Rakiety uciekają spod topora

Drużyna Houston Rockets po bardzo wyrównanym spotkaniu przedłużyła swoje nikłe szansę na awans do dalszej fazy play off. Po wygranej 105-103 w rywalizacji z Thunder Rakiety przegrywają 1-3, ale było to pierwsze zwycięstwo w grach posezonowych Teksańczyków od ponad czterech lat. Spotkanie podobnie jak poprzedni mecz w Toyota Center miało wyrównaną końcówkę, ale dziś bohaterem okazał się Chandler Parsons, a nie lider Grzmotów – Kevin Durant.

thunder_rockets

Po trzech porażkach z rzędu z zespołem z Oklahomy drużyna Kevina McHale’a nie miała nic do stracenia. Osłabieni brakiem Jeremy Lina zawodnicy z Teksasu musieli postawić wszystko na jedną kartę, żeby rywalizacja z wicemistrzami NBA nie zakończyła się wstydliwym wynikiem 0-4.

Zadanie wydawałoby się o tyle łatwiejsze, że w szeregach rywali zabrakło Russela Westbrooka, ale mecz numer trzy pokazał, że sam Kevin Durant potrafi rozstrzygnąć losy meczu na korzyść podopiecznych Scotta Brooksa.

Początek meczu mógł napawać optymizmem zebranych w Toyota Center fanów Rockets. Ich ulubieńcy szybko wypracowali sobie prowadzenie, które utrzymali do końca pierwszej kwarty. Świetnie dysponowany w tym okresie gry był Francisco Garcia, który trafił trzy trójki. Z za łuku trafiał także dwukrotnie Chandler Parsons i to za sprawą tej dwójki Kevin McHale mógł być zadowolony z rezultatu po 12 minutach gry. Zresztą trener Rakiet wobec absencji Lina dał więcej minut gry dawno nie widzianemu w dobrej formie Aaronowi Brooksowi. Ten już pod koniec pierwszej odsłony pokazał, że nie zawiedzie i szybko rzucił cztery punkty w końcówce otwierającej mecz kwarty.

W dalszej części meczu do głosu jednak zaczęli dochodzić goście. Dobra gra Kevina Duranta i Kevina Martina pokazała, że Thunder nie mają zamiaru wracać już do siebie na mecz numer pięć.  Pierwszy po pierwszej połowie miał na swoim koncie 18 punktów, a były gracz Rockets zebrał 14 oczek. W ważnym momencie trafiał też Derek Fisher, którego dwie trójki pozwoliły odskoczyć na ponad dziesięciopunktowe prowadzenie. Tym samym weteran w OKC udowadnia, że jego doświadczenie może okazać się bezcenne w play-off. Po 24 minutach gry Thunder prowadzili 60-53, a lider Rakiet – James Harden miał na swoim koncie jedynie 6 punktów. Zatem nastroje w zespole Rakiet były dość minorowe…

Wobec słabszej dyspozycji brodacza grę w swoje ręce wzięli Chandler Parsons i Patrick Beverly. Biały skrzydłowy Rockets zaskakiwał szybkością i w trzeciej odsłonie zdobył 11 punktów, z czego większość po dynamicznych wejściach pod kosz. Combo Guard Kevina McHale’a natomiast był skuteczny zarówno z dystansu jak i z linii rzutów wolnych (będąc faulowanym po wejściach pod kosz).  Defensywa gości nie potrafiła zatrzymać naporu tego duetu i to oni byli architektami najpierw nadrobienia strat, a następnie wyjścia na prowadzenie. Mimo świetnej gry Duranta teraz to Thunder przegrywali 84-91.

Jak pokazała ta rywalizacja w ostatnich dwunastu minutach mogło się zdarzyć wszystko. Po kolejnej trójce Dereka Fishera Grzmoty traciły do swoich oponentów już tylko cztery punkty. Jednak Rakiety ponownie wykorzystywały coś co wydawałoby się nie możliwe przy tak dobrych graczach podkoszowych przeciwników – grę pod koszem. Kolejne wejścia Parsonsa przynosiły punkty i gospodarze nadal utrzymywali prowadzenie. Na 2:20 przed końcem było 105-98, ale potem pięć punktów rzucił Kevin Durant. Przewaga Teksańczyków była praktycznie żadna, a przy niezwykłej dyspozycji gwiazdora OKC w roli faworyta należałoby uznawać bardziej doświadczony zespół przyjezdny. Niestety już do końca meczu nie oglądaliśmy żadnych punktów, a najbardziej zmartwiony tym faktem będzie zapewne Reggie Jackson, który miał okazję doprowadzić do dogrywki na dwie sekundy przed finałową syreną. Rakiety wygrywają zatem z Thunder 105-103.

W zespole zwycięzców najlepiej zagrał wspomniany Parsons. Zaliczył on 27 punktów, osiem asyst, a także zebrał 10 piłek. Z dobrej strony pokazał się też Patrick Beverly, którego łupem padło 16 punktów. Grę na tablicach zdominował Omer Asik, który zebrał 14 piłek i rzucił 17 punktów. Słabo wypadł Harden, który wprawdzie zdobył 15 oczek, ale z gry trafił tylko czterokrotnie na 12 prób, ani razu nie trafiając za trzy.

W ekipie gości klasą sam dla siebie był Kevin Durant. 38 pkt (12-16), 8 zbiórek i 6 asyst – tak przedstawia się jego dorobek w dzisiejszym meczu. Niby było wszystko w jego grze – tylko wygranej brak. Dobrze wyglądał także Reggie Jackson, który uzbierał 18 pkt.  Także Kevin Martin pokazał, że dobrze zna kosze w Toyota Center. W meczu numer cztery miał on na swym koncie 16 pkt.

Rockets zdominowali w ofensywie strefę podkoszową. Rzucili z pomalowanego pola rywali 44 punkty, w czasie, gdy ich oponenci zdobyli połowę tego pod koszem ekipy z Houston. Gospodarze okazali się też lepsi w zebranych piłkach, a także punktach z kontry i to właśnie te elementy pozwoliły im przedłużyć nadzieje na kolejne mecze. Następne starcie już 1 maja w Oklahoma City.

OKLAHOMA CITY THUNDER – HOUSTON ROCKETS 103-105   (stan rywalizacji 3-1)

(24-29, 36-24, 24-38, 19-14)

K. Durant 38 pkt, R. Jackson 18 pkt, K. Martin 16 pkt – C. Parsons 27 pkt, Omer Asik 17 pkt, P. Beverly 16 pkt

 

 

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

8 komentarzy

  1. kosmos111 pisze:

    Do dogrywki to mógł (i powinien) doprowadzić Ibaka, który zebrał piłkę po rzucie Jacksona i nie trafił spod samego kosza będąc zupełnie nieatakowanym… Reggie zresztą też punktów trochę nawrzucał, ale parę niepotrzebnych akcji przeprowadził (chyba 3 albo 4 próby z dystansu w kolejnych akcjach w 4q).
    Parsons świetny, Beverley najszybsza kariera w NBA się szykuje, Brodzie zaś kolejny raz nie idzie w meczu z Thunder. No i Durant, klasa sama w sobie (porównując skuteczność Melo i KD z meczów numer 4 widać gołym okiem, kto jest lepszym strzelcem:D

    • Sadevrian pisze:

      No a obrona Houston to to samo co obrona Celtics

    • kosmos111 pisze:

      A mecz oglądaliście? Bo defensywa Rakiet może nie należy do najlepszych (a nawet na pewno), ale na Durancie cały czas siedziało dwóch obrońców, miał problemy z otrzymywaniem piłki nawet. Więc na pewno nie miał łatwiejszego zadania niż Melo. A nie oceniam na przykładzie jednego meczu, tylko ostatnich sezonów, ostatnie spotkania to tylko świetny przykład.

    • hydro12 pisze:

      Jackson był faulowany przy ostatniej akcji. Ibaka nie zjebał tego. Po prostu nie trafił. Miał się wyrobić w ostatniej sekundzie i nie wyszło, ale faul był. Do tego Houston protestowało ze 2 razy słusznie, ale powinny być za takie protesty faule techniczne. Czego nie można powiedzieć o tym że jak Oklahoma miała protest to oczywiście nie obejrzeli sędziowie powtórki, a technika przyznali. Durant akcję wcześniej też zjebał do zrobił faul w ataku. Ja do Ibaki nie mam pretensji. Cieszę się też że zmienili decyzje po tym rzucie Fishera bo teraz nie będzie się mówić o tym że Oklahoma wygrała dzięki wydrukowaniu wyniku meczu, jak jest w przypadku jednego zespołu ze wschodu….

    • kosmos111 pisze:

      Też pretensji wielkich do Ibaki nie mam, ale on sam wie, że mógł to trafić. Zresztą po tym rzucie leżał chyba z minutę na parkiecie załamany..

  2. Broman pisze:

    Ooo tak po jednym meczu oceniasz kto jest lepszym strzelcem.

  3. sasoo pisze:

    no i ładnie, moze się uda jeszcze z 1 mecz wyszarpać. Młodzież łapie doświadczenie i o to chodzi, Kolejny raz musze to powiedzieć: bedzie jeszcze fiesta w Houston. Moze nie za rok, ale za 2-3 nawiązą do czasów Hakeema. A ja znów będe dumnym kibicem Rakiet.

  4. hydro12 pisze:

    tak od siebie dodam, że bez Westbrooka Oklahoma na 99% szybciej zakończy sezon niż się spodziewałem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *