Warriors wygrywają thriller z Nuggets

Golden State Warriors po niesamowicie emocjonującym spotkaniu wygrali trzecie spotkanie serii PlayOffs z Denver Nuggets 110 – 108. Wojownicy dzięki temu zwycięstwie wysunęli się na prowadzenie w batalii z Nuggets na 2 – 1, mając jeszcze jedno spotkanie do rozegrania u siebie, przed znakomitymi kibicami. Świetne spotkania rozegrali Curry, Jack i Lawson

Drużyna Stan  serii I kw. II kw. III kw. IV kw. Wynik
Denver Nuggets 1-2 32 34 18 24 108
Golden State Warriors 2-1 32 22 33 23 110


Zacznijmy od tego, że w Oracle Arena było dzisiaj cudnie. Kibice Golden State Warriors zgromadzili się bardzo licznie, ubrali przygotowane żółte koszulki i kibicowali tak głośno, że momentami zawodnicy nie słyszeli gwizdka przez co sędziowie musieli używać go kilkakrotnie po jednej akcji.

Pierwszą kwartę obydwie drużyny zaczęły bardzo równo. Tempo spotkania jak zwykle było szybkie, a fani mogli oglądać fantastyczny spektakl. Denver Nuggets prezentowali znakomitą zespołową koszykówkę, a Warriors ciągnął znakomity Jarrett Jack, który zdobył 10 z pierwszych 17 punktów Wojowników.

W pewnym momencie Bryłki odskoczyły na moment po tym jak powędrował kilkakrotnie na linię rzutów wolnych Ty Lawson, co świetnie wykorzystywał. Jednak nie na długo. Pilnowany i podwajany w każdej akcji Steph Curry trafił dwie „trójki”, a w następnej akcji został sfaulowany za łukiem co przemienił na trzy łatwe punkty. Znakomicie spisywał się również Festus Ezeli, który w niecałe 4 minuty zablokował 3 rzuty.

W pierwszej kwarcie mieliśmy więc popis trzech niskich rozgrywających – Jarretta Jacka (10pkt, 2ast), Stephena Curry’ego (11pkt, 4ast) i Ty Lawsona (13pkt, 3ast). Pierwsza ’12’ została zakończona wynikiem 32 – 32 i co za tym idzie zarówno Nuggets i Warriors mieli po pierwszej kwarcie więcej punktów niż m.in. Boston Celtics po pierwszej połowie w dzisiejszym meczu z New York Knicks (31).

Drugą kwartę świetnie zaczął Carl Landry, który z ławki zdobył bardzo szybkie 13 punktów (w tym akcja 2+1). Buzzer-beaterem popisał się również Corey Brewer, trafił bowiem w ostatniej sekundzie z prawie trzech metrów przed linią rzutów za „trzy”.

Na 8-punktowe prowadzenie wyszli Denver Nuggets po tym jak kilkoma trafieniami popisał się Andre Iguodala. Na parkiet szybko z powrotem wprowadzona więc Stepha Curry’ego. Miał on jednak ogromne problemy w uwolnieniu się od Iguodali. Nie był w stanie dostać piłki, a co dopiero oddać rzutu. Warriors radzić sobie musieli przez kilka minut bez swojego lidera, który był zupełnie odcięty. Świetną zmianę dokonał wówczas genialny Mark Jackson. Wprowadził Klaya Thompsona dzięki czemu Andre Iguodala musiał skupić się na rzucającym obrońcy, a Curry’m opiekował się zdecydowanie słabszy pod względem obrony, Ty Lawson.

Steph szybko trafił „trójkę” i rozdał kilka asyst, ale z odpowiedzią szybko pojawił się Corey „Scorey” Brewer, który z ławki zdobył w 10 minut 12 „oczek”, w tym akcja 2+1. Warriors byli pod ścianą i na niecałe 2 minuty pod koniec przegrywali 10 punktami. Ty Lawson przedzierał się pod kosz bez problemu i był po prostu nieuchwytny. Wojownicy nie mieli wówczas nic, ani nikogo kto mógłby pociągnąć za sobą drużynę, a ich straty dwoiły się i troiły.

Po pierwszej połowie Denver Nuggets wygrywali 66 – 54. Najlepszy po stronie Bryłek był Ty Lawson, który uzbierał na swoim koncie 19 punktów (6-9 z gry, 7-7 z wolnych) i 6 asyst. Po 12 punktów mieli również Corey Brewer i Andre Iguodala. Steph Curry zdobył 14 „oczek” i 6 asyst, Jarrett Jack 10 punktów i 4 asysty (z nim na parkiecie GSW było jednak aż -15), a Carl Landry z ławki dołożył 15 punktów.

Bardzo duże znaczenie miały straty Golden State Warriors, których zawodnicy z Oakland mieli po pierwszych 24 minutach aż 13(!). Jack stracił 4 piłki, Curry 2, Landry 2, Thompson 2 czy Ezeli również 2 w 7 minut. Nuggets stracili tych piłek wówczas tylko 7.

Trzecią kwartę minimalnie lepiej zaczęli kolejny raz przyjezdni z Denver. Warriors mieli ogromne problemy w upilnowaniu szalejącego Ty Lawsona, a sami nie potrafili przebić się przez obronę Nuggets, czego największym dowodem był nieradzący sobie zupełnie w tej części spotkania Klay Thompson.

Dopiero w połowie trzeciej kwarty coś ruszyło w zawodnikach z Oakland. Zdecydowanie i agresywniej bronili, a Stephen Curry wraz z Jarrettem Jackiem robili swoje – trafiali rzuty. Warriors z ponad 10 punktowej straty w zaledwie 2 minuty zeszli już tylko do 2 punktów, a George Karl był zmuszony wziąć time-out. W Oracle Arena panowało szaleństwo.

Chwilę po czasie na 4:52 minuty przed końcem trzeciej kwarty „trójkę” po podaniu Jarretta Jacka trafił Steph Curry i Warriors wyszli na pierwsze od dawna 1-punktowe prowadzenie. Szybko jednak je stracili przez faul techniczny Andrew Boguta, który wdał się w niemiłą pogadankę z JaValem McGee’m. Rozwścieczony Bogut zanotował szybko akcję 2+1 i na tablicy wyników mieliśmy 76 – 76. Wynik zmieniał nam się z sekundy na sekundę.

Po świetnym momencie Iguodali i Chandlera swoje dorzucić musiał po raz kolejny Jarrett Jack. Rozgrywający/rzucający obrońca Warriors trafiał niemal każdy rzut i wdzierając się raz po raz pod kosz wyprowadził swoją drużynę raz jeszcze na prowadzenie w tym spotkaniu. Trzecią kwartę po podaniu Jacka zakończył rzutem z półdystansu Carl Landry, a jego Golden State wygrywali 87 – 84.

W czwartej kwarcie stać się mogło dosłownie wszystko. Przewaga Warriors rosła z każdą minutą po tym jak „głupkowate” faule nabijali sobie Nuggets – dwa faule ofensywne, nieudaczna zasłona Coreya Brewera czy basket interference Wilsona Chandlera. Wojownicy niesieni przez swoich kibiców wygrywali już 94 – 88.

Denver wrócili jednak z powrotem do gry dzięki skutecznej grze pod obręczą Manimala, któremu świetne podania dostarczał m.in. Ty Lawson. Na 5 minut przed końcem spotkania Warriors prowadzili 98 – 94, a nas czekała niesamowicie emocjonująca końcówka.

Stephen Curry i Jarrett Jack prowadzili Wojowników do zwycięstwa. W tych PlayOffs obydwoje wzbili się na zupełnie inny, nieosiągalny dla wielu zawodników, poziom. Pomimo tego, że Nuggets trzymali się blisko gospodarzy to byli mało widoczni i to właśnie Golden State robiło większe show i w pewnym momencie bardziej zasługiwało na wygraną.

Na 1:54 minut przed końcem to właśnie Golden State Warriors prowadzili 108 – 102 po rzutach wolnych Stepha Curry’ego. Ty Lawson popisał się wówczas w zaledwie 5 sekund akcją indywidualną – przedarł się pod kosz i zanotował akcję 2+1. Warriors prowadzili już tylko 3 punktami.

Warriors 108 – 105 Nuggets, minuta do końca spotkania. Przed szansą wyrównania spotkania stanął Ty Lawson, ale spudłował z czystej pozycji „trójkę”. W następnym posiadaniu rzut spudłował jednak Steph Curry i Nuggets na ponad 30 sekund przed końcem mieli po raz kolejny szansę na zbliżenie się do rywali, a nawet na zrównanie się z nimi.

Piłkę wówczas źle do Kennetha Farieda podał Andre Iguodala i zmuszeni byli sfaulować Jarretta Jacka, który wykorzystał jeden rzut wolny.

„Trójkę” na 109 – 108 trafił w następnej akcji Wilson Chandler na ponad 16 sekund przed końcem. Piłkę dostał Jarrett Jack, którego jednak zawodnicy Nuggets nie chcieli faulować. Jack przebiegnął z piłką pół boiska i na 9.4 sekund przed końcem poprosił o „czas”. Piłkę zza lini bocznej wprowadzał Jarrett Jack, który popełnił jednak błąd „5 sekund” i z szansą na zwycięstwo stanęli wówczas zawodnicy George’a Karla!

Piłkę dostał Ty Lawson, który jednak chcąc wbiegnąć pod kosz poślizgnął się, a piłka wypadła za linię boczną. Sędziowie oglądali powtórkę i sprawdzali czy przypadkiem piłki nie dotknął wcześniej Festus Ezezli, ale piłkę przyznano jednak graczom Golden State.

Na 3.7 sekund przed końcem spotkania na linii rzutów wolnych wylądował Harrison Barnes – wykorzystał jeden rzut. Warriors prowadzili 110 – 108, a George Karl nie miał do wykorzystania już żadnego time-outu. Nuggets akcję wznawiać musieli od swojego kosza.

Andre Iguodala dostał piłkę w swe ręce i popędził na kosz rywali oddając tuż za linią połowy desperacki rzut… piłka otarła się o obręcz. Warriors wygrali to szaleńczo emocjonujące spotkanie 110 – 108.

Golden State Warriors 2 – 1 Denver Nuggets

STATYSTYKI:

Warriors: Curry 29 (11ast, 6zb), Jack 23 (7ast, 5zb), Barnes 19 (7zb), Landry 19 (5zb)
Nuggets: Lawson 35 (10ast), Brewer 16, Faried 15 (7zb), Chandler 11 (9zb), Iguodala 11 (5zb, 5ast)

Rafał Kamieński

Prawdopodobnie największy fan New Orleans Pelicans w Polsce. Uwielbia twardą obronę i shooterów urywających się jej po zasłonach. Tęskni za czasami Alexa Fergusona w Manchesterze United. Twitter - @rkamienski pelicans.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *