Curry to nie wszystko, Miller pokazuje młodzieży jak grać

nuggets_warriors

Ostatni mecz na własnym parkiecie Denver Nuggets przegrali 18 stycznia. Playoffs to inna sprawa, ale gospodarze na pewno będą mieli łatwiej grając u siebie. Jednak już na początku niemiła niespodzianka dla fanów Nuggets – Manimal siedzi na ławce i mimo, że ma na sobie strój, to raczej nie zagra w dzisiejszym spotkaniu. W pierwszej piątce zastąpi go jeszcze młodszy Evan Fournier. Obrońca zagra oczywiście na pozycji SG, i pierwsza piątka Nuggets to nastawiona na wysokie tempo smallballowa maszyna. Iguodala na 3, Chandler na 4. Po drugiej stronie Warriors, po raz pierwszy od dłuższego czasu w pełnym składzie – z rekordzistą w ilości trójek w regular season, Stephenem Currym, w składzie. Curry był dzisiaj jednak trochę nie sobąi przez jego słabszą postawę, a dzięki fenomenalnej formie Andre Millera, Nuggets wygrali u siebie 97:95 i objęli prowadzenie w serii.

Przebieg spotkania

Od początku oczy nie nadążają za tym, co dzieje się na parkiecie. Jedno, max 2 podania i już akcja z drugiej strony ekranu. Jeżeli ktoś z Was nie lubi szachów obronnych, to takie spotkania są zdecydowanie dobrym wyborem. Wilson Chandler, podbudowany dobrą postawą w ostatnich spotkaniach, chce wziąć na siebie ciężar gry i wygląda trochę jak Melo, pchając piłkę w koźle pod kosz w każdej akcji. Na razie się opłaca, bo nie dość, że on trafia, to fajnie gra backcourt. Lawson nie obawia się podkoszowych, Fournier gubi Thompsona na koźle, a Iguodala łapie wszystko szybujące podania i Nuggets wychodzą łatwo na trzypunktowe prowadzenie 15:12. Po stronie Warriors najlepszą robotę robi David Lee. Wychodzi wysoko na zasłony, markuje rzut i ścina pod kosz czyszcząc pomalowane dla wchodzących ze skrzydła. Łatwe punkty, albo odegranie do niepilnowanych Barnesa czy Thompsona. W obronie do pomocy Lawsonowi schodzi często Iguodala i cała piątka się przesuwa, przez co Barnes zostaje często sam. Obrona Nuggets stara się to jednak nadrobić i momentami wyglądają w defensywie jakby brali korepetycja u Doca Riversa. Na boisku pojawił się Jarret Jack – uspokaja grę i kreuje pozycje dla Curry’ego. Młodzież z Denver nie daje się jednak i ambitnie broni przeciwko backcourtowi Warriors. Bogut przegrywa walkę o zbiórkę z JaValle McGee i po podaniu Andre Millera (opuścił 4 gry w ciągu 14 sezonów) ten drugi wbija się na Top10 z pięknym alleyoopem z połowy boiska. Corey Brewer upycha Curry’ego na zasłonach, a Chandler trafia w stylu Kobego jumpera z obrotu. McGee zgarnął piłkę z trzeciego piętra i sędziowie gwizdnęli goaltending, którego być nie powinno. Wyglądało to tak niesamowicie, że chyba sędziowie się zagapili. Chandler pokazuje, że jednak różni się od Melo, bo potrafi odegrać na obwód i łato punktuje Brewer. Dużo strat popełniają dzisiaj zawodnicy z Golden State. Curry jakby nieobecny, a Nuggets trochę bardziej dojrzali w kontroli tempa. Fajny pojedynek rezerwowych rozgrywających. Bogut śpi w obronie a McGee fruwa dokoła niego. Koleś jest zwierzakiem, a Australijczyk wygląda jakby nigdy nie widział dzikiego kangura. Dziwne. Powinien być przyzwyczajony. Wynik dla Warriors cudem trzymają Jack i Barnes i po pierwszej kwarcie 28:25 dla gospodarzy.

Druga kwarta i tempo nie spada. Thompson w kontrze 3-1 pokazał, że jeszcze z niego dzieciak i nie dość, że nie podał, to jeszcze spudłował łatwy layup, ale już w kolejnej akcji pump fake i jumper z obrotu. Minęło już 14 minut a Curry wciąż nic nie trafił, za to Thompson wrzucił następną trójkę i Warriors już na prowadzeniu 32:30. Sędziowie raczą sobie stroić żarty. Gwizdnęli faul ofensywny po ‘podstawieniu’ nogi w powietrzu przy oddawaniu rzutu. Curry może nie trafia rzutów, ale sprawdza się doskonale jako kreator. Niesamowicie czyta grę i znajduje niepilnowanych kolegów. Przy nim nawet Bogutowi ujdzie na sucho to, że rusza się jak mucha w smole. Nuggets nie trafili 9 rzutów z rzędu i tę serię przerywa dopiero Andre Miller tyłem do kosza. Curry jest już 0/6 z gry i chyba skupi się dzisiaj na asystach, których ma 6 po 15 minutach. Carl Landry nie potrafi poradzić sobie z obroną Nuggets, a Curry pudłuje po raz siódmy z czystej pozycji. Czyżby lider gości nie wytrzymywał presji w swoim pierwszym w karierze meczu w plyoffs? Chanlder naprawdę godnie zastępuje Gallinariego. Szybki kozioł, spin move w stronę kosza i łatwe punkty mimo asysty dwóch przeciwników. 5 minut do końca pierwszej połowy to jednak goście wciąż prowadzą dwoma punktami i aż strach pomyśleć co by było, gdyby Curry trafiał dzisiaj do kosza. Thompson trafia rzut za rzutem i jest jak na razie zdecydowanym liderem punktowym z 13 na koncie. Curry rzuca kolejne cegły, ale Nuggets nie mogą znaleźć właściwego rytmu w ataku. Thompson znowu trafia i mimo tego, że przegrywają znacząco na tablicach (26-20), Warriors powadzą już ośmioma punktami 45:37. Minuta do końca drugiej kwarty i Curry trafia pierwszy rzut – trójka na 48:39. W odpowiedzi McGee z niesamowitym dunkiem. Po chwili dodaje do tego niesamowity blok i jest szansa na zmniejszenie strat. Brewer pudłuje dwa wolne, ale Iguodala przechwytuje piłkę i równo z syreną trafia na 44:48. Curry mimo słabej postawy w ataku ma aż 8 asyst. Grunt to wiedzieć jak pomóc drużynie.

Nuggets postanowili wykorzystać dobry rytm, który załapali pod koniec drugiej kwarty i kolejną część spotkania rozpoczęli od zdecydowanych i przede wszystkim celnych, ataków. Piłka zaczęła wędrować pod kosz, gdzie trafiał Koufos, a w obronie dobrze wyglądał Iguodala. Na początku tej kwarty kolejną trójkę trafił Curry i wydawało się, że snajper nareszcie załapał rytm, ale przez następne cztery minuty żadna z drużyn nie potrafiła trafić do kosza rywala. Dopiero po sześciu minutach trzeciej kwarty rozpoczęła się ponownie strzelanina. McGee ponownie wsadził piłkę do kosza nad słabszym dzisiaj Bogutem, a zaraz ponim dwie akcje po wjazdach za kończył Lawson. Warriors jednak nie było ani przez chwilę dłużne i natychmiast odpowiadał Klay Thompson czy Carl Landry. Do ataku Wojowników prowadził Jarret Jack, który nie tylko zdobywał sporo punktów, ale też zanotował aż 10 asyst. Na trzy minuty przed końcem kwarty trudnego jumpera trafił Wilson Chandler i po długim czasie gospodarze doprowadzili do remisu po 62. Nieźle w końcówce zagrał Corey Brewer, zdobywając 7 punktów, ale przyczynił się do tego Andre Miller, który w tej części spotkania zanotował 4 asysty z rzędu. Po trzeciej kwarcie na tablicy widniał wynik 71:64 dla gospodarzy i udało się ją wygrać aż 11 punktami.

Ostatnia część gry to istna strzelanina. Zaczęło się niezbyt dobrze dla gości, bo kontuzji po niefortunnym upadku doznał David Lee. Podkoszowy opuścił parkiet i nie pojawił się już do końca spotkania, a jeśli wypadnie z serii, to będzie to ogromna strata. Obie drużyny jakby nie wiedziały co to jest zmęczenie i dalej biegają jak szalone. Po stronie Golden State trójkę trafia Curry, następnie Landry, Barnes i znowu dwukrotnie Landry. Gospodarze odpowiadają trafieniami Millera, Randolpha i ponownie Millera. Andre gra w NBA już 14 sezon, a dalej wygląda świeżo. Mało kto wie, ale podczas swojej kariery opuścił tylko 4 spotkania i we wszystkich gra z takim samym zaangażowaniem. Imponuje mi ten zawodnik. 8 minut do końca, Denver prowadzi po wolnych Millera 81:77. Dwie szybkie akcje dla gości i po layupie Curry’ego mamy jednak remis po 81. Pięć punktów z rzędu dodaje jednak Miller, do tego swoje dwa dokłada Iguodala i na cztery minuty do końca Nuggets prowadzą 89:81. Szalone spotkanie. Wojownicy nie poddają się i najpierw za trzy rzuca Thompson, później dwa razy celnie Bogut, po drugiej stronie odpowiada nie kto inny jak Miller. 93:88 dla Nuggets, dwie minuty do końca. Będzie nerwowa końcówka. Ładnie pod kosz wjeżdża Green, po drugiej stronie nie trafia Miller i po szybkiej akcji faulowany jest Jack. Jarret trafia oba wolne i goście przegrywają już tylko jednym punktem. Piłkę z rąk Curry’ego wybiera Ty Lawson, sprint przez cały parkiet i trafia niesamowicie trudny rzut. Gospodarze prowadzą 95:92, a do końca 35 sekund. Piłka wędruje do rekordzisty ilości za trzy w regular season i ten trafia, mimo słabej skuteczności od początku spotkania. Jakie zaufanie muszą mieć do niego koledzy! Remis po 95 i 14 sekund do końca. Piłkę dostaje Miller i mimo asysty Dreymonda Greena i pomocy Boguta wbija się pod kosz i trafia layup! 97:95 dla gospodarzy.

Golden State Warriors 95:97 Denver Nuggets

Warriors – Klay Thompson 22pkt, Jarret Jack 10pkt, 10as

Nuggets – Andre Miller 28pkt, Wilson Chandler 11pkt, 13zb

Wojciech Gackowski

Wojciech Gackowski (rocznik 89', 6-0ft) - na boisku często biegam jako zawodnik na pozycjach 1-4, ale tak naprawdę od zawsze byłem combo guardem. Nie lubię błyszczeć w ataku i wolę podać koledze jakiegoś no-look-passa niż punktować jak szalony. W obronie nieustępliwy i wygadany jak Iman Shumpert. Kiedy nie gram dla wyniku uwielbiam z kolegami urządzać sobie konkursy rzutów za trzy i bardzo często w nich wygrywam. Przygodę z NBA zacząłem od finałów roku 1996, kiedy Bulls zmierzyli się z Seattle Supersonics. Miłość do tych drugich pozostała we mnie do dzisiaj, tylko, że w miejsce Paytona i Kempa, kibicuję Westbrookowi i Durantuli. Od zawsze jestem też niepoprawnym fanem LALakers i Kobego.

1 Odpowiedź

  1. mikrusik pisze:

    Andre Miller był genialny. Największa szkoda to kontuzja Lee, która moim zdaniem kończy już rywalizację w tej parze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *