Wspomnienie All Star Game 2003 oczami trzech laureatów naszego konkursu

kobe-bryant-2003-nba-all-star-game-01Myślę, że pamiętacie nasz konkurs z lutego, gdy prosiliśmy Was o podesłanie swojej relacji z ulubionego Meczu Gwiazd z przeszłości. Przyszła pora na dodatkowe wyróżnienie laureatów jakim jest obiecana publikacja na łamach Enbiej.pl.

Co ciekawe, wszyscy nagrodzeni autorzy wybrali Mecz Gwiazd z 2003 roku, który dzisiaj mogliście obejrzeć w całości na YouTube jeśli śledzicie nasz profil na Facebooku.

Zapraszamy i jednocześnie zachęcamy do wyrażania swoich opinii w komentarzach.

Kamil Ułasiuk

10 lutego 2003, poniedziałek

Są w życiu mężczyzny momenty, w których z honorem i podniesionym czołem musi on przyjąć fakt, że właśnie przemija i już nigdy nie wróci rzecz z którą był bardzo zżyty. Jeden z tych momentów miał miejsce wczoraj. Mój ostatni Mecz Gwiazd.

NBA All-Star Game. Wielkie święto koszykówki, już nie tylko w naszym kraju. Cieszę się, że miałem okazję tyle razy w tym uczestniczyć. Podobno aż 14. Trochę minęło od czasu gdy po raz pierwszy zagrałem w ASG. Tym razem 52 edycja w Atlancie. Moim celem od zawsze było cieszyć się i czerpać przyjemność z gry w koszykówkę. Tu dodatkowo wypada dostarczyć trochę emocji i radości kibicom. Bo tak naprawdę, wspólnie tworzymy tę grę. Tak jak powiedziałem Cheryl Miller w wywiadzie przed spotkaniem, życzyłem sobie tego, aby mecz był oparty na współzawodnictwie i czystej rywalizacji. Bo tak naprawdę buty, koszulki, nazwiska i gadżety nie grają większej roli. Odstawmy na bok inne rzeczy i zostawmy na parkiecie tylko przyjemność z gry i respekt dla gry.

Czasy się zmieniły. Za siedem dni kończę 40 lat. W tym momencie jestem najstarszym ze wszystkich graczy wybranych do grona największych gwiazd ligi. Bardzo dobrze się czuję w towarzystwie tych dzieciaków. Każdy z nich ma ogromny talent, wkłada serce w grę, ciężko pracuje na treningach i dzięki temu bierze udział w takich meczach. Na zachodzie jest Nash, Dirk, Marbury, Francis, Marion, Stojaković i Carter. Są też mający już teraz zadatki na wielkich graczy Garnett i Kobe. Intryguje mnie jak się rozwinie talent debiutującego Yao Minga. U nas jest Pierce, Walker, Ilgauskas, Miller, czy Ben Wallace. Bardzo fajną koszykówkę gra Jermaine O’Neal, a McGrady jest piekielnie trudny do zatrzymania. Jest też i starsze pokolenie z którego przedstawicielami miałem przyjemność wielokrotnie się mierzyć: Shaq, Payton, Duncan, Mashburn, Iverson i Kidd. Szczególne podziękowania należą się dla Vince’a. To on został wybrany przez kibiców do wyjściowego składu, ale zwolnił mi miejsce w pierwszej piątce. Wcześniej taką możliwość oferowali mi A.I. i T-Mac, ale skusiłem się dopiero propozycją Cartera. Ogromny szacunek dla niego. Jest to wspaniały człowiek i miejmy nadzieję, że spełni się jako gracz, a nie tylko jako dunker.

Zacząłem kiepsko. Zdziwiło mnie to trochę, wydawało mi się, że jestem w optymalnej formie. Kilka dni temu z łatwością rzuciłem 45 punktów New Orleans Hornets. Nie trafiłem chyba siedmiu, albo ośmiu pierwszych rzutów. Szczególnie poirytował mnie spudłowany layup i dobitka spod kosza. Pierwszy mój rzut, gdzie piłka po odbiciu od obręczy poleciała na licznik i cegła za trzy też nie był genialne. Wiadomo jak wygląda gra w meczu tego typu. Trochę bieganiny, nieudane aley-oopy, wysocy wyprowadzający kontry i podania w aut. Oczywiste jest też to, że nikt nie broni raczej przez cały taki mecz na 100%. W pierwszej połowie chyba nikt specjalnie się nie wyróżnił. U nas Jermaine robił swoją robotę w ofensywie, w defensywie miał efektowne bloki. Iverson ewidentnie pod publikę starał się za wszelką cenę efektownie podawać i rzucać swoje floatery, ciągnąć w ten sposób wynik. Zachód miał bardzo wysokich graczy pod koszem. Shaq według mnie zdominował Big Bena. Nash inteligentnie podawał, Nowitzki dziurawił siatkę na dystansie i półdystansie. Pierwsze punkty trafiłem layupem po podaniu Kidda pod koniec pierwszej kwarty. Zaraz po tym spudłowałem wsad i trafiłem jumpera nad Marionem. Spotkamy się z tym panem jeszcze kilka razy później. Zwodem też raz przechytrzyłem chyba Garnetta. Wynik cały czas lekko dla nas, ale pod koniec Zachód przejął prowadzenie. Zaczęło się robić coraz ciekawiej.

W czasie przerwy wystąpiła Mariah Carey. Ubrano ją w kreacje wzorowane na koszulkach w których grałem. Może czasem męczy robienie ze mnie takiej legendy i nie jest mi łatwo kimś takim być, ale długa owacja którą dostałem przed moją krótką przemową bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Ja wciąż kocham grać w koszykówkę, ale to już ten czas, gdy trzeba przekazać grę w ręce młodych.
W drugiej połowie było bardziej na poważnie. Więcej poukładanych akcji w ataku, więcej fauli broniących. Postrzelał sobie Tracy McGrady. Wyprowadził nas na dziesięciopunktową przewagę, którą bardzo długo utrzymywaliśmy. Śmiesznie było, gdy Jason Kidd rzucał w jednej akcji trzykrotnie z lewego rogu, trafiając dopiero za trzecim razem. Shaq był wyróżniającą się postacią. Zabawiał kibiców wsadami, podaniami w kontrach i crossoverem a’la przerośnięty point guard. Raz mnie nawet zblokował, ale powoli zaczynałem łapać właściwy rytm. Iverson dynamicznie i dobrze prowadził naszą grę, ale u nich mnóstwo punktów robił Garnett. Pamiętam, że raz dostałem blok od Bryanta, ale zaraz potem publiczność żywo zareagowała gdy zdobyłem punkty po zwodzie na dużo wyższym Nowitzkim. Nie sięgnął mnie ani on, ani Garnett, ani tym bardziej przelobowany Francis. Na 1:20 przed końcem prowadziliśmy 6 punktami. Ale to jest koszykówka. Osobiste K.G, moje pudło z półdystansu, 2+1 Duncana i z przewagi został jeden punkt. Wszyscy chcieli abym ja to skończył, nie chciał tylko Marion. Obronił mnie, ale uważam, że trochę nieczysto. Poszła kontra i sędziowie uznali, że faulowałem Bryanta. Kobe nie trafia jednego z dwóch osobistych. 120:120 i 10 sekund do końca. Znowu zagrywka pode mnie, ale rzuciłem za lekko, tylko w obręcz.

Dogrywka. A.I. wziął na siebie ciężar zdobywania pierwszych punktów w doliczonym czasie dla Wschodu. Bryant tę samą robotę wykonywał dla Zachodu. Miał świetny moment, gdy trafił za trzy i chwilę później w obronie wybił piłkę dla J.O’Neala, a gdy to go nie zniechęciło, klepnął mu ją potężnym blokiem w trybuny. Akcja z wsadem po przechwycie na Jasonie również godna braw. Z dobrej strony pokazał się też Steve Franchise. Kidd rzucając osobiste, wysyłał pocałunki w stronę obręczy i trafił dwa. Shaq tego nie zrobił i trafił ledwie jednego. 136:136, 23.1 do końca. Mój ruch. Kidd urwał parę sekund i gdy pozostało ich gdzieś 10 podał mi piłkę. Ja vs Marion. Nie udało mi się go minąć na lewo. Zrobiłem 3 kroki na prawo, bliżej kosza, ale bardziej na linię końcową. Instynktownie rzuciłem fadeaway nad jego ręką. Siedzi. Bardzo byłem szczęśliwy, że to wpadło. Przyznam iż myślałem, że to będzie game winner. Tak się jednak nie stało. To jest NBA. Zachód miał zaledwie 3 sekundy. Źle wznowiona, prawie wybita przez Kidda piłka trafiła do Bryanta. Ten bez namysłu złożył się do rzutu. Nadbiegający do obrony Jermaine nie chciał dać Kobemu ani milimetra wolnej przestrzeni, ale był rozpędzony, nastąpił kontakt i sędziowie uznali, że wybił Bryanta z równowagi. Działo to się za linią rzutów trzypunktowych. Faul, trzy osobiste. Pierwszy ledwie wpadł, drugi przestrzelony, trzeci trafiony. Remis, 138:138. Została nam sekunda. Mamy wznowienie z linii bocznej. Nie zdołałem niestety zbyt daleko uciec Marionowi i ten sięgnął mnie blokiem. Swoją drogą, Shawn jest świetnym obrońcą. Będzie w tej dekadzie ogromnym problemem każdego kogo będzie krył. Druga dogrywka była w zasadzie bez historii. Trzy akcje Garnetta, następnie Francis i Bryant za 3. My nie mieliśmy odpowiedzi. Tylko Iverson coś próbował. Koniec. 155:145 dla Zachodu.
Dwie dogrywki, sporo efektownej, dobrej koszykówki, K.G. wznoszący statuetkę MVP ASG. Mam nadzieję, że trochę zabawiłem swoją grą tę młodą paczkę zawodników. Jestem bardzo szczęśliwy, że miałem możliwość zagrać z nimi. Rano w prasie przeczytałem, że 40-letni Jordan zdobył 20 pkt, pobił rekord Kareema jako zdobywca największej ilości punktów w meczach All-Star Game i takie tam. Dowiedziałem się też, że podobno Isiah Thomas nie chciał mnie dopuścić do gry, bo ciągnie się między nami konflikt od lat 80. Bzdura. Jesteśmy dorosłymi mężczyznami, nie dziećmi. Nie mamy potrzeby, ani chęci ciśnieniować się o tak stare głupoty. Bez sensu. Ale dziennikarze żyją z tego, że wymyślają jakieś „ciekawostki”.

To był mój ostatni All-Star Game, gra przechodzi w ręce młodych. Mam jeszcze sezon (pewnie też ostatni) z Wizards i coraz więcej obowiązków pozaboiskowych. Ale nie Jordan jest w tym wszystkim najważniejszy, a koszykówka. Trwam, bo kocham tę grę.

Ps. Relację dedykuję dla największego jordanologa w naszej okolicy – Kondzia.

Tomasz Lach

Mecz gwiazd NBA 2003, czyli ulubiony a zarazem bardzo emocjonujący. Dekadę temu został rozegrany historyczny mecz gwiazd. 9 lutego w Atlancie po raz ostatni wystąpił legendarny Michael Jordan. Był to występ szczególny bo MJ stał się najskuteczniejszym strzelcem w historii All-Star Game (262 punkty w 13 występach) wyprzedzając Kareema Abdul- Jabbara. Ale po kolei: tradycyjnie w piątek odbył się mecz Drugoroczniaków z Debiutantami, zakończony zwycięstwem tych pierwszych 132 do 112, MVP spotkania został Gilbert Arenas. Sobotnie konkursy wygrali: Jason Richardson- konkurs wsadów; Peja Stojakovic- rzuty za 3 pkt, a Jason Kidd konkurs sprawnościowo- szybkościowy dla rozgrywających.

Przechodząc do Meczu, pierwsze piątki były następujące:

Zachód – Steve Francis, Kobe Bryant, Kevin Garnett, Tim Duncan, Yao Ming

Wschód: Allen Iverson, Tracy McGrady, Michael Jordan, Jermaine O’Neal i Ben Wallace

Jak widać Chińczycy pokazali swoją moc wciskając Yao kosztem Shaqa. Garnett startował z naturalnej wtedy dla siebie pozycji niskiego skrzydłowego, co świadczy dzisiaj o jego wielkiej wszechstronności. Z kolei Jego Powietrznej Wysokości miejsce w składzie oddał Vince Carter. Trenerem Zachodu był Rick Adelman(Sacramento Kings) a Wschodu Isiah Thomas(Indiana Pacers).

Składy obu drużyn uzupełniali: Shaquille O’Neal, Shawn Marion, Steve Nash, Dirk Nowitzki, Gary Payton, Stephon Marbury i Peja Stojakovic (Zachód); Jason Kidd, Vince Carter, Paul Pierce, Brad Miller, Jamal Mashburn, Antoine Walker i Zydrunas Ilgauskas(Wschód).

Prezentacja pierwszych piątek, występy muzyczne gwiazd i zaczęli. Wschód na biało a Zachód na czerwono (szkoda, że NBA zamieniła koszulki klubowe zawodników na jednolite). Yao wygrywa wznowienie i za chwilę Garnett z lewego rogu rzuca pierwsze 2 punkty. Pierwsza kwarta to dużo spudłowanych rzutów z obu stron a zwłaszcza strasznie ‘ceglił’ ten, który miał być królem tego wieczoru czyli MJ (pierwsze punkty dopiero po 7 niecelnych rzutach). Po pierwszej kwarcie wynik 23-18 dla Wschodu.

Na trybunach dobrze się bawi wiele gwiazd muzyki, filmu czy sportu, m.in.: Jamie Foxx, Adam Sandler, Snoop Dog, Lennox Lewis, Evander Holyfield, Beyonce. Druga kwarta to zdecydowanie lepsza ofensywa do czego przyczynili się rezerwowi, głównie: Dirk Nowitzki- 9 pkt i Vince Carter – 7 pkt. Yao, Shaq, KG i Tim Duncan jednocześnie na parkiecie? Takie rzeczy tylko w meczu gwiazd, na dwie minuty przed końcem kwarty Rick Adelman posłał na parkiet swoich gigantów (brakło tylko Dirka, ale ktoś musiał rozgrywać- był to Francis).

Po pierwszej połowie wynik 55-52 dla Zachodu, gdzie najlepszym strzelcem był Garnett (14 pkt), a dla Wschodu najwięcej rzucił wspomniany już Carter. W przerwie show zagwarantowała Mariah Carey śpiewając piosenki dla Michaela (ubrana w sukienki w barwach Bulls i Wizards). Następnie cała hala zgotowała Jordanowi owację na stojąco długo nie dając mu dojść do słowa bijąc gromkie brawa.

Natomiast w trzeciej kwarcie koszykarskie show dał Tracy McGrady rzucając 17 punktów i wyprowadził z powrotem Wschód na prowadzenie 93-86. Czwarta kwarta to jak zwykle twardsza obrona i gra na poważnie. Wschód prowadził nawet 118-110, a kapitalną końcówkę grał MJ (8 pkt w 4 kwarcie), który oddał kapitalny rzut, w swoim stylu na 2 minuty przed końcem. Wynik brzmiał 120- 112 i wydawało się, że Wschód bezproblemowo dowiezie wynik korzystny dla siebie. Niestety dla Jordana żaden z jego kolegów nie rzucił już punktów a o sam zmarnował ostatni rzut.

Wynik 120-120, po raz 6 w historii do wyłonienia zwycięzcy potrzebna będzie dogrywka. W niej role się odwróciły to Zachód bardzo szybko objął bezpieczne zdawać by się mogło prowadzenie 135-128, ale szalona pogoń Wschodu dała na 5 sekund przed końcem dogrywki prowadzenie 138-136 po kolejnym, wielkim rzucie Michaela Jordana (kapitalny rzut z odchylenia ponad rękoma broniącego Shawna Mariona).

Niestety dla Michaela, Jermaine O’Neal faulował Bryanta przy rzucie za 3 punkty. Kobe wykorzystał jednak tylko dwa osobiste i po raz pierwszy w historii Meczu Gwiazd rozegrana została druga dogrywka. Kapitalnie rozpoczął ją Kevin Garnett będąc ‘on fire’, trafiając trzy świetne charakterystyczne dla siebie do dzisiaj fade- awaye . Próbował walczyć jeszcze Iverson, ale trójkami odpowiedzieli Francis i Bryant i było po zawodach 155-145.

MVP spotkania został wybrany Kevin Garnett (dlatego właśnie to jest mój ulubiony mecz gwiazd)- 37 pkt, 17-24 z gry, 3-3 z osobistych, 9 zbiórek, 3 asysty, 5 przechwytów i blok.

Oprócz niego swoje zrobili Bryant- 22 pkt, Francis- 20 pkt i 9 asyst, Duncan- 19 pkt i 15 zbiórek a Shaq również 19 pkt i 13 zbiórek. W drużynie Wschodu najlepsi byli Iverson 35 pkt, McGrady- 29 pkt, Jordan 20 pkt, Kidd 11 pkt i 10 asyst, a Jermaine O’Neal po 10 pkt i zbiórek.

52 All Star Game przeszedł do historii dzięki 2 dogrywkom oraz rekordowi Michaela Jordana, który jak się później okazało przetrwał 9 lat a pobił go rok temu nie kto inny jak Kobe ‘Black Mamba’ Bryant.

Jakub Lech

All Star Game 2003 był według mnie najciekawszym meczem gwiazd jaki oglądałem. To ten mecz wywarł u mnie największe wrażenie i z pewnością jest moim ulubionym. Mecz odbył się w Atlancie a na parkiecie zmierzyły się ze sobą naprawdę świetne nazwiska. Gra Michaela Jordana i Kobe’go Bryanta  naprzeciwko siebie nadawała dodatkowy smaczek meczowej rywalizacji. I jak można się było spodziewać to oni byli głównymi bohaterami w końcówkach meczu.

Mecz od początku do końca był bardzo zacięty. Oprócz show liczyła się głównie rywalizacja i chęć wygranej. Przez 3 kwarty drużyny grały dość szybko, a akcje cieszyły oko widza. Przed czwartą kwartą drobną przewagę osiągnęła drużyna gwiazd wschodu lecz nic jeszcze nie było rozstrzygnięte.

Zaczęła się czwarta kwarta.

To właśnie wtedy miało miejsce przebudzenie Jordana. Kilka punktów i świetne akcje dały coraz większe nadzieje na końcowy sukces graczy Wschodu. Również waleczność coraz lepiej grającego Allena Iversona dawała się wszystkim we znaki, lecz Zachód grał swoje i odrabiał straty.

Na 10 sekund przed końcem meczu po rzucie wolnym Bryanta na tablicy mieliśmy remis. Piłkę w swe ręce wziął Michael Jordan, lecz nie trafił decydującego rzutu i tak oto byliśmy świadkami dogrywki. Bryant walczył i robił co mógł aby przechylić szale zwycięstwa na korzyść zachodu a w drużynie wschodu świetnie grał Allen Iverson który bez namysłu wbiegał z piłką pomiędzy wyższych rywali i kończył akcje. Pod koniec dogrywki kolejny remis – po 136. Piłkę ponownie bierze Jordan i świetnym rzutem z odchylenia trafia za 2 punkty. Piękny moment  zapierający dech w piersiach. Lecz jak się za chwile okazało to jeszcze nie był koniec. Głupi faul Jermaine’a O’Neala przy rzucie Kobe’go i rzucający zostaje nagrodzony trzema rzutami wolnymi. Teraz wszystko przed Bryantem. Trafia trzy- wygrywa , trafia dwa- kolejna dogrywka, każda inna opcja oznaczała porażkę zachodu. Kobe trafia jednak dwa rzuty i mamy drugą dogrywkę.

W niej zespół wschodu przestaje istnieć. Zachód ma świetnie dysponowanego Steve Francisa, którego punkty i asysty decydują o końcowym zwycięstwie Zachodu 155:145.

Najwięcej punktów w całym meczu w drużynie Wschodu, bo aż 35, zdobywa Allen Iverson, natomiast w drużynie zachodu z 37 punktami króluje Kevin Garnett – MVP tego meczu. Lecz to nie oni są bohaterami tego meczu. Zostaje nim Michael Jordan. Był to ostatni występ w meczu gwiazd MJ-a. Zdobywając w nim 20 punktów stał się najskuteczniejszym strzelcem w historii All Star Game.

Jak dla mnie najlepszy mecz All Star Game z najlepszą końcówką, choć szkoda że nie na korzyść wschodu. Byłoby to wtedy wspaniałe uwieńczenie tego czego dokonał w swojej grze podczas meczu gwiazd Michael Jordan.

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *