Grizzlies wysyłają Thunder na ryby

Zespół z Memphis wygrał po raz czwarty z Oklahomą i po raz pierwszy w historii awansował do finału Konferencji Zachodniej. Przez prawie całe spotkanie przeważali Grizzlies, choć pod koniec meczu Thunder mieli szansę na doprowadzenie do dogrywki, a nawet zwycięstwo.

thunder_grizzlies

 

Kiedy Marc Gasol na nieco ponad 4 minuty do końca meczu trafił rzut na wprost kosza i goście objęli 12-punktowe prowadzenie byłem pewien, że to już koniec. Tym bardziej, że chwilę później swój rzut spudłował grający najgorszy mecz w tych play off Kevin Durant. Jeśli on już pudłuje w meczu o być albo nie być, to Thunder nie mają prawa tego wygrać.

Lider Oklahomy grał strasznie. Co prawda rzucił najwięcej w drużynie, 21 punktów, co było już jego 37 meczem w play off z co najmniej 20 oczkami na koncie, ale trafił tylko 5 z 21 rzutów z gry, w czwartej kwarcie zdobył tylko 2 oczka i był w tym czasie 1/5 z gry. Do tego aż 7-krotnie stracił piłkę w całym spotkaniu, wyrównując tym samym swój najgorszy wynik w tych play off.

Wróćmy jednak do meczu. Gasol trafia. Grizzlies są +12. Durant ssie. Wydaje się, że to koniec. Thunder zaliczają run 13-3 i po raz kolejny center Memphis trafia wielki rzut naprzeciwko kosza nad Durantem. Teraz myślę, że to już na serio koniec. Na boisku nie ma już Serge Ibaki, który chwilę wcześniej musiał opuścić parkiet za 6 faul. I pomimo dwóch celnych wolnych Kevina Martina gospodarze tracą już tylko 4 oczka, to na zegarze zostaje tylko 21,2 sekundy i Oklahoma musi faulować. Na linię wędruje Zach Randolph. Do tej pory był niemal bezbłędny z linii – 11/12 rzutów osobistych znalazło drogę do kosza. Pierwszy rzut wolny – pudło. Drugi – wpada.

Piłkę w ręce bierze Reggie Jackson, biegnie przez całe boisko, zatrzymuje się przed linią za trzy punkty, odpala rzut i trafia. Thunder tracą tylko dwa oczka. Kibice w Chesapeake Energy Arena odżywają. Doping się wzmaga. Nadzieja powraca.

Na linię po raz kolejny idzie Randolph. Pudłuje oba wolne, piłkę zbiera Durant i miejscowi mają szansę na dogrywkę. Ba, nawet na zwycięstwo. Coś co jeszcze przed 3 i pół minutami wydawało się nierealne, może stać się faktem. Trener Scott Brooks bierze czas i rozpisuje zagrywkę na tablicy.

Piłkę z boku wyprowadza Derek Fisher, podaje ją do Jackosna, a ten od razu oddaje ją do Duranta, który jest kryty przez Tony’ego Allena. Lider Thunder uwalnia się spod jego opieki i rzuca mniej więcej z takiej samej odległości, jak w meczu nr 1, kiedy na 11 sekund przed końcem wyprowadził swój zespół na jednopunktowe prowadzenie i zapewniając wtedy Oklahomie wygraną. Wtedy też Grizzlies zawalili końcówkę meczu i oddali zwycięstwo. Historia lubi się często powtarzać, ale nie dziś. Durant pomimo dobrej pozycji rzuca za mocno, piłkę zbiera Allen. Zawodnicy gospodarzy od razu go faulują, ale obrońca Memphis pewnie trafia oba wolne i wysyła miejscowych na ryby.

Goście wygrali i zasłużenie awansowali do finału. W przeciągu całej serii byli zespołem lepszym, choć Oklahomie brakowało naprawdę niewiele, by przedłużyć tą serię. Prawdopodobnie gdyby nie kontuzja Russella Westbrooka to Thunder byliby faworytami tego pojedynku i mieliby większe szanse na awans do finału Konferencji Zachodniej.

Jednak nawet pomimo jego braku Oklahoma miała dużo talentu i mogła sprawić, by ta seria była bardziej wyrównana. Zawiedli Ibaka i Martin, którzy poza paroma przebłyskami, w obliczu braku Westbrooka nie potrafili stać się drugą opcją strzelecką zespołu. Do tego z podkoszowymi Grizzlies kompletnie nie radził sobie Kendrick Perkins, czy też Nick Collison, których dzisiaj gry w post up uczył Randolph. Skrzydłowy gości zagrał naprawdę dobry mecz, dominował w pomalowanym i na tablicach rzucając 28 punktów i zbierając 14 piłek. Cieniem na jego występie odbijają się jednak spudłowane 3 z 4 rzutów wolnych w końcówce meczu, przez które gospodarze mogli doprowadzić do wyrównania i dogrywki, a wtedy różnie mogłyby się potoczyć losy tego pojedynku. Z-bo powinien wykorzystać te wolne i Memphis spokojnie dowiozłoby zwycięstwo do końca, a tak na własne życzenie do ostatnich sekund musieli się martwić o końcowy rezultat.

Wydaje mi się, że błąd popełnił też trener gości Lionel Hollins. Kiedy Gasol trafił na 4 minut do końća meczu i Grizzlies objęli 12-punktowe prowadzenie, a następnie swój rzut spudłował Durant, Hollins niepotrzebnie wziął czas. Wydaje mi się, że wybiło do zawodników Memphis z rytmu, a pozwoliło gospodarzom na chwilę oddechu i zmobilizowanie się przed decydującymi minutami.

W szeregach Thudner najlepiej punktował Durant, autor 21 oczek. 17 dołożył Ibaka, 10 Martin, a 16 Jackson, który patrząc w przekroju całej serii bardzo dobrze zastąpił kontuzjowanego Westbrooka.

13 punktował dla gości rzucił Mike Conley, ale trafił tylko 5 z 18 rzutów z gry. Rozdał za to 11 asyst i zberał 7 piłek. 10 punktów dodał Marc Gasol, z czego 6 naprawdę ważnych w czwartej kwarcie, 11 Allen, który w dodatku świetnie bronił dziś Duranta.

Grizzlies po raz pierwszy w swojej historii awansowali do finałów Konferencji i czekają teraz na swojego przeciwnika. Kimkolwiek on będzie – Spurs albo Warriors – to oni wydają mi się na tę chwilę faworytem do awansu do wielkiego finału, a nawet mogą powalczyć o mistrzowskie pierścienie.

Memphis Grizzlies – Oklahoma City Thunder 88:84 (18:23, 32:15, 14:24, 24:22)

Liderzy zespołów:

Punkty: Randolph 28 – Durant 21

Zbiórki: Randolph 14 – Jackson 9

Asysty: Conley 11 – Durant 6

Przechwyty: Gasol 3 – Perkins, Sefolosha, Fisher 1

Bloki: Gasol 3 – Ibaka 3

Dawid Ciepliński

Fan koszykówki od 1997 roku, kiedy jako dziesięciolatek obejrzał na żywo swoje pierwsze finały NBA pomiędzy Utah Jazz i Chicago Bulls. Od 1999 roku wierny kibic Los Angeles Lakers.

4 komentarze

  1. Guti napisał(a):

    Szkoda mi OKC, ale mimo bycia pierwsza sila na zachodzie bez Wes, powinni pokazac wiecej. Niestety widac ze OKC to druzyna 2 zawodnikow. Sam Durant jest mlody i musi dostawac lekcje, jak LeBron w Cavs.

  2. Adam napisał(a):

    Kto by pomyślał przed Play-Off, że jednak Westbrook jest aż tak ważny dla Thunder.

  3. Andreee napisał(a):

    W USA zamiast „You Are Useless” powinno się mówić „You Are Perkins”. W Polsce natomiast „Ale z Ciebie Perkins” zamiast „Jesteś do Niczego”.

    Brooks okazał się być trenerskim betonem. Powinien do S5 wstawić Collisona kosztem hamulcowego. Nie zrobił w zasadzie nic żeby odmienić losy serii. Nawet nie podjął żadnej próby. Powinni myśleć o jakimś nowym centrze. Tylko kim mają handlować? Kto będzie chciał takiego marnego Perkinsa? Czy uda im się przedłużyć Martina?

  4. Sadevrian napisał(a):

    Collison to w s5 by do końca kwarty nie wytrwał – on jakiś nieogarnięty jest wchodzi na 4 minuty i jedyne co robi to 3 faule łapie- potem coś tam podobno zebrał i zablokował – ale on ztymi faulami przesadza- gra po 10-15 minut i spokojnie potrafi się w tym czasie wyfaulować

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *