Niedźwiadki po raz kolejny przegrywają mecz wyjazdowy

795200px-Utah_Jazz_logo,_(2010_'new_look').svgWalczący o czołową ósemkę Zachodu zespół Utah Jazz pokonał we własnej hali ekipę Memphis Grizzlies 90-84. Kluczową dla przebiegu meczu była druga połowa, w której dominacja graczy z Salt Lake City była najbardziej widoczna w dość zaciętym i wyrównanym spotkaniu. Dzięki zwycięstwu gospodarze ciągle naciskają na Los Angeles Lakers i udowadniają, że łatwo nie odpuszczą udziału w rozgrywkach posezonowych.

Jak wspomniałem we wstępie podopieczni Tyrone Corbina muszą się martwić o grę w Play off, a zatem każda kolejna porażka może ich wiele kosztować w perspektywie aktualnych celów na finałową fazę sezonu zasadniczego. Zespół Memphis Grizzlies już raczej w play offs zobaczymy (chyba tylko totalna katastrofa musiałaby ich wyeliminować z tych rozgrywek) i skupiają się obecnie na rywalizacji o jak najlepszą pozycję startową z ekipami Denver Nuggets oraz Los Angeles Clippers. Optymalnie wydaje się, że mogą zająć trzecią lokatę, ale konkurencja nie śpi i wygrane z niżej notowanymi przeciwnikami są obligatoryjne z ich punktu widzenia.

Początek meczu w pełni odzwierciedlał miejsca w tabeli obu drużyn, ponieważ to goście zaczęli od prowadzenia 9-1, a z bardzo dobrej strony w premierowych minutach spotkania pokazywał się Zach Randolph.

Później spotkanie już się wyrównało, a w zespole Jazzmanów przypomniał sobie Al Jefferson, który rzucając w pierwszej kwarcie 8 pkt był  głównym sprawcą powrotu do gry jego zespołu.

Drugie dwanaście minut to gra punkt za punkt, a rezultat oscylował w granicach remisu. Końcówka pierwszej połowy  to czas Jerryda Bayless’a, który wchodząc z ławki Grizzlies w odstępie kilku minut zanotował 8 pkt ( w tym dwie celne trójki) i jego świetny finisz pozwolił zejść do szatni graczom Lionella Hollinsa z 5 pkt prowadzeniem (50-45).

Trzecia partia to bardzo zespołowa gra z obu stron. Obie ekipy starały się spokojnie kontrolować grę. Nawet fakt zgubienia buta przez Marca Gasola nie zakłócił skutecznego powrotu do obrony graczy z Tennessee i z jedną bosą nogą zastopował rywala pod bronionym koszem.   Przy stanie 57-55 dla gospodarzy zaczęli oni bardziej naciskać i dzięki serii 12-2 udało im się uzyskać ponad 10 – punktowe prowadzenie.

W czwartej kwarcie przy wyniku 79-76 ponownie inicjatywa znalazła się po stronie koszykarzy ze stanu Utah i kolejne punkty Paula Milsapa oraz Gordana Hayworda dały ponownie prowadzenie przewyższające 10 pkt. O ile po trzeciej odsłonie gracze z miasta Elvisa Presleya szybko się otrząsnęli to na ponowne dogonienie już chyba zabrakło czasu. Jerryd Bayless w finałowych trzech minutach dokonywał niemal cudów zdobywając w tym okresie 8 pkt. Po jego trójce na 76 sekund przed końcową syreną było nawet już tylko 87-84 dla Jazz, ale chwile później zaliczył stratę, która w ostatecznym rozrachunku oznaczał porażkę ekipy „Niedźwiadków”. Przy posiadaniu piłki dla graczy Corbina trójką odpowiedział Hayword i ustanowił wynik meczu na 90-84.

Dla Memphis, którzy w EnergySolution Arena doznali trzeciej kolejnej porażki na obcym parkiecie najwięcej punktował Jerryd Bayless. Jego łupem padły 24 punkty, które zdobył w czasie 24 minut gry. Trafiał z bardzo dobrą skutecznością z gry (9 na 14 w tym 4 na 7 w rzutach z za łuku). Zach Randolph, który imponował na początki spotkania zakończył zawody z 19 punktami i 9 zebranymi piłkami.

Kluczową postacią w ekipie gospodarzy był Gordon Hayword, który po dłuższej nieobecności powrócił do wyjściowego składu. Najwidoczniej taka zmiana bardzo mu posłużyła, bo dawał swej drużynie bardzo ważne punkty w decydujących momentach. W sumie rzucił 17 punktów i zebrał 8 piłek co do spółki z Paulem Millsapem daje mu miano najlepiej zbierającego w tym meczu w obozie Jazzmanów.  Drugim punktującym w Utah  był Al Jefferson, który podobnie jak Randolph większość ze swoich 14 pkt zdobył w pierwszej połowie rywalizacji.

MEMPHIS GRIZZLIES (44-21) – UTAH JAZZ (34-32) 84-90

(21-22, 29-23, 9-24, 25-21) 

J. Bayless 24 pkt, Z. Randolph 19 pkt, M. Conley 11 pkt – A. Jefferson 14 pkt, G. Hayword 17 pkt, P. Millsap oraz Mo Williams po 13 pkt

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

1 Odpowiedź

  1. Qcin pisze:

    HaywArd a nie Hayword;)
    No w końcu się obudzili Jazzmani, mam nadzieję, że nie jest to pokłosiem zmęczenia Memphis swoją serią, tylko zwiastun lepszych czasów dla Nutek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *