Shaq najbardziej dominującym centrem w historii – prawda czy fałsz?

Shaquille O’Neal został przez wielu zapamiętany jako jedna z najbarwniejszych postaci w historii NBA, najbardziej dominujący i najlepszy center w historii. O ile z tym pierwszym się zgodzę, to co do dwóch następnych twierdzeń można mieć wątpliwości.

Big Diesel osiągnął na prawdę wiele. 4 tytuły mistrzowskie, 3-krotnie wybrany MVP Finałów. Był też MVP sezonu zasadniczego, Rookie of the Year, 2 razy scoring championem, 15-krotnie All-Starem, 8 razy był w All-NBA First Team. Szósty na liście najlepszych strzelców w historii, czternasty zbierający i siódmy blokujący.

Takie osiągnięcia dają mocną podstawę do uważania Shaqa za najbardziej dominującego i najlepszego centra w historii. Może najpierw przeanalizujmy to pierwsze stwierdzenie.

Wielu było dominujących centrów – Wilt Chamberlain, Bill Russell, Kareem Abdul-Jabbar. Po nich przyszły lata w których mnóstwo było świetnych centrów (Hakeem, Robinson, Ewing), ale gdy byli oni u schyłku kariery zaczął dominować Shaq. I właśnie to jest pierwsza rzecz, która poddaje wątpliwości dominację Shaqa – nie miał zbyt dużej konkurencji. O’Neal swoje lata świetności przeżywał w sezonach, w których zdobywał tytuły z Lakers (2000-2002). Ale jacy centrzy panowali wtedy po za Shaqiem?

Przede wszystkim dwóch świetnych obrońców – Dikembe Mutombo i Alonzo Mourning. Jak zatem wyglądały wyniki Shaqa przeciwko tym graczom? Bierzemy pod uwagę sezony mistrzowskie Lakers. Do tego sprawdzimy też wyniki Shaqa przeciwko „Twin Towers” San Antonio Spurs.

Ze Spurs Lakers grali najczęściej i mieli największe problemy. Shaq nie szalał tak jak z innymi zespołami, ale sporo w tych meczach blokował. Jednak w ciągu tamtych 3 sezonów, obie drużyny spotkały się dwukrotnie w play-offach i tam Lakers nie mieli problemów. 4-0 w 2001 roku, 4-1 rok później. Statystyki Shaqa? W serii z 2001 roku, 27pkt na mecz na skuteczności 54.1%, 13zb, 1.25bl w 39 minut gry.  W serii z 2002 roku, 21.4 punktu na mecz na skuteczności 44.8%, 12.2 zbiórki, 3bl w takim samym czasie gry. Wnioski? Big Fella grał bardzo dobrze, ale Spurs wyłączali go najlepiej spośród wszystkich. Pisał zresztą o tym w „Shaq bez cenzury”. Statystyki bardzo dobre, ale w porównaniu z tym jak zdominował całe play-offy w 2001 roku to wyniki przeciwko Spurs są słabe. Dikembe Mutombo mógł być najlepszym zbierającym i najlepszym obrońcą ligi. Na Shaqa nie było wtedy mocnych. Zdominował tamte play-offy.

Ale w dalszym ciągu uważam, że jeden gracz był jeszcze bardziej dominujący – Wilt Chamberlain. Może i były to zupełnie inne czasy, punktowało się więcej i zbierało się więcej, ale i tak wielki szacunek Wiltowi się należy. Bill Russell też notował bardzo dobre statystyki, ale przy Wilcie się chował. W najlepszym sezonie w karierze „Szczudło” notował 25.4 zbiórki na mecz i 50.4 punktu. Liczby niemożliwe do osiągnięcia obecnie. A maxy Russella? 24.7 zbiórek i 18.9 punktów. Z drugiej strony ta dominacja Wilta na tytuły się nie przekładała, bo zdobył je tylko 2 i to w sezonach w których już takich kosmicznych statystyk nie notował. Ale dla mnie i tak zostanie najbardziej dominującym centrem w NBA. Myślicie, że nie poradziłby sobie w latach 90’tych? Spójrzcie na ten filmik.

[youtube=http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=QF8yJ1J1W7Q]

Nieprawdopodobny zasięg, nie pamiętam nikogo kto by sięgał tak wysoko. Poradziłby sobie w każdych czasach, a Shaq jak wiemy w latach 90’tych nie radził sobie z najlepszymi. Wystarczy przypomnieć Finały 1995 (ale kto wie jakby to się potoczyło, gdyby Nick Anderson trafił chociaż 1 z 4 osobistych w końcówce Game 1). Hakeem szkolił Shaqa jak chciał. Zatem czy możemy uznać O’Neala jako najbardziej dominującego centra w historii? Według mnie nie, Wilt jednak zdominował swoje czasy bardziej i na pewno nie stałby na straconej pozycji w walce z innymi wielkimi centrami.

Czy Shaq’a możemy uznać za najlepszego centra w historii? Myślę, że jednak nie, bo osiągnięcia innych graczy są większe. O’Neal nie był nigdy w All-Defensive First Team i co za tym idzie, nigdy nie zdobył nagrody dla najlepszego obrońcy. Najlepszy center powinien mieć taką nagrodę, bo pokazywało by to, że dominował nie tylko w ofensywie, ale też i w defensywie. MVP był tylko raz, często przegrywał na prawdę minimalnie. Powinien dostać nagrodę dla najlepszego gracza sezonu jeszcze conajmniej raz – zamiast Steve’a Nasha. Na podkreślenie tego, że zwykle przegrywał minimalnie – 8 razy był w All-NBA First Team. Czyli 8 razy był najlepszym centrem sezonu.

Shaq, w przeciwieństwie do Hakeema czy Robinsona nie miał w swoim prime time MJ’a przeciwko sobie. Nigdy też nie był najlepszym zbierającym, ani blokującym ligi. A takie osiągnięcia są konieczne, żeby zostać uznanym za topowego centra. Gdzie zatem w tej klasyfikacji jest O’Neal? Według mnie mieści się w pierwszej piątce. To już kwestia własnych upodobań, jak kto ułoży miejsca w tej piątce. Moim zdaniem lepsi od Shaqa są: Wilt Chamberlain (za swoją dominację i niesamowite występy), Bill Russell (11 pierścieni), Hakeem Olajuwon (za swoją niesamowitą technikę i osiągnięcia) i Kareem Abdul-Jabbar (1 miejsce na liście punktujących i 6 tytułów MVP). Zatem doceniajmy Shaqa, był wielki. Ale bez przesady.

30 komentarzy

  1. woy9 pisze:

    FAŁSZ, dla mnie numerem jeden zawsze będzie Olajuwon, ogrywający do bólu Robinsona w dwóch kolejnych play offs i właśnie O’Neala, podczas pierwszych finałów Shaqa. Olajuwon miał bajeczną technikę użytkową jak na centra, bardzo bogaty repertuar zagrań, świetną technikę rzutu (potrafił dryblować, mijać na koźle, rzucić po koźle i dryblingu z półdystansu), a ponadto był znakomitym defensorem. Praktycznie nie miał słabych punktów, a Shaq jak wiadomo kulał pod względem rzutowym i nigdy na poważnie nie zabrał się za poprawę swoich słabych stron. Bazowanie na ogromnej sile nie daje wg mnie mu szans na zrównanie się z Olajuwonem czy Kareem Abdul Jabbarem, o wiele wszechstronniejszymi centrami.

  2. GPRbyNBA pisze:

    Filmik – wtedy można było blokować kiedy sie chce? 2 bloki to nie bloki bo piłka była opadająca. Wilt miał warunki ale jak już nie raz wspomniałem poziom wtedy był niższy (a raczej był brak konkurencji na centrze).

  3. Danny pisze:

    Tak, goaltending wprowadzili właśnie po to, żeby ograniczyć Wilta – tak samo jak pole 3 sekund jak się nie mylę. Po prostu za mocno dominował.

  4. GPRbyNBA pisze:

    Mój osobisty ranking wygląda tak:
    1. Jabbar
    2. Chamberlain
    3. Olajuwon
    4. Luc Longley
    5. O’Neal

    Ok Logley to żart :-p
    Russela kompletnie nie znam. Żadnego filmiku z nim nie widziałem więc sie nei wypowiadam.

    http://www.nbarank.pl/top10-centrow/

  5. Backrus pisze:

    @woy9

    „a Shaq jak wiadomo kulał pod względem rzutowym i nigdy na poważnie nie zabrał się za poprawę swoich słabych stron”

    Polecam zapoznać się z „Shaq Uncut”, a potem wypowiadać się na temat „braku” walki Diesla ze słabymi stronami. Osobiste nie są domeną wysokich graczy (wyjątkiem jest tu Nowitzki), a Shaqowi zdarzały się mecze, gdzie trafiał wszystko, także je.

    „Bazowanie na ogromnej sile nie daje wg mnie mu szans na zrównanie się z Olajuwonem czy Kareem Abdul Jabbarem, o wiele wszechstronniejszymi centrami.”

    Argument z kapelusza. Taki LBJ nie równa się Durantowi, bo, zamiast na jumperze (jak KD), bazuje na swojej atletycznej freakowatości? Każdy sportowiec w pierwszej kolejności korzysta ze swoich najmocniejszych stron, a słabsze stara się poprawić.

    Last but not least, Shaq wyszedł z basketem do ludzi, Jordan odchodził, liga potrzebowała gwiazdy. O’Neal pokazał, że można dobrze się bawić i wygrywać (totalne przeciwieństwo MJa), niejako z uśmiechem na ustach – coś na wzór obecnych Miami Heat.

    • Currose301 pisze:

      „O’Neal pokazał, że można dobrze się bawić i wygrywać (totalne przeciwieństwo MJa), niejako z uśmiechem na ustach – coś na wzór obecnych Miami Heat.”
      Hahah się uśmiałem

    • woy9 pisze:

      Zastanów się czy tak naprawdę Shaq wygrałby sam ligę w Orlando i czy dziś jego ucieczkę do L.A. nie nazwano by czymś na miarę ucieczki LeBrona z Cleveland. Zobacz kiedy wygrał tytuł i kto musiał usiąść na ławce L.A. by ligę wygrał. Kogo miał wokół. Doceniam Shaqa, ale weź proszę porównaj jego mistrzowskie ekipy z tym składem jakim dysponował wokół siebie Olajuwon.. Hakeem the Dream to gracz ,który najbardziej w pojedynkę decydował o wyniku dwóch z rzędu finałów. Jordan miał też mocniejszych partnerów i wiadomo ,że przy drugiej wycieczce, bez Rodmana mogłoby być ciężko.
      BTW. LeBron jak dla mnie potrafi niemal wszystko, a od czasów pracy z Olajuwonem poprawił grę w low post, zabił swoją słabość. Czyli wracajac do poprawy rzutów Shaqa, jednak można się zmienić i zmobilzować do wyeliminowania słabych stron. Bolączką Shaqa było również to, że w lato niemal nic nigdy nie robił ze swoim ciałem, do obozu przygotowawczego i ciągle zyskiwał wagę, z roku na rok. To też postrzegam jako słabość, która uderzyła w niego pod koniec kariery, rzucając wielkie kilogramy na stawy i więzadła.

  6. Kumpel pisze:

    Jest ktoś kto ma lepszy zasięg od Wilta a mianowicie najzabawniejszy z najzabwniejszych czyli McGee :D

  7. twkarol pisze:

    Podobnie jak Woy swój głos oddaje na Olajuwona. Po pierwsze ciężko mi się odnieść do gry centrów z lat 80 i wcześniejszych, po drugie widziałem Olajuwona w akcji i szczerze – jestem jego wiernym fanem do tej pory. Olajuwone miał to co powinno charakteryzować topowego centra – wspaniałe umiejętności defensywne i nieosiągalną dla innych skuteczną, finezyjną grę pod koszem i na półdystansie. Nie pomijajmy faktu że jest to lider wszech-czasów w ilosci zablokowanych rzutów (czy uważacie, że kiedykolwiek ktoś pobije ten rekord?) O jego umiejętnościach technicznych wypowiadali się już koledzy powyżej. Niektórzy zawodnicy będą próbować naśladować styl Hakeema ale to cały czas będą marne kopie. Olajuwone grał przeciwko najlepszym centrom swojej dekady i myślę że także historii NBA – Ewing, Robinson, O’Neal. Kto wychodził z tych pojedynków zwycięsko? Kto potrafił ich zdominować a częstokroć ośmieszyć?

  8. bargnani7 pisze:

    Nie mogłem znaleźć dokładnych statystyk Wilta ze spotkań przeciwko Russellowi dlatego odwołam się do tylko do finałów z 64′ roku.

    G1 22 pkt
    G2 32 pkt
    G3 35 pkt
    G4 27 pkt
    G5 30 pkt

    To statystyki Chamberlaina w starciu z najlepszym defensorem lat 60′ w NBA gdy miał 27 lat. Dla porównania statystyki Shaqa z finałów 01′ gdy grał przeciwko Mutombo – jednemu z najlepszych defensorów przełomu wieków.

    G1 44 pkt (FG 17-28)
    G2 28 pkt (FG 12-19)
    G3 30 pkt (FG 11-20)
    G4 34 pkt (FG 13-25)
    G5 29 pkt (FG 10-18)

    To lepsze porównanie według mnie kiedy bierzemy pod uwagę rywalizację z elitarnymi defensorami. Może w latach dominacji Shaqa mieliśmy na centrze wielu ogórków, ale w latach dominacji Chamberlaina większość centrów była od niego znacząco niższa, często o ponad 10cm co przy nie oszukujmy się niższym poziomie scoutingu i schematów defensywnych w tamtym czasie przy jego umiejętnościach czyniło go prawie niemożliwym do powstrzymania.

    Zastanówmy się co więc określamy dominacją. Kiedy patrzysz na gościa, który rzuca 50 punktów na mecz to jest to coś więcej niż dominacja i nikt inny nawet nie ma do niego startu. Z drugiej strony próbujemy przerzucać graczy w czasie. To drugie ma sens kiedy chcemy określić kto jest najlepszy, lecz nie kto był najbardziej dominujący w swojej erze.

    Chodzi mi o to, że mylimy pojęcia. Chamberlain był NAJBARDZIEJ DOMINUJĄCYM, ale nie oznacza to, że był NAJLEPSZYM centrem w historii.

    • M pisze:

      Wybacz, ale nie zgodzę się, że Wilt grał głównie z niższymi i to o 10 czy więcej centymetrów centrami- przy znacznie mniejszej liczbie drużyn i zawodników w lidze było ok 10 albo i więcej (dokładnie teraz nie pamiętam, a nie chce mi się szukać w statystykach- polecam sprawdzić jak ktoś ma ochotę), którzy dorównywali mu wzrostem (chodzi mi o takich, którzy różnili się paroma cm na plus lub minus), a największy miał bodaj 2m 23 cm wzrostu, ale był po prostu niemrawy na tle Wilta. Jeżeli zarzucasz tak Chamberlainowi to tak samo trzeba zarzucić Shaqowi biorąc pod uwagę, że niewielu centrów dysponowało tak bajeczn

    • M pisze:

      Wybacz, ale nie zgodzę się, że Wilt grał głównie z niższymi i to o 10 czy więcej centymetrów centrami- przy znacznie mniejszej liczbie drużyn i zawodników w lidze było ok 10 albo i więcej (dokładnie teraz nie pamiętam, a nie chce mi się szukać w statystykach- polecam sprawdzić jak ktoś ma ochotę), którzy dorównywali mu wzrostem (chodzi mi o takich, którzy różnili się paroma cm na plus lub minus), a największy miał bodaj 2m 23 cm wzrostu, ale był po prostu niemrawy na tle Wilta. Jeżeli zarzucasz tak Chamberlainowi to tak samo trzeba zarzucić Shaqowi biorąc pod uwagę, że niewielu centrów dysponowało tak bajecznym połączeniem wzrostu, siły, masy i atletyzmu jak O’neal- chyba jedynym był tak naprawdę Yao Ming, bo Mutombo też najlepsze lata miał już po finałach za sobą.

  9. bargnani7 pisze:

    I zapomniałem dodać, że w kontekście najbardziej dominującego centra w historii nie ma najmniejszego sensu brać pod uwagę Olajuwona, Robinsona czy Ewinga, bo żaden z nich nigdy nie dominował nad pozostałymi, ba grali na niesamowicie zbliżonym poziomie. Nie oznacza to jednak, że któryś z nich nie był najlepszym centrem jaki kiedykolwiek grał. I to jest to na co zwracam szczególną uwagę.

    • twkarol pisze:

      Finał roku 94 – Houston – New York podczas 7 finałowych spotkań Ewing nie zdobył w żadnym z nich więcej punków niż Hakeem. We wszystkich siedmiu Olajuwone był liderem swojego zespołu. Olajuwone – 26.9 ppg 50.0% fg 9.1 rpg 3.6 apg 3.9 bpg
      Patrick Ewing 18.9 ppg 36.4% fg 12.4 rpg 1.7 apg 4.3 bpg
      Czy to nie jest dominacja??
      Finał Konferencji Wschodniej 1995 Houston – San Antonio
      Olajuwone 35.3 ppg 12.5 rpg 5.0 apg 4.2 bpg Skuteczność z gry 56.0%
      Robinson – 23.8 ppg 11.3 rpg 2.7 spg 2.2 bpg skuteczność z gry 44.9%
      Czy to nie jest dominacja?? Dodatkowo w tym sezonie Robinson został uznany MVP ligi
      Finał 95 – Houston – Orlando – Nie będę tutaj przytaczał statystyk, za komentarz niech wystarczy fakt, że w każdym z finałowych spotkań Olajuwone zdobył powyżej 30 punktów co w historii NBA uczyniło tylko kilku zawodników.

    • Woy pisze:

      Zgodzę się z Karolem. Olajuwon to jedyny center, który miał okazję zdominować swoją pozycję mając za rywali równie wielkie nazwiska. Ogrywał Ewinga m.in. w finałach, ogrywał Robinsona w meczach sezonu zasadniczego czy w starciach play offs ze Spurs i to wyraźnie, w końcu w finale pobił też Shaqa. Z każdym z tych rywali wygrywał w grze jeden na jeden i podkreślał to rekordami statystycznymi bloków, zbiórek czy punktów w historii wszystkich finałów.

  10. Zero22 pisze:

    To wszystko zależy od tego jak chcemy interpretować coś takiego jak najlepszy center w historii czy najbardziej dominujący. Jeżeli za kryterium przyjmiemy sobie tego co był najbardziej nie do powstrzymania i najbardziej się wybił ponad innych to będzie to Wilt. Ale jeżeli weźmiemy pod uwagę, że to były jednak bardzo przeciętne czasy to wtedy najsilniejsze argumenty może mieć Shaq. Z kolei jeżeli uznamy, że mówimy o najbardziej skillowym centrze, który najwięcej wnosił swoją osobą do zespołu to mamy Hakeema, a jak chcemy uwzględniać w ogólności całokształt kariery to jest Russell czy Kareem. Można też rozważać najbardziej dominującego zawodnika w sezonie zasadniczym w bardzo silnej erze czyli Robinsona. Temat rzeka, można go ciągnąć długo… W ogólności jednak za centra wszechczasów za całość kariery najczęściej uznaje się jednak Russella i ew. Kareema, oraz Olajuwona za wartość koszykarską. Shaq pozostaje jednak nieco za nimi.

  11. darek pisze:

    Nikt tak jak Shaq nie zdominowal NBA.
    I dla mnie nawet Jordan (czymże byłby bez DRUŻYNY – bo drużyna bez niego weszła do finału konferencji).
    Po odejściu Shaqa wielki Kobe nie doprowadził Lakers’ów nawet do PO.
    Dla mnie – SHAQ the best center ever.
    pozdrawiam

    • Fukker pisze:

      Nie żartuj. Przypomnij sobie Szaka z lat wcześniejszych i poczytaj stare numery Magic Basketball, żebyś takich andronów nie zapodawał mały ;-)

  12. Finley pisze:

    Olajuwon numer 1, a Shaq nie jest nawet w pierwszej piątce, jeśli idzie o najlepszych centrów w historii.

  13. Jack pisze:

    Oczywiście, że najbardziej dominujący. W latach swojej gry nikt mu nie podskoczył i zdominował NBA i tak to trzeba rozpatrywać. Tak jak Jordan w swoich latach. Bo może jakby zaczynali równo z KB24 to by było ciężko wybierać. Zawodnika się rozpatruje na czasy w jakich gra. A porównywanie np Shaqa do Wilta jest żenujące. Bo nikt nigdy nie był lepszy od Wilta, który robił staty 50 pkt/25 zb, przy takich wynikach to Jordan, LBJ, KB24 to małe bobki :-))))
    Artykuł całkowicie do bani. Shaq niszczył kosze :-))) to może statystyka ilości zniszczonych koszy w NBA? Kto miał najwięcej przed wzmocnieniem konstrukcji :)))))

  14. oliii pisze:

    Porównujecie Shaqa z 95 do Hakeema z 95 :) To może porównajcie Hakeema z 86 jak miał u boku Sampsona do np Parisha :) Wtedy Boston nie miał problemów z Rakietami w finale. Olajuwon nie pograł za wiele przy Parishu i McHale’u. Shaq w 95 był młokosem tak samo jak Akeem w 1986. Shaq z 95 na pewno nie miałby szans z Shaqiem z 2000. Oneal był już graczem doświadczonym i kompletnym. Olajuwon 1994 vs Shaq 2000 to byłoby wydarzenie :)

    • twkarol pisze:

      Nie wiem skad masz dane o tym że Olajuwone nie pograł w tych finałach za wiele. Statystyki pokazują zupełnie coś innego – 24.7 ppg 11.8 rpg 3.2 bpg. Parish był w tej rywalizacji wyraźnie w cieniu Hakeema osiągając dużo gorsze cyferki. Poza tym Houston nie zostało zmiecione 4:0 jak Orlando a toczyło solidną walkę zakończoną 2:4 na rzecz Bostonu. Kolejna sprawa to skład Bostonu – Mchale, Bird, Parish, Ainge. Nie wstyd przegrać z naszpikowaną gwiazdami drużyną. Olajuwone w pojedynkę nie miał prawa wygrać z tamtą drużyną.

  15. kable killer pisze:

    dobry art

  16. Sliver pisze:

    PRAWDA koniec kropka.

  17. TripleeX pisze:

    Artykuł bardzo fajny, a wszystko co chciałbym przekazać idealnie oddał Wojtek w swoim pierwszym komentarzu. Shaq był wielkim… przede wszystkim atletą… za dużo słabych stron, za mało mocnych rywali kiedy miał swój prime… Ja od zawsze jestem fanem Olajuwona i Rakiet…

  18. d-rose pisze:

    najbardziej dominujacy cener KWAME BROWN

  19. Macias pisze:

    Artykuł dobry ale te cale porównania przypominają mi trochę wielkie spory i porównania Jordana do Bryanta. To są różne epoki, Jordan zdominował lata 90te, Bryant dominuje teraz tak jak O’Neal dominował w swojej epoce. Cyferki robił nieziemskie w poszczególnych rywalizacjach w PO kiedy zdobywał mistrzostwo NBA. Wiadomo Olajuwone był lepszy technicznie, Mutombo defensywnie ale warunkami fizycznymi i ciągiem na kosz potrafił zdominować strefę podkoszową. Tak więc czy był najbardziej dominującym centrem w historii NBA? Nie wiem bo ciężko porównywać gościa z sezonów 92-2011 z ludźmi co grali w latach 60tych, 70tych czy 80tych. Na pewno był najbardziej dominującym Centrem kiedy przeżywał lata najwyższej formy.

  20. Knebel pisze:

    Mój osobisty ranking TOP 10:
    1. Chmberlain
    2. Olajuwone
    3. Jabbar
    4. Ewing
    5. Robinson
    6. Shaq
    7. Russell
    8. Mutobmo
    9. Hoford
    10. Howard

    (9 i 10 obecni, jeszcze grający)

    Oczywiście jeśli chodzi o najśmieszniejszego centra w historii to bezkonkurencyjnie wygrywa McGee

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *