John Wall zaczarował Pacers

2wizIndiana Pacers jest bardzo blisko zajęcia drugiego miejsca na wschodzie NBA. Jednak niespodziewanie w wyśmienitej formie znaleźli się nowojorscy Knicks i przez to zespół z Indianapolis celuje raczej w miejsce numer trzy i zwycięstwo w Central Division. Czarodzieje ze stolicy o nic już tak naprawdę nie walczą w tym sezonie, ale wykorzystują koniec rozgrywek, aby pokazać innym teamom, że w przyszłym roku na wschodzie będzie nowa, licząca się drużyna. Mecz miał być pojedynkiem między młodymi zdolnymi z obu ekip – Paulem Georgem i Johnem Wallem. Zwycięsko, nie tylko z tego pojedynku, ale również z całego spotkania, wyszedł ten drugi, zdobywając 37 punktów i notując 5 asyst.

Przebieg spotkania

Wizards zaczęli mecz na świetnej skuteczności trafiając 7 z pierwszych dziewięciu rzutów i szybko wyszli na prowadzenie 20:10. Duży udział w ofensywie miał od początku młody rozgrywający z Waszyngtonu. Wall w samej pierwszej kwarcie zdobył 15 punktów i od początku dał kolegom sygnał do ataku. Po stronie gości od początku wyróżniała się para podkoszowych West-Hibbert. Na uwagę zasługuje szczególnie ten drugi. Hibbert w całym spotkaniu zdobył 25 punktów, miał 10 zbiórek i był chyba jedynym graczem z Indiany, do którego nie można mieć większych zastrzeżeń. Nie wiem, co mu się stało, ale po All-Star Weekend zaczął grać naprawdę dobrze. Pierwsza kwarta do końca toczyła się pod dyktando gospodarzy i zakończyła się wynikiem 31:26.

Druga część spotkania była zdecydowanie bardziej wyrównana. Indiana stosunkowo szybko odrobiła straty i przez moment prowadziła w spotkaniu, ale zabrało skuteczności i przede wszystkim dobrej postawy lidera drużyny Paula Georga. Młody podkoszowy zdobył w dzisiejszym spotkaniu tylko 2 punkty mając 0/8 z gry (grał aż 34 minuty). W pogoni pomogli rezerwowi Hansbrough i Augustin – ten pierwszy dobrą postawą pod tablicami, ten drugi skutecznością zza łuku i niezłym rozciąganiem akcji. Obrona Wizards musiała się trochę nabiegać, przez co ze skutecznością w ataku było już nieco gorzej. Jednak w samej końcówce pierwszej połowy po raz kolejny w ataku poczarował Wall i jego drużyna na przerwę schodziła prowadząc 51:48.

Trzecia kwarta zaczęła się od runu 12:0 dla gospodarzy. Punkty zdobywali Webster, Nene i niezawodny tego dnia Wall. Goście natomiast obudzili się dopiero po pierwszych czterech minutach i wynik starali się trzymać Hibbert i nieźle dysponowany Gerald Green. Znany głównie z fruwania nad obręczami zawodnik był dzisiaj drugim strzelcem zespołu, zdobywając 13 punktów przy 50% skuteczności. W trzeciej kwarcie dla gospodarzy dobrze zagrał Martell Webster. Strzelec powoli odnajduje się w klubie ze stolicy i dostarcza ważne punkty z ławki. Koniec trzeciej kwarty i 11-punktowe prowadzenie gospodarzy 77:66.

Ostatnia odsłona spotkania to spokojne prowadzenie gry przez gospodarzy. Najlepszym zawodnikiem tej części był Kevin Seraphin. Młody podkoszowy zdobył 10 punktów i wykończył kilka akcji ładnymi dunkami. Wciąż szalał John Wall, nie tylko zdobywając sporo punktów, ale również rozdając ładne asysty. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 104:85, a Wizards po raz kolejny pokazali, że gdyby nie kontuzja Walla, to spokojnie walczyliby o playoffs. Natomiast Indiana wciąż szuka zwycięstwa, które da im pierwsze miejsce w Central Division i pewne trzecie miejsce na zachodzie.

Indiana Pacers 85:104 Washington Wizards

Pacers – Roy Hibbert (25pkt, 10zb), Gerald Green (13pkt)

Wizards – John Wall (37pkt, 5as), Kevin Seraphin (15pkt)

Wojciech Gackowski

Wojciech Gackowski (rocznik 89', 6-0ft) - na boisku często biegam jako zawodnik na pozycjach 1-4, ale tak naprawdę od zawsze byłem combo guardem. Nie lubię błyszczeć w ataku i wolę podać koledze jakiegoś no-look-passa niż punktować jak szalony. W obronie nieustępliwy i wygadany jak Iman Shumpert. Kiedy nie gram dla wyniku uwielbiam z kolegami urządzać sobie konkursy rzutów za trzy i bardzo często w nich wygrywam. Przygodę z NBA zacząłem od finałów roku 1996, kiedy Bulls zmierzyli się z Seattle Supersonics. Miłość do tych drugich pozostała we mnie do dzisiaj, tylko, że w miejsce Paytona i Kempa, kibicuję Westbrookowi i Durantuli. Od zawsze jestem też niepoprawnym fanem LALakers i Kobego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *