Rakiety wracają do gry?

Okazuje się, że brak Russella Westbrooka jest dużo większym problemem dla Thunder niż na początku sądzono, a jeden Kevin Durant to za mało. Lider Oklahomy potrzebuje większego wsparcia pozostałych kolegów z zespołu, jeśli chcą awansować dalej, co po wczorajszym meczu nie jest już wcale tak pewne, jak jeszcze na początku serii.

thunder_rockets

 

Nikt nie wyszedł w historii play off ze stanu 0-3. Czy Rockets będą pierwszymi? Ciężko stwierdzić. Być może nie, ale podejrzewam, że jeszcze napsują trochę krwi pierwszej drużynie Konferencji Zachodniej po sezonie zasadniczym i mają duże szanse na doprowadzenie do meczu nr 7.

Po raz pierwszy widziałem ich bez Russella Westbrooka i nie wygląda to najlepiej. O rozgrywającym Thunder można powiedzieć wiele rzeczy: że jest jeszcze trochę niedojrzały i nieokrzesany, że brakuje mu tej mentalności killera, jaką ma Kevin Durant, że na tą chwilę nie byłby idealną pierwszą opcją zespołu, że podejmuje wiele głupich i nieprzemyślanych decyzji na boisku, że oddaje często dużo niepotrzebnych rzutów i powinien wtedy zająć się bardziej kreowaniem gry niż dobywaniem punktów.

Tak, to wszystko prawda. Ale w tym meczu było widać, że jego brak jest problemem. Brakuje tej jego atletyczności, jego zaangażowania i jego, jako drugiej opcji w ataku, jako prowadzącego grę. Bo nawet pomimo powodów, które wypisałem akapit wyżej Westbrook to Top10, Top15 ligi i bez niego Oklahoma jest o wiele słabszym zespołem.

Zastępujący go Reggie Jackson nie gra źle. Prezentuje się naprawdę przyzwoicie, rzucając średnio 17,3 punktów w trzech meczach w pierwszej piątce od kontuzji rozgrywającego Thunder, co jest dobrym wynikiem, ale brakuje mu jeszcze doświadczenia i przede wszystkim nie jest Westbrookiem, który pojawił się wczoraj na meczu, zasiadając na trybunach.

Pojawił się także, po raz pierwszy w Chesapeake Energy Arena, winowajca kontuzji Russella – Patrick Beverley, który zastępował w wyjściowym składzie narzekającego na uraz mięśni klatki piersiowej Jeremy’ego Lina. Kibice Thunder nie oszczędzali wczoraj Beverley’a. Przy każdym jego kontakcie z piłką w hali od razu słychać było głośnie buczenie. Nie miało to jednak znaczenia dla rozgrywającego Rockets. Rzucił 14 oczek, 5/11 z gry i zebrał 8 piłek. Przyzwoity występ, choć można doczepić się do zbyt małej ilości asyst – tylko jedna.

Zresztą goście i ta wczoraj mało asystowali. Zanotowali tylko 15 kluczowych podań, co jest ich najgorszym rezultatem w tej serii.

Przez półtorej kwarty spotkanie było w miarę wyrównane, a następnie Rockets z każdą kolejną minutą zaczęli przejmować inicjatywę i powiększać przewagę punktową. Po pierwszej połowie prowadzili już 7 oczkami po celnej trójce Jamesa Hardena, a w trzeciej kwarcie po celnym rzucie Chandlera Parsonsa wyszli na najwyższe w meczu 16-punktowe prowadzenie.

Thunder gonili, przynajmniej próbowali, a w trzeciej ćwiartce ich ofensywę ciągnął nie kto inny, jak Durant, który rzucił w tej części meczu 18 oczek, a do tego asystował przy dwóch rzutach zza łuku Thabo Sefoloshy, czyli miał udział przy 24 oczkach z 32, jakie Oklahoma zdobyła w tej części meczu.

Durant wypalił się chyba jednak w trzeciej kwarcie, bo w czwartej nie zdobył ani jednego punktu, pudłując wszystkie 5 rzutów z gry, popełniając 2 starty i na 22 sekundy do końca został jeszcze ukarany faulem technicznym. Zanotował jedynie 2 asysty i aż dziw bierze, że gospodarze rzucili wtedy 25 oczek bez wsparcia swojego lidera.

Technika zarobił też Beverley w pierwszej kwarcie, po tym jak przebiegł na połowę rywali, wziął czas i w taki sam sposób jak on w meczu nr 2, tak teraz Jackson chciał mu wydrzeć piłkę. Beverley zasłonił się ciałem i odepchnął łokciem rozgrywającego miejscowych. Seria nabiera rumieńców i może być naprawdę ciekawie, jeśli dojdzie do meczu nr 7.

W czwartej kwarcie Thunder próbowali odrabiać stratę i na 5 i pół minuty do końca meczu zaczęli stosować taktykę hack-a-Asik. Turek, który w tym sezonie rzuca osobiste z 56 proc. skutecznością stanął na wysokości zadania trafiając 8 z 12 rzutów wolnych i gospodarze zrezygnowali z tej strategii. Później na nieco ponad dwie minuty do końca trafił jeszcze dwa osobiste, swój rzut spudłował Durant i następnie równo z końcowym czasem odmierzającym 24 sekundy na rozegranie akcji daggera za trzy z rogu trafił Francisco Garcia, Rockets prowadzili 13 oczkami i było już po meczu.

Wczoraj absolutnie on fire był James Harden. Rzucił swojemu byłemu zespołowi 31 oczek, trafiając do tego 7 pierwszych rzutów z dystansu. Dla przypomnienia Harden w meczu nr 4 – 15 punktów, 4/12 z gry, w tym 0/4 za trzy i 10 start. Wczoraj 10/16 z gry, 7/9 za trzy, 8 zbiórek, 3 asysty. Z tak grającym Hardenem wcale nie są bez szans i mogą nawet pokusić się o wygraną w tej serii.

Rockets wygrali także dlatego, że wchodziły im wczoraj trójki. Trafili 14 z 35 prób, czyli 40 proc. W pierwszym spotkaniu drogę do kosza znalazło tylko ich 8 z 36 rzutów – 22,2 proc., w drugim 10/35 -28,6 proc., w trzecim 12/37 – 32,4 proc. Wszystkie te mecze zakończyły się porażką Houston. Natomiast w czwartym rzucali już 12/27 – 44,4 proc., czyli tak jak wczoraj z co najmniej 40 proc. skutecznością i schodzili z boiska jako zwycięzcy. Po raz kolejny potwierdziło się, że jeśli Rockets wpadają trójki to są o wiele trudniejszym rywalem do powstrzymania.

Wczoraj 6 ich zawodników zanotował podwójną zdobycz punktową. Harden 31, Omar Asik 21, który zebrał także 11 piłek, 14 Beverley, a po 10 Parsons i Aaron Brooks. 18 dodał Garcia, wychodząc na boisko w pierwszej piątce w miejsce LIna i trafiając 5 trójek.

Dla gospodarzy 36 oczek rzucił Durant, 20 Jackson, a 14 Serge Ibaka. Zawiódł i to bardzo Kevin Martin. Zapisał na swoim koncie tylko 3 oczka, a do tego spudłował pierwsze 9 rzutów z gry (!). Przełamał się dopiero w czwartej kwarcie i skończył z 1/10 z gry, 0/5 za trzy, ale jego punkty i taka postawa na nic się nie zdały. Martin musi dawać z siebie więcej jeśli Oklahoma chce awansować do drugiej rundy.

Teraz seria przenosi się do Houston. Kolejny mecz w piątek. Czy Thuner już wtedy wygrają po raz czwarty i zakończą przygodę Rockets z play off. Śmiem zaryzykować, że nie i że potrzebny będzie mecz nr 7, by rozstrzygnąć tą rywalizację. Jedno jest pewne, nawet jeśli Oklahoma awansuje, bez Westbrooka nic w drugiej rundzie nie wskórają i wtedy zakończą swój udział w tegorocznym post season.

Houston Rockets – Oklahoma City Thunder 107:100 (30:26, 20:17, 37:32, 20:25)

[youtube=http://youtu.be/RnFjwnR-opc&w=720]

Liderzy zespołów:

Punkty: Harden 31 – Durant 36

Zbiórki: Asik 11 – Ibaka 9

Asysty: Parsons 4 – Durant 7

Przechwyty: Garcia, Harden, Beverley, Smith 1 – Sefolosha 2

Bloki: Garcia, Asik 2 – Ibaka, Sefolosha, Jackson, Collison 3

Dawid Ciepliński

Fan koszykówki od 1997 roku, kiedy jako dziesięciolatek obejrzał na żywo swoje pierwsze finały NBA pomiędzy Utah Jazz i Chicago Bulls. Od 1999 roku wierny kibic Los Angeles Lakers.

5 komentarzy

  1. hydro12 pisze:

    Oklahoma nic w tym sezonie nie osiągnie. Trochę szkoda, ale tak bywa.

  2. cynik pisze:

    Pozbyli sie Greena, Hardena to o czym my mówimy?
    To było do przewidzenia, że jak jedne z gwiazd odpadnie, to będą kłopoty.
    Mimo wszystko powinni przejść dalej.

  3. Barzay pisze:

    tak teraz to było, właśnie wszyscy mówili że dobrze że westbrook odpadł to KD bedzie miał luz, przez to że RW nie opuścił nigdy meczu wielu myslało że przeszkadza tylko KD ale sie okazuje że jednak jest ważny,(zgadzam sie ze czasami może za duzo rzucał ale i tak to all star)

  4. Szuwarek pisze:

    Robi się ciekawie. Boston wyciągnął do 2-3 i teraz Houston. Może historycznie komuś się uda w końcu wyjść ze stanu 0-3.

  5. Broman pisze:

    Podoba mi sie że jednak Jackson nie zawodzi. To nie to samo co Westbrook, ale śmiem twierdzić że znalazł by miejsce w s5 wielu zespołów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *