Koniec epoki w Bostonie. Knicks górą w 6 meczu.

knicks_celticsW niecodziennych okolicznościach New York Knicks zwyciężyli w ostatnim meczu tej serii. Na początku 4 kwarty Knicks mieli 26 punktów przewagi i chyba nikt nie spodziewał się, że Celtics nawiążą jeszcze walkę. Po niesamowitym runie 19-0 kibice zgromadzeni w hali TD Garden szaleli. Nie starczyło jednak sił i czasu. Carmelo Anthony trafił kluczową trójkę na 1:43 do końca i to Knicks ostatecznie byli górą. W ostatnich 30 sekundach Doc Rivers uhonorował dwóch najbardziej zasłużonych graczy całej dekady dla Celtics. To był prawdopodobnie ostatni mecz razem The Truth i Big Ticketa w tej drużynie, ale trzeba przyznać, że pożegnali się godnie.

Drużyna Bilans I kw. II kw. III kw. IV kw. Wynik
New York Knicks 4-2 24 15 28 21 88
Boston Celtics 2-4 10 17 20 33 80

Knicks przystąpili do meczu niezwykle skoncentrowani. Pierwsze punkty w meczu zdobył Melo. Odpowiedział celnym rzutem z półdystansu Garnett. W następnych sekwencjach udane akcje zaliczyli Felton i Pierce. Jednak to Knicks pierwsi zaliczyli run. Od stanu 4-4 goście zdobyli 11 kolejnych punktów. Aktywny na tablicach był Chandler, który w pierwszych minutach zaliczył kilka zbiórek w ataku i blok na Bradley’u. Po trójce Prigioniego i dunku Anthony’ego było 11-4 dla Knicks. Do stanu 13-4 doprowadził alley-upem Chandler. Powtórzyły się wszystkie koszmary podopiecznych Doca Riversa z trzech pierwszych meczy serii. Po trójce Prigioniego było już 21-5. Niemoc Celitcs w ataku była porażająca. Dość powiedzieć, że w całej pierwszej kwarcie Celtics zdobyli 10 punktów. Knicks wygrywali 24-10.

Druga kwarta zaczęła się szybkimi rzutami wolnymi Greena i lay-upem Jasona Terry’ego. Nadzieja Celtów odżyła jednak na krótko. Tym razem Knicks rzucili 8 punktów bez odpowiedzi i wyszli na najwyższe prowadzenie w pierwszej połowie 32-14. Dodatkowo po jednej z akcji kontuzji łokcia doznał Paul Pierce. The Truth pozostał na parkiecie, ale okropnie zmagał się ze skutecznością z dystansu (tylko 2 pkt do przerwy). W czasie tego runu między 8:29 a 7:42 do końca Knicks zablokowali trzy kolejne akcje gospodarzy. Od tego momentu to Zieloni zaliczyli run 10-2, do czego przyczynił się głównie Jeff Green w pewnym momencie rzucając niesamowitą trójkę.  W ostatnich 3 minutach kwarty oba zespoły miały spory problem z punktowaniem. Akcja z faulem Melo dała jednak przewagę gościom do przerwy 39-27.

Najważniejsze liczby 1 połowy:
FG% – BC 28%, NYK 38%
3-Pt – FG – BC 2-12, NYK 3-9
Straty – BC 12, NYK 8
Paul Pierce 1-10 z gry i 2 pkt.

Drugą połowę zaczął od celnego rzutu Garnett. Odpowiedział Chandler alley-upem od Prigioniego. Dobre akcje Prigioniego i Feltona dały 16-punktowe prowadzenie Knicks i Doc Rivers poprosił o czas. Rewelacyjną partię rozgrywał Pablo Prigioni. Po jego trójce Knicks wyszli na 18-punktowe prowadzenie 50-32. Obudził się jednak Pierce, który wreszcie zaczął trafiać i podawać kolegom (szczególnie skuteczne były dwójkowe akcje z Garnettem). Goście jednak znakomicie trafiali zza łuku i przewaga utrzymywała się w okolicach 15-17 punktów. Pierwszy dłuższy run zaliczyli Celtics, którzy od stanu 36-53 trafiali w trzech kolejnych akcjach i przy stanie 42-53 na 6:12 do końca Mike Woodson poprosił o czas. Kompletnie bezproduktywny w drużynie Knicks był J.R. Smith (pozbierał się nieco w 4 kwarcie, ale w przekroju całego spotkania nie był to jego dobry mecz), natomiast świetną robotę na tablicach wykonywał Tyson Chandler. Po trójce Terry’ego Celtics przegrywali tylko 45-55, a piłkę w ataku stracił Felton (w dodatku za krytykę sędziów dostał technika). Gdy wydawało się, że Celtics są na fali sytuacja odwróciła się po dwóch trójkach Knicks (Felton i Shumpert). Na 2:27 do końca trzeciej odsłony goście wygrywali 60-47. Zaraz po powrocie z czasu J.R. Smith rzucił za trzy i sytuacja Celtów stawała się coraz bardziej krytyczna. Zielonych dobił jeszcze kolejną trójką Shumpert wyprowadzając Knicks na najwyższe prowadzenie w meczu 67-47. Tym wynikiem skończyła się ta odsłona. W trzeciej kwarcie Knicks trafili zza łuku 5 razy na 6 prób!

W tym momencie nawet najbardziej zagorzały kibic Celtics nie wierzył już chyba w końcowy sukces swojej drużyny. Gracze z Nowego Jorku początkowo kontrolowali przebieg ostatniej odsłony. Powiększyli nawet przewagę do 26 punktów po lay-upie Smitha i dobitce Shumperta (49-75 na 9:49 do końca). To było prawdziwe upokorzenie byłych mistrzów NBA. I wtedy nastąpiło coś niezwykłego. Celtics wrócili do meczu. Po 7 punktach z rzędu Greena Celtics przegrywali 58-75, a na zegarze było 7:42 do końca. Woodson zareagował czasem. Po przerwie przechwyt i punkty zdobył Bradley, stracił Felton i za trzy rzucił Pierce. Następna akcja przechwyt Pierce’a i punkty z faulem. W ciągu 46 sekund gospodarze rzucili 10 punktów. W 2,5 minuty Celtics zaliczyli run 17-0! Po raz kolejny przechwycił Bradley i powędrował na linię i 19-0. Muszę powiedzieć, że przecierałem oczy ze zdumienia, bo kilka chwil wcześniej zastanawiałem się czy nie pójść spać. Green powędrował na linię przy stanie 68-75 i 5:44 do końca. Pogubił się Woodson, który dopiero wtedy poprosił o przerwę (to prawdziwa zbrodnia nie przerwać takiego runu przeciwnika). W cztery minuty Knicks stracili 20 punktów przewagi! Run Celtics zakończył przechwytem i punktami Iman Shumpert. Celtics dalej grali jednak swoje. Po ciężkim zderzeniu Greena z Chandlerem (chyba powinien być faul ofensywny) ten pierwszy powędrował na linię i trafił dwukrotnie. 73-77 i 4:06 do końca! W kolejnej akcji tym razem Melo powędrował na linię i trafił oba wolne. Po kolejnym przechwycie i punktach Bradleya było znowu 4 punkty różnicy (75-79). Melo trafił z izolacji i Knicks wygrywali 81-75 na 2:54 do końca. Ofensywna taktyka klubu z Nowego Jorku polegała w ostatnich minutach jedynie na izolacjach, które co prawda nie były skuteczne, ale zabierały sporo czasu. Celtics mieli szanse na zmniejszenie strat, ale swoich rzutów z czystych pozycji nie trafili zmęczeni Green i Pierce. Kluczowe akcje dla Knicks zagrał niezawodny Carmelo Anthony (trójka na 1:43) i J.R. Smith akcją 2+1 (na 1:21 do końca). Za 6 przewinień zszedł wtedy z boiska słaniający się na nogach ze zmęczenia Jeff Green. Knicks wygrywali 87-75 i musiał wydarzyć się kolejny cud. Trójkę trafił Jet zmniejszając straty do 9 punktów. Jednak kluczową zbiórkę w ataku zaliczył Chandler. Knicks co prawda nie rzucili w tej akcji, ale zdjęli z zegara około 40 sekund. Brandon Bass trafił w odpowiedzi 2 osobiste, ale stało się jasne, że to Knicks zagrają w następnej rundzie. Celtics nawet zrezygnowali w ostatnich sekundach z gry na faule. W ostatnich 30 sekundach Rivers zdjął z boiska Pierce’a i Garnetta pozwalając na ich pożegnanie przez widzów TD Garden. Trzeba przyznać, że The Truth i Big Ticket, duma Bostonu, zostawili serce na boisku i zaprezentowali się godnie prawdopodobnie w swoim ostatnim wspólnym meczu. Rivers podziękował obu zawodnikom za grę. Skończyła się pewna era. Ostatecznie Knicks wygrali 88-80.

W mojej opinii graczem meczu był Iman Shumpert. Bez niego i jego defensywy Knicks nie zwyciężyliby dzisiaj. Shumpert zdobył 17 punktów (3 na 3 zza łuku), 6 zbiórek i 2 przechwyty w tym jeden kluczowy w 4 kwarcie kończący run Celtics. Swoje, choć bez fajerwerków, zagrał Anthony. Carmelo po raz kolejny został zmuszony do grania mało skutecznych izolacji przy świetnej obronie Bassa. Zaliczył 21 punktów, ale przy słabej skuteczności 7 na 23 z gry. Trafił jednak dwa kluczowe rzuty w ostatnich 3 minutach, które pozwoliły Knicks dotrwać do końca. Cichym bohaterem Knicks był Pablo Prigioni (szczególnie w pierwszej połowie) trafiając 4 z 6 trójek. W ekipie Celtics zawiódł Pierce. W drugiej połowie grał nieco lepiej, ale i tak zanotował fatalne statystyki 4 na 18 z gry, 14 punktów i 5 strat. Najwięcej punktów dla gospodarzy zdobył Jeff Green – 21. Kolejne double-double zdobył Garnett – 15 pkt, 10 zb.

Jako wierny kibic Celtów cieszę się z tego, że byłym mistrzom udało się zostawić pozytywne wrażenie. Przegrywając 0-3 wygrali 2 kolejne mecze, a w dzisiejszym spotkaniu zanotowali wspaniały run. Kończy się pewna epoka. Danny Ainge w wywiadzie przed meczem powiedział w kontekście ewentualnego trade’u The Truth:

What’s important to understand, yeah, it’s going to be hard for fans and everybody else, but as far as what’s doing what’s best for the Celtics, it’s probably going to be very hard, too. It’s not a no-brainer. It’s not like you get a 21-year-old All-Star player, or you get the number one pick in the draft [if you let Pierce go]. Those decisions would not be hard, but I have a feeling the decision is going to be very hard, yeah.

Knicks mają przed sobą kolejnego rywala, który postawi im bardzo trudne warunki w obronie, chociaż w mojej opinii Pacers nie dysponują obrońcami, którzy byliby w stanie aż tak spowolnić Melo jak Bass czy Green. West jest znacznie wolniejszy, a Stephenson czy George warunkami fizycznymi ustępują liderowi Nowojorczyków. Na papierze niewątpliwie to Knicks są faworytami i ich potencjalna seria z Miami Heat w finałach konferencji zapowiada się pasjonująco. Cieszyć może dyspozycja wracającego po kontuzji Tysona Chandlera, który może nie gra jeszcze swojego najlepszego basketu, ale w obronie prezentuje się solidnie, co przeciw Pacers będzie kluczowe. W połączeniu z dobrze grającym Kenyonem Martinem daje nadzieję, że Knicks nie przegrają na tablicach z parą West-Hibbert. Świetną serię ma za sobą Ray Felton i Iman Shumpert, którzy mają niezwykle wartościowego zmiennika w postaci Pablo Prigioniego, który może grać zarówno na pozycji nr 1, jak i 2 oraz Jasona Kidda. Do dyspozycji z pierwszych 3 spotkań musi wrócić J.R. Smith, ale generalnie jest dobrze i obstawiam, że Knicks wygrają 4-2. Z taką grą przeciw Heat wcale nie stoją na straconej pozycji.

Marek Miłuński

Z racji swojego wzrostu typowy point guard, choć już na emeryturze. Po burzliwej karierze zdecydował się osiąść. Ma żonę i dwójkę synów, których już teraz wychowuje na przyszłego Chrisa Paula i Rajona Rondo (niestety przekazany materiał genetyczny nie rokuje na wyższy wzrost).

4 komentarze

  1. Sadevrian pisze:

    Ja nie wiem dlaczego większość tak nisko ceni Pacers. Jak dla mnie zdecydowanie faworytami są Pacers- u siebie raczej lekko ograją Knicks i będą mieć 3 szanse w MSG. Knicks też nie bardzo ma stoperów na ofensywe Pacers – szczególnie że tam każdy punktuję podobnie.

  2. bargnani7 pisze:

    Dla mnie niezrozumiała była ta sytuacja kiedy JR Smith zrobił 2+1 na sam koniec, a Celtics właściwie sami utorowali mu czystą drogę do kosza…

  3. blazers.pun.pl pisze:

    Autor w mojej ocenie mocno przecenia knicks. Mieli kłopoty ze słabym Bostonem. Ciężko im będzie z Pacers, gdzie im do Miami.

  4. Szuwarek pisze:

    Kilka wątków w tym recapie. Po pierwsze ewidentnie Celtom zabrakło tlenu. Pierce, Green solidnie ponad 40 minut. W porównaniu do nich Anthony poniżej 40 minut. Jednak to 5 minut więcej na ławce i świeższe nogi w końcówce 4 kwarty. Myślę, że to była główna przyczyna pudeł z ostatnich 3 minut. Ta sytuacja z J.R. Smithem rzeczywiście dziwna. Smith wydawało się, że odpuścił i chciał poczekać na kolegów, po czym zaatakował i 3 obrońców Celtics stało i patrzyło się.

    Co do Pierce’a i KG to osobiście wydaje mi się, że Garnett skończy karierę po tym sezonie. Pierce za to zostanie w Bostonie.

    Co do następnej rundy i walki Knicks z Pacers jestem zdania, że będzie to trudny rywal dla Knicks. Podstawowym problemem Pacers jest jednak atak, a Knicks w przekroju całej serii bronili bardzo solidnie. Jedyną przewagę Pacers widzę na deskach. Poza tym Knicks górują. Jeżeli Celtics są słabi, to co można powiedzieć o Hawks? Jeżeli Pacers mieli problem z Jastrzębiami i ich słabą obroną, to przeciw Knicks mogą mieć problemy z wyjściem z 80 punktów. Knicks przede wszystkim mają aż dwóch go-to-guyów w osobach Melo i Smitha. Rewelacyjnie gra Felton. Tylko deski i wygrana w pomalowanym może dać zwycięstwo Indianie. Obstawiam, że Knicks wygrają 4-2.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *