Carmelo Anthony i J.R. Smith podwyższają prowadzenie Knicks w serii.

celtics_knicks

Dzisiejszej nocy w Medison Square Garden oglądaliśmy prawie kopie poprzedniego spotkania. Dobra pierwsza połowa Celtics i kompletny dramat w ataku w drugiej. 23 punkty w drugiej połowie to najniższy wynik w długiej historii Boston Celtics w play-off w jednej połowie. Decydująca była trzecia kwarta, w której Knicks rozstrzelali Celtów 32-11. Kolejny świetny mecz rozegrała dwójka Carmelo Anthony, J.R. Smith, którzy razem postarali się o 53 punkty z 87 swojej drużyny.

Drużyna Bilans I kw. II kw. III kw. IV kw. Wynik
New York Knicks 2-0 26 16 32 13 87
Boston Celtics 0-2 20 28 11 12 71

Pierwsze trafienie w meczu zanotował Kevin Garnett. Po chwili odpowiedział jednak Carmelo Anthony i Raymond Felton. Nieduże, kilku punktowe prowadzenie Knicks utrzymywało się przez większość kwarty. W przeciwieństwie do poprzedniego meczu Celtics mieli problemy na bronionej tablicy już od początku spotkania (chociaż trzeba przyznać, że w przekroju całego spotkania w tym elemencie nie było dominacji Knicks). W dodatku Kevin Garnett złapał szybkie dwa przewinienia i musiał usiąść na ławce. Po chwili podobnej sztuki dokonał Iman Shumpert, ale jego „zmiennik” – J.R. Smith prezentuje nieco inną klasę od Chrisa Wilcoxa. Obie drużyny miały problem w ofensywie. Wejście Smitha ożywiło poczynania Knicks. W połowie kwarty wynik wskazywał delikatnie na Knicks – 11-7. Po trafieniu Smitha Knicks podwyższyli do 6 punktów przewagi, co było największą różnicą w pierwszej kwarcie. Od tego momentu jednak to goście zaliczyli poważny run 13-2 i po trójce Terry’ego objęli prowadzenie 20-15 na 1:57 do końca. Knicks nie powiedzieli jednak ostatniego słowa w tej ćwiartce. Anthony wykonał akcję 2+1, po chwili za trzy trafił Kidd, poprawił Smith i gdy po nieudanej akcji Pierce’a zostało 4.6 sekund do końca za trzy trafił najlepszy rezerwowy NBA Smith – 26-20 dla Knicks i robiące wrażenie 11-0 w niecałe 2 minuty!

Nie sposób nie szukać analogii do pierwszego spotkania. Druga kwarta w niedzielę należała do Celtów i dzisiejszego wieczora było podobnie. Co prawda pierwsze punkty zdobył Smith i Knicks wyszli na największe 7 punktowe prowadzenie, ale dalsza część drugiej ćwiartki przebiegała pod dyktando gości. Przede wszystkim zaczął funkcjonować atak. Dobrą zmianę dał Jordan Crawford. Jet w końcu trafił w pierwszej połowie trzy trójki. Wysoka i agresywna obrona Celtics przyniosła też kilka punktów z kontry. Od stanu 27-20 dla Knicks Zieloni zdobyli 11 punktów bez odpowiedzi. Knicks w grze utrzymywał w pewnym momencie tylko Carmelo Anthony. Po dunku Greena na 4:34 do końca było już 40-32 dla gości. Do końca połowy było 48-42, a obrona graczy drużyny z Medison Square Garden wyglądała bardzo słabo.

O drugiej połowie dużo pisać nie trzeba. O ile w pierwszej Celtics w obu meczach grali na prawdę dobrze, to druga połowa była chyba jeszcze gorsza niż w poprzednim meczu. Dość powiedzieć, że w całej drugiej połowie drużyna z Bostonu zdobyła 23 punkty (11 w 3 kwarcie, 12 w 4)! To najniższy wynik w historii tej utytułowanej drużyny. W ciągu pierwszych 5 minut po przerwie Celtics zdobyli tylko 2 punkty. W tym czasie Knicks zdobyli ich 13. Dwie trójki w tym czasie trafił Shumpert. Przy ciągłej niemocy w ataku Knicks powiększali już tylko przewagę, która wynosiła na koniec 15 punktów.

Tylko w jednym momencie serca kibiców w MSG mogły zadrżeć. Na początku ostatniej kwarty od stanu 76-62 dla Knicks, Celtics udało się zaliczyć run 7-2 i zmniejszyć różnicę do 9 punktów. Szybko jednak Anthony i Smith opanowali sytuację. Zwycięstwo Knicks ani na moment nie wymknęło się gospodarzom z rąk.

W przekroju meczu, szczególnie po przerwie, dobrze dysponowany był Anthony, który w całym meczu zdobył 34 punkty przy przyzwoitej skuteczności (11/24 z gry, 10/11 z linii wolnych). Swoje dołożył J.R. Smith – 19 i bardzo ważnym ogniwem był Ray Felton autor 16 punktów. W drużynie Celtics wyróżnić należy Paula Pierce’a, który dla tej drużyny robi wszystko – 18 pkt, 6 as, 6 zb. Swoje zagrał Kevin Garnett (12 pkt, 11 zb, 2 bl), chociaż Big Ticket musi dołożyć więcej w ataku, jeżeli Celtics mają jeszcze wrócić do serii. Za to poniżej oczekiwań i formy z pierwszego meczu wystąpił Jeff Green – 10 pkt, ale tylko 3/11 z gry (tylko 2 punkty w drugiej połowie).

Muszę powiedzieć, że wyczyny drużyny Zielonych oglądało się bardzo ciężko. Takich meczy nie chcemy w play-offach. Knicks zrobili swoje i utrzymali przewagę swojego parkietu. Teraz wystarczy wygrać jeden mecz by być pewnym w wygraniu serii. Doc Rivers musi coś wymyślić, aby przełamywać przydarzające się regularnie długie okresy niemocy w ataku. Póki co wygląda to bardzo źle.

Marek Miłuński

Z racji swojego wzrostu typowy point guard, choć już na emeryturze. Po burzliwej karierze zdecydował się osiąść. Ma żonę i dwójkę synów, których już teraz wychowuje na przyszłego Chrisa Paula i Rajona Rondo (niestety przekazany materiał genetyczny nie rokuje na wyższy wzrost).

6 komentarzy

  1. kosmos111 pisze:

    Ciężko się to pisze, jako że kibicuje Celtom, ale po prostu brakuje nam argumentów w tej serii. Ofensywa oparta w zasadzie na trzech graczach (Bradley, wiadomo, bardziej defensor, a Bass stałą opcją w ataku nie jest, ławke przemilczę…), czyli PP34, Garnett i Green. Garnetta nowojorczycy bez trudu odcinają, a jak dostanie piłkę to Chandler wychodzi za nim daleko spod kosza, więc wejść w mecz Kevin nie może. Zostaje Green i Pierce, a jak któremuś z nich nie siedzi to już jest kaplica…
    Poza tym brak odpowiedzi na Melo, a nawet jak Melo nie trafia to grę przejmuje Smith.
    X-Factor dla mnie to Kidd, doświadczenie, uspokojenie gry, Z Tysonem sie znają, więc obrona od razu idzie w górę. ilekroć wchodzi na boisko, to wiem, że będą problemy.
    Powiem szczerze, że obawiam się sweepa, Knicks tego nie puszczą, bo chcą się na pewno zrewanżować za serię sprzed dwóch lat.

  2. Finley pisze:

    Dziwię się, że fani Bostonu nie narzekają na sędziowanie które było parodią. Garnett to tak chore gwizdki dostawał, że nie wiem.

  3. Kuba-86 pisze:

    jak coś to ja dałem ocenę 2.0. Już piszę dlaczego.
    Za to zdanie: „O drugiej połowie dużo pisać nie trzeba.” – nie no po co opisywać „KO” swoich…Nie ma to jak być obiektywnym.
    Pozdrawiam.

    • JimmyO pisze:

      dokłanie znowu jest ta sama gadka jak to słabo C’s zagrali ale już nic na temat o niebo lepszej gry Knicks w drugiej połowie

    • Przyjmuję ocenę z pokorą, bo faktycznie powinienem napisać o tej części spotkania kilka zdań więcej. Ale być może lekko cię zdziwię. Nie muszę być obiektywnym. Każdy z nas ma swoje drużyny, które opisuje i którym kibicuje. Woy ma swoich Byków, Mateusz ma Spurs, itd. Tak samo w NBA gdy mecz nie jest komentowany przez stacje krajowe typu ABC, ESPN czy TNT, mecze u siebie komentowane są najczęściej przez lokalnych dziennikarzy. Celtów zazwyczaj w sezonie komentuje Tom Heinsohn i Mike Gorman. Nie są to komentarze obiektywne, a wręcz przeciwnie. Nacechowane są emocjonalnie. Oni kibicują Celtom i nie przeszkadza im to w ich robocie. Tak do przemyślenia rzucam.

  4. klin pisze:

    gdyby C’s, gdyby KG gral tak jak w poprzednich PO… tamci C’s po sweepie NYK 4-0, kontra terazniejsi NYK.. to bylaby walka :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *