Magic nie dali rady osłabionym Rockets

Brak Jamesa Hardena nie wpłynął negatywnie na wynik starcia Houston Rockets z Orlando Magic. Po znakomitej pierwszej połowie gospodarze z Teksasu łatwo pokonali graczy z północnej Florydy 111-103, a rolę lidera przejął Jeremy Lin, który bardzo dobrze prowadził grę swojego zespołu przyczyniając się  do 41 wygranej Rakiet w bieżących rozgrywkach.

8xe4813lzybfhfl14axgzzqeq

Bez wspomnianego Jamesa Hardena oraz Chandlera Parsonsa Rakiety wydawałoby się mogły mieć problemy z zajmującą dolne rejony tabeli Wschodu drużyną Orlando Magic. Jednak goście także nie przyjechali do Toyota Center w pełnym składzie. Nie mogli przecież zagrać Aaron Affalo, Jameer Nelson czy pauzujący już od dłuższego czasu Glen Davis.

Jak pokazała jednak pierwsza kwarta sposób na Magic był bardzo prosty, a zakładał on grę ofensywną opartą na graczach podkoszowych. Już po pierwszych trzech minutach było 10-2 dla Rockets, a wszystkie punkty zdobywała dwójka Greg SmithOmer Asik. Dwójka ta robiła to z taką łatwością, że ktoś nie znający hierarchii graczy w NBA pomyślałby, że ogląda w akcji wielkich gwiazdorów NBA. W rzeczywistości jednak to obrona Magic spisywała się fatalnie, a może po prostu brakowało umiejętności. Kiedy pod koniec pierwszej kwarty Rakiety dołożyły kilka trójek nikogo rezultat 32-14 dziwić nie mógł. Turek po dwunastu minutach miał na swym koncie już 10 pkt, tyle samo co Smith.

W drugiej odsłonie dobre zawody rozgrywał Moe Harkless z Magic i to dzięki jego punktom ofensywa gości nabrała kolorytu. Niestety na nieszczęście gości nadal pod koszami dobrze spisywał się duet Asik – Smith, a także Jeremy Lin zaczął trafiać po wejściach pod kosz. Taka mieszanka w ataku Rakiet pozwoliła im utrzymać ponad dwudziesto punktowe prowadzenie do przerwy.

W trzeciej partii oglądaliśmy już lepszą grę podopiecznych trenera Jaque Vaughn’a. Nadal bardzo aktywny był Harkless, ale także sporo do gry wnosili Nikola Vucevic oraz Tobias Harris. Dzięki ich dobrej dyspozycji przewaga gospodarzy topniała, ale mimo to Teksańczycy w pełni kontrolowali to co się dzieje na boisko. Kiedy trzeba było punkty zdobywali Lin i Asik, którzy od trzeciej kwarty nadawali ton akcjom w ataku Rakiet.

Gdy w ostatniej odsłonie na parkiecie pojawili się już rezerwowi Houstończyków dystans dzielący obie ekipy zaczął powoli maleć, ale nie było to na tyle niebezpieczne, aby McHale wpadał w panikę. Ostatecznie Rockets wygrali 111-103 odnosząc swoje 41 zwycięstwo w sezonie.

Najlepszym graczem Rockets był Omer Asik, który zakończył spotkanie z 22 pkt oraz 18 zbiórkami. Środkowy znad Bosforu był całkowicie nie do zatrzymania tego dnia dla obrońców Magic. Jeremy Lin dodał do dorobku ekipy z Houston 19 pkt, a także zanotował 11 asyst. Warto też odnotować występ Francisco Garcii. Gracz ten zastąpił w wyjściowym składzie Chandlera Parsonsa i spotkanie ukończył z 14 oczkami trafiając 4 trójki na 5 prób.

Maurice Harkless dzięki 28 pkt był najlepszym strzelcem w swoim zespole. Dzięki dobrej drugiej połowie na pochwałę zasługuję Beno Udrih – autor 17 pkt oraz 11 asyst.

ORLANDO MAGIC (19-56) – HOUSTON ROCKETS (41-33) 103-111

(14-32, 29-33, 31-25, 29-21)

M. Harkless 28 pkt, T. Harris 18 pkt, B. Udrih 17 pkt – O. Asik 22 pkt, J. Lin 19 pkt, F. Garcia 14 pkt

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *