Playoffs 2013: Zapowiedź serii Miami Heat – Indiana Pacers

Jeśli w trakcie sezonu mówiło się o jakimś zespole, który może stanąć na drodze Miami Heat w drodze do finałów NBA to najczęściej wymieniało się Indianie Pacers. Oczywiście, obecni mistrzowie dalej są niekwestionowanym faworytem w tej serii, ale wydaje mi się, że właśnie teraz, po raz pierwszy od początku tych play offów będą musieli się sporo napracować, by awansować do kolejnej rundy.

heat_pacers

 

Pacers to niewygodny rywal dla Heat. W trzech spotkaniach w tym sezonie regularnym 2-krotnie udało im się pokonać mistrzów NBA. Ponadto to Pacers zatrzymali Heat na najmniejszej zdobyczy punktowej w tym sezonie – 77 oczek, w spotkaniu z 8 stycznia. To nie powinno dziwić. Już w ubiegłym roku Indiana prowadziła w półfinałach konferencji 2-1, a w tym sezonie są jeszcze lepszym zespołem, mają najlepszą defensywę w lidze i do tego przez praktycznie cały sezon grają bez Danny’ego Grangera, swojego najlepszego strzelca przez 5 poprzednich sezonów.

Spotkania w sezonie zasadniczym (2-1 dla Pacers)

  • Miami Heat @ Indiana Pacers 77:87
  • Miami Heat @ Indiana Pacers 89:102
  • Indiana Pacers @ Miami Heat 91:105

Liderzy zespołów (średnie na mecz w playoff)

Punkty: Lebron James (24) – Paul George (19,1)

Zbiórki: Chris Bosh (8,3) – Roy Hibbert (9,6)

Asysty: Lebron James (7,3) – Paul George (5)

Przechwyty: Dwyane Wade (1,9) – Paul George (1,8)

Bloki: Chris Bosh (2) – Roy Hibbert (2,5)

Klucze do wygranej Miami Heat

Kolana Dwyane’a Wade’a – nic tak nie może stanąć na drodze do drugiego z rzędu tytułu Heat, jak zdrowie ich drugiego najlepszego zawodnika. Kiedy tylko Dwyane jest zdrowy i gra na najwyższych obrotach zatrzymanie duetu Wade-James jest praktycznie niemożliwe. Wystarczy przypomnieć sobie tegoroczny 27-meczowy streak Miami. To właśnie wtedy rzucający obrońca Heat grał swoją najlepszą koszykówkę w tym sezonie. W tych play offach już nie jest tak dobrze. Wade opuścił już jedno spotkanie, w serii z Milwaukee Bucks, do tego jest trzecim strzelcem zespołu i rzuca średnio tylko 13 punktów na mecz w tych post season, tylko raz rzucając więcej niż 20 oczek, a 2-krotnie nie zanotował więcej niż 6 punktów. 13 oczek na mecz jest jego najgorszym wynikiem od jego pierwszego występu w play off w sezonie 2003/04, kiedy rzucał 18 punktów na mecz. Co prawda w pierwszych dwóch seriach z Bucks i Chicago Bulls Wade nie musiał się specjalnie wysilać i mógł pozwolić sobie na momentami słabszą grę, jednak w starciu z Pacers nie będzie już o tym mowy. Dwyane musi grać na maksa. Pytanie tylko czy pozwolą mu na to jego kolana? Sam zawodnik określa swój stan przed dzisiejszym rozpoczęciem, jako day-to-day, ale nie ma wątpliwości, że zobaczymy go w wyjściowym składzie.

Rzuty z dystansu – to jedna z najgroźniejszych broni Miami. W sezonie regularnym Heat rzucali z 39,6 proc. skutecznością i zajmowali pod tym względem drugie miejsce w lidze. W play off trafiają o 5,6 procentowych punktów mniej – 34 proc. (6 miejsce). Pacers z kolei są drużyną, która najlepiej ogranicza przeciwników pod tym względem. W sezonie regularnym rzucali im tylko z 32,7 proc. skutecznością, co było najlepszym wynikiem w lidze, w play off pozwalają im na trochę więcej – 33,5 proc., co i tak jest niezłym rezultatem. Jeśli Indiana wyeliminuje tą broń Heat to naprawdę mogą powalczyć z mistrzami NBA. Jak to zrobić – nie podwajać LeBrona Jamesa. Tegoroczny MVP świetnie potrafi znajdywać partnerów na wolnych pozycjach, a ci doskonale z takich prezentów korzystają. Nie może to specjalnie dziwić, skoro masz w składzie tak dobrych strzelców zza łuku jak Ray Allen, Mario Chalmers, Norris Cole czy nawet James i Chris Bosh, który jest w tych play off 7/15 za trzy. Pacers może się to udać, tym bardziej, że Paul George powinien zmusić LeBrona do jeszcze większego wysiłku niż w dotychczasowych jego występach w post season. Do tego, jeśli zawodnikom Heat przytrafi się tak słaby mecz pod względem rzutów z dystansu, jak w pierwszym meczu półfinałów Konferencji z Chicago Bulls, to Indiana na pewno z tego prezentu skorzysta, a ich szansę na awans do finałów wzrosną.

Chris Bosh – wbrew pozorom Bosh może mieć większe znaczenie w tej serii od Dwyane’a Wade’a. Jeśli tylko będzie wyciągał go z dala od pomalowanego Roy’a Hibberta to pozostali gracze będą mieli dużo miejsca na wjazdy pod kosz. A możemy oglądać dużo tego, ponieważ Bosh w tych play off dobrze rzuca z pół-dystansu, nie mówiąc już o tym, że dodał do swojego repertuaru rzut zza łuku i jest 7/15 za trzy w post season. Przez to Hibbert nie będzie mógł zostawiać mu zbyt dużo miejsca, bo w tym momencie Bosh będzie rzucał celnie swoimi jumperami.

Ławka rezerwowych – Heat dysponują dużo lepszy rezerwowymi niż Pacers. Do tego ławka Miami rzuca średnio 39,2 punktów na mecz, to więcej 14,9 oczek niż ławka Indiany – 24,3 na mecz. Do tego mistrzowie NBA mają w składzie zawodników, którzy w każdym meczu są w stanie odpalić i trafiać na potęgę swoje rzuty, np. jak Ray Allen w meczu nr 3 w serii z Bucks czy też Norris Cole w spotkaniu nr 2 i 3 z Bulls.

Klucze do wygranej Indiany Pacers

Pierwsza piątka – Pacers mają chyba najsłabszą ławkę rezerwowych z wszystkich zespołów, które awansowały do finałów Konferencji. O ich sile świadczy pierwsza piątka i brak jednego z podstawowych zawodników może odbić się bardzo na dyspozycji całego zespołu. Wystarczy zobaczyć, co się działo, jak w spotkaniu nr 5 nie mógł zagrać George Hill. Zastępujący go D.J. Augustin nie potrafił prowadzić ataku Indiany w taki sposób jak Hill. Zanotował 0 asyst (!) w 39 minut i Pacers przegrali. Pomiędzy tak dużą dysproporcją pierwszej piątki i rezerwowych trener Frank Vogel musi się nieźle nagłówkować, by dać odpocząć swoim podstawowym zawodnikom oraz by jednocześnie na parkiecie nie przebywało zbyt dużo rezerwowych.

David West – w sezonie regularnym West rzucał 22,7 ze skutecznością 65,8 proc. Przeciwko żadnemu innemu zespołowi nie miał tak dobrych osiągnięć, jak przeciwko Heat. To jest właśnie odpowiedź na small ball Heat. Kryjący West Sahne Battier po prostu sobie z nim nie radził i nie był w stanie go zatrzymać, a skrzydłowy Pacers wykorzystywał swoją dobrą grę mid-range czy też przewagę wzrostu i siły przeciwko Battierowi. Jeśli Indiana gdzieś, chce szukać swoich przewag to właśnie to może być ich największym atutem w tej serii.

Dominacja na tablicach – wysoki line up jakim grają Pacers w porównaniu ze small ballem Heat jest kolejną rzeczą, którą powinna wykorzystać Indiana, jeśli chce awansować dalej. W trzech spotkaniach sezonu regularnego Indiana zbierała średnio o 11 piłek więcej niż Miami, a wygranych o średnio 14 zbiórek więcej. Do tego w pierwszym meczu dosłownie zmiotła Heat w walce na tablicach wygrywając zbiórki 55 – 36, z czego aż 22 zanotowali w ofensywie. To wraz z punktami drugiej szansy może pozwolić Pacers na wyrwanie zwycięstwa w AmericanAirlines Arena.

Zatrzymać LeBrona Jamesa – oczywiście nie da się tego zrobić, można go jedynie ograniczyć, a Pacers mają do tego odpowiedniego zawodnika – Paula George’a. Jimmy Butler w półfinałach konferencji pokazał, że jak się przyciśnie trochę Jamesa, to można go nieco ograniczyć. W serii z Bucks LeBron notował średnio 24,5 punktów na 62,7  proc. skuteczności, natomiast w serii z Bulls już 23,6 na 43,8 proc. Różnica jest, przede wszystkim w skuteczności, a nie zapomnijmy, że jednak George jest trochę lepszy obrońcą niż Butler. Nie można także zapomnieć, że z Bucks James rozdawał 6,8 asyst, a z Bulls już 7,8 asyst. Nie wystarczy go tylko ograniczyć rzutowo, trzeba także nie pozwolić, by kreował grę, ponieważ nawet jeśli MVP tego sezonu nie zdobywa punktów, to i tak jest w stanie prowadzić Heat do zwycięstw.

Podsumowanie

Ciężko obstawiać cokolwiek innego niż wygraną Heat, choć Pacers mają potencjał i szansę by sprawić wszystkim niespodziankę i awansować do wielkiego finału.

Czy się uda? Może być ciężko. Chyba zbyt dużo rzeczy musiałoby się na raz wydarzyć, by Miami odpadło. Niemniej liczę, że w finale będzie dużo dobrej koszykówki, a jeśli Heat mają już awansować, to niech Indiana postawi im o wiele trudniejsze warunki niż dotychczas Buck i Bulls. Niech to będą emocjonujące i trzymające do ostatnich chwil w napięciu spotkania.

Mój typ to, a niech będzie Heat w siedmiu. Im więcej spotkań tym lepiej, bo przecież to już końcówka sezonu i za niedługo będzie musieli czekać kilka miesięcy, by znów cieszyć się najlepszą koszykarską ligą na świecie.

Dawid Ciepliński

Fan koszykówki od 1997 roku, kiedy jako dziesięciolatek obejrzał na żywo swoje pierwsze finały NBA pomiędzy Utah Jazz i Chicago Bulls. Od 1999 roku wierny kibic Los Angeles Lakers.

6 komentarzy

  1. nycek pisze:

    Miami Heat @ Indiana Pacers 77:87
    Miami Heat @ Indiana Pacers 89:102
    Indiana Pacers @ Miami Heat 105:91

    chyba coś pokręciliście, z tego wynika, że było 3-0 dla ind

  2. Guti pisze:

    dobry art:) jestem za 4-1 dla Heat ewentualnie Heat w 6 meczach

  3. Woy pisze:

    To czy Paul George jest lepszym stoperem na LeBrona od Jimmy Butlera ocenimy po zakończeniu serii. Osobiście stawiam na 4-2 dla Heat (z podparciem 4-1).

  4. Kamil pisze:

    Bardzo dobry i prawie kompletny artykuł. Warto zauważyć jeszcze obecność Birdmana, jako kogoś kto powinien zmniejszyć tą dużą różnicę w grze na deskach i swobodę Hibberta pod koszem.

    Najważniejsza jest (jak zawsze zresztą) wspólna gra Wade’a i Jamesa i błyskawiczne przejścia z obrony do ataku, tak by Indiana nie zdążyła się ustawiać w obronie. To chyba będzie klucz na wysokich i silnych Pejsersów:)

    Miejmy nadzieję że seria będzie ciekawsza i ładniejsza do oglądania niż MIA-CHI

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *