Lay up Jamesa równo z końcową syreną zapewnia Heat zwycięstwo

Pierwszy mecz finału Konferencji Wschodniej zdecydowanie spełnił swoje oczekiwania. Niesamowity rzut doprowadzający do dogrywki, buzzer beatter na koniec dodatkowego czasu gry, dużo emocji, dramaturgia, świetna gra liderów obu drużyn z triple-double LeBrona Jamesa oraz postawą Paula George’a w czwartej kwarcie i dogrywce.heat_pacers

Kiedy Paul George trafiał ostatniego z trzech rzutów wolnych i wyprowadził swój zespół na jednopunktowe prowadzenie na 2,2 sekundy do końca dogrywki pomyślałem, że to już koniec. Pacers uda się wywieźć zwycięstwo i zdobyć przewagę parkietu w tej serii, a wtedy ta seria zrobiłaby się dopiero ciekawa.

Wydawało mi się, że wygrają także dlatego, że przecież na 0,7 sekundy do końca George niesamowitym rzutem za trzy doprowadził do remisu i dogrywki.

[youtube=http://youtu.be/wHmRykTdh8E&w=720]

Do tego był on fire w drugiej połowie, kiedy to zdobył 25 z 27 punktów w całym meczu, w tym 18 w czwartej kwarcie i dogrywce, a przecież miał jeszcze za zdanie pilnować LeBrona Jamesa i pomimo tego, że MVP sezonu zasadniczego zanotował w spotkaniu triple-double na poziomie 30 oczek, 10 zbiórek i 10 asyst, to George przez prawie cały mecz trzymał go z dala od pomalowanego. Nie pozwalał mu grać w post up, skutecznie bronił mu dostępu do gry blisko kosza. Oczywiście nie przez cały czas, bo zdarzały się momenty, w których gubił Jamesa, ale te sytuacje można by policzyć na palcach jednej ręki.

I właśnie jedna z takich sytuacji miała miejsce na 2,2 sekundy do końca meczu. Jak już wcześniej wspominałem George 3-krotnie przymierzył celnie z linii rzutów wolnych, po tym ja przy rzucie za trzy sfaulował go Dwyane Wade. A że było to już 6 przewinienie obrońcy Heat musiał on opuścić parkiet. Mało zresztą brakowało, a w tej akcji Pacers straciliby piłkę. George tak niefortunnie podał ją z boku do George’a Hilla, że ten ją zgubił, na moment w jej posiadanie wszedł Norris Cole, ale ostatecznie rozgrywającemu Indiany w walce na parkiecie udało się ją odzyskać, następnie podał do George’a, a ten został sfaulowany przez Wade’a i wyprowadził gości na jednopunktowe prowadzenie.

O czas poprosił trener Erik Spoelstra. Piłkę z boku wyprowadzał Shane Battier, podał do Jamesa – and that’s why he’s the King, jak napisało później ESPN. LeBron jednym balansem ciała zwiódł George’a, pobiegł w kierunku kosza i lay up trafił równo z końcową syreną, a zawodnicy gospodarzy oraz kibice w AmericaAirlness Center eksplodowali z radości.

[youtube=http://youtu.be/4p3xWG3mkXE&w=720]

Sędziowie jeszcze sprawdzali, czy rzut został oddany przed upłynięciem czasu gry, ale nie było co do tego żądnych wątpliwości. Heat uciekli ze zwycięstwem. Szkoda. Nie dlatego, że kibicuje Indianie, a dlatego że gdyby to przyjezdnym udało się dziś wygrać to seria byłaby zdecydowanie bardziej ciekawsza i emocjonująca.

Teraz wydaje mi się, że Miami już nie wypuści wygranej w całej serii z ręki. Oczywiście i tak byli niekwestionowanym faworytem, ale Pacers mogą już nie mieć takiej okazji na zwycięstwo na wyjeździe, jak w dzisiejszym pojedynku, a przecież muszą wygrać choć raz z Heat w ich hali, by awansować do wielkiego finału.

Odnoszę jednak wrażenie, że Indiana przegrała przez błąd trenera Franka Vogela w ostatniej akcji. Kiedy Heat wyprowadzali piłkę, ta trafiła do Jamesa, który pobiegł na kosz, gdzie nie było nikogo, kto mógłby choć trochę utrudnić mu zadanie w oddaniu ostatniego rzutu. W tym czasie ten, który powinien tam stać i być tą ostatnią linią obrony, po tym jak udało się LeBronowi minąć Geroge’a siedział na ławce. Tak, to o Roy’u Hibbercie mowa. Ostoja defensywy Pacers przyglądała się całej akcji z ławki rezerwowych. Czemu? Pewnie dlatego, że Heat grali niskim graczami i Vogel nie spodziewał się, że James może pognać na kosz, tylko, że ktoś odda rzut z dystansu lub pół-dystansu.

Wtedy niskie ustawienie gości miało sens. Hibbert mógłby po prostu nie zdążyć za którymś z zawodników gospodarzy, ale w takim wypadku nie lepiej było ściągnąć z parkietu Davida Westa, a zostawić swojego podstawowego centra, który broniłby pomalowane? Tym bardzie, że zanim Pacers wyszli na jednopunktowe prowadzenie, to miała miejsce dokładnie taka sama sytuacja. Przy stanie po 99, piłkę dostał James, zagrał pick’n’rolla z Colem, jego krycie przejął Hill, który nie był wstanie powstrzymać MVP sezonu zasadniczego, a ten wpadł pod kosz i lay upem wyprowadził Heat na 2-punktowe prowadzenie. Wtedy też na boisku nie było Hibberta, a jestem pewien, że center gości doskoczył by z pomocy i być może utrudnił zdobycie łatwych punktów Jamesowi. Tak się nie stało i to Miami może cieszyć się z pierwszej wygranej i z prowadzenia w serii.

Cały pojedynek był bardzo wyrównany. Prowadzenie zmieniało się aż 17-krotnie, do tego 18 razy na tablicy widniał remis. Nie wspominając już o dogrywce.

W pierwszej połowie trochę lepsze wrażenie sprawiali Pacers, a do tego Heat nie mieli praktycznie żadnej odpowiedzi na Westa, który w pierwszej i drugiej kwarcie rzucił 18 ze swoich 26 punktów w całym meczu, trafiając do tego pierwsze 7 z 8 rzutów z gry. Był wtedy nie do zatrzymania i Heat mogą mieć z nim jeszcze niemałe problemy w tej serii. 19 oczek dodał Hibbert, a 10 Tyler Hansbrough, który był bardzo przydatny w trzeciej kwarcie, kiedy to West po czwartym faulu musiał się udać na ławkę rezerwowych. Jeśli Indiana chce jeszcze coś osiągnąć w tej serii to zdecydowanie musi grać dużo piłek do podkoszowych. Zawiódł Lance Stephenson, który rzucił tylko 7 oczek, trafiając jedynie 2 z 10 rzutów z gry, w tym 0/5 za trzy. Ponadto w dogrywce, kiedy Pacers prowadzili 99:96 miał czysty rzut zza łuku. Gdyby wtedy trafił jestem przekonany, że Heat by się już nie podnieśli.

W szeregach gospodarzy 19 punktów zanotował Wade, a 17 Chris Bosh. 10 dołożył Mario Chalmers, ale i tak najbardziej podobało mi się gra Chrisa Andersena Do tej pory dziwię się, że przez prawie pół sezonu żaden z 28 klubów w NBA nie zdecydował się go zatrudnić, po tym jak Nuggets amnestiowali jego kontrakt. Dopiero w Miami się na to zdecydowali i to był strzał w dziesiątkę. Andersen daje dużo energii z ławki, zbiera, blokuje z pomocy, dużo walczy, a dodatkowo dziś także punktował. Rzucił 16 oczek, trafiając wszystkie 7 rzutów z gry. Ostatnim zawodnikiem Heat, któremu udało się zanotować 100 proc. skuteczność, był Alonzo Mourning, wtedy drogę do kosza znalazło wszystkie jego 6 prób z gry. Słabo zagrali dzisiaj Battier i Ray Allen. Obaj trafili łącznie tylko 1 z 12 rzutów, trafiając jedynie 1 z 8 rzutów z dystansu. W ogóle zawodnicy Heat nie potrafili się dziś wstrzelić za trzy. Byli tylko 5/18 z gry i gdy zaczną wpadać im trójki Pacers mogą mieć duże kłopoty.

Kolejny mecz w piątek, a następnie seria przenosi się do Indiany.

Indiana Pacers – Miami Heat 102:103 OT (21:22, 21:15, 23:27, 27:28, 10:11)

[youtube=http://youtu.be/dAjpn4Dj0TA&w=720]

Liderzy zespołów:

Punkty: George 27 – James 30

Zbiórki: Stephenson 12 – James 10

Asysty: Hill 7 – James 10

Przechwyty: Hill 5 – Wade 3

Bloki: Hibbert 2 – James, Andersen

Dawid Ciepliński

Fan koszykówki od 1997 roku, kiedy jako dziesięciolatek obejrzał na żywo swoje pierwsze finały NBA pomiędzy Utah Jazz i Chicago Bulls. Od 1999 roku wierny kibic Los Angeles Lakers.

21 komentarzy

  1. wojno pisze:

    Nawet po tym jak George podskoczyl w tej ostatniej akcji pokazuje, ze kazdy tam sie spodziewal rzutu z dystansu. Król jest od tego żeby kończyć takie akcje. :)
    Let’s go Heat

  2. Taha20 pisze:

    Nie kazdy team chce miec u siebie kolesia oskarzanego o pedofilie ;)

  3. Fideljo pisze:

    To jak dobrze gra Andersen w sezonie z 57% i w PlayOff z niesamowitym 83% świadczy o tym, że to bardzo kumaty gość, któremu bardzo pasuje miejsce, w którym się znalazł. Może rzeczywiście przez tą aferę z jego udziałem, ale w Miami nie tylko jest opcją obronną ale wręcz z taką skutecznością także ofensywną, bo daje o wiele więcej w ataku niż kompletnie nie wiedzący jak ma się ustawić-Anthony. Andersen kończy tak jak powinien świetne podania od Jamesa czy Wade’a a tu jest potrzebna praca nóg i pojawianie się dokładnie w miejscu i o czasie tam gdzie powinien.

  4. Marcin pisze:

    James w ostatniej akcji nie zrobił kroków przypadkiem?

    • MJ pisze:

      Tak jak niżej napisałem, też mi się tak wydaje. Zawsze się uczyłem że przy odrywaniu nogi musi być kozioł.

    • blazers.pun.pl pisze:

      Pewnie, że kroki, ale takich kroków się w NBA w końcówkach nie gwiżdże. Liczy się widowisko. Gdyby to się działo po drugiej stronie parkietu i wjeżdżałby pod kosz Paul George też by nie gwizdnęli. Taka to już liga.

  5. Qcin pisze:

    strasznie Indiana spieprzyła tę ostatnią akcję w obronie, szkoda, ale seria zapowiada się rewelacyjnie, kto wie czy to nie będzie przedwczesny finał.

    • Woy pisze:

      West przy lini powinien odpuścić piłkę i zaryzykowałbym podwojenie LeBrona (West+George)

  6. rounder pisze:

    Looks like travelling!!!

  7. MJ pisze:

    Wiem że powtarzam temat ale niech mi ktoś napisze jak wytłumaczyć jeden kozioł na cztery kroki.

    • Woy pisze:

      nie wiem, może źle widzę, ale dla mnie zrobił trzy.

    • rzepik pisze:

      w NBA nie gwiżdżą nigdy pierwszego kroku czy to jest koniec czy poczatek meczu więc wszyscy robią 1 krok i potem kozioł, to nie zasady z Euroligi. Natomiast jeśli chodzi o 3 kroki to wydaje mi sie że LBJ chciał zrobić naskok na dwie nogi i tak to potraktowali sędziowie , rozpoczał dwutakt jednym krokiem a drugi to już miał być naskok któy wyglądał jak dwa kroki.

  8. manek pisze:

    George dał ciała, nikt nie mógł się spodziewać, że LeBron zgubi go pierwszym krokiem, a było tylko 2,2 sec. Taki defensor jak Paul nie powinien popełniać tak banalnych błędów i być na równi z atakującym, gdy ten dostaje piłkę, szczególnie, że LeBron w momencie podania był już w połowie obrotu w stronę kosza. Po prostu George zaspał i dał się objechać jak debiutant, na szczęście nikt nie będzie miał do niego pretensji, bo to on trzymał wynik w drugiej połowie i szalał w końcówce. Nie dziwię się, że nie było Hibberta, bo jest wolny i Bosh mógłby mu uciec gdzieś na 5-6 metr bez problemu, wtedy Bosh mógłby rzucać, a też potrafi trafić w ostatnich sekundach, każdy spodziewałby się zwodu i rzutu z dystansu, ewentualnie półdystansu, nie wjazdu. Szkoda, bo Pacers dzięki farciarskiej trójce i 3 osobistych Georga byli o 2,2 sec od zwycięstwa

  9. Cosmo pisze:

    Dobry mecz, nie wiem czemu ale czułem, że zemszczą się pudła Westa w dogrywce – 0/2FT i rzut spod kosza (swoją drogą od headshota w małą główką, jakiego dostał od Cole’a to West jakoś przygasł). Pacers powinni to wygrać, trudno się mówi…

  10. Macias pisze:

    George ewidentnie zaspał do tego dochodzi brak pomocy i LBJ zdobył najłatwiejszego w historii game-winnera. Szkoda bo trójka na dogrywkę a później 3 celne rzuty osobiste zostały przekreślone w ciągu 2,2s. Pacers pokazali, że ich szansą w starciach z Heat będzie dobra dyspozycja graczy podkoszowych + George. Anderson zagrał rewelacyjnie dzisiejszej nocy z ławki na 100% skuteczności ale już takiego meczu nie zagra. Liczę, że w sobotę rano będzie już 1-1. Go Pacers!

  11. Łukasz pisze:

    4-2 dla Heat w najlepszym dla chłoptasiów z Pacers wypadku .. Tylko, że po wojnie z Pacers, Heat wyjdzie bardzo już zmęczone na San Antonio i wtedy zobaczymy, czy Król wróci ..

  12. devitto pisze:

    starasznie szkoda.. pacers zasłużyli na zwycięstwo.. zabrakło szczęści. mam nadzieję, że chłopaki się nie załamią i powalczą z heat o przejęcie home court advantage w 2 meczu..

  13. Guti pisze:

    Swietny mecz:) jeden z nalepszych jakie widzialem:) James to prawdziwy MVP:)

    Let’s Go Heat !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  14. Furious pisze:

    Aleeee mecz. James dobił Indiane:)

  15. djlal pisze:

    Świetne widowisko. Naprawdę było warto. Trzeba przyznać, że James zrobił wszystko perfekcyjnie, ale czy jest czym aż tak się podniecać gdyby nie on Pacers wygrali by te spotkanie. Dzięki temu ta rywalizacja jeszcze bardziej nabierze kolorów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *