5on5: Przed startem Playoff

Pozostał nam jeszcze tylko 1 dzień sezonu zasadniczego, dlatego też w redakcyjnym gronie omówimy 5 ciekawych tematów na przełomie RS i PO.

Dzisiejszy zestaw pytań:

1) Lakers awansują do PO, ale odpadają w pierwszej rundzie – zwalniasz D’Antoniego?

2) Którego z graczy spoza PO będzie Ci w nich najbardziej brakować?

3) Kto może być czarnym koniem w Konferencji Wschodniej?

4) Kto może być czarnym koniem w Konferencji Zachodniej?

5) Którą drużynę spoza PO czeka (lub powinna czekać) największa przebudowa?

1) Lakers awansują do PO, ale odpadają w pierwszej rundzie – zwalniasz D’Antoniego?

Woy: Jeśli zagrają z Thunder to wydaje się, że są przegrani. Więcej szans widziałbym w ich konfrontacji ze Spurs. Jednak nie wydaje mi się by sternicy klubu chcieli go zwolnić i płacić jakieś odszkodowanie. Zwolniłbym go w jednym przypadku, gdybym miał gwarancję, iż na ławkę Lakers wróci Zen Master.

Bargnani: Tak. D’Antoni ze swoją taktyką i filozofią nie przebije się w zespole, w którym ma do dyspozycji tak podstarzały materiał. Już pomijając to, że sam ten wybór był chybiony (i zastępowanie Browna trenerem takim jak D’Antoni to jak wymiana Cardinala na Scalabrine) – Lakers potrzebują kogoś kto będzie potrafił wykorzystać potencjał każdej ze swoich gwiazd. Albo po prostu będzie się nazywał Stan Van Gundy i wystarczy to, że ustawi grę wokół najlepszego centra ligi.

Adam Wiśniewski: Nie, bo chyba każdy przewiduje im, że nie pokonają San Antonio w 4-meczowej serii i to jeszcze bez Bryanta. Sam Howard nie pociągnie drużyny, nie wie jeszcze jak liderować zespołem. Odpadnięcie po pierwszej rundzie to nie jest powód do zwalniania trenera. Aby liczyć na sukces należy mieć i dobre wsparcie sztabu trenerskiego i samych zawodników. D’Antoni może nie jest najlepszym trenerem na świecie, ale do najgorszych też nie należy. I tak sukcesem jest, że prawdopodobnie będą w PO’s.

Marek Miłuński: Chyba nie. Myślę, że w sytuacji, gdy nie ma Bryanta w przyszłym sezonie LAL stają się drużyną Dwighta. Howard powoli dochodzi do formy sprzed kontuzji i widać to nie tylko po ostatnim meczu ze Spurs. Przemeblowanie drużyny to dobre zadanie dla D’Antoniego. Mówiąc szczerze i tak poradził sobie z obecną sytuację lepiej niż myślałem. Nie forsował gry, którą lubi, ale grał tym, co jest. Pokazał, że jest elastyczny i potrafi reagować odpowiednio nawet w obliczu takich problemów z odpowiednim poukładaniem zespołu.

Łukasz Siemański: Jak najbardziej. Nie zrobił w ciągu tego sezonu niczego wielkiego, o ile w ogóle coś zrobił. Potrzebny jest coach, który zorganizuje obronę, bo bez tego nie daję Lakersom szans na coś więcej niż finał konferencji za rok.

2) Którego z graczy spoza PO będzie Ci w nich najbardziej brakować?

Woy: Kobego Bryanta, a zaraz po nim Marcina Gortata. Pierwszy to wielki nieobecny niczym Derrick Rose sprzed roku, drugiego już dawno nie widzieliśmy w tej części sezonu i jak na razie niewiele wskazuje na to, żebyśmy zobaczyli go za rok.

Bargnani: Dirk Nowitzki – może z przyzwyczajenia czy sentymentu. W każdym bądź razie to nadal supergwiazda i wierzę, że kiedy będzie mógł normalnie, przy pełnym zdrowiu przygotować się do następnego sezonu to wróci do gry na najwyższy obrotach. I tak czy tak wynik Mavs jak na ich potencjał kadrowy w tym sezonie trzeba odbierać pozytywnie.

Adam Wiśniewski: Brakować mi będzie dwóch zawodników. Naszego rodaka Gortata, który o playoffs nawet nie mógł myśleć, no ale może za rok będzie miał na to szanse i Damiana Lillarda, który umiejętnościami za kilka lat może dorównać np. Rose’owi. Jeszcze nieco ponad miesiąc temu, gdy Portland miało szanse na PO’s, bardzo im kibicowałem, aby w nich byli, ale niestety się nie udało.

Marek Miłuński: Dirka Nowitzkiego. Niestety przebudowa zespołu nie udało się i Dallas Mavericks nie zagra w play-off pierwszy raz od sezonu 1999-2000, czyli drugiego sezonu Dirka. Ten facet w play-offach po prostu grał przez całą swoją karierę.

Łukasz Siemański: Kyrie Irving. Chciałbym zobaczyć jak radzi sobie przeciwko ostrzejszym obronom i czy jest w stanie utrzymać swoje średnie z regular season.

3) Kto może być czarnym koniem w Konferencji Wschodniej?

Woy: Boston Celtics, bo wydaje mi się ,że nie są bez szans w swoim zbilansowanym ataku w starciu z Knicks. Tacy gracze jak Paul Pierce, Kevin Garnett i Jet Terry wiedzą jak się gra w najważniejszym momencie sezonu i na pewno postarają się o eliminację Knicks. Z drugiej strony potencjał Celtów nie jest wcale mniejszy od potencjału nowojorczyków. Jeśli Zieloni wygrają to na nie będę osobiście zdziwiony. Ważne dla rywalizacji będzie pierwsze i drugie starcie w MSG. Jeśli jedna wygrana padnie łupem zespołu Riversa, to wówczas wszystko może się zdarzyć.

Bargnani: New York Knicks – to dziwne, że numer 2 może być czarnym koniem, ale taką sytuację mamy. Knicks zagrali świetny sezon regularny i pokazali, że kiedy mają dobry dzień są w stanie ograć każdego. Nie chcę spekulować czy ograliby Heat, bo w tym momencie i tak nie ma do tego większych podstaw, ale są po prostu groźnym, bardzo groźnym zespołem z mocnym liderem, który w dodatku jest „clutch”. Widzę ich w finałach konferencji jeśli Chandler będzie gotowy na grę po co najmniej 30 minut każdej nocy.

Adam Wiśniewski: Nikt nie wie kiedy wróci Derrick Rose, ale niektórzy mówią, że może wybiegnie na parkiet w playoffs, a jeśli to się stanie to Chicago Bulls mogą daleko zajść. Nawet bez swojej gwiazdy przewiduję im co najmniej półfinały konferencji.

Marek Miłuński: Po cichu wierzę, że Brooklyn Nets nawiążą solidną walkę z Miami Heat. Deron Williams ewidentnie ma zwyżkę formy. Ciekaw jestem dyspozycji Byków i Celtów, chociaż niespodzianek w pierwszej rundzie raczej się nie spodziewam.

Łukasz Siemański: Boston Celtics. Nikt nie daje im większych szans i twierdzi, że Knicks przejadą się po nich w pierwszej rundzie. Nie musi to być jednak prawdą, w zeszłym roku też nie dawano im większych szans w starciu z Heat, a napsuli krwi mistrzom najbardziej w całych play-offach. Problemem może być brak Rajona Rondo, ale jeśli 17-krotni mistrzowie zagrają zespołowo, pokażą świetną obronę to mogą przejść Knicks, a potem Indianę.

4) Kto może być czarnym koniem w Konferencji Zachodniej?

Woy: L.A. Lakers jeśli awansują. Będą grali całkiem inny basket, bez Kobego. Więcej piłek będą kierować pod sam kosz do duetu Gasol i Howard. Będzie znacznie więcej pick n rolli i dzielenia się piłką. System będzie się tworzył podczas każdego kolejnego meczu. Kto wie czy właśnie w tej kontuzji nie będzie największego zbawienia dla ofensywy Lakers. Nie chciałbym też być w skórze ich rywali, bo przecież ich wyżej notowany rywal jest w roli faworyta a pokonanie słabych Lakers, grających bez Kobego jest wręcz obowiązkiem.

Bargnani: Memphis Grizzlies – niewygodny rywal dla każdego i drużyna o wiele bardziej doświadczona niż 2 lata temu (kiedy także grali bez Rudy’ego Gay’a). Pod względem traconych punktów najlepsza obrona w lidze, pod względem skuteczności rywala 3. Siła pod koszem i obrona na obwodzie to dwa kluczowe czynniki. Trzecim według mnie będzie to czy Z-Bo znów wcieli się w bohatera i poprowadzi szarżę.

Adam Wiśniewski: Nie, nie Lakers. Memphis Grizzlies w playoffs są kompletnie inną drużyną niż w sezonie regularnym i to właśnie oni mogą powalczyć z najlepszymi. Nie byłbym bardzo zaskoczony, gdyby ta drużyna znalazła się w finałach konferencji.

Marek Miłuński: Stawiam na Warriors, którzy jeżeli trafią na Spurs mają spore szanse na przejście ekipy z San Antonio. Jeżeli Clippers jako 4 drużyna rozstawienia może uzyskać miano czarnego konia, to również jest moim kandydatem. Pokonanie Miśków będzie trudne, ale z drugiej strony OKC będzie miało bardzo ciężki orzech do zgryzienia. Finał wschodu widzę OKC/LAC vs Denver Nuggets.

Łukasz Siemański: Memphis Grizzlies. Miśkom nie daje się większych szans na zdobycie tytułu, ale myślę, że niesłusznie. Prawdziwym problemem może być brak go-to-guya, który będzie bardzo ważny w play-offs. Są Conley i Bayless, ale tylko oni z całej drużyny potrafią sobie wypracować sytuację rzutową. Świetna obrona Grizzlies może napsuć krwi wielu ofensywnie ukierunkowanym drużynom, a Tony Allen może wykluczyć ich największe gwiazdy obwodowe. Myślę tu głównie o Chrisie Paulu i Clippers, w dalszym rozrachunku o Westbrooku i Thunder. Problemem może być też wytrzymanie całych play-offów przez Memphis, seria z Clippers zapowiada się na ostrą wojnę, może trwać 7 meczów. W przypadku awansu dalej starcie z Thunder też będzie tego typu starciem na które może nie starczyć sił. A nawet jeśli to w finale konferencji może być już bardzo duży problem z Nuggets/Spurs. Zwłaszcza w przypadku tych pierwszych, bo Denver może zwyczajnie zabiegać rywali. Gdyby udało się przejść tych trudnych rywali to Memphis stać nawet na Finały, ale ja daję im finał konferencji maksymalnie.

5) Którą drużynę spoza PO czeka (lub powinna czekać) największa przebudowa?

Woy: Phoenix Suns. Pisałem niedawno o możliwości pozyskania Erica Gordona, a Suns na pewno włączą się do walki o Josha Smitha. Słońca podtrzebują nazwisk i zdecydowanych liderów drużyny wyprowadzających ich z marazmu, z bezbarwnej koszykówki.

Bargnani: Suns są prawdopodobnie w najgorszej sytuacji ze wszystkich drużyn ligowego dna. Nie mają właściwie wcale młodzieży o większych perspektywach, a do tego poprzedniego lata zapchali się nieudanymi długoterminowymi inwestycjami. Draft niewiele zmieni nawet jeśli dobrze trafią. Tam potrzeba po prostu wymiany gruntu. GM musi przyznać się do błędów i szukać wymian biorąc pod uwagę właściwie każdego kogo ma do dyspozycji.

Adam Wiśniewski: Phoenix Suns. Tak jak rok temu, tak i teraz będą musieli dobrze przepracować off-season. Sami zawodnicy z draftu nie zmienią klubu na kandydata do mistrzostwa. Oczywiście najgorsza drużyna ligi – Bobcats także powinni powymieniać zawodników, tylko, że oni nie mają nawet kogo zaoferować.

Marek Miłuński: W pierwszej kolejności widzę w tym gronie Sacramento Kings. Z tej ekipy nie da się wycisnąć play-off. Niby każdy z graczy takich jak: Cousins, Evans, Thomas to spore talenty. Jednak żaden z nich nie jest liderem. Musi przyjść jakiś weteran (najlepiej jeszcze nie taki stary). Cousins jest osobą, za którą mogliby uzyskać kogoś formatu All-Star. Nie widzę też koncepcji w drużynie New Orleans Hornets poza jednym puzzlem w osobie Anthonego Davisa. Przebudowę powinni też kontynuować Suns, bo obecny skład nie gwarantuje żadnej przyszłości.

Łukasz Siemański: Phoenix Suns. Nie ma wokół kogo budować tej drużyny, może przyjdzie ktoś ciekawy z Draftu, ale przede wszystkim trzeba wzmocnić ławkę, jeśli Suns chcą się bić o play-offy w przyszłym sezonie. Ponoć ma dołączyć Eric Gordon, ale to trochę ryzykowny eksperyment. Ale dobre wzmocnienie na początek.

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

11 komentarzy

  1. lenin pisze:

    Bargnani uważasz ze Stan vav gundy powienien przyśc do LA gdzie gra DH12 przecież on praktycznie zwolnił go z Orlando :D

    • bargnani7 pisze:

      to tak jak z dziewczyną. możesz ją rzucić, ale potem za nic nie znajdziesz lepszej i zaczyna ci jej jednak brakować.

  2. Adrian89 pisze:

    Mała poprawka Bobcats przynajmniej pod względem bilansu nie są najgorszą drużyną ligi. Dziś wygrywają z CAVS i wielka FETA !! :D imprezka prawie jak przy wygraniu tytułu przez Miami

  3. Sick pisze:

    ad pytania nr 1. „Pokazał, że jest elastyczny i potrafi reagować odpowiednio nawet w obliczu takich problemów z odpowiednim poukładaniem zespołu” – To jest chyba jakiś żart. Czy kolega Miłuński oglądał jakiś mecz Lakersów w tym sezonie? Ostatnim słowem jaki przychodzi mi do głowy w kontekście tego zespołu to to, że ta drużyna jest poukładana. D’Antoniemu brakuje pomysłu na grę, szczególnie jeśli chodzi o obronę. Bo indywidualnie Lakersi mają bardzo dobrych obrońców natomiast zespołowo bronią tragicznie.

    • Woy9 pisze:

      @Sick

      nie widzę w wypowiedzi Marka nic złego. Serio. Dlaczego?

      Spójrz na fakty ile razy miał pełny skład?

      Praktycznie , jeśli mnie pamięć nie myli było to w graniach 20 spotkań. Absencje kolejnych graczy Bryant (Pacers, Suns), Nash i Blake, Howard i Hill, MWP i Gasol.

      Sam widziałem Lakers w wielu spotkaniach (najgorzej wypadali z Clippers i nawet z Heat potrafili długo trzymać styk – esencją były wygrane z Knicks czy Thunder przed własną publicznością – bardzo dobry mecz w Indianie praktycznie bez Kobego – a wspomnijmy jeszcze metamorfozę i grę z dużą liczbą asyst KB24) tego sezonu i nie zazdroszczę Mike’owi D.

      Wszyscy hejterzy po nim jadą, inni z kolei traktują niczym siedlisko zła Lakers, a prawda jest taka ,że po pierwsze przejął zespół w dołku z nie spisującym się w praktyce systemem Princeton offense.

      Dodam tylko ,że D’Antoni zaufał Meeksowi i dał mu większą swobodę i uruchomił z pożytkiem dla wszystkich Earla Clarka (u Browna to on by nie pograł). Jedno ale, dziwi mnie czemu nie wykorzystuje gracza, który potrafi bronić, Dave’a Ebanksa?

      Sumując, jeśli miałby wszystkich zdrowych z Nashem na czele, Lakers nie musieliby walczyć do ostatniego dnia o play offs. A już na pewno gdyby mieli Howarda sprzed operacji kręgosłupa (wiem, to wielkie gdybanie ale tak trzeba się do tego odnieść).

      Nie chcę ich bronić ani stawać w obronie Marka, ale ten sezon pod względem zdrowia dla Lakers i futurystycznej wizji Mike’a Browna z nowymi schematami odbija się wielką czkawką dla całej organizacji. Być może, gdzieś w kącie, Mitch Kupchak żałuje, że nie podpisał Phila Jacksona?

    • Szuwarek pisze:

      A ja się zgadzam z wypowiedzią Marka. D’Antoni to przede wszystkim ofensywa i to szybka, coś w stylu obecnego Denver. Najlepiej prowadzona przez ponadprzeciętnego rozgrywającego (Nash). W LA nie było kompletnie warunków do wprowadzenia takiej gry. W związku z tym zaczął szukać innych rozwiązać. Kto wykreował Bryanta jako rozgrywającego? Na pewno zrobili to razem, w porozumieniu. To dobrze świadczy o D’Antonim. Oczywiście, że lepiej by było, gdyby trenował ich Jackson, ale sorry, takie życie. Nie widzę trenera na rynku, który jest aż o tyle lepszy. Van Gundy? Konflikt z Howardem. Sloan? Czy on jeszcze wróci do tego biznesu? Na pewno poradził sobie lepiej niż Brown. Doprowadził do tego, że drużyna w końcówce sezonu pewnie pokonuje Spurs (co z tego, że w kryzysie) i na koniec sezonu drużyna ma 8-2 w ostatnich dziesięciu meczach. A przy tym większość sezonu rozgrywasz bez rozgrywającego, z obolałym centrem i słabiutkim Gasolem. Moim zdaniem nieźle.

    • Oglądałem i to całkiem sporo. Więcej w ciągu sezonu oglądałem chyba tylko moich Celtics. Spróbuje wyjaśnić o co mi chodziło. Kilka faktów.
      1. Powyżej 70 spotkań w całym sezonie zagrało jedynie 5 zawodników (Howard, Bryant, Jamison, Meeks, World Peace)
      2. Główni rozgrywający zespołu – Steve Nash zagrał 50 spotkań, Steve Blake 44. Inny filar Pau Gasol tylko 48 występów.
      3. W trakcie sezonu do rotacji dochodzili (i odchodzili) – Clark, Hill (kontuzja eliminująca go z całego sezonu), Ebanks, Morris, Sacre, Duhon. O ile pierwsza piątka zmieniała się często, to drugi unit tworzyli praktycznie wciąż inni zawodnicy.
      Jak w tym wszystkim ma się odnaleźć trener? Gdy jeszcze dodamy, że drużyna przygotowywała się cały pre-season według schematów Princeton Offense oraz animozje między dwiema największymi gwiazdami, wychodzi sytuacja beznadziejna. Bez wchodzenia w to czy D’Antoni powinien, czy nie powinien podjąć pracę, osobistych sympatii, czy antypatii D’Antoni dla mnie zdał egzamin. Próbował jednej strategii gry. Nie udało się. Próbował drugiej i na końcu sezonu udało mu się. Swojego czasu czytałem obszerny wywiad ze Stanem Van Gundym o sytuacji w Lakers. Szczerze współczuł D’Antoniemu i krytykował decyzję zarządu LAL. Mówił dokładnie to, że w trakcie sezonu możliwości trenera są bardzo ograniczone na wprowadzanie nowego stylu gry, ćwiczenia schematów taktycznych. Bez Bryanta i ze zdrowym Howardem mógłby zbudować zespół w oparciu o takie schematy, w których czuje się dobrze.

  4. Dawid Ciepliński pisze:

    Ad1
    Przede wszystkim to Lakers zdobywają mistrzostwo, a nie odpadają w pierwszej rundzie :) Dobra, a teraz na poważnie. D’Antoni jak pewnie wszyscy wiedzą nie powinien w ogóle być trenerem Jeziorowców, tym bardziej że na rynku byli dostępni Phil Jackson czy chociażby Jerry Sloan. Nie po to pozbywasz się Wolvo, by kupić BMW, kiedy masz kasę na Ferrari albo Porsche. Poza tym wydaje mi się, że D’Antoni nie ma takiej charyzmy, by prowadzić ten zespół. Taki Zen Master w życiu by nie pozwolił grać Bryantowi średnio po 45,5 minut w kilku ostatnich meczach. Powiedziałby „Nie” i Kobe bez nawet zająknięcia się poszedłby usiąść na ławkę. Poza tym wprowadzanie na siłę swojego systemu run’n’gun pod zawodników, którzy w większości do tej filozofii gry nie pasują też jest dużym błędem D’Antoniego. Na szczęście Mr. Pringles w późniejszej fazie sezonu się opamiętał i trochę to wszystko skorygował, ale i tak dosyć często mam wrażenie, że nie potrafi on w pełni wykorzystać talentu tego zespołu, który jest przecież jednym z najwyższych w lidze. Dlatego sorry Mike. To nic osobistego, ale musimy się pożegnać. Business is business.

  5. Łukasz1984 pisze:

    ad.1 gdyby była szansa na podpisanie phila jacksona bez bólu bym go wywalił, w innym przypadku dałbym szansę
    ad.2 kobego (który dwoił się i troił aby drużyna weszla do po), dirka nie tak dawnego mistrza
    ad.3 boston – pokazali, że bez rr potrafią wygrywać
    ad.4 la lakers – howard i gasol wracają do formy
    ad.5 suns – inaczej gortat nigdy nie zagra w play off

  6. mikrofalowka pisze:

    1. tak jak wyżej: Jeśli Jackson chce wrócić to zwalniac, jesli nie – dać mu jeszcze jedną, ostatnią szansę>
    2. Bryant
    3. Boston – Oni w Playoffach są nadzwyczaj silni, Wierzę też że Pacers dojdą do finału i może coś ugrają przeciwko Heat :)
    4. Grizzlies – mam dziwne przeczucie że Memphis zagra w finale konferencji. Oczywiście trzymam kciuki za Lakersów ale jakoś nie wierzę by coś ugrali w tym roku. Może uda się coś zawodnikom GSW.
    5. Bobcats, Kings, Suns, Magic – te drużyny nie mają lidera. Zmiany, zmiany i jeszcze raz zmiany są potrzebne

  7. Finley pisze:

    1. Jego tu w ogóle nie powinno być. Pod jego sterami to nawet nie będzie zalążka dobrej obrony, a przecież mają Howarda.

    2. Dirk Nowitzki

    3. Każdy jest groźny dla każdego, nie licząc może Kozłów, chociaż fajnie będzie popatrzeć na rywalizacje LeBron – Moute, którą Król nie zawsze wygrywał. Po cichu liczę na Brooklyn Nets, ale ich defensywna strefa podkoszowa i traficzna forma Geralda Wallace wołają o pomstę do nieba. JJ wierzymy!

    4. Memphis Grizzlies. Stać ich na wszystko. W tym momencie mają niemal wszystko, może po za wyraźnym liderem. Szkoda, że w Denver posypał się Gallinari z Fariedem, bo też mogliby ostro namieszać.

    5. Cavs, bo szkoda Irvinga oraz bardzo dobrze rokującego Waitersa by otaczać ich takimi pajacami jak obecnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *