Heat 2. Bucks 0

Wbrew pozorom to był wyrównany mecz. Znaczy tylko przez trzy kwarty, bo na początku czwartej Heat podkręcili tempo, wrzucili wyższy bieg, zjedli trochę szpinaku niczym Popeye, następnie pokazali Bucks gdzie jest ich miejsce w szeregu i odjechali w kierunku zachodzącego słońca po plaży nad Oceanem Atlantyckim z drugim zwycięstwem w tych play offach.

heat_bucks

2 minuty i 22 sekundy. Tyle potrzebowali wczoraj Heat by pokonać wczoraj Milwaukee Bucks. Rozpoczynała się czwarta kwarta. Miami prowadziło 68-65. Na parkiecie w tym czasie przebywał LeBron James i czterech rezerwowych zawodników gospodarzy. Szybki run 12-0, zakończony trójką Norrisa Cole’a. 15 oczek przewagi i koniec. Game over. Heat prowadzą 2-0.

Co ciekawe Bucks długo utrzymywali się w meczu. Co jeszcze ciekawsze dwóch z ich trzech najlepszych zawodników grało w tym czasie jedne z najsłabszych spotkań w tym sezonie i to tych dwóch odpowiedzialnych za zdobywanie punktów, czyli Brandon Jennings i Monta Ellis, ponieważ ten trzeci – Larry Sanders zagrał dobrze – 14 oczek, 6/7 z gry, 6 zbiórek, ale też 5 strat. Do tego center Milwaukee rzucił wczoraj o tylko jedno oczko mniej niż duet Jennigs-Ellis, który w pierwszym pojedynku zanotowali 48 punktów.

Obydwaj w pierwszej połowie nie trafili ani razu z gry, pudłując łącznie 5 rzutów w tym czasie. Pierwsze celne ich próby miały miejsce dopiero w trzeciej kwarcie, ale umówmy się 2/5 w drugiej połowie i 2/7 w całym meczu Ellisa oraz odpowiednio 3/12 i 3/15 Jenningsa to nie to, czego powinno się oczekiwać od backcourtu Milwaukee. Tym bardziej, że przed tą serią rozgrywający gości odgrażał się, że Bucks wygrają w sześciu. Dwa mecze mają już w plecy, teraz pora na cztery zwycięstwa. Oczywiście może się udać. Tylko, że w alternatywnej rzeczywistości, w której obydwaj zawodnicy nie ceglą jak popadnie, grają efektywnie i z głową, a pozostałe kluby w NBA marzą by mieć ich w swoich szeregach.

Jesteśmy jednak w tej rzeczywistości, a ta nie jest tak różowa dla Bucks. Pomimo porażki, jedynymi, którzy po wczorajszym pojedynku mogą spojrzeć śmiało w lustro są Ersan Ilyasova, autor 21 oczek, z czego 12 w pierwszej kwarcie, trafił 9/14 z gry i zebrał 6 piłek oraz Mike Dunleavy, który dodał z ławki 16 punktów. Zawiódł za to inny rezerwowy – J.J Redick, który dosłownie wczoraj nie istniał na parkiecie i oddał tylko jeden rzut. Celny.

Najlepszym strzelcem w drużynie gospodarzy był wczoraj Dwyane Wade, który rzucił wczoraj 21 oczek. Po 10 dodali Chris Bosh, Chris Andersen i Shane Battier, a 19 James, który trafiił tylko 6 z 14 rzutów z gry. Dodatkowo przerwał swoją serię 22 występów w play off z co najmniej 20 oczkami na koncie oraz 16 z minimum 25 punktami na koncie. Nie sądzę by top miało jednak dla niego jakiekolwiek znaczenie. Liczy się tylko zwycięstwo i to, że Heat prowadzą już 2-0, czyli wykonali swój plan po dwóch pierwszych spotkaniach.

Teraz seria przenosi się do Milwakuee i Bucks z taką grą będzie bardzo trudno urwać choć jedno spotkanie. O awansie nie może być mowy, tym bardziej, że Miami w swojej historii po tym jak wygrywało w serii 2-0 tylko raz na 11 przypadków nie awansowało do następnej rundy, a Bucks nigdy nie przeszło dalej, jeśli przegrywało 0-2 po pierwszych pojedynkach. Kolejny mecz w czwartek.

Milwaukee Bucks – Miami Heat 86:98 (23:25, 20:22, 22:21, 21:30)

[youtube=http://youtu.be/ZurhAtnvBWk&w=720]

Liderzy zespołów:

Punkty: Ilyasova 21 – Wade 21

Zbiórki: Ilyasova, Sander, Dunleavy 6 – James 8

Asysty: Ellis, Jennings, Dunleavy 5 – James 6

Przechwyty: Mabh a Moute, Ellis, Jennings, Dunleavy 2 – Cole 3

Bloki: Sanders, Ellis 1 – Chalmers, Andersen, Lewis 1

Dawid Ciepliński

Fan koszykówki od 1997 roku, kiedy jako dziesięciolatek obejrzał na żywo swoje pierwsze finały NBA pomiędzy Utah Jazz i Chicago Bulls. Od 1999 roku wierny kibic Los Angeles Lakers.

2 komentarze

  1. Finley pisze:

    Kozły mogły nawet wygrać ten mecz, ale po pierwsze pasywność na deskach, gdzie przecież mieli i powinni dominować nad Żarami. A po drugie Jennings, który rzucał fatalnie. Te jego wymuszone trójki to parodia. Po trzech kwartach można było spokojnie prowadzić z Miami i wtedy Król i spółka mieliby problem, bo grali słabiutko. A tak czwarta kwarta zaczęła się 12-0 i było po herbacie. A znowu Moute chciał przypomnieć o swoich walorach defensywy i ładnie potrafił schować LeBrona. Niestety Sanders zdecydowanie pasywny na deskach, najbardziej starał się Dunlevay. Bardzo mocno walczył z obu stron parkietu.

  2. Adrian89 pisze:

    Ogółem 6 % zespołów podnosiło się z 0-2. Więc Memphis też mają problem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *