Seria wygranych trwa!

RaptorscatsNie chodzi mi oczywiście o 24 spotkania Miami, ale o serię może nawet ważniejszą. Bobcats pokonali Raptors i zanotowali pierwszą zwycięską serię od listopada. Ostatnie spotkanie było dla Charlotte Bobcats rekordowe pod kilkoma względami. Zanotowali rekord sezonu w ilości zdobytych punktów (119), rekord sezonu w skuteczności z gry (53.2%) i zanotowali aż 32 asysty. W dzisiejszym spotkaniu zmierzyli się z Toronto Raptors, którzy liczyli na powtórzenie wyniku sprzed kilku dni, kiedy to po świetnej końcówce pokonali Bobcats 92-78. Mecz zapowiadał się także ciekawie ze względu na świetną formę kilku ciekawych graczy, wśród których prym wiedli Henderson, Gay i maszyna do zbierania piłek – Amir Johnson. Jak potoczyło się spotkanie?

Przebieg spotkania

Obie drużyny wyszły w bardzo wysokich składach. W Toronto pod koszem grali Valanciunas i Johnson, a po stronie gospodarzy wciąż surowy Biyombo i highlight machine Josh McRoberts. Ekipy starają się wykorzystać ten fakt i kilka pierwszych akcji pchają pod kosz. Zdecydowanie lepiej na tych przepychankach wychodzą Raptors, którzy dzięki lepszej skuteczności objęli prowadzenie 8:2. Próbuje odpowiedzieć Henderson i trafia za dwa, zbierając własne pudło, ale szybko kontruje Gay i najpierw rzuca długą trójkę, a chwilę później dokłada do tego kolejny jumper. 13:4 po 4 minutach gry. Po chwili przerwy pod kosz Raptors próbuje się wkręcić MKG, ale blokuje go Valanciunas. Młody środkowy prezentuje się naprawdę dobrze i grając po 22 minuty w meczu dostarcza 7pkt i 6zb na mecz. Może sporo zawdzięczać przyjściu Gay’, który samą obecnością wyciąga obrońców dalej od kosza co daje więcej swobody młodemu Litwinowi. Charlotte po raz kolejny traci piłkę i po szybkiej kontrze ładnie kończy z góry DeRozan. 17:6 prowadzą goście. ‘Uuuuuuła’, powiedziałby Wojtek Michałowicz – głupi rzut Lowry’ego w kontrze, ale szybko wraca do obrony i blokuje Walkera. Piłkę łapie Jeff Taylor i też dostaje czapę, tym razem od Johnsona. DeRozan ma już 10 punktów i próbuje urwać obręcz. Bobcats myślami są jeszcze przy zwycięstwie z Wizards, a powinni się skupić na dzisiejszym spotkaniu. Trochę powalczyli w końcówce, jednak pierwsza kwarta kończy się prowadzeniem drużyny z Kanady 26:22.

Gerald Henderson nie jest na razie w najlepszej dyspozycji rzutowej, więc punkty muszą zdobywać inni. Walker i Gordon próbują wjazdów pod kosz i Cats łapią kilka punktów z linii wolnych. Sędziowie też nie pomagają gospodarzom, chyba nie przepadają za Walkerem. Na boisko wszedł Jannero Pargo i Charlotte nabrało nowych sił. Co za koleś! Szybka trójeczka, aktywny w obronie, taka iskierka z ławki. Gospodarze tracą już tylko punkt. Henderson też wrzucił wyższy bieg i po 4 minutach drugiej kwarty ma 10pkt i 6zb, a Rysie prowadzą 34:32. McRoberts w pick&rollu wygląda nieźle, dużo jest energii w drużynie Jordana, tylko chłopaki są nie do końca poukładani. Widać brak doświadczenia. Toronto stara się kontrolować tempo gry, ale brakuje momentami skuteczności. Popełniają też sporo fauli i Bobcats w połowie drugiej kwarty mają już 16 prób z linii wolnych. McRoberts! Piękny follow-up dunk i mamy remis po 38. Trójkę znowu trafia Pargo i Bobcats zaczynają walczyć pod tablicami. Lowry zbiera w ofensywie i gospodarze prowadzą 43:42. Co ciekawe o obliczu teamu Jordana stanowi dwóch zawodników, którzy grają z drużyną najkrócej. Roberts i Pargo to świetni i bardzo wszechstronni zawodnicy. W Toronto rządzą DeRozan (16pkt) i Gay (14pkt). Trener pozwala im na rzuty kiedy tylko chcę i nie ma się co dziwić. Dosyć niespodziewanie Bobcats z -11 wyszli na +5 i kończą pierwszą połowę z wynikiem 53:48.

Druga połowa rozpoczęła się, jakżeby inaczej, od koncertu strat po obu stronach. Straty zmniejszać próbowali Lowry, DeRozan i Valanciunas, ale poza tym pierwszym Raptors przez cztery minuty nie potrafili zdobyć kosza. W barwach gospodarzy natomiast uaktywnili się Walker i Henderson. Po sześciu minutach drugiej kwarty było 60:55 dla Bobcats i dopiero wtedy trafiać zaczęli goście. Najpierw pod koszem zapunktował Valanciunas, później trójkę dokłada DeRozan, layupa trafia Gay i po minucie Toronto prowadzi 62:60. W tym momencie swoją obecność na parkiecie zaznacza Byron Mullens, który najpierw trafia kilka wolnych, a potem dokłada trójeczkę. Po kolejnej akcji McRobertsa i dwóch ładnych wjazdach Hendersona gospodarze ponownie odjeżdżają i prowadzą 71:64. Ostatnie dwie minuty tej części gry to wymiana rzutów wolnych i ładny layup Valanciunasa, który kończy trzecią kwartę. Raptors przegrywają 71:74.

Ostatnia kwarta ma dwóch bohaterów – Jannero Pargo i Byrona Mullensa. Ten pierwszy rozpoczął bardzo mocno – najpierw kończy wjazd finger rollem a chwilę później dokłada trójkę i ma już na koncie 11pkt a jego drużyna prowadzi 79-71. Po drugiej stronie wynik starają się trzymać Valanciunas i Rudy Gay, który tylko w tej kwarcie zdobył 9pkt. Jednak odpowiedzią na jego próby jest Byron Mullens, zdobywca 12 oczek w czwartej kwarcie, który nie tylko trafił kilka trójek, ale też kończył ładne alley oopy i zebrał kilka ważnych piłek. Większa część tej kwarty rozgrywa się na linii rzutów wolnych. Na siedem minut przed końcem obie drużyny przypomniały sobie na chwilę o tym, że punkty można też zdobywać z akcji i jesteśmy świadkami całkiem ciekawego momentu. Najpierw spod kosza trafia Amir Johnson, w odpowiedzi trafia Henderson, szybkim layupem odpowiada Gay, z drugiej strony trafia Gordon i całą sekwencję kończy Ross, który rozegrał słabiutkie spotkanie (tylko 4pkt). Głównie dzięi rzutom wolnym, trafianym przez Gaya i Valanciunasa, na trzy minuty przed końcem Raptors tracą już tylko punkt i przegrywają 93-94. W tym momencie po raz kolejny pokazuje się ławka Bobcats i 5 punktów w krótkim czasie zdobywa Ben Gordon. Lowry trafia dwa wolne, ale odpowiada niezawodny Mullens i na minutę do końca mamy 101-97 dla Charlotte. Końcówka nie zaskakuje żadnym zwrotem akcji i po uprzejmej wymianie rzutów wolnych mecz kończy się wynikiem 107-101 dla gospodarzy. Bobcats notują drugie zwycięstwo z rzędu i jest to ich pierwsza zwycięska seria od listopada.

Toronto Raptors 101-107 Charlotte Bobcats
Toronto – Rudy Gay (25pkt, 8zb), DeRozan (19pkt)
Charlotte – Byron Mullens (25pkt), Gerald Henderson (21pkt)

Wojciech Gackowski

Wojciech Gackowski (rocznik 89', 6-0ft) - na boisku często biegam jako zawodnik na pozycjach 1-4, ale tak naprawdę od zawsze byłem combo guardem. Nie lubię błyszczeć w ataku i wolę podać koledze jakiegoś no-look-passa niż punktować jak szalony. W obronie nieustępliwy i wygadany jak Iman Shumpert. Kiedy nie gram dla wyniku uwielbiam z kolegami urządzać sobie konkursy rzutów za trzy i bardzo często w nich wygrywam. Przygodę z NBA zacząłem od finałów roku 1996, kiedy Bulls zmierzyli się z Seattle Supersonics. Miłość do tych drugich pozostała we mnie do dzisiaj, tylko, że w miejsce Paytona i Kempa, kibicuję Westbrookowi i Durantuli. Od zawsze jestem też niepoprawnym fanem LALakers i Kobego.

1 Odpowiedź

  1. GRD666 pisze:

    Nie róbcie mi tego, moje serce nie wytrzyma takich informacji, szok!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *