Przed Game 6: New York at Boston

knicks_celtics

Celtics byli postawieni pod ścianą już 2 razy w tych play-offach, teraz zostaną postawieni pod nią po raz trzeci. Jeśli uda im się wygrać dzisiaj w nocy w TD Garden, wtedy i Knicks od ostatecznej porażki będzie dzielić 1 mecz. Game 6 już dzisiaj o 1:00.

Tak słabych Celtics nie widzieliśmy od sezonu 2006/07. A mimo tego walczą oni dzielnie z New York Knicks w 1 rundzie play-offów. Wydawało się, że przy prowadzeniu Knicks 3-0, Boston walczy już tylko o brak upokorzenia w postaci sweepu.

Celtics upokorzenia uniknęli za sprawą Jasona Terry’ego, który przesądził o losach dogrywki w Game 4. Ale przecież Game 4 grali u siebie, w Madison Square Garden tak łatwo nie będzie. Tymczasem Boston wygrał w Nowym Jorku i szanse na doprowadzenie do Game 7 wydają się być niemałe. Kto wie, może nawet Celtics zdołają odwrócić tą serię do góry nogami i ją ostatecznie wygrać?

Rozgrywanie meczu w swojej hali jest ogromnym atutem po stronie Celtics. Publiczność zgotuje piekło rywalom i doda sił i motywacji swoim. Motywacji, której zaczęło brakować Knicks. Wydawało im się, że już wygrali tą serię po 3 meczach i za mocno się rozluźnili.

W Game 4 i 5, Knicks zagrali słabiutko. Bardzo marnie zaprezentowali się liderzy ofensywy – Carmelo Anthony i J.R. Smith. Niech was nie zmyli ilość punktów, obaj grali na fatalnej skuteczności. Mimo tego Celtics wygrali na styku. Zagrali jednak z wielkim poświęceniem.

Kluczowym czynnikiem może być kondycja. Celtics byli wycieńczeni w 4 kwarcie Game 5 i mało brakowało, żeby stracili 15 punktów przewagi. Wtedy uratował ich Jeff Green, trafiając dwie kluczowe trójki. Tym razem jednak w taki sposób może im się nie poszczęścić, a wtedy może pojawić się problem.

Na szczęście dla Celtics w ostatnich dwóch meczach Knicks wyglądali, jakby nie chcieli tego wygrać. Ich gra zespołowa pozostawiała wiele do życzenia, grano mnóstwo izolacji, jedyne składne akcje zespołowe to były pick’n’rolle Feltona z Chandlerem.  Zatem jeśli Celtics chcą wygrać to muszą ograniczyć akcje dwójkowe Feltona i Chandlera (Bradley i Garnett zdecydowanie są w stanie to zrobić), a także zmusić Melo i Smitha w izolacjach do słabszej skuteczności. Obrońcy do tego są, pytanie czy wytrzyma wtedy atak?

Podczas tej serii Celtics grali zespołowo, nie mieli wyróżniającego się lidera. Niby był Paul Pierce, ale nie był on w stanie przesądzić o losach meczu, zwykle przesądzał cały zespół. Gra Bostonu jest dobrze zorganizowana, w przeciwieństwie do Knicks o których pisałem przed chwilą. New York musi uspokoić grę i zacząć grać bardziej zorganizowany basket. Może i bez tego da się przejść Celtics, ale problem może się przytrafić w starciu z Pacers/Hawks.

Ważna będzie też walka na tablicach. Kevin Garnett zbiera 14.4 piłki na mecz w tej serii i nie pozwala Tysonowi Chandlerowi na ponowienia.

Kluczowe dla losów tego spotkania będzie poukładanie gry przez Knicks i skuteczność Melo oraz Smitha. Jeśli oni będą trzymać poziom, New York powinien wygrać. Jeśli nie, to możemy zobaczyć bardzo wyrównany mecz. Zobaczymy też co zrobi Raymond Felton i czy nabije 20 punktów albo double-double. Jeśli to zrobi, wtedy też Knicks powinni wygrać. Przekonamy się dzisiaj o 1:00.

Jeśli chodzi o mój typ na tą serię, to myślę, że Celtics wyrównają dzisiaj. Knicks jednak zmobilizują się na Game 7 i nie skompromitują się. Knicks w 7 moim zdaniem.

 

2 komentarze

  1. Szuwarek pisze:

    Obstawiam, że Knicks wygrają w 7 meczach, może nawet w 6. Game 4 i 5 to nie był ten zespół Knicks, do którego się przyzwyczailiśmy. Knicks grali zespołowo, Melo rzucał wtedy, kiedy było trzeba. Przede wszystkim nie było tylu izolacji. Teraz wystarczy wrócić do tamtej gry, bo obrona jest. Tak czy siak nie wypuszczają Celtów ponad 100 punktów. Po prostu muszą zagrać swoje. To nie jest kwestia Celtów. Większy potencjał ma zespół Knicks i gdy tylko uda im się zagrać na swoją miarę wygrają tą serię.

  2. FanMiami pisze:

    Nigdy nie byłem kibicem Bostonu, choć zawsze ich szanowałem. Jednak po tych 2 spotkaniach mój szacunek do nich urósł kilkukrotnie.

    Popatrzmy z kogo składa się ta drużyna:
    1) Stare Lisy, czyli Kevin Garnett, Paul Pierce, Jason Terry, których suma lat wynosi 106 lat!
    2) Średniacy ligowi, czyli Jeff Green (no ok, już jest sporo powyżej średniej, ale do statusu mega gwiazdy sporo mu jeszcze brakuje), Avery Bradley, Brandon Bass.

    W pierszej części RS był jeszcze Rondo. Przecież bez niego to już NIE MOŻE funkcjonować!
    A jednak. Stare Lisy łączą w sobie doświadczenie z młodzieńczą pasją, Green trafia 2 trójki pod rząd w najważniejszym momencie rywalizacji, może sternicy Celtics powinni zastanowić się jaka ma być pozycja Rondo po jego powrocie, bo bez niego Boston gra lepiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *