Playoff 2013: zapowiedź pary Denver Nuggets – Golden State Warriors

W pojedynku trzeciej i szóstej drużyny zachodu zmierzą się ze sobą dwie ekipy, grające najszybszą koszykówkę w całej lidze. Z jednej strony Nuggets, preferujący szybkie akcje, zakończone wjazdem pod kosz lub dograniem do wysokich zawodników, z drugiej Warriors, którzy też dogrywają sporo piłek pod tablicę, ale tylko po to, żeby zaraz oddać je na obwód, gdzie czeka jedna z najlepiej rzucających par zawodników z dystansu. Która z tych filozofii okaże się bardziej skuteczna i pozwoli na awans do półfinału konferencji zachodniej?

3

Denver Nuggets by Wojciech Gackowski

PIERWSZA PIĄTKA

lawsonNuggets w tym sezonie zaskoczyli wszystkich. Już w zeszłym roku zagrali bardzo dobry sezon regularny, osiągając bilans 38-28, ale wciąż zaliczano ich do grona ligowych średniaków. Włodarze klubu z Denver postanowili jednak przed sezonem przebudować nieco drużynę i po odejściu Nene, Ala Harringtona, Rudy’ego Fernandeza i Chrisa Andersena postanowili sprowadzić kilku zawodników, którzy zmienili oblicze tej drużyny. Wciąż jest to team preferujący bardzo szybką grę, ale nabrał nowej jakości także w obronie. Głównie za sprawą Andre Iguodali, któremu dobrze zrobiły przenosiny w nowe miejsce, Nuggets zdobywają jeszcze więcej punktów z kontry i stanowią groźnych przeciwników dla ligowych potęg. Jednak to nie sam Iguodala sprawił, że ta drużyna zaczęła grać inaczej. Renesans formy przeżywa Ty Lawson, który jest nie tylko najlepszym asystentem (6,9), jak przystało na rozgrywającego, ale też zdobywa najwięcej punktów (16,7). Najpewniejszym punktem drużyny zaraz po Lawsonie wydaje się być Kenneth Faried. Manimal już jako rookie wskoczył do pierwszej piątki i z miejsca podbił serca kibiców z Denver. W tym sezonie notuje 11,5pkt i ponad 9 zbiórek na mecz i robi ogromną robotę zarówno w obronie, jak i w szybkich kontrach, które uwielbia kończyć znad kosza. Wspomniany już Iguodala to tytan obrony, na którego zawsze spada najtrudniejsze zadanie. Trzeba pokryć najlepszego zawodnika prywala? Iguodala. Będą rzucać w końcówce i trzeba zablokować? Iguodala. Andre sprawdza się też na atakowanej tablicy, gdzie zdobywa średnio 13 punktów. Bardzo pozytywnie zaskoczył te pierwszy center Nuggets – Kosta Koufos. Grek może nie jest najlepszym atakującym w lidze, ale w obronie stanowi bardzo ważny punkt i świetnie równoważy ofensywne zapędy pozostałych kolegów. Rzuca na wysokiej skuteczności i potrafi zablokować piłkę w ważnym momencie. Całości obrazu pierwszej piątki dopełniał Danilo Gallinari, jednak Włoch doznał w jednym z ostatnich spotkań kontuzji i nie zobaczymy go w fazie playoff. Drugiego najlepszego strzelca Nuggets w pierwszej piątce powinien zastąpić Wilson Chandler. Gracz o, moim zdaniem, wciąż wielkim talencie, któremu kontuzje przeszkadzały wcześniej w pokazaniu pełni umiejętności. W tym sezonie też opuścił prawie połowę spotkań, jednak od powrotu gra regularnie ponad 25 minut i zdobywa w tym czasie 13pkt i 5zb, co statystycznie stawia go na poziomie Iguodali.

ŁAWKA

mcgeeSiła Nuggets to jednak nie tylko pierwsza piątka, ale cały wyrównany zespół. Na ławce czają się zawodnicy pokroju Andre Millera, Corey Brewera i Javalle McGee, którzy mogą wejść na boisko i w każdej chwili odmienić losy meczu. Jest to o tyle ważne, że w obliczu kolejnych kontuzji trener Karl po prostu patrzy na ławkę i ma co najmniej kilka możliwości rotowania składem. Przy wysokim tempie gry jest to sprawa kluczowa, ponieważ zawodnicy muszą odpowiednio odpocząć, a u Karla nikt nie gra dłużej niż 34 minuty na mecz. Kolejnym dowodem na wyrównany skład jest fakt, że aż sześciu zawodników zdobywa średnio ponad 10pkt/mecz, a kolejnych trzech (Koufos, McGee i Miller) jest bardzo blisko tej granicy. Zespół nie ma zdecydowanego lidera, ani wyróżniającej się gwiazdy, ale pokazuje, że najważniejszy w sportach drużynowych jest właśnie team.

WITAMY W DOMU

O losach tej pary może także zadecydować hala, w której będzie rozgrywana większa liczba spotkań. Nuggets mają najlepszy bilans w całej lidze grając u siebie (38-3) i cztery ściany będą na pewno nieodzowną pomocą w drodze do półfinału zachodu. To właśnie pomoc kibiców, szybkie tempo gry, świetna współpraca całego zespołu i dobrzy obrońcy obwodowi mogą zadecydować o tym, że Nuggets wygrają z Warriors i w kolejnej fazie będą straszyli niesamowitym tempem rozgrywania akcji.

TYP

Co więc czeka nas w pierwszej rundzie playoff? Moim zdaniem wygrają Nuggets w sześciu spotkaniach. W sezonie regularnym obie ekipy spotkały się 4 razy, a bilans wynosi 3-1 na korzyść Nuggets. W tych spotkaniach decydowała skuteczność zawodników pod koszem, a biorąc pod uwagę ospałego Andrew Boguta, to właśnie tutaj widzę sporą przewagę Denver. Jeśli Iguodali i Lawsonowi uda się powstrzymać backcourt z Golden State, to nie powinni mieć większych problemów z pokonaniem przeciwnika. Nuggets może jednak zaszkodzić brak Gallinariego, ale wierzę, że George Karl, jeden z faworytów do nagrody COTY, poradzie sobie z jego nieobecnością i z pomocą swojego wyrównanego zespołu jakoś załata ewentualne braki.  Mój typ 4:2 dla Nuggets.

warriors

Golden State Warriors by Rafał Kamieński

DROGA DO PLAYOFFS

Starcie tych dwóch drużyn w pierwszej rundzie PlayOffs można śmiało jeszcze przed pierwszym spotkaniem uznać za jedną z najbardziej elektryzujących par. Szybkość vs. Szybkość, bo właśnie taką koszykówkę preferują zarówno w Denver i Kalifornii. Są to drużyny z miejsc 3 i 6, więc, wierzcie mi, będzie się działo.

Wojownicy to ekipa, która ma wysokie aspiracje. Fani i właściciel mając jeszcze w składzie Montę Ellisa i Stepha Curry’ego wspominali wciąż o PlayOffs i walce o mistrzowskie pierścienie. Okazało się jednak, że „wybuchowy” duet na obwodzie to para zawodników, którzy mogą zachwycać widownię, ale tylko w pojedynczych spotkaniach, na pewno nie w walce o mistrzostwo. Golden State przeszli więc przebudowę. Do rewelacyjnego Stephena dorzucono Klaya Thompsona, Harrisona Barnesa, Jarretta Jacka, a Montę Ellisa wymieniono na Andrewa Boguta. Okazało się, że to krok we właściwym kierunku.

Sezon 2012/2013, mimo tego, że Bogut od początku miał spore problemy ze zdrowiem, Warriors zaczęli na wysokim poziomie. Wszyscy po pierwszych spotkaniach zaczęli stawiać ich w pierwszej czwórce Zachodu i jako poważnego rywala w PlayOffs dla Oklahoma City czy San Antonio. W środkowej części sezonu zaczęło się coś jednak częściowo psuć co zakończyło się ostatecznie spadkiem na 6. lokatę. Pomimo tego, że fani liczyli na coś więcej, wszyscy oczekują pełnej walki w finałowej fazie i walki z najlepszymi.

SILNE STRONY

Drużyna z Kalifornii opiera się przede wszystkim na szybkich kontrach, wejściach pod kosz i, jeżeli jest taka możliwość – a dzięki znakomitej rozpisce coacha, Marka Jacksona, jest praktycznie zawsze – to oddanie piłki za obwód, skąd celną „trójkę” trafiają Steph, Klay, Harrison czy Jarrett. Wojownicy trafiają średnio po osiem celnych rzutów za trzy ze skutecznością 40%, co jest najlepszym wynikiem w lidze. Jeżeli Bryłki z Denver mają zamiar o cokolwiek powalczyć to obwód powinien zostać objęty specjalną ochroną.

Największym problemem dla Nuggets powinien być jednak nikt inny jak Stephen Curry. Steph pobił w ostatnim meczu sezonu rekord NBA w ilości trafionych „trójek” w jednym sezonie – trafił ich aż 272, a to wszystko na 45% skuteczności! Jako jedyny w historii popisał się występem z +50 punktami i +10 trafieniami zza łuku. Miał aż 5 meczów kiedy zdobywał 35 „oczek” i rzucił 7 „trójek”. Mało? Na mecz zdobywał średnio 22.9 punktów, 6.9 asyst, 4 zbiórki i trafiał ze skutecznością .451% z gry i, co ciekawe, .453% „za trzy”. Obrońcy mogą nie pozostawiać go bez krycia, ale co z tego, skoro Steph potrafi rzucać z każdej pozycji i w każdej sytuacji. W końcu to najlepszy strzelec w historii tej ligi.

Golden State to jednak nie tylko sam Curry. Za łukiem czai się praktycznie w każdej akcji młodziutki Klay Thompson, który zdobywa na mecz średnio 16.6 „oczek”, a za „trzy” trafia ze skutecznością na poziomie 40%. Debiutant prosto z Północnej Karoliny – Harrison Barnes – w każdym starciu dorzuca średnio 9.2 punktu i 4.1 zbiórki. Rzuca na 36% skuteczności zza łuku. Strzelców jak sami widzicie nie brakuje.

Warriors to drużyna składająca się ze znakomitych obwodowych. Jednym z nich jest Jarrett Jack, którego wymienia się jako głównego kandydata do odebrania nagrody Rezerwowego Roku. Były gracz New Orleans Hornets daje Wojownikom zawsze po wejściu niesamowicie dużo energii. Wspólnie z Curry’m tworzy jeden z najtrudniejszych do bronienia duetów w lidze. Gdyby nie Jarrett, Golden State Warriors mieliby poważne problemy z dostaniem się nawet do PlayOffs, nie mówiąc już o pozycji numer 6. na Zachodzie. Mimo, że wchodzi z ławki jest prawdziwym liderem, dowódcą spędzającym na parkiecie ponad 29 minut, podczas których zdobywa średnio na spotkanie aż 12.9 punktów, 5.5 asyst i 3.1 zbiórek.

Nie obyłoby się również bez człowiek „w środku”. Kimś takim bez wątpienia jest David Lee, który w lutym – w przeciwieństwie do Curry’ego (hmm) – wystąpił w Meczu Gwiazd. Lee to przede wszystkim wszechstronny gracz w ataku, który punkty potrafi zdobywać na przeróżny sposób, tyłem do kosza czy nawet z półdystansu – notuje średnio 18.5 „oczek”, przez co jest drugim strzelcem drużyny. Dzięki warunkom fizycznym ma przewagę również nad rywalami na deskach, przez co zbiera aż 11.2 piłki na mecz. Niezbyt dobrze czuje się jednak w obronie, co znacząco wykorzystać może m.in. Kenneth Faried.

ZNAKI ZAPYTANIA

Wielką niewiadomą będzie jednak środek, gdzie Golden State do dyspozycji mają jednego z najlepiej wyszkolonych defensywnie centrów w lidze – Andrewa Boguta – i Festusa Ezeliego czy Andrisa Biedrinsa. Dlaczego niewiadomą? Chodzi tutaj oczywiście o zdrowie Boguta, z którym Warriors są czołową drużyną w całej lidze, a bez niego robi się pewna dziura, którą niektóre ekipy mogą mocno wykorzystać. Andrew zagrał tylko w 32 meczach, grając średnio zaledwie 24 minuty. Zdobywał wówczas 5.8 punktów, 7.7 zbiórek i 1.7 bloków. Dochodzą jednak pogłoski, że center oszczędzany był właśnie na PlayOffs, gdzie dopiero na poważnie wesprze swoich kolegów. Jak będzie jednak naprawdę, o tym przekonamy się już wciągu kilku następnych dni.

Ezeli i Biedrins to zawodnicy tylko na kilka minut, którzy na poważne granie po prostu się nie nadają. Są bardzo dobrym dopełnieniem na pozycji dla właśnie kogoś takiego jak Bogut, ale problem rodzi się właśnie wtedy gdy ten grać po prostu nie jest w stanie. Wobec takiej sytuacji na środku zmuszony często jest grać Carl Landry (11pkt, 6zb na mecz), który rozmiarami na tę pozycję nie pasuje. Dzieli się wówczas z obowiązkami z Davidem Lee, co na dłuższą metę może stać się sporym minusem dla Wojowników.

Osobiście widzę również braki na ławce rezerwowej. Oprócz Carla Landry’ego i Jarretta Jacka, Mark Jackson, nie ma nikogo specjalnego aby powalczyć z szeroką kadrą Denver Nuggets, którzy w każdej chwili na pole bitwy wypuścić mogą Brewera, Millera czy McGee’go. Przez to więcej minut na parkiecie spędzać będą zmuszeni Curry, Thompson, Lee, Barnes i Jack. Początkowo może to wyglądać całkiem fajnie, bowiem grać będą najlepsi zawodnicy, ale zmęczenie może wyjść w Game 6 czy Game 7, na które się zapowiada przy tak zaciętej parze jaką niewątpliwie są Warriors i Nuggets.

TYP

Wszystko zależy tak naprawdę od dyspozycji Stephena Curry’ego. Rozgrywający ma ogromny wpływ na całą grę zespołu i bez jego kosmicznego rzutu Warriors w pewnym momencie mogą być nawet bezbronni. Tym bardziej, że po przeciwnej stronie stanie Ty Lawson, który podobnie jak Curry, uważany jest za najlepszego i najważniejszego gracza swojej drużyny.

Najważniejsze będzie to, aby nie pozwolić stłumić pary Curry-Thompson, która nadaje rytm ekipie z Kalifornii. Pozwoli to wówczas odciągnąć nieco obronę od frontcourtu i powalczyć jak równy z równym z drużyną George’a Karla. Mark Jackson powinien wykorzystać również kontuzję Gallinariego, która poważnie osłabiła siłę rażenia w ataku i przede wszystkim pozycję niskiego skrzydłowego w Denver.

Seria będzie bardzo zacięta. Obydwie drużyny prezentują podobny styl gry na podobnym poziomie. Wszystko rozstrzygnąć powinno się w siódmym meczu w Denver (Nuggets są 38-3 w domu!!), gdzie ostatecznie dzięki szerszej i bardziej wyrównanej kadrze wygrać powinni jednak gospodarze. Mój typ: 4-3 dla Nuggets.

Wojciech Gackowski

Wojciech Gackowski (rocznik 89', 6-0ft) - na boisku często biegam jako zawodnik na pozycjach 1-4, ale tak naprawdę od zawsze byłem combo guardem. Nie lubię błyszczeć w ataku i wolę podać koledze jakiegoś no-look-passa niż punktować jak szalony. W obronie nieustępliwy i wygadany jak Iman Shumpert. Kiedy nie gram dla wyniku uwielbiam z kolegami urządzać sobie konkursy rzutów za trzy i bardzo często w nich wygrywam. Przygodę z NBA zacząłem od finałów roku 1996, kiedy Bulls zmierzyli się z Seattle Supersonics. Miłość do tych drugich pozostała we mnie do dzisiaj, tylko, że w miejsce Paytona i Kempa, kibicuję Westbrookowi i Durantuli. Od zawsze jestem też niepoprawnym fanem LALakers i Kobego.

5 komentarzy

  1. mario bross pisze:

    Też stawiam na Nuggets, dobry team, wyrównany skład, dużo pozytywnej energii, widać że dobrze im się razem gra

  2. Currose301 pisze:

    Oddali też Aarona Affalo ;)

  3. Currose301 pisze:

    P.S.
    Ja wierzę w SC30 i jego GSW stawiam 4-3 dla GSW

  4. cynik pisze:

    Biorąc pod uwagę następną rundę to wolałbym, żeby przeszło Denver. To może być czarny koń na zachodzie. Chociaż napewno będzie mi żal Curry’ego. Ma niesamowitą łatwość rzutu. Rzadko się zdarza, aby syn był lepszy od ojca, ale SC to talent najczystszej wody.
    4-2 dla Denver

  5. bartol86 pisze:

    denver sa w stanie namieszac naprawde duzo . nieobliczalna druzyna z gleboka lawka licze na nich w play off

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *