Błędy Jamesa dają zwycięstwo Pacers w Game 2

heat_pacersW nocy z piątku na sobotę po jednodniowej przerwie w hali American Airlines Arena odbyło się spotkanie numer 2 pomiędzy Miami Heat oraz Indiana Pacers. Heat po niezwykle zaciętej dogrywce w Game 1 wygrali dzięki trafieniu Jamesa w ostatniej sekundzie.

Pacers w ostatniej akcji, w której LBJ zdobył game-winnera pogubili się w obronie a James bardzo łatwo ograł Paula George’a i z łatwością trafił swoje kolejne punkty. Goście z Indianapolis muszą zdecydowanie poprawić swoją obronę przeciwko Lebronowi, bo jak widzieliśmy – jeden mały błąd może skończyć się porażką.

Drużyna Stan  serii I kw. II kw. III kw. IV kw. Wynik
Indiana Pacers 1 28 25 23 21 97
Miami Heat 1 22 25 27 19 93

Początek był dość wyrównany, ale mimo świetnych pierwszych minut Jamesa, to Pacers prowadzili. Po niespełna 5 minutach meczu klasyczną „pompką” popisał się Dwyane Wade, który przy okazji trafił za dwa. Gospodarze popełniali kilka błędów, dzięki którym gościom udało się odskoczyć na 4 punkty. Pacers zaliczając run 10:0 wyszli aż na 12 punktowe prowadzenie. Defensywa gości była niesamowita. Gospodarze często mieli spore problemy z wyrobieniem się w 24 sekundach. Sytuacje ratował LBJ trafiając kolejne punkty oraz co najważniejsze, uruchamiając swoich kolegów z drużyny.

Nagle zespół z Indianapolis zaczął się gubić, a Heat odrabiali straty do rywali. Ostatecznie po pierwszych 12 minutach spotkania Pacers prowadzili 28:22. Gościom trzeba było jednak przyznać, że póki co grali naprawdę dobrze, nie myśląc już o Game 1.

Drugą odsłonę ponownie lepiej zaczęli Pacers. W pewnym momencie świetne minuty rozgrywał Chris Andersen, który prowadził swoją drużynę do remisu. Przewaga gości spadła do 5 punktów. Zawodnikom Indiany odgwizdywano sporo przewinień, lecz Heat często nie korzystali z okazji i nie trafiali swoich rzutów. Na 6:30 minut do końca pierwszej połowy trafieniem za 3 popisał się Chris Bosh a Pacers prowadzili już tylko jednym punktem. Później Heat znowu mieli spadek formy, a celną „trójką” dobił ich George Hill.

Miami grało coraz gorzej i już nawet LeBron James nie był w stanie pomóc tej drużynie. To wyglądało naprawdę słabo ze strony Heat, natomiast bardzo ważną rolę w dobrej grze  gości odgrywał Roy Hibbert. Gdy w posiadaniu byli Heat i do końca zostało niespełna 8 sekund, Erik Spoelestra zdecydował się wziąć czas, który jak się okazało – przydał się gospodarzom, ponieważ buzzer beatera za 3 trafił Mike Miller i po drugiej kwarcie Pacers prowadzili 53:47.

„Żary” z South Beach mieli małe problemy ze skutecznością na linii rzutów wolnych, bowiem do tej pory trafili ich tylko 13 z 20. Słabym punktem gospodarzy była gra pod koszem, ponieważ „w pomalowanym”. zawodnicy Heat trafili zaledwie 14 punktów, czyli tylko o dwa więcej od samego Hibberta.

Pierwsze minuty trzeciej kwarty były wyrównane, ale Heat zbliżali się do wyniku remisowego. Ważną akcją And One na 8:30 przed końcem tej odsłony popisał się Chris Bosh, a następnie po przechwycie i szybkiej kontrze kolejne punkty zdobył LBJ. Kilka sekund po tej akcji D-Wade trafił niezwykły rzut za 2 oraz ponownie dwa punkty zdobył James i to właśnie wtedy w AAA zrobiło się głośno, bowiem Heat odrobili kilkunasto punktową przewagę gości.

W tym momencie o czas poprosił szkoleniowiec Indiany. Po timeoucie najpierw celną „trójkę” trafił Hill, a następnie Paul George zakończył akcję alley oppem. Spotkanie zrobiło nam się jeszcze ciekawsze. Zawodnicy Heat coraz bardziej pudłowali. Na 5 sekund przed zakończeniem trzeciej odsłony świetnym dunkiem And One popisał się George, a chwilę później w ostatniej sekundzie za 3 trafił LBJ. Po 36 minutach gry Pacers prowadzili 76:74.

Po rozpoczęciu ostatniej kwarty James ponownie trafił zza obwodu doprowadzając Heat do pierwszego prowadzenia od pierwszej odsłony. Goście jednak nie dali za wygraną i wrócili do swojego prowadzenia. Nagle cała hala zaczęła szaleć, ponieważ  Heat byli w tzw. gazie. „Żary” wyszły na jednopunktowe prowadzenie, a gdy chwilę później Chris Bosh trafił za 3, wszyscy oszaleli. Jednak na radość było jeszcze zbyt wcześnie, bowiem goście najlepsze minuty mieli dopiero przed sobą. Na 4 minuty przed końcem Indiana prowadziła 89:88 i powoli mogliśmy spodziewać się wyrównanej końcówki. Gdy na nieco ponad minutę do zakończenia meczu był remis i gościom nie udało się zdobyć punktów, Heat również stracili swoją szansę i kilka sekund później to Pacers byli na prowadzeniu.

Przy piłce byli zawodnicy z Florydy, lecz przez błąd LBJ-a, piłkę przejął David West, lecz dzięki dobrej defensywie Heat, zawodnicy gości stracili piłkę błędem 24 sekund i piłka należała do Miami. W posiadaniu „Żarów” drugi raz z rzędu piłkę stracił LeBron James, przez co byli zmuszeni do faulowania. Hill dwukrotnie trafił rzuty osobiste i na 8 sekund do końca Pacers wygrywali 97:93. Hest zmarnowali kolejną sytuację i było już tak naprawdę jasne, kto w meczu numer 2 wyjdzie zwycięsko. Indiana Pacers zwyciężyła czterema punktami, co dało remis w serii.

Zdecydowanie najlepszym strzelcem w ekipie gospodarzy był James, który trafiając 14 z 20 rzutów z gry zdobył 36 punktów oraz dołożył do tego 8 zebranych piłek i 3 asysty. Miał on też  5 strat, czyli najwięcej ze wszystkich zawodników. Najwięcej punktów w zespole z Indianapolis zdobył Hibbert. Mecz zakończył z dorobkiem 29 punktów (career high w Playoffach) i 10 zbiórek, natomiast 22 „oczka” zdobył George.

Boxscore:

Pacers: Hibbert 29, George 22, Hill 18, West 13, Stephenson 10

Heat: James 36, Bosh 17, Wade 14

Skrót z meczu:

[youtube=http://youtu.be/cY_QF-Vhc-o&w=720]

Mateusz Musiał

Fan NBA od 2010 roku. Najbardziej oddany jest młodym zespołom takim jak Clippers. Wierny fan Chrisa Paula i Derricka Rose'a. Mimo niższego poziomu często bywa na meczach PLK. Miłośnik serii gier NBA 2K.

29 komentarzy

  1. maciek pisze:

    no i dopiero teraz zaczyna się seria:)

  2. Damian Suchan pisze:

    Tytuł zwalający winę przegranej na Jamesa to bardzo duże uproszczenie. Ok miał w końcówce dwie straty, ale przy bardzo dobrej obronie Pacers (świetna robota Westa) i przy braku zaangażowania swoich partnerów z drużyny.

    Poza tym do tego czasu to właśnie James ciągnął wynik Miami. W tym meczu wyraźnie zabrakło mu wsparcia. Nie wiem czy bez Wade’a w swojej normalnej formie sam James jest w stanie pociągnąć Heat do finału. Mimo wszystko typowałem 4:2 dla Miami i przy tym zostaje. Teraz wydaje się, że kluczowe będzie spotkanie numer 3.

    • woy9 pisze:

      @Damian ja się cieszę ,że seria się wyrównuje, a jest tak jak zakładałem – zostawić Jamesa i niech robi swoje, ograniczyć do minimum role Wade’a i Bosha, ale zdominować trumnę, uzyskać przewagę na deskach i zatrzymać dystansowe granie Heat z Allenem i Battierem.
      http://www.enbiej.pl/2013/05/21/5on5-finaly-konferencji/

    • sasoo pisze:

      czyli tak jak napisałem James sam nie wygra, a jak ławka cegli to z wyraznie zmeczonym Wade’m i miękkim Boshem Miami zaliczy rybki troche wcześniej niż wszyscy myśleli,

    • Klosos pisze:

      Jest 1-1 , gdyby nie 2 głupie błedy Jamesa by było 2-0 , a wy juz ich na ryby wysyłacie .. beka troche

    • Misiek pisze:

      Gdyby nie jeden głupi błąd Georga w obronie, byłoby już faktycznie 2-0, ale dla Pacers. Jak na razie w tej serii są lepsi i tyle. To prawdziwa drużyna, a nie teatr jednego aktora. Jestem całym sercem za Pacers.

      George to kozak przeogromny :D No ale w końcu jego idolem jest Kobe, więc ma z kogo brać wzór. Za 2-3 lata powitam go z przyjemnością w LAL.

  3. sasoo pisze:

    Świetny mecz ze strony Pacers, Hibbert dominował w pomalowanym, George i Hill znakomita selekcja rzutów, zawiódł troche West, mało brakło a jego słaba skuteczność (choć wolnymi nadrabiał) i gorąca głowa Stephensona (głupie straty posiadań i głupie rzuty w Q4) odebrałyby zwycięstwo Indiany. Generalnie LBJ nie do zatrzymania, nawet George dzisiaj bezradny w obronie. U Heat zawiodła ławka (Allen, Cole, Battier ceglili na potęge) do tego bez energii grał Wade, Pussy-Bosh jak zwykle mieczak na tablicach do tego w większości akcji floppował gorzej niż Griffin zaimponował jedynie dwoma 3pkt rzutami. Reasumując James sam nie wygra, a Pacers muszą pilnować koncentracji bo kilkakrotnie tracili przewagę około 10 pktową. Jeśli ograniczą dystansowe granie rezerwowych Heat a sami będą wykorzystywać przewage w pomalowanym to seria skończy sie ich wygraną.

  4. Klosos pisze:

    James mógł na siłe rzucać … Tymbardziej ze on takie często trafia . No chuj , trzeba wygrać mecz w Indianie

  5. kajah pisze:

    Puscie Jamesa w zwolnionym tempie ,w przyspieszonym i w normalnym. A no i jak sie składa do rzutu za 3pkt.
    Przyznaje te 12 kroków i kozioł i znowu 11 kroków w zwolnionym tempie zrobiło na wielu wrazenie. NIESAMOWITY GAME WINNER po dwukrotnych krokach w jednej akcji !!!!

  6. Marcin 23 pisze:

    Prawdziwych mężczyzn nie poznaje się po tym jak zaczynają tylko jak kończą! James skończył dwoma stratami i faktycznie przegrał ten mecz. Mógł rzucić i 100 punktów i co z tego. Chyba, że dla kogoś liczą się bardziej osiągnięcia indywidualne niż dobro zespołu, to wówczas James był królem tego meczu, macie rację. 4-2 dla Indiany

  7. pablo pisze:

    Rozumiem, że pan Musiał pisał artykuł nocą ale : Wade 14pkt , Chalmers 10pkt, Bosh 17 pkt ;) Do poprawki.

  8. gregor pisze:

    Może część osób będzie zaskoczona moją oceną tego meczu, ale najbardziej w drużynie Heat zawiódł mnie Birdman. W G1 walczył w pomalowanym jak lew, wykręcił niezłe cyferki i nie dawał zbyt wiele swobody podkoszowym Pacers. Jeśli Birdman będzie w tej serii bliżej dyspozycji z G2, to możemy mieć niespodziankę. Na jakiś kosmos Wade’a czy Allena w tej serii bym nie liczył, bo w PO niewiele mieli spotkań na wysokim poziomie. Bosh też od dawna pod tablicami gra kaszanę, wielu podkoszowych może go sobie przestawiać wedle uznania. To, że koleś nie daje rady w defense przeciwko Hibbertowi nie jest dla mnie zaskoczeniem.

  9. Sadevrian pisze:

    Wade przecież jakiegoś fatalnego spotkania nie zagrał – w 3 kwarcie przez dłuższy czas to on trzymał wynik

  10. Finley pisze:

    Na miejscu Spoelstry sięgnąłbym po Joela Anthony’ego. Przecież to on właśnie rok temu zrobił cichą robotę pod tablicami, to bardzo dobry obrońca. Przydałby się w momencie kiedy Andersen ma kłopoty z faulami i byłby odpowiedzią na Hibberta.

  11. djlal pisze:

    Świetne widowisko. Brawa dla Pacers! Przed spotkaniem liczyłem, że wyrównają i się udało.

  12. devitto pisze:

    poster Paula George’a na Birdmanie był niesamowity. I do tego ten komentarz Reggiego Millera.. bezcenne :P

  13. Gonzo pisze:

    W tej serii i w całych playooff wychodzi na wierzch minimalna przydatność Haslema jako PF. Jest za niski, za słaby i jest ogólnie mało przydatny. Niestety ale na Hibberta potrzebny jest center i może wypadałoby wpuścić do gry na 10-15 minut jednak Anthonego, bo nikogo nie mają.

    • sasoo pisze:

      Anthony to taki sam słabiak jak Haslem. Hibberta trzeba podwajać, osaczać sprawiać żeby opuszczał piłkę, wypchnąć z pomalowanego nie dadzą rady Ani Anthony ani Haslen ani Bosh ani Andersen. Jedyny sposób na niego to wpędzić go w faule i sfrustrować ciągłą presją, wtedy się pogubi.

  14. Szuwarek pisze:

    A niedawno jakiś gostek mówił o graczach z Indiany, że nie mają jaj… Dunk George’a nad Birdmanem na koniec 3 kwarty miodzio. Teraz widać jak można wykorzystać niski skład Heat. Hibbert gra świetnie i to on jest dla mnie X-factorem. No i gratki dla Vogela, który świetnie przygotował zespół. Moim zdaniem popełnił błąd w poprzednim meczu zdejmując Hibberta, ale i tak póki co wypada świetnie. Wade, Bosh mocno ograniczeni. Trójki ograniczone. Z punktami LBJ da się żyć. Generalnie seria wyborna. Teraz czekam na to, co wymyśli Spoelstra.

    • Klosos pisze:

      Spoelstra jedyne co może wymyślić przeciwko Pacers teraz to tak jak rok temu – grać LBJ’em po 48 min … Tylko wtedy jeszcze był Wade ,ktory rzucał po 30 pkt .

    • Łukasz pisze:

      Chłopczyku.

      Granie, tak jak pan trener ustawi, granie jak w układance to nie jest przejaw posiadania ikry. Ikrę mięli MJ, Pip i The Worm, ikrę mięli Bad Boys, ikrę mięli NYK ze Sprewellem i Grandma, ikrę mięli Pistons z lat 80′. I owszem, grali tak jak pan trener ustawiał, było to granie jak w układance. Ale oni mieli jaja. A chłoptasie z Pacers anno domini 2013 nie. I nie zmieni tego Twoja argumentacja, nawet jeżeli się z nią zgadzam. Bo zgadzam się całkowicie. Pozdro.

    • Szuwarek pisze:

      Ooo widzę, że na serio dyskusja. Jak na serio, to na serio.

      Po pierwsze mam 32 lata. Oglądam NBA od kiedy pojawiła się w TVP w początku lat 90-tych więc mi tu nie wyjeżdżaj z Bad Boysami, czy Bullsami MJ-a. Przy Bad Boysach, czy Bykach, Heat powiedzmy, że wyszli dopiero z piaskownicy, a Pacers nie mogą obyć się bez smoczka. Porównujesz teamy, które zapisały się do historii koszykówki z takim, który jeszcze nic nie osiągnął i realnie patrząc na jego możliwości pewnie nie osiągnie. Heat, czy Spurs mają znacznie lepsze roostery i wygrana Pacers byłaby sensacją.

      Posiadanie jaj rozumiem jako wychodzenie do każdego przeciwnika z pewnością siebie, nie patrząc na to, czy mam naprzeciwko przyszłego Hall of Famera, czy drewniaka z odzysku. Pod tym względem nie mam Pacers nic do zarzucenia. George, Hibbert, West nie robią nic z tego, że naprzeciw nim grają takie tuzy jak LBJ, DW, CB, RA. Mają gdzieś to, że są niżej notowani. Robią swoje i za to ich cenię. W taki sposób rozjechali Knicksów i póki co remisują z Heat, a nawet byli o krok od prowadzenia 2-0. Mam wrażenie, że w zeszłym roku Heat wbili ich w ziemię agresywnością, czasem niesportowymi faulami, których sędziowie nie gwizdali. Teraz bez Grangera dojrzeli i imponują mi. Nie pękają w końcówkach. George trafia trójkę równo z syreną, wykonuje wszystkie trzy osobiste przy takiej presji. Jak tego nie nazwać inaczej niż, że chłopak ma jaja? George Hill pudłuje 3 osobiste, po czym w clutch zbiera się i trafia wszystkie 4. To jest inny zespół niż ten z zeszłego roku. Rooster prawie nie zmieniony, ale zawodnicy po prostu dojrzeli. I nie muszą odpowiadać pyskówką na chamskie zagrania Wade’a. W ogóle nie muszą nikomu nic udowadniać. I na tle obecnych drużyn NBA, nie tych mitycznych z przeszłości, nie widzę większych twardzieli (może Byki?). I wbrew Twojej opinii mają jaja.

    • Woy pisze:

      z tym składem bez zmian nie zgodzę się : odeszli Collison (-> Augustin) , Dahntay Jones i Leo Barbosa,a nie ma Grangera z powodu urazu kolana (-> do piątki wskoczył Stephenson). Właściwie głębia składu jest mniejsza!!!!
      Jest jednak postęp, bo ciągle rozwija się Paul George, Lance Stephenson, pewności siebie nabrali w nowym otoczeniu George Hill i David West. Ex gracze Spurs i Hornets mają świetny sezon oraz ogromny wpływ na wyniki. Generalnie Pacers wyglądają lepiej, zwłaszcza w poprawionej przez Vogela obronie.

  15. monty pisze:

    Tu widać różnicę pomiędzy „defensywą” Chicago, a obroną Pacers. Inteligentnie, bez chamstwa. Niemal bez chamstwa, bo wielkie szczęście miał West, że nie wyleciał za flagrant 2. Trudno zrozumieć dlaczego przy takiej dyspozycji Hibberta, Spol nie wystawił przeciw niemu Anthonego. W ogóle Miami często gubiło się z kryciem, a szczytem w samej końcówce był Allen pilnujący Westa (którego zresztą nie powinno być już dawno na boisku). Liczę na G7!

    • Szuwarek pisze:

      Mówisz o tym łokciu? Bez przesady. Może FG1 najwyżej. Dużo bardziej kontrowersyjne było zachowanie Wade’a na Stephensonie. Nie mów tylko, że się „nie wyrobił” i nie zdążył go ominąć. Moim zdaniem wjechał w niego specjalnie i dodatkowo trafił tam, gdzie chciał.

  16. Marcin 23 pisze:

    Apropo Chamstwa. Wade powinien zostać zawieszony za ten łokieć. Od czasu do czasu ma takie odbicia jakby w głowie coś się przestawiło, a później zawsze gra wariata, że niby niechcący, że on nawet nie wiedział, że kogoś uderzył. Chamskie i prostackie zachowania drobnego cwaniaczka.
    http://www.youtube.com/watch?v=BBVK0CDo8O0

    • Szuwarek pisze:

      Dokładnie to miałem na myśli mówiąc wyżej. Sędziowie mieli taką sekwencję techników zupełnie niepotrzebnych. Obrona była twarda, ale to LBJ i Wade nie wytrzymali, gdy faulowali ich Young i Hansbrough. Ja tam się nie dziwię, że Shaw w końcu powiedział coś mocnego. Musiał jednak powiedzieć na tyle dosadnie, że gwiazdorom wolno więcej i chyba podziałało, bo później już było obiektywnie. Nawet w końcówce nie gwizdnięto ewidentnego faulu Hibberta w obronie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *