kontrolowali przebieg meczu. Gospodarzom szkodziły pudła w dobrych sytuacjach ich liderów. Z drugiej strony goście z San Antonio nie mogli wstrzelić się z dystansu i to dawało jeszcze nadzieje Grizzlies na przedłużenie serii.

Ostatecznie dzięki całej masie rzeczy niewidocznych w boxscore (gra Diawa i Splittera, wymuszanie przewinień, podwojenia, wejścia Leonarda, …) Spurs schodzili do szatni przy wyniku 44-38.

Ciekawe jest to, że trafienie z dystansu przed syreną Baylessa było jednocześnie korzystne i niekorzystne dla Grizzlies. Z jednej strony pozwoliło na zmniejszenie strat i podniesienie ich morale, z drugiej strony sprawiło, że SAS byli jeszcze bardziej skoncentrowani po zmianie stron.

Na starcie trzeciej kwarty w końcu przełamał się Z-Bo. Kolejne trafienia Duncana, a zwłaszcza punktujący z łatwością Parker (te zasłony!) po chwili odbierał jednak nadzieje miejscowym kibicom. Przewaga cały czas oscylowała w granicach 6-10 punktów, a o tym jak grał Francuz niech świadczy, że w niecałe 8 minut tej odsłony zdobył 14 oczek.

Z drugiej strony rozszalał się Pondexter, który trzykrotnie trafił z dystansu i praktycznie w pojedynkę utrzymywał Grizzlies w grze. Przed czwartą kwartą tablica wskazywała 72-66 i jeszcze mogliśmy liczyć na emocje.

Po 150 sekundach ostatniej odsłony i wejściu Allena było już tylko +3 dla Spurs i Popovich musiał prosić o czas. Przerwa pomogła. Z dystansu trafił Parker (to była jego jedyna tróka w spotkaniu), a po chwili dołożył jeszcze rzut z wyskoku i asystę na wsad do Duncana by zbudować przewagę, która utrzymała się aż do ostatniej minuty.

Mając nóż na gardle gospodarze podjęli jeszcze jedną próbę na utrzymanie się w serii. Wykorzystali pomyłki przyjezdnych i po punktach Gasola znów zespoły rozdzielało tylko jedno posiadanie. Błędy Baylessa (faul i zablokowany rzut), a także celne rzuty wolne Parkera sprawiły jednak, że SAS zaliczyli drugi sweep w tegorocznych PO i to oni zagrają w finale.

Spurs ograniczyli w tegorocznych playoff takich graczy jak Dwight Howard, Stephen Curry czy Zach Randolph. Biorąc pod uwagę dotychczasowych przebieg finałów wschodu, w wielkim finale będą mieli jeszcze cięższe zadanie. Zatrzymania LeBrona Jamesa.

Jeśli to Heat będą w finale, to oni będą faworytami. Nie można jednak niedoceniać tego co robią w tym roku SAS. Popovich będzie miał wystarczająco dużo czasu by doprowadzić swoich graczy do pełni sprawności i wymyślić sposób na drużynę z Miami.

Grizzlies tymczasem mogą być jednocześnie dumni ze swojego osiągnięcia jak i odczuwać wielki niedosyt. Głównym pytaniem dla tej organizacji jest w tej chwili to, czy pozostanie trener Hollins, a na dalszym planie jest kontynuuowanie przebudowy i pytanie czy nie warto spróbować wymiany z udziałem Randolpha.

Cytat spotkania

We’re going to be better because we played against, to me, one of the greatest teams there’s been in the past 15 years. – Marc Gasol

Pozostałe notatki

  • Grizzlies wygrali walkę na desce 41-34 (w tym 16-4 w ataku), ale przegrali w punktach w pomalowanym aż 32-52.
  • Po tym jak Gasol uderzył Parkera w twarz był pierwszym, który sprawdził czy wszystko jest z nim w porządku nie zważając na toczącą się akcję. Klasa.
  • Spurs ostatni raz byli w finale w 2007 roku, gdy zdobyli mistrzostwo ogrywając do zera Cleveland Cavaliers.
  • Ekipa z San Antonio wszystkie cztery mistrzostwa zdobywali w nieparzystych latach (1999, 2003, 2005 i 2007). Jest 2013.
  • Poprzedni najlepszy pod względem strzeleckim występ Parker zanotował… w tym roku w serii z Warriors (32 punkty).
  • Po serii z Grizzlies 108 na 108 par, w których jedna drużyna prowadziła 3-0 zakończyło się jej awansem.
  • SAS mają bilans 11-1 w spotkaniach, w których mogą zakończyć serię od 2007 roku.

Boxscore

Spurs: Duncan 15, Leonard 11, Splitter 9, Parker 37, Green 5, a także Bonner 2, Diaw 4, Neal 0, Joseph 4, Ginobili 6

Grizzlies: Randolph 13, Prince 8, Gasol 14, Conley 9, Allen 4, a także Arthur 8, Pondexter 22, Bayless 8, Dooling 0

Filmowe podsumowanie spotkania

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

11 komentarzy

  1. Woy napisał(a):

    Parker oddał fanom Grizzlies nieobsłużenie go w restauracji. Czekam już na pracę Kahwi Leonarda na LBJ’u ;-)

  2. saturn napisał(a):

    Uff super seria w wykonaniu weteranów. 4-0 w finale konferencji to imponujący wynik. W przeszłości przy takich wynikach drużyna, która wygrywała 4-0 w finale konferencji najczęściej też sięgała po mistrzostwo. Życzę tego San Antonio, ale szczególnie Duncanowi, który jak już pisałem zakończyć znakomitą karierę jako zwycięzca.
    Oby dalej weterani z SA byli zdrowi i w gazie, a zobaczymy piękne widowisko z Miami. Co prawda bardzo obawiam się o wynik tego widowiska, ale to i tak ciekawe finały powinny być. Ja też czekam na Leonarda ganiającego za Bronkiem. Jest wystarczająco szybki, choć o siłę się trochę martwię – Bronek to prawdziwy gladiator. Obym się pomylił.

    Parker rzeczywiście imponuje w PO, jest moim zdaniem zdecydowanie najlepszym PG tegorocznych PO.

  3. bart napisał(a):

    Grizzlies byli za słabi w ofensywie żeby coś ugrać, mocna defensywa nie załatwi wszystkiego jeśli nie rzuca się punktów. Randolph tez jak na mój gust jest przereklamowany, powinni nim handlować, bo wysokim nr 1 zdecydowanie jest Gasol.
    Zaskoczeniem jest dla mnie że Parker (i nie tylko on) tak łatwo rzucał z pomalowanego, rozumiem świetne zasłony i ruch bez piłki, ale gdzie była asekuracja dwóch wysokich?
    Z niecierpliwością czekam na finał raczej z Heat, wydaje mi się że Indianie zabraknie argumentów z ławki.

  4. Szuwarek napisał(a):

    Szkoda sweep’a. Niedźwiadki zasłużyły na chociaż jedno zwycięstwo. Co do finału będzie dobra seria. Heat nie ma odpowiedzi na Parkera (Norris Cole czy Chalmers to nie Mike Conley czy Tony Allen, a tym i tak się nie udało), za to Spurs nie specjalnie mają odpowiedź na LBJa (jednak Georga stawiam wyżej od Leonarda). Napewno Spurs ofensywnie są o kilka poziomów lepsi od Pacers, a defensywnie potrafią zagrać na wysokim poziomie. Jak będą próbować łapać Parkera w pułapki równie dobrze może się to skończyć szybkimi trójkami Greena, Leonarda, Neala czy Bonnera. Duncan również świetnie broni w pomalowanym więc niski skład Heat znowu może mieć momentami problemy. No i ciekawe jak wpłynie na Spurs dłuższy odpoczynek, bo Heat równie dobrze mogą skończyć swoją serię dopiero w czwartek, a jak Pacers urwą jeszcze dwa spotkania, to czas do następnego spotkania wydłuży się do ponad tygodnia. Będzie bardzo ciekawie.

  5. Fukker napisał(a):

    Oby Spurs wygrali finały. Należy się im. A pamiętam, że w 1999 tak zależało mi na wygraniu finałów przez Knicks :-)

    • Łukasz napisał(a):

      Nie napisałbym tego trafniej. Pzdr

    • Gregor napisał(a):

      Nikomu nic się nie należy za zasługi czy cokolwiek innego. W ten sposób głupio można by powiedzieć, że Miami się cokolwiek należy bo mają najlepszy bilans po SZ. Wygra wyłącznie po prostu lepszy i tyle.

  6. Barzay napisał(a):

    jeszcze SAS w finale nie przegrali, oby finał był bez sweepa bo chcemy cos poogladac a ta seria z miskami była ciezka do ogladania bo Mem było bezradne

  7. aeaeae napisał(a):

    Zachciało się wymieniać Gaya to i jest teraz tego efekt, 4:0 w plecy… Niech mi ktoś powie co dali Grizz Prince, Davis czy Daye…prócz zaoszczędzenia kilku $.

  8. maciek napisał(a):

    Co ciekawe ostatni sweep w finałach konferencji zachodniej miał miejsce w 2001 roku – Los Angeles Lakers (złote lata duetu shaq-kobe) pokonali… San Antonio Spurs

    Taka ciekawostka:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *