Hawks pewni playoffs po zwycięstwie nad Raptors

1RaptorsDzięki dzisiejszemu zwycięstwu nad Toronto Raptors Jastrzębie z Atlanty zapewniły sobie miejsce w playoffs. Hawks wygrali dzięi fantastycznej postawie w drugiej połowie spotkania, kiedy to zdominowali Raptors 63-34. Do zwycięstwa poprowadzili ich niezawodny Al Horford, Jeff Teague, który zanotował 13 asyst i wiecznie niedoceniany Josh Smith, który dorzucił 19 punktów. Raptors do spotkania przystąpili w pełnym składzie i chcieli pokazać, że w przyszłym sezonie będą się liczyć w walce o playoffs, jednak dzisiaj zabrakło trochę koncentracji w ataku i ostatecznie Atlanta Hawks zwyciężyli 107:88.

Przebieg spotkania

Początek meczu był raczej wyrównany. Po stronie Toronto dobrze rozpoczął DeRozan, który szybko zdobył 5 punktów. Hawks zaczęli zespołowo i pierwsze punkty zdobywali trzej najlepsi zawodnicy Jastrzębi. Najpierw ładnym hakiem trafił Smith, później podobnie rzucił Horford, a następnie finger rollem trafił Teague. Z dystansu nie potrafił wstrzelić się Kyle Kover i jego słabsza postawa sprawiła, że Raptors uciekli na 8 punktów. Dobrze spisywali się też podkoszowi z Kanady. Valanciunas i Johnson nie tylko dobrze zbierali, ale też wygrywali pojedynki z Horfordem i szybko zdobyli kilka łatwych punktów. Pod koniec pierwszej kwarty uaktywnili się jednak Smith i Teague i pozwolili na zmiejszenie strat do 5 punktów, a ta część spotkania skończyła się wynikiem 25:20 dla gospodarzy.

Początek drugiej kwarty to popis rezerwowych z Atlanty. Najpierw trójkę wrzucił Mack, później z trudnej pozycji trafił Jenkins i chwilę później ten sam zawodnik po przechwycie skończył akcję lay upem i po dwóch wolnych Horforda zrobiło się 29:27 dla Hawks. W tym momencie do roboty zabrali się gracze Raptors. Gay, Ross i Valanciunas skończyli kilka szybkich akcji, za trzy trafił Lucas i ponownie Ross i Toronto ponownie objęło ośmiopunktowe prowadzenie 41:33. Pod koniec pierwszej połowy drużyny wynieniały się punktami, ale samą końcówkę lepiej zagrali gospodarze i dzięki DeRozanowi i Gay’owi skończyli pierwszą połowę prowadząc 54-44.

Po przerwie Raptors przestali trafiać. Nie chodzi o to, że nie próbowali, ale brakowało im skupienia, a obrona Hawks nagle wrzuciła wyższy bieg. Szybko zmniejszyli straty do 5 punktów po koszach Horforda, Korvera i Smitha i już po sześciu minutach drugiej połowy doszli przeciwników. Do końca trzeciej kwarty wynik oscylował w granicach remisu. U gospodarzy wynik trzymali Lowry, Gay i Ross, który dał Toronto sporo energii z ławki. Po dwóch rzutach wolnych Smitha w samej końcówce na tablicy widniał remis 75:75 i takim wynikiem zakończyła się ta część spotkania.

Ostatnia kwarta to już popis drużyny gości. W tej części rewelacyjnie zagrał nie tylko Al Horford, który w całym spotkaniu rzuciał 26 punktów i zebrał 12 piłek, ale przede wszystkim młody rozgrywający Jeff Teague, który w samej końcówce rzucił 10 z 16 punktów dla Jastrzębi. Jedyną odpowiedzią ze strony Raptors był Alan Anderson, który wchodząc z ławki zdobył 12 punktów, ale to też nie wystarczyło, żeby powstrzymać rozpędzonych Hawks. Na 9 minut przed końcem spotkania Anderson trafił trójkę  i Toronto traciło już tylko jeden punkt – 81:80. Od tego momentu Jastrzębie zanotowały run 16:0 podczas którego, jak już wspomniałem, szalał Teague. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 107:88, a Atlanta zapewniła sobie miejsce w playoffs. Za najlepszych zawodników trzeba uznać Horforda (26pkt, 12zb) i Teague’a (24pkt, 13as), którzy zdominowali Raptors.

Atlanta Hawks 107:88 Toronto Raptors

Atlanta – Horford (26pkt, 12zb), Teague (24pkt, 13as)

Raptors – Valanciunas (19pkt), Gay (15pkt, 12zb)

Wojciech Gackowski

Wojciech Gackowski (rocznik 89', 6-0ft) - na boisku często biegam jako zawodnik na pozycjach 1-4, ale tak naprawdę od zawsze byłem combo guardem. Nie lubię błyszczeć w ataku i wolę podać koledze jakiegoś no-look-passa niż punktować jak szalony. W obronie nieustępliwy i wygadany jak Iman Shumpert. Kiedy nie gram dla wyniku uwielbiam z kolegami urządzać sobie konkursy rzutów za trzy i bardzo często w nich wygrywam. Przygodę z NBA zacząłem od finałów roku 1996, kiedy Bulls zmierzyli się z Seattle Supersonics. Miłość do tych drugich pozostała we mnie do dzisiaj, tylko, że w miejsce Paytona i Kempa, kibicuję Westbrookowi i Durantuli. Od zawsze jestem też niepoprawnym fanem LALakers i Kobego.

1 Odpowiedź

  1. Barzay pisze:

    lubię Atlantę i wydaje mi się że stać ich by było na więcej, Smith ma chyba jeszcze rezerwy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *