Oui, oui – ten trzeci obrońca w serii z Warriors daje wygraną Spurs

Pamięć kibiców jest bardzo krótka. Po tym jak Warriors wygrali G2 w San Antonio, Spurs mieli już pakować się na ryby no bo przecież nie są w stanie zatrzymać Curry’ego i/lub Thompsona. Nie mogą, mogą co najwyżej go spowolnić, ale nie zapominajmy że Parker przez 3/4 sezonu był wymieniany w gronie faworytów do tytułu MVP sezonu. Jego też trzeba zatrzymać…

Drużyna Stan  serii I kw. II kw. III kw. IV kw. Wynik
San Antonio Spurs 2 32 25 22 23 102
Golden State Warriors 1 23 25 21 23 92

Przebieg spotkania

Zgodnie z tym czego oczekiwał Gregg Popovich, jego drużyna rozpoczęła spotkanie z Warriors bardzo skoncentrowana. Tym razem nie musieliśmy czekać do drugiej połowy by zobaczyć najlepszą koszykówkę Spurs.

Zacznijmy od zmian w składzie i w kryciu obu zespołów. Trener Jackson do gry desygnował Festusa Ezeliego, który miał wraz z Bogutem stanowić odpowiedź na granie tradycyjnymi dwiema wieżami SAS (Duncan i Splitter). Od pierwszych minut też skończyła się gra w obronie Parkera na Thompsonie. Francuz albo pilnował bezpośrednio Curry’ego, albo ewentualnie schodził do Barnesa, a Klay’a cały czas śledził Kawhi Leonard.

O motywacji Spurs dobrze świadczy fakt, że już po kilku minutach Duncan miał na koncie faul techniczny (Bogut też go powinien dostać za wiszenie na obręczy) i pierwszy kontakt z parkietem po tym jak rzucił się po straconą przez Curry’ego piłkę.

Warriors osiągnęli kilkupunktowe prowadzenie dzięki ofensywnym zbiórkom i stratom gości, ale widać było że najważniejsze tego wieczoru będzie spróbowanie ograniczenia Parkera. Tony szalał trafiając raz za razem po wyjściu zza zasłony, a kwartę zakończył akrobatycznym rzutem o tablicę by po 12 minutach mieć na koncie 13 punktów.

Bardzo dobrą zmianę Popovichowi dał Boris Diaw który po wejściu wykorzystywał przewagę siły nad Greenem, a także trafił z dystansu i tablica przed drugą kwartą wskazywała 32-23 na korzyść gości. Trzeba też docenić defensywę Spurs bo strzelcy Warriors mieli za każdym razem bardzo mało miejsca.

Drugą odsłonę lepiej rozpoczęli miejscowi, którym sygnał do ataku dał David Lee (ofensywna zbiórka, akcja 2+1 i trafienie z półdystansu). Dobrze prezentował się również Carl Landry, ale Warriors brakowało konsekwencji w obronie i po tym jak zmniejszali dystans dawali sobie rzucić banalne rzuty spod kosza.

Grę w ataku forsował trochę Jack, a tymczasem wciąż szalał Parker. Rozgrywający Spurs do szatni schodził z 25 punktami na koncie (11/14 z gry), a jego drużyna prowadziła 57-48 po zrywie 6-0 w samej końcówce.

Po zmianie stron Warriors szybko wykorzystali straty Spurs i ponownie zbliżyli się na zaledwie trzy punkty. Rytm zaczął odnajdywać Thompson, a po chwili oba zespoły dzieliło zaledwie 1 oczko. Różnicę robiła zdecydowanie poprawiona defensywa GSW, a gości w grze utrzymywał Duncan.

Niespodziewanie ofensywa Warriors wyhamowała co skrzętnie wykorzystali przyjezdni. Gdy już wydawało się, że wyjście na prowadzenie miejscowych jest tylko kwestią czasu, Spurs podkręcili tempo i ponownie odskoczyli na ponad 10 punktów po akcji 2+1 i jedynej trójce w meczu Ginobiliego. Ostatecznie przed czwartą kwartą tablica wskazywała 79-69.

Na otwarciu decydującej odsłony przebudził się Bogut, który nie tylko punktował, ale także podawał i grał bardzo dobrze w obronie (świetny blok na Duncanie). Po kolejnych trafieniach Warriors, licznych stratach Spurs i niepełnej akcji 2+1 Draymonda Greena było tylko 79-78.

Niesamowicie ważny rzut trafił z dystansu Danny Green, a po chwili swoją drugą trójkę w spotkaniu trafił Parker i przewaga wróciła w bezpieczne rejony.

Warriors dopuszczali do zbyt wielu ofensywnych zbiórek i pudłowali mimo dobrych pozycji. Jak się okazało później, zryw na początku czwartej kwarty był ostatnim gospodarzy w tym meczu. Doświadczona ekipa z San Antonio zagrała końcówkę po profesorsku i odzyskała przewagę własnego parkietu.

Różnicą w tym spotkaniu było to, że gdy Thompson lub Curry wpadnie w rytm Popovich może mocno rotować obrońcami (Leonard, Green i Joseph są bardzo dobrzy w defensywie, a Parker i Ginobili przynajmniej przyzwoici). Jackson nie ma takiego komfortu na co zwracałem uwagę jeszcze przed serią. Jeśli Tony jest w gazie to by go ograniczyć potrzebny jest zawodnik w stylu T. Allena, Sefoloshy lub przynajmniej cały garnitur niezłych defensorów.

Osobne słowa pochwały należą się Danny’emu Greenowi, który wczoraj był pasywny w ataku ale robił niesamowitą pracę w obronie przeciwko Curry’emu. Biegał za nim od kosza do kosza, niesamowicie poruszał się na nogach i nie dawał się nabierać na liczne zwody. Jego obrona przeciwko tak świetnemu zawodnikowi była absolutnie książkowa. Równie wysoko oceniam to co na Thompsonie robił Leonard. Ręce same składały się do braw.

W tej serii jeszcze się będzie działo!

Pozostałe notatki

  • Po raz pierwszy widziałem pokazywany na ekranie miernik natężenia dźwięku w hali – kibice w Oakland są niesamowici.
  • Steph może nie zagrać już tak nieskutecznego spotkania w tej serii (5/17 z gry), ale Spurs mają również wielkie rezerwy – wystarczy wspomnieć o 1/8 z dystansu Ginobiliego.
  • Podanie Duncana w kontrze do Leonarda z 3:50 do końca trzeciej kwarty – absolutna delicja.
  • Cory Joseph w połowie akcji wyglądał jakby miał się zaraz wywrócić.
  • Boris Diaw był x-factorem tego spotkania.
  • Tiago Splitter fauluje w stylu, który wywołałby uśmiech trenera Urlepa – jak już jest faul, to nie ma mowy o akcji 2+1.
  • Steph Curry delikatnie podkręcił kostkę na 5 minut do końca spotkania. Pozostał jednak w grze i będzie gotowy na kolejne starcie.
  • Podobny, niegroźny uraz zaliczył Parker, który siadając na ławce łagodził ból w łydce.

Boxscore

Spurs: Duncan 23, Leonard 15, Splitter 4, Parker 32, Green 3, a także Bonner 0, Blair 0, Diaw 9, Mills 0, Joseph 2, Ginobili 12

Warriors: Barnes 12, Bogut 11, Ezeli 0, Curry 16, Thompson 17, a także Lee 5, Landry 14, Green 6, Machado 0, Jack 11, Bazemore 0

Filmowe podsumowanie spotkania

[youtube=http://youtu.be/_OyWgQWEG2s&w=720]

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

7 komentarzy

  1. Sadevrian pisze:

    Jack był tragiczny. A Jackson nie zmieniając Currego który miał problem z kostką – też się nie popisał. 6 minut Curry nie dotknął nawet piłki – bo nie był w stanie ale był na boisku – chyba tylko morale miał podnieść

  2. dp pisze:

    natezenie dzwieku bylo juz nawet chyba w zeszlym roku w meczach okc ale wiem ze napewno byly gdy warriors grali z dallas w po bodajze w 2007

    • Mateusz Babiarz pisze:

      Myślałem właśnie o OKC z zeszłego roku, ale nie byłem stuprocentowo pewny :)

  3. osa pisze:

    manu sie wstrzeli w koncu i nie bedzie czego zbierac!!!
    pieknie dzis pobronili spurs!

  4. osa pisze:

    ja pamietam natezenie dzwieku mierzyli na finalach utach – bulls
    to byly czasy :)

  5. osa pisze:

    *utah

  6. Pingwin pisze:

    Cieszy mnie, że Spurs wygrali w sowim stylu:) w ataku dużo podań, szukanie lepiej ustawionego partnera, szybki Parker i niesamowicie młody Duncan:D no i podstawa wygranej – ciężka praca w obronie. Wyobrażam sobie taką oto drużynę marzenie w obronie:
    pg – Avery Bradley, sg – Danny Green, sf- Kawhi Leonard, pf – Lebron James, c – Tyson Chandler ( w formie sprzed ostatniej kontuzji). Mało kto by się przebił:D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *