Topy i flopy sześćdziesiątego siódmego sezonu: Wschód.

Wielkimi krokami zbliżamy się do play offs. Niektóre drużyny za 12-14 gier zakończą rywalizację w sezonie 2012-13 i niektórzy fani ich będą wyglądać letnich wzmocnień lub szczęśliwego losu podczas loterii draftowej. Pomyślmy które drużyny i jacy zawodnicy spełnili z nawiązką nasze oczekiwania, a kogo można wskazać na przegranej pozycji?

TOP#1: Miami Heat i LeBron James

Właściwie wystarczy przytoczyć fakt, że zdobycie pierwszego tytułu niezmiernie podbudowało koronowanego Króla i nabrał on ogromnej pewności w graniu. Kolejny transfer gwiazdy – Raya Allena – otworzyło szansę na lepszy spacing i skuteczniejsze granie na dystansie, co Heat wykorzystują często. Pierwsza ważna rzecz to osobisty rekord LeBrona Jamesa dotyczący 5 kolejnych spotkań z 30 oczkami na koncie i rozegranie kolejnych spotkań na 60% (lub więcej) wskaźniku skuteczności. Druga sprawa to śrubowany z kolegami rekord klubu, 23 wygranych w serii, mogący za kilka dni wzrosnąć do 27. Być może zespół Erika Spoelstry pokusi się o dogonienie bilansu Lakersów i liczby 33 spotkań. Na dziś nie widać rywala, będącego w stanie zatrzymać zarówno Jamesa jak i Heat w serii best of seven. Oczekiwania wobec klubu są ogromne – back to back championship.

FLOP#1: Philadelphia 76ers i Andrew Bynum

Sporo sympatii różnych kibiców zyskali w zeszłym sezonie podopieczni Douga Collinsa. Po letnich transferach Andrew Bynuma, Jasona Richardsona, Nicka Younga i Dorrella Wrighta wydawało się, że nie będzie problemu z zastąpieniem Eltona Branda, Jodiego Meeksa i przede wszystkim Lou Williamsa. Wydawało się też, że nie tylko charakter, ambicja i waleczność będzie przemawiała przez Szóstki, ale również efektowny i ofensywny styl gry. Niestety słynny już na całą NBA – BOWLING – zahamował najpierw Andrew Bynuma, a następnie zespół posypał się niczym domek z kart, z lecącą kulą do kręgli. Począwszy od weterana na obwodzie, Jasona Richardsona, urazy w mniejszym bądź większym stopniu dotykały kolejne postacie. Trener Collins ma coraz mniej cierpliwości, i gdyby nie postawa Jru Holiday’a, który awansował do All Star Game (a przecież pewniakiem po transferze na Zachód Howarda miał nim być Drew) to Sixers mieliby problemy z 30. wygranymi w sezonie. Tak to dzięki postawie playmakera wynik 30 zwycięstw jest coraz bliżej.

CONSTANT #1: Atlanta Hawks i Al Horford

Przez moment wydawało się, że zespół Larry’ego Drew może śmiało deptać po piętach zarówno Knicks jak i Heat (mowa o pierwszych dwóch miesiącach). Do pełnej dyspozycji i świetnej formy wrócił Al Horford – czyli numer jeden center na Wschodzie pod względem ofensywy a znakomicie na nowym podwórku odnaleźli się Lou Williams oraz Kyle Korver. Zwłaszcza Korver odżył – śrubując nowy rekord klubu pod względem kolejnych celnych rzutów zza łuku (mecz po meczu) i bijąc legendę Mookie Blaylocka. Nikt z fanów Hawks na pewno dziś nie tęskni za oddanym do Nets Joe Johnsonem. Jednak kiedy spojrzymy, że od dwóch miesięcy zespół musi sobie radzić bez kontuzjowanego Lou Williamsa to musimy realniej popatrzeć, stwierdzając, iż znów druga runda play offs może być trudna do osiągnięcia dla Jastrzębi. Drużyną też targały informacje na temat potencjalnej wymiany z udziałem Josha Smitha i jak wiemy z dużej chmury nie spadła nawet kropla deszczu..Być może Smith będzie dodatkowo zmotywowany w play offs i powalczy o większe dolary, pokazując swoje prime w drugiej części sezonu? Na pewno w starciu z Nets czy Knicks zespół nie byłby na straconej pozycji.

TOP#2: Indiana Pacers i Paul George

Przed sezonem zakładałem, że to właśnie gracze Franka Vogela wygrają wyścig o mistrzostwo Central Division z Chicago Bulls. Dziś są bardzo blisko tego osiągnięcia. Ponadto Wyścigówki świetnie sobie radziły bez wracającego powoli na parkiet Danny’ego Grangera, mając najlepszego lidera w osobie Paula George’a. Pierwsze triple-double w sezonie, awans do All Star Game i pojedynki w najlepszym tego słowa znaczeniu z największymi gwiazdami ligi na swojej pozycji. George poza tym ,że świetnie sam sobie radzi, ma o wiele lepsze wsparcie – niż w poprzednich rozgrywkach – od coraz wszechstronniejszego Davida Westa. Świetną pracę w obronie wykonują też Lance Stephenson oraz Roy Hibbert, choć ten ostatni daje podstawy do myślenia, że nie jest wart maksymalnego kontraktu, jaki uzyskał w lato 2012 od sterników klubu. Pacers znakomicie wykorzystali potknięcia Knicks oraz słabe zdrowie liderów Nowego Jorku i uplasowali się na drugiej pozycji, ustawiając się tuż za Mistrzami NBA. Efekt, jeśli przejdą dwie rundy play offs to dopiero w finale konferencji trafią oni na najgroźniejszego rywala.

FLOP#2: Chicago Bulls i Luol Deng

Ostatnie dwa sezony przyzwyczaiły nas do byczej walki o pierwsze miejsce nie tylko na Wschodzie ale i w całej NBA. Drużyna kierowana twardą ręką przez Toma Thibodeau potrafiła wygrywać nie tylko seriami z najgroźniejszymi rywalami, ale również biła rekordy kolejnych wygranych na własnym parkiecie. Dziś Bulls, postrzegani przez ostatnie dwa lata jako ścisła czołówka pod względem defensywy, notuje wyniki bardzo podobne u siebie jak i na wyjazdach – tylko 18-15/18-15 – ale zgoła odmienne do ostatnich lat. Co gorsza, jednego dnia zespół potrafi wygrać z najlepszymi w lidze, by po chwili przegrać z kretesem ze słabeuszami. Kontuzje to czynnik decydujący przy tegorocznych wynikach zespołu, ale z drugiej strony management klubu nie zrobił nic wielkiego by zalepić luki w składzie po odejściach Omera Asika, Kyle’a Korvera i Ronniego Brewera. Na koniec, kiedy wydawało się, że zespół potrzebuje wzmocnień zamknął okienko transferowe bez niczego nowego, a skład zespołu wzmocniła jedynie plotka na temat pozyskania Andrea Bargnaniego. Na koniec dwa słowa o liderze, Luolu Dengu; gracz niby awansował do ASG drugi raz ale już nie błyszczy tak wyraźnie w konfrontacjach z najlepszymi ekipami ligi, przy pojedynkach z najlepszymi na swojej pozycji. Wszak myślano, że przy dłuższej absencji Derricka Rose’a, Deng jeszcze bardziej zechce się pokazać, ale realia okazały się nieco inne. Co ciekawe Anglik czeka na duże pieniądze w kolejnym off-season ( a gra na niższej skuteczności z pola) i nową umowę.

CONSTANT#2: Boston Celtics i Paul Pierce

Kiedy wydawało się, że nieregularnie wygrywający Celtics mają problem przy osobie kontuzjowanego Rajona Rondo, to w zespole obudził się team spirit a podopieczni Doca Riversa zaczęli wygrywać spotkanie za spotkaniem. Coraz wszechstronniej prezentował się Paul Pierce, o którym szeptano, że jeszcze w lutym może przenieść się na zachodnie wybrzeże. Zieloni na polecenia Doca Riversa, zaczęli częściej dzielić się piłką, wykorzystując niemal wszystkich możliwych graczy ataku, wygrywając w 7 kolejnych meczach. Jeszcze przed dwoma tygodniami Celtowie podciągnęli kolejną serię do 5 wygranych i awansowali na szóstą lokatę na Wschodzie (ex equo z Bulls). Zieloni przy świetnej chemii w zespole, z faktem doświadczenia i radzenia sobie w trudnych sytuacjach, mogą okazać się (znów) zmorą Knicks w pierwszej rundzie play offs.

TOP#3: Brooklyn Nets i Brook Lopez

Niewątpliwie pierwszy sezon na Brooklynie Siatek wypada bardzo dobrze. Zespół zerwał z etykietką dostarczyciela punktów rywalom, zmienił image na głodnych sukcesu, ale nie obyłoby się to wszystko bez transferu Joe Johnsona. Kto wie czy jeszcze więcej działacze i fani nie zawdzięczają zdrowemu w końcu Brookowi Lopezowi. Najlepszy punktujący zespołu, kilkukrotnie udowodnił nam ,że awans do ASG nie był dziełem przypadku, i jego kolejne występy przeciwko czołowym siłom Wschodu i Zachodu pozwalają nam myśleć o centrze jako czołowym podkoszowym ligi (zwłaszcza w ofensywie; 18.7 pkt/mecz). Ostatnie tygodnie to również poprawa skuteczności, słabiej dysponowanego do Meczu Gwiazd, Derona Williamsa. Zespołowi również dobrze zrobiła zmiana trenera na PJ Carlesimo, czy odsunięcie od składu kontraktowej wtopy – Krisa Humphriesa. Play offs na Brooklynie są niezagrożone, a pierwsza runda play offs nie powinna okazać się ostatnią w tym roku.

FLOP#3: Detroit Pistons i Rodney Stuckey

Joe Dumars w off season przeprowadził małe porządki w szatni, m.in. wysyłając przepłacanego Bena Gordona do Charlotte. To miało otworzyć więcej swobody dla Rodney’a Stuckey’a i Brandona Knighta. W dodatku na dalszą pracę z młodzieżą pozwolono Lawrence’owi Frankowi. Efekt Pistons dziś – 26 wygranych i tylko jedna więcej na dziś w zeszłym, skróconym sezonie. W lutym dokonano małego wietrzenia składu, wysyłając do Memphis ostatniego Mistrza NBA Tay’a Prince’a oraz stojącego w miejscu Austine’a Daye. Większość fanów Tłoków domaga się większej liczby minut dla młodego Andre Drummonda i marzy o tym by pewnego dnia stworzył on wielki duet wraz z solidnym Gregiem Monroe (30 dubletów na koncie). Priorytetem w lato będzie zatrzymanie na dłużej weterana Manuela Calderona oraz być może – wymiana z udziałem Stuckey’a (niższe średnie punktowe i słaba jak na shootera skuteczność). Pointa; Pistons w ostatnich 9 spotkaniach nie wygrali żadnego meczu (6 było bez trenera Franka). Czyżby zaczęło się przeddraftowe tankowanie?

CONSTANT#3: Milwaukee Bucks i Brandon Jennings

Gdyby nie słabsza postawa i kontuzje Sixers (oraz Wizards w moim przekonaniu, którzy zagrali sporą część sezonu bez Johna Walla) Kozłom znów byłoby ciężko o 8 pozycję na Wschodzie. Mimo świetnych ofensywnych występów Monty Ellisa oraz popisowych bloków Larry’ego Sandersa, zespół musiał wymienić trenera Scotta Skilesa na Jima Boylana i dokonać małego wstrząsu by do Milwaukee po roku przerwy wróciły play offs. Sam uważam, że Bucks znów niewiele się zmieniło, a zespół gra w bardzo podobnym stylu jaki prezentował do skróconego sezonu (sporo rzutów duetu Jennings-Ellis – słabsza forma Ersana Ilyasovy przy pozytywnym wejściu Sandersa do składu). Znów fani Kozłów mocno zaangażowali się w trade deadline, kiedy kilka drużyn NBA mogło być zainteresowanych pozyskaniem Ellisa. Inne źródła sugerowały o wymianie z Brandonem Jenningsem.a na rozwiązanie wątpliwości typu „should I stay or should I go ?” musimy poczekać do lata. Na dziś Kozły w play off wpadają na Żar.

                                                                                                                 C.D.N.

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

1 Odpowiedź

  1. DłejnŁejd pisze:

    topy i wtopy :p fajny artykuł, approved

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *