Bye bye Nuggets, Warriors w półfinale zachodu

nuggets_warriorsGolden State Warriors pokonali w szóstym meczu pierwszej rundy playoffs Denver Nuggets 92:88 i wygrali całą serię 4:2. Po regular season mało kto spodziewał się takiego obrotu spraw, bo to Nuggets byli drużyną lepiej poukładaną, dysponującą lepszą ławką i zdolniejszym trenerem. Warriors pokazali w tej serii, że jeśli chcą, to potrafią zagrać twardo w obronie (strasznie nie doceniałem Boguta) i skutecznie w ataku (trzy mecze grubo ponad 50% skuteczności) i to oni zagrają w półfinale konferencji zachodniej. Biorąc pod uwagę, że czeka tam na nich podstarzałe San Antonio, to kto wie, gdzie mogą skończyć Wojownicy w tym roku…

Przebieg spotkania

Nuggets po raz kolejny zaczęli spotkanie z McGee w pierwszym składzie. Jest to zdecydowanie lepszy pomysł, niż wystawianie młodego Fourniera, który ma talent, ale w tym spotkaniu potrzebna jest siła pod koszem. Początek spotkania zdecydowanie na korzyść baryłek – dwa kosze McGee, trójka Iguodali i prowadzenie 7:3. W pierwszej kwarcie bardzo dobrze zagrał Ty Lawson, który dzięki zapędom Iguodali do rozgrywania, mógł skupić się na zdobywaniu punktów. W tej części spotkania zdobył ich osiem, ale gospodarze za każdym razem odpowiadali. Z dobrej strony pokazali się po raz kolejny Harrison Barnes i Dreymond Green, którzy zdobyli po 7 punktów. Na 2 minuty do końca kwarty niespodzianka – na boisku pojawił się David Lee, który miał leczyć się przez kilka tygodni. Lee oddał nawet jeden rzut, ale jego pojawienie się było raczej jakąś zagrywką pod widownię, która dosłownie oszalałą w tym momencie. Pierwsza kwarta zakończyła się jednak prowadzeniem gości 25:21.

W drugiej kwarcie Nuggets prowadzili już nawet 11 punktami (34:23) i wydawało się, że doprowadzą do game 7. Warriors mieli jednak kilku zawodników, którzy dopiero w tym momencie zaczęli walczyć na poważnie. Andrew Bogut walczył o każdą piłkę na tablicach i zanotował aż 21 zbiórek! Dorzucił do tego 14 punktów i zaliczyć pierwsze w tych playoffach double-double. Kiedy McGee siedział na ławce pod kosz gości na zmianę wjeżdżali Jarret Jack i Klay Thompson i przed przerwą udało im się zmniejszyć stratę do 6 punktów.

Trzecia kwarta to jednak popis gospodarzy. Bardzo szybko czwarty faul złapał Kenneth Faried i musiał opuścić parkiet, a pod jego nieobecność obrona Nuggets funkcjonowała słabo. Trafiać zaczął też Stephen Curry – trzy szybkie trójki, kilka asyst do kolegów pod koszem i po czterech minutach trzeciej kwarty to Warriors prowadzili 55:49. Curry tylko w tej części spotkania zdobył 14 punktów, a gospodarze wygrali ją 33:20. Bogut i Landry stosunkowo łatwo radzili sobie z Koufosem i Chandlerem, a do tego nieźle na dystansie dysponowany był rookie Dreymon Green, który w meczu zdobył 16pkt i 10zb.

Czwarta kwarta to już raczej formalność. Warriors rozpoczęli ją od prowadzenia 73:62, a po trzech kolejnych akcjach (Barnes, Green i Thomspon) prowadzili już 80:62. Sytuację po raz kolejny próbował ratować Iguodala, który trafiał trójki, zbierał piłki, asystował, ale Nuggets zabrakło w tym meczu skuteczności. Trafili tylko 34,7% rzutów z gry, co jest najsłabszym wynikiem w całej serii. Zawiedli Lawson i Miller, pierwszy trafił 7 z 21 rzutów, drugi 3 z 12. Jednak Iguodala, wspomagany przez Mcgee, prawie wyrównał to spotkanie. Na cztery minuty przed końcem, po kolejnym rzucie zza łuku, Nuggets przegrywali już tylko 78:82. Golden State zaczęło gubić się w końcówce i w ciągu ostatniej 1:37 popełnili aż 5 strat! Kiedy na minutę do końca Iguodala trafił kolejną trójkę, a na tablicy wyników pokazało się 87:90, kibice zamarli. Nuggets mieli szansę wygrać to spotkanie, ale zabrakło wykończenia i zimnej krwi i ostatecznie to Warriors wygrali 92:88, awansując do półfinału konferencji zachodniej. Ciekawe który zawodnik San Antonio powstrzyma Curry’ego…

Denver Nuggets 88:92 Golden State Warriors

Nuggets – Iguodala 24pkt, 9zb, Lawson 17pkt

Warriors – Curry 22pkt, Bogut 14pkt, 21zb

Wojciech Gackowski

Wojciech Gackowski (rocznik 89', 6-0ft) - na boisku często biegam jako zawodnik na pozycjach 1-4, ale tak naprawdę od zawsze byłem combo guardem. Nie lubię błyszczeć w ataku i wolę podać koledze jakiegoś no-look-passa niż punktować jak szalony. W obronie nieustępliwy i wygadany jak Iman Shumpert. Kiedy nie gram dla wyniku uwielbiam z kolegami urządzać sobie konkursy rzutów za trzy i bardzo często w nich wygrywam. Przygodę z NBA zacząłem od finałów roku 1996, kiedy Bulls zmierzyli się z Seattle Supersonics. Miłość do tych drugich pozostała we mnie do dzisiaj, tylko, że w miejsce Paytona i Kempa, kibicuję Westbrookowi i Durantuli. Od zawsze jestem też niepoprawnym fanem LALakers i Kobego.

2 komentarze

  1. woy9 pisze:

    Wielki mecz Andrew Boguta. Teraz GSW czeka konfrontacja ze Spurs i zobaczymy czy są w stanie nazwiązać walkę z drużyną Poppa?

  2. Barzay pisze:

    jak dla mnie widownia w oakland jest swietna i pewnie po przenosinach do san francisco bedzie to ta sama widowania bo to rzut beretem, Bogut jednak to jest 1st pick draftu nie bez powodu (żeby nie kontuzje), umówmy się Lillard zdobył ROTY ale ci rookies w gsw mi imponuja bardzo, będzie tam jeszcze pociecha z nich, czekam na mecze z sas to pokaze naprawdę pozycję gsw i denver bo myslę że z sas pokazali by podobny poziom, w denver widac było brak lidera lawson niechętnie chciał brac tą rolę , no i brak galllinariego, karl znowu odpada w 1 rundzie , się chłopak pewnie podłamał

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *