Barnes i Jack bohaterami Warriors, dogrywka i remis w serii ze Spurs!

Po tym spotkaniu można z czystym sercem powiedzieć, że młoda ekipa Marka Jacksona zasłużyła na swój pseudonim. Mieli problemy z kontuzjami, przewinieniami i własną słabą grą, a mimo to wyszarpali wygraną w meczu numer cztery i doprowadzili do remisu.

Drużyna Stan  serii I kw. II kw. III kw. IV kw. OT Wynik
San Antonio Spurs 2 26 19 17 22 3 87
Golden State Warriors 2 19 18 23 24 13 97

Przebieg spotkania

Mark Jackson przed meczem musiał wymyślić coś by zaskoczyć Spurs i dlatego w pierwszym składzie w miejsce Festusa Ezeliego zameldował się Carl Landry. Najważniejsze dla widowiska było jednak to, że zarówno Tony Parker jak i Steph Curry znaleźli się w podstawowych piątkach.

Francuz miał na łydce opaskę uciskową, ale po kilku minutach wydawało się, że to Steph czuje się lepiej na boisku. Rozgrywający gospodarzy dwukrotnie trafił z trudnych pozycji z dystansu, a dodając do tego dwa kosze Thompsona mieliśmy kilkupunktową przewagę Warriors.

Wkrótce zaczęły się jednak problemy ekipy Marka Jacksona. Najpierw dwa szybkie faule złapał Andrew Bogut. Wkrótce dołączył do niego Landry, a pozostawiony na placu Australijczyk po paru minutach miał już na koncie trzy przewinienia. Trener miejscowych ratował się wpuszczaniem Lee, Ezeliego i nawet Biedrinsa, ale kończyło się to tylko kolejnymi przewinieniami wysokich.

Długą nieskuteczność z obu stron przełamał dopiero Manu Ginobili, który szybko złapał wiatr w żagle i zdobył 11 kolejnych punktów Spurs. Dzielnie mu się postawił Harrison Barnes, który sam zdobył 8 oczek z rzędu dla GSW, ale SAS zaczęli odjeżdżać.

Na początku drugiej kwarty przebudził się Jarrett Jack, który przejął na siebie całkowicie ciężar rozgrywania. Zarówno Curry jak i Thompson byli zupełnie nieskuteczni. Widać było, że Steph jednak nie czuje się najlepiej bo cały czas uciekał od gry w rogi boiska.

To musiało się odbijać na wyniku, ale mimo wszystko Warriors dzielnie się trzymali do przerwy by pomimo świetnej dyspozycji Duncana do szatni schodzić przy wyniku 45-37.

Trzecia kwarta w playoff to kwarta Curry’ego o czym sam zresztą szybko przypomniał. Szybko trafił dwukrotnie z dystansu, a po jego rzutach wolnych oba zespoły dzielił już zaledwie jeden punkt.

Dobrą zagrywką Jacksona było postawienie na obronę strefową. O ile jeszcze 2 miesiące temu byłoby to samobójstwo bo Spurs słynęli ze skuteczności z dystansu, o tyle ostatnio mają z tym duże problemy i nie inaczej było wczoraj.

Po chwili gospodarze już prowadzili 4 punktami po trzypunktowych akcjach Landry’ego i Barnesa, ale w końcu przebudził się nieskuteczny do tej pory Parker (1/7 z gry). Rozgrywający Spurs zdobył 5 kolejnych punktów na co niesamowitym rzutem odpowiedział Curry i w końcu mieliśmy prawdziwy mecz.

Spurs popełniali w trzeciej kwarcie zaskakująco dużo strat i gra GSW zaczęła się sama nakręcać. By to przerwać Pop zarządził taktykę hack-a-Bogut. Center trafił pierwszy rzut ku radości kibiców, ale w przy drugim zaliczył już airball. Po chwili trener Spurs chciał powtórzyć manewr, ale tym razem Jackson go przechytrzył zarządzając szybko czas.

Ostatecznie kwarta zakończyła się mini-zrywem gości, którzy po trafieniach Ginobiliego i Parkera przed czwartą odsłoną prowadzili 62-60.

Kluczowe 12 minut lepiej rozpoczęli Spurs, którzy raz za razem punktowali spod kosza rękami Splittera i Leonarda. Z drugiej strony ofensywna gra Warriors opierała się praktycznie wyłącznie na Barnesie, który miał już w tym momencie 21 prób z gry (7 celnych).

Gości na swoje barki wziął teraz Ginobili. Argentyńczyk trafiał po wejściach i z dystansu, a przewaga wzrosła do sześciu oczek. Po chwili przebudził się Jack i mieliśmy wymianę kosz za kosz.

Fantastyczną sekwencję zagrań w obronie zaliczyli Duncan (3 blok) i Bogut (1 blok i świetna praca nóg). Do remisu na 54 sekundy do końca doprowadził Jack, ale po chwili odgryzł się Parker i Jackson poprosił o czas.

Bardzo cierpliwie zagrał Thompson, który dobrze pilnowany zszedł z rogu boiska pod kosz i trafił bardzo trudny rzut półhakiem. Znów remis, a na zegarze tylko 30 sekund.

W kolejnej akcji Ginobili położył obrońcę, ale przestrzelił z dystansu i piłkę zebrał Bogut. Australijczyk przy tym stanął na linii końcowej, ale sędziowie tego nie zauważyli i Warriors mieli piłkę meczową. Ta trafiła do Jacka, ale ten spudłował przez ręce Parkera i czekała nas dogrywka.

Dodatkowe 5 minut było już popisem miejscowych. Spurs mieli swoje szanse, ale raz za razem pudłowali z czystych pozycji, a dodatkowo nie potrafili sobie poradzić z parą JackBarnes.

Gdy po wejściu pod kosz akcję 2+1 zaliczył Curry Oracle Arena eksplodowała, a tablica wskazała +9 dla GSW. W końcu pierwsze i jak się okazało jedyne punkty w tej kwarcie dla gości zdobył Green, ale bohaterami wieczoru byli Warriors. Prawdziwi Wojownicy.

Pozostałe notatki

  • W trzeciej kwarcie po jednym błędzie (?) Parkera przeciw Curry’emu gdy ten drugi trafił niesamowicie z lewej ręki trener Popovich wziął czas i zrobił Francuzowi klasyczną suszarkę. Tak się szkoli mistrzów.
  • Boris Diaw pudłował z czystych pozycji po tym jak Bogut zupełnie go odpuszczał na półdystansie i dystansie za to punkt dla Jacksona.
  • Przed G5 Popovich musi pomyśleć co zrobić z matchupem Barnesa pilnowalnego przez Parkera. Jeśli znów wstrzelą się Thompson lub Curry to może to być absolutnie zabójcze.
  • Esencja  gry Spurs w pigułce to akcja z 8 minuty czwartej kwarty – seria 4 kolejnych zasłon dla Parkera i rzut z czystej pozycji – poezja.
  • To ciekawe jak przebiegałaby ta seria gdyby trener Jackson miał do dyspozycji Brandona Rusha.
  • Kawhi Leonard wykonuje niesamowitą pracę w ostatnich dwóch spotkaniach na Thompsonie.

Boxscore

Spurs: Duncan 19, Leonard 11, Splitter 5, Parker 17, Green 10, a także Bonner 0, Diaw 0, NEal 2, Joseph 2, Ginobili 21

Warriors: Landry 6, Barnes 26, Bogut 5, Curry 22, Thompson 10, a także Lee 0, Biedrins 0, Jefferson 0, Green 3, Ezeli 1, Jack 24

Filmowe podsumowanie spotkania

[youtube=http://youtu.be/ia_69L38bks&w=720]

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

10 komentarzy

  1. kosmos111 pisze:

    Niesamowitą to robote wykonuje Bogut na Duncanie. Tim może i rzuca te punkty, ale skuteczność ma fatalną

  2. Dawid Ciepliński pisze:

    Mina Popovicha po air ballu Ginobiliego w dogrywce – bezcenna :D

  3. zip100 pisze:

    Meczyk rzeczywiście fajny.
    Nie żeby GSW nie zasługiwali na zwycięstwo w tym meczu ale na sam koniec 4kw. Bogut dostał piłką jak był stopą poza boiskiem.
    Na powtórkach było to wyraźnie widać.
    Także, gdyby to SAS mieli piłkę na koniec 4kw. mogłoby nie być dogrywki.

    Ogólnie, będzie ciekawiej.

  4. saturn pisze:

    Mateusz jeśli mogę to drobna uwaga:
    jak wpisujesz Box Score to proszę dopisuj także czasem inne kluczowe statystyki niż tylko punkty. Dlaczego? Bo przykładowo 5 pkt Bogut’a wyglądają nędznie, ale jak doliczy się do tego 18 zbiórek, to już znacznie lepiej. Widać wtedy zaangażowanie. Nie chodzi o wszystkie, tylko takie szczególnie wyróżniające statystyki.

    Rzeczywiście skuteczność Duncana była nie najlepsza. Grał prawie 43 minuty, czyli niewiele odpoczywał a ma swoje lata. Występ na poziomie 19 pkt, 2 bkl i 15 zbiórek jak na weterana to i tak godne szacunku.

    Gonobili to prawdziwy wojownik. 3 przechwyty, 2 bloki, 21 pkt, choć niestety także na słabej skuteczności.

    Wojownicy rzeczywiście imponują wolą walki. Może się okazać, że zmęczą weteranów z San Antonio i przejdą do następnej rundy. To by była sensacja, gdyby w finale konferencji stanęli Wojownicy i Niedźwiadki. Czy ktokolwiek zakładał taki obrót sprawy?

    • Mateusz Babiarz pisze:

      A propos statystyk to już kiedyś tak robiłem – nie ma sprawy, wrócę do tego :)

      Z meczem jest trochę tak, że to Spurs go przegrali, a nie Warriors wygrali. Po pierszej połowie powinni mieć +15, ale zaczęli grać na pół gwizdka.

      Druga połowa i OT to już posypanie się gry i brak zawodnika mogącego regularnie punktować. Widać, że Spurs mogą się liczyć w NBA tylko z w pełni zdrowym Parkerem.

  5. Arkess pisze:

    Świetny mecz, świetny opis, brakuje tylko highlights moim zdaniem

    • Mateusz Babiarz pisze:

      Dzięki – w nocy jeszcze nie było highlightsów, przed chwilą dodałem :)

  6. Sam pisze:

    Bez Boguta nie było by tej wygranej. Zebrał dużo piłek i ograniczył Duncana w ataku. Wykonuje kawał ciężkiej pracy. Duży człowiek pod koszem jest skarbem dla każdego składu w tej grze.

  7. bt pisze:

    Spurs graja ostatnio na bardzo słabej skuteczności, forsują też 3 które im wyraźnie nie siedzą. Ginobili po dobrym początku w końcówce rzucał niepotrzebne trójki. Wydaje mi się też że Pop za mało zagrał Splitterem, po jego wejściu SA szybko rzuciło 6 punktów, rozumiem że nie chciał go zostawiać na Boguta ale przy tak słabej skuteczności Manu, TD i TP, ktoś musi rzucać punkty.

  8. Szuwarek pisze:

    Tak jak Warriors oddali pierwszy mecz frajersko, tak teraz Spurs przegrali coś czego nie powinno się przegrać. Przy takich problemach z faulami mecz powinien być formalnością. Poza tym jeszcze w 4 kw Spurs byli z +8. Myślałem, że tak doświadczona ekipa nie pozwoli sobie na taką chałę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *