Thunder uciekają ze zwycięstwem

Ten mecz nie był już tak łatwy dla Oklahomy, jak pierwsze spotkanie. Gospodarze musieli się zdrowo napocić, by odnieść zwycięstwo, ponieważ tym razem Rockets postawili twarde warunki i wygrana Thunder do ostatnich sekund czwartej kwarty wcale nie była pewne.

thunder_rockets

 

Było nieco ponad dziewięć minut do końca meczu. Złe podanie Patricka Beverley’a przechwycił Kevin Martin. Od razu oddał piłkę do Reggiego Jacksona. Thunder pobiegli do kontry, rezerwowy rozgrywający znalazł za linią rzutów za trzy punkty Martina, ten celnie przymierzył, kibice zaryczeli z zachwytu. Oklahoma wyszła na 15-punktowe prowadzenie i można było pomyśleć, że to koniec. Nic z tych rzeczy.

Przed tym spotkaniem Kevin McHale musiał coś zmienić. Rockets w pierwszym pojedynku ponieśli druzgocącą porażkę i trzeba było dokonać jakiś korekt w grze. Trener Houston zaskoczył wszystkich decydując się na small ball z Jeremy Linem, Beverley’em, Jamesem Hardenm, Chandlerem Parsonsem i Omerem Asikiem od pierwszych minut. Piątka, która w tym sezonie jeszcze nie wyszła w takim składzie na parkiet od początku spotkania.

Rozciągnięcie gry miało na obwód Serge Ibakę i pozwolić na wjazdy pod kosz zawodnikom Rockets. Przy Gregu Smithie na czwórce nie było takiej możliwości, ponieważ było wtedy zbyt tłoczno pod koszem. Taktyka przyniosła oczekiwany skutek i zawodnicy gości zdobyli 50 punktów w pomalowanym, o 20 więcej niż Thunder.

Ponadto świetnie grał Beverley. Co chwilę utrudniał życie Russellowi Westbrookowi. Rozgrywający Oklahomy już w pierwszej kwarcie szybko złapał dwa faule i musiał usiąść na ławce rezerwowych. Pojedynek obu graczy był jednym z najbardziej emocjonujących tego wieczoru. W drugiej kwarcie Westbrook przebiegł z piłką na połowę rywala, Thunder wzięli przerwę na żądanie, a Beverley już po gwizdku próbował zabrać piłkę graczowi Oklahomy i uderzył go przy tym w kolano. Westbrook się wściekł, uderzył prawą ręką w stolik sędziowski, ale jestem przekonany, że to samo chętnie zrobiłby rozgrywającemu Rockets.

Pod koniec pierwszej połowy doszło między nimi do kolejnego spięcia. Westbrook biegł w kontrze, Beverley próbował odebrać mu piłkę, ale Russell lekko odpychał go łokciem. Patrick padł jak rażony piorunem na parkiet, udając że dostał w twarz i sędziowie odgwizdali faul rozgrywającemu Thunder. Czy słusznie? Łokieć pracował, ale to była walka o pozycję, a ponadto Beverley też trochę przyaktorzył, więc raczej nie odgwizdałbym przewinienia.

Pierwsza połowa była bardzo wyrównana. Thunder włączyli jednak wyższy bieg na początku czwartej kwarty zaczynając ją od runu 11-2 i wyszli na najwyższe w meczu 15-punktowe prowadzenie. O czas poprosił McHale, a przerwa w grze przyniosła oczekiwany skutek.

Rockets wzięli się do pracy i pokazali swoją najlepszą koszykówkę w tej serii. Przegrywali już 74-89, ale w ciągu 6 minut zanotowali run 21-2 i to oni wyszli na 4-punktowe prowadzenie po celnej trójce Carlosa Delfino. Thunder w tym czasie spudłowali 8 z 9 rzutów z gry i popełnili 3 łatwe straty.

Gospodarze szybko odrobili straty dzięki szybkim 10 oczkom, na które gości odpowiedzieli tylko dwoma i Oklahoma ponownie objęła prowadzenie. Przy 8 z tych 10 punktów udział miał Kevin Durant, najpierw asystując przy rzucie Ibaki, następnie samemu trafiając zza łuku i w końcu przy próbie wejścia w pomalowane znajdując na czystej pozycji Thabo Sefoloshę za linią rzutów za trzy punkty.

Celna trójka Szwajcara dała Thunder 4 oczka przewagi. Wyrównać próbował Harden, ale trafił tylko jednego z dwóch osobistych, a chwilę później Durant podał do Ibaki, który dalekim rzutem za dwa zwiększył powiększył prowadzenie do 5 punktów.

Rockets mieli jeszcze szanse odrobić straty, ale Delfino spudłował za trzy i goście musieli faulować, by pozostać w grze. Na sekundę do końca spotkania na linii stanął Durant i wykorzystał tylko jeden rzut wolny. Houston nie mieli już przerwy na żądanie, spod kosza desperackim rzutem do dogrywki próbował doprowadzić Delfino, ale spudłował i Thunder objęli prowadzenie 2-0 w serii.

Najwięcej punktów dla gospodarzy zdobyli Durant i Westbrook – po 29. Ten pierwszy rozdał również 9 asyst. 11 punktów dodał Sefolosha, 10 Martin, a double-double na poziomie 11 oczek i 12 zbiórek zanotował Ibaka. Zablokował także 6 rzutów rywali.

W szeregach Houston najskuteczniejszy był Harden, autor 36 oczek, ale znów zawiodła u niego skuteczność. Trafił 9 z 24 rzutów, był za to niemal bezbłędny z linii rzutów osobistych – 17/20. 17 punktów dołożył Parsons, 11 Delfino, a 16 oczek i 12 zbiórek zapisał na swoim koncie Beverley.

Spotkania nie dokończył wczoraj Lin, który w drugiej połowie zmuszony był opuścić parkiet z powodu urazu mięśni w klatce piersiowej. Nie wiadomo jeszcze jak poważna jest to kontuzja i czy wystąpi w kolejnym meczu, który zostanie rozegrany już w Houston w sobotę. Jeśli Rockets chcą jeszcze powalczyć w tej serii muszą go wygrać. Z taką grą jak wczoraj mają na to szansę, ponieważ byli bliscy sprawienia niespodzianki. Zabrakło naprawdę niewiele.

Houston Rockets – Oklahoma City Thunder 102:105 (28:29, 27:28, 17:21, 30:27)

[youtube=http://youtu.be/Mm9Yz5oemFo&w=720]

Liderzy zespołów:

Punkty: Harden 36 – Durant, Westbrook 29

Zbiórki: Asik 14 – Ibaka 12

Asysty: Harden, Beverley 6 – Durant 9

Przechwyty: Beverley 2 – Westbrook 4

Bloki: Asik, Beverley, Brooks – Ibaka 6

Dawid Ciepliński

Fan koszykówki od 1997 roku, kiedy jako dziesięciolatek obejrzał na żywo swoje pierwsze finały NBA pomiędzy Utah Jazz i Chicago Bulls. Od 1999 roku wierny kibic Los Angeles Lakers.

6 komentarzy

  1. sasoo pisze:

    to jest właśnie ten brak doświadczenia, ale spokojnie drużyna się buduje.Będzie jeszcze świetowanie w Houston, za 2-3 lata będą bardzo groźni.

  2. Finley pisze:

    Ten Beverley to niezły fighter.

  3. kosmos111 pisze:

    Ciekawe, że zwróciłeś uwagę na ten faul w ataku Russela w 2q. Mi też rzuciła się ta akcja mocno w oczy. Przypominała bowiem gamewinnera w wykonaniu pewnego gracza Clippers, z tym, że wtedy szarży nie odgwizdano…

  4. bargnani7 pisze:

    nie lepiej byłoby po prostu wstawić Beverleya do piątki zamiast Lina?…

  5. M pisze:

    Szkoda, że nie wspomnieliście o faulu Perkinsa przy trójce Sefoloshy, bo jakby go odgwizdano wtedy dużo mogłoby się jeszcze zdarzyć w tym meczu.

    • hydro12 pisze:

      czepiasz się drobnych rzeczy. Parsons tak padał jakby był jamesem… Jak piłka odbija się od kolana gracza Houston w innej akcji i wychodzi na aut, dostają potem (Houston) z boku piłkę, idzie akcja i oddają celny rzut za 3 to juz nie zauważyłeś.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *