Silniejsi, szybsi i lepsi pod koszem – Nuggets gonią Warriors, mamy 2:3

nuggets_warriors

Ostatnie dwa spotkania, rozegrane w Golden State, nie należały do najłatwiejszych dla drużyny Georga Karla. Curry szalał na dystansie, Bogut na chwilę wrócił do rewelacyjnej formy pod koszem, a Wojownikom pomagała dodatkowo niesamowita atmosfera na trybunach. Nuggets doszli do wniosku, że powinni zagrać bardziej fizycznie i pod koszem wprowadzili zupełnie nową jakość. W pierwszej piątce wyszedł McGee i razem z Manimalem zatrzymał podkoszowych Warriors, co przy słabszej skuteczności Curryego, pozwoliło na odniesienie drugiego zwycięstwa w tej serii.

Przebieg spotkania

Denver zaskoczyło od początku spotkania stawiając bardziej na siłę niż na szybkość. Pod koszem piłkę rozgrywali między sobą Manimal i McGee, a Bogut raczej biernie przypatrywał się temu, co wyprawiali przeciwnicy. Widownia chyba oglądała spotkania w Golden State, bo fani zachowywali się znacznie głośniej niż podczas dwóch pierwszych spotkań w domu. Atmosfera podczas playoffs naprawdę pomaga!

#WeBelieve staje się powoli ulubioną przyśpiewką kibiców. Dobrze, bo Nuggets pokazują, że można. Od powrotu na parkiet dobrą formę pokazuje Chandler i początek pierwszej kwarty należy do niego. 8 punktów w 6 minut i Nuggets prowadzą po połowie kwarty 17:11. Po stronie Warriors z dystansu sytuację ratują Jarret Jack i Harrison Barnes. Trudno im się dziwić, bo Nuggets wyraźnie odpuścili obronę na obwodzie, ale jak na razie przynosi to rezultaty. Curry nie trafia dwóch pierwszych rzutów w spotkaniu (nihil novi), a Nuggets zdobywają sporo punktów z linii rzutów wolnych. McGee daje sygnał, że pod koszem Wojownicy nie mają na co liczyć i w jednej akcji najpierw blokuje Barnesa, a sekundę później Boguta. Chwilę później wzorcową kontrę przeprowadza duet Iguodala/Brewer, następnie alleyoop od Millera kończy Iguodala i pierwsza kwarta kończy się zdecydowanym prowadzeniem gospodarzy 36:22.

W drugiej kwarcie dobrą grę kontynuował Harrison Barnes. O młodziku mówi się mało, bo cała uwaga skupia się na backcourcie Warriors, ale Barnes gra zdecydowanie bardziej równo od Klaya Thompsona. Dzisiaj rzucił 23 punkty, zebrał 9 piłek i był chyba jedynym zawodnikiem Warriors, który potrafił wbić się pod kosz broniony przez McGee. W czwartej minucie drugiej kwarty Bogut niesportowo fauluje Farieda, ale sędziowie odgwizdują tylko Flagrant Foul 1. Moim zdaniem powinna być dwójka – kiedy widzieliście, żeby box out wykonywać oburącz w klatkę piersiową? Faried nie przejął się jednak za bardzo i najpierw skończył świetny wjazd Lawsona, a chwilę później akcja meczu – blok w obronie na Jacku i spokojny layup po podaniu Andre Millera. Tak spokojnie grających Nuggets nie widziałem już jakiś czas. W końcówce pierwszej połowy Chandler dorzuca kolejną trójkę i Nuggets schodzą na przerwę prowadząc 66:46.

Najlepszym zawodnikiem tego spotkania był bezsprzecznie Andre Iguodala. Były zawodnik 76ers nie tylko zdobył najwięcej punktów i zbiórek, ale był kreatorem i zagrał bardziej point guarda niż Ty Lawson. Nuggets wyszło to na dobre, bo Lawson mógł skupić się na wjazdach pod kosz, a Iggy robił z piłką co chciał. Trzecia kwarta była najspokojniejsza ze wszystkich i poza oglądaniem popisów Iguodali niewiele się w niej działo. Po stronie Warriors wynik gonili Jack i Barnes, ale ich trójki nie wystarczyły na złamanie podkoszowej dominacji i świetnej obrony gospodarzy. Do końca tej części spotkania, największa gwiazda gości, Stephen Curry, miała na koncie tylko 8 punktów. 8, a przyzwyczaił nas do ponad 30. Po tym, jak w trzech ostatnich spotkaniach Warriors rzucali ze skutecznością kolejno 64,6%, 52,5%, 55,7%, dzisiejsze 43% po prostu nie wystarczyły.

W czwartej kwarcie Warriors rzucili się do odrabiania strat. W końcu trafiać zaczęli Curry i Thompson, a Warriors zanotowali nawet run 11-1 i na 5 minut przed końcem przegrywali już tylko 91:96. Takie mecze potrafią przyprawić o zawał serca. Na boisku w końcówce zabrakło trochę JaValle McGee i Warriors swobodniej zaczęli poczynać sobie w polu trzech sekund. Faried nie nadążał z blokami za niższymi przeciwnikami i zamiast spokojnej końcówki mieliśmy kolejny dreszczowiec. Sprawą zajęli się Ty Lawson i Andre Miller. Piękny przechwyt, asysta i alleyoop Farieda naładowali Nuggets, a trójka Chandlera na półtorej minuty przed końcem przesądziła sprawę. Nuggets wygrali 107:100 i wciąż są w grze o awans do kolejnej rundy. Sprawa nie będzie prosta, bo trzeba wygrać na wyjeździe, ale jeśli zagrają z taką mądrością jak dzisiaj, to nic nie jest niemożliwe.

Golden State Warriors 100:107 Denver Nuggets

Warriors – Jarret Jack 20pkt, 5as, Harrison Barnes 23pkt, 9zb

Nuggets – Andre Iguodala 25pkt, 12zb, 7as, Ty Lawson 19pkt, 10as

Wojciech Gackowski

Wojciech Gackowski (rocznik 89', 6-0ft) - na boisku często biegam jako zawodnik na pozycjach 1-4, ale tak naprawdę od zawsze byłem combo guardem. Nie lubię błyszczeć w ataku i wolę podać koledze jakiegoś no-look-passa niż punktować jak szalony. W obronie nieustępliwy i wygadany jak Iman Shumpert. Kiedy nie gram dla wyniku uwielbiam z kolegami urządzać sobie konkursy rzutów za trzy i bardzo często w nich wygrywam. Przygodę z NBA zacząłem od finałów roku 1996, kiedy Bulls zmierzyli się z Seattle Supersonics. Miłość do tych drugich pozostała we mnie do dzisiaj, tylko, że w miejsce Paytona i Kempa, kibicuję Westbrookowi i Durantuli. Od zawsze jestem też niepoprawnym fanem LALakers i Kobego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *