Jastrzębie wyrównują stan rywalizacji

Josh Smith rzucił najwięcej w dotychczasowych występach w play off w karierze – 29 punktów. Dodał do tego 11 zbiórek i poprowadził Hawks do drugiego zwycięstwa na własnym parkiecie z Pacers. Dzięki tej wygranej Atlanta wyrównała stan rywalizacji i seria zaczyna się od początku.

pacers_hawks

To jedyna seria play off na Wschodzie i druga obok pary Clippers-Grizzlies, w którym żaden z zespołów nie wygrał jeszcze spotkania na wyjeździe. Być może będzie tak do końca serii, patrząc na to, że zarówno Hawks, jaki Pacers zdecydowanie lepiej radzą sobie we własnej hali, a na parkiecie przeciwnika są zupełnie inną drużyną. Ta para, ma duże szanse, by spotkać się w meczu nr 7.

Wczorajszy pojedynek wyglądał podobnie do spotkania nr 3. Pierwsza kwarta była w miarę wyrównana, a zakończył ją rzut równo z końcową syreną Devinna Harrisa. Natomiast w drugiej przewaga gospodarzy była już bardziej widoczna. Wysoka skuteczność, 12/19 z gry, w tym aż 7/8 za trzy i nawet Josh Smith przymierzył celnie zza łuku, dobry ball movment, dobra selekcja rzutów i po celnych wolnych Jeffa Teague’a Atlanta wyszła na 19-punktowe prowadzenie.

Pacers w drugie ćwiartce przyprawiali o ból głowy swoich famów. Nie potrafili znaleźć drogi do kosza, tylko 6/20 z gry, nie nadążali w obronie za zawodnikami Hawks i ostatecznie dzięki buzzer beaterowi Roy’a Hibberta po pierwszej połowie przegrywali 40-57.

Przerwa w grze i słowa trenera Franka Vogela musiał podziałać mobilizująco na zawodników gości. Jak w spotkaniu nr 3 kontynuowali swoją niemoc w ataku z pierwszych 24 minut, tak wczoraj wyszli odmienieni. Wzięli się do pracy i zaczęli odrabiać starty. W połowie trzeciej kwarty zanotowali run 15-1 i zbliżyli się do Atlanty na zaledwie cztery oczka.

Zawodnicy miejscowych z kolei kompletnie stanęli w ataku trafiając w tej części meczu tylko 3 z 20 rzutów z gry, po tym jak po pierwszej połowie rzucali z 55 proc. skutecznością. Smith w trzeciej ćwiartce nie trafił żadnego rzutu z gry i spudłował połowę z 12 osobistych, a gospodarze rzucili zaledwie 12 oczek.

W ostatniej części meczu Pacers próbowali doścignąć gospodarzy, jednak gdy za każdym razem gdy się do nich zbliżali, Hawks od razu odskakiwali. Jeszcze na niecałe dwie minuty do końca po celnym rzucie Paula George’a goście zmniejszyli straty do 5 punktów. Następnie jednak punkty Ala Horforda i Smitha oraz pewna egzekucja rzutów wolnych zapewniły zwycięstwo gospodarzom i wyrównanie stanu serii na 2-2. Była to także 13 z rzędu wygrana miejscowych nad Pacers w Phillips Arena.

Atlantę do zwycięstwa poprowadził Smith, który rzucił 29 punktów, co jest jego najlepszym wynikiem ze wszystkich dotychczasowych występów w play off. Trafił 9 z 20 rzutów z gry, a nawet dwa rzuty zza łuku na pięć oddanych prób. Zebrał do tego 11 piłek.

19 oczek z ławki dodał Kyle Korver, 5-krotnie przymierzając celnie z dystansu. 18 dołożył Horfod, a 13 Teague. Hawks po raz kolejny wyszli wysokim składem z Johanem Petro w pierwszej piątce. Ta taktyka jak widać przynosi efekty, bowiem doprowadziła do dwóch zwycięstw 6 drużynę sezonu regularnego na Wschodzie. Zobaczymy czy w spotkaniu na wyjeździe też odniesie skutek.

W szeregach Pacers najskuteczniejszym zawodnikiem był George, autor 21 punktów, z czego 14 w czwartej kwarcie, kiedy przyjezdni gonili wynik. Ponadto wszyscy zawodnicy pierwszej piątki gości zanotowali podwójną zdobycz punktową. David West rzucił 15, Hibbert 14, George Hill 12. Świetne spotkanie rozegrał Lance Stephenson, który flirtował z triple-double notując statystyki na poziomie 10 oczek, 9 zbiórek i 8 asyst.

Teraz seria przenosi się do Indiany, a kolejny mecz rozegrany zostanie w środę. Z kolei spotkanie nr 6 w piątek w Atlancie.

Indiana Pacers – Atlanta Hawks 91:102 (21:22, 19:35, 22:12, 29:33)

Liderzy zespołu:

Punkty: George 21 – Smith 29

Zbiórki: George 12 – Smith 11

Asysty: Stephenson 8 – Harris, Teague 6

Przechwyty: George 4 – Smith 3

Bloki: Hibbert 2 – Smith, Horford, Johnson, Korver 1

Dawid Ciepliński

Fan koszykówki od 1997 roku, kiedy jako dziesięciolatek obejrzał na żywo swoje pierwsze finały NBA pomiędzy Utah Jazz i Chicago Bulls. Od 1999 roku wierny kibic Los Angeles Lakers.

4 komentarze

  1. Woy9 napisał(a):

    Pełen szacun dla coacha Drew za nowe pomysły. Tak jak zapowiadałem na starcie serii w tej parze wszystko się może zdarzyć i to nawet Hawks mogą ją zakończyć zwycięstwem. Następny mecz będzie na pewno niemałą wojną

    • Barzay napisał(a):

      korver wczoraj dopiero zaczał rzucać tak jak powinien, sytuacja faulowa ważna, np wczoraj horford złapał 4 szybko i siedział, a josh wczoraj wyjątkowo w tych 4 meczach nie łapał fauli i od razu najlepszy mecz, tyle, więc najlepszą strategią dla kazdej duzyny było by challengować rywala na poczatku na faule i niech siedzia potem nawet jak sie na pocztaku troche straci to spokojnie mozna odrobic

      ps widownia w atlancie to smieszna jest ;)

  2. kondzio napisał(a):

    Jakim cudem Indiana ma zagozić Lebron Teamowi skoro z Jastrzębiami tak się męczy

    • JimmyO napisał(a):

      a kto powiedział że dojdą do finału conf. Indiana słabo radzi sobie na wyjazdach więc ewentualne starcie z Knicks którzy mają przewagę parkietu może zadecydować kto pójdzie Heat’owy nóż

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *