Drobnym drukiem: Bynum, Smith, Ellis – czy są warci maksymalnych umów?

W NBA liczą się tylko dwie rzeczy. Wygrane i pieniądze. Co więcej, częstsze zwycięstwa przekładają się na więcej pieniędzy, a więcej pieniędzy przekłada się na możliwość skompletowania silniejszej drużyny i dalsze wygrane.

Drobnym Drukiem

Biorąc pod uwagę, że już tego lata na rynku wolnych agentów mogą się znaleźć takie nazwiska jak Monta Ellis, Josh Smith czy Andrew Bynum postanowiłem się zastanowić, czy są warci maksymalnych umów.

Monta Ellis

Zacznijmy od Ellisa, który ma co prawda cały czas dwuletnią umowę, ale może wyoptować z ostatniego roku by spróbować skusić GM-ów innych drużyn do zaoferowania mu umowy w granicach kontraktu maksymalnego. Co więcej – według licznych źródeł taki jest najbardziej prawdopodobny scenariusz, zwłaszcza że kilka drużyn będzie miało dostępny budżet, a na rynku nie będzie zbyt wielu interesujących graczy.

Obrońca ustabilizował się w NBA jako regularne zagrożenie na poziomie 20ppg, 4.5apg i 3.5rpg. Jego największym atutem jest drybling i wejścia pod kosz. Jest przy tym stosunkowo filigranowym graczem jak na swoją pozycję (6’3’’, 185 lbs).

Na mecz oddaje w tym sezonie blisko 18 rzutów (41.9%) z gry, wymusza sporo przewinień (4.8, trafia 3.8 czyli 78.5%) i tragicznie rzuca z dystansu (0.9/3.6 – 24.1%).

Jeszcze więcej na temat jego gry może Wam powiedzieć umieszczony niżej diagram rzutowy pochodzący z oficjalnej strony ligi.

Diagram rzutowy Monty Ellisa

Diagram rzutowy Monty Ellisa z sezonu 2012/2013

Średnio to wygląda biorąc pod uwagę, że mówimy tutaj o graczu, który będzie oczekiwał maksymalnej umowy.

Ellis ma jeszcze jedną wadę – jest nierówny w obronie. Z jednej strony kibice błyskawicznie doceniają to jak się rzuca po bezpańskie piłki i walczy przeciwko silniejszym rywalom, z drugiej musi denerwować zbyt duże nastawienie na próby przechwytów co często sprawia, że daje się łatwo minąć psując defensywną zagrywkę.

Do plusów trzeba zaś zaliczyć to, że Monta może przejmować również obowiązki rozgrywającego. Umiejętność dobrego odnajdywania partnerów połączona z łatwością zdobywania punktów sprawiały, że jeszcze grając w Oakland (2012 rok) był w elitarnym gronie graczy, którzy potrafili notować regularnie 20ppg i 7apg. Poza nim byli tam jeszcze tylko LeBron James i Derrick Rose. Całkiem nieźle.

Czy jest wobec tego wart maksymalnej umowy?

Moim zdaniem absolutnie nie. Ellis jest gorszą wersją Allena Iversona, który może być dobrym rozwiązaniem dla zespołu ze skutecznymi strzelcami z dystansu (dlatego też sprawdza się w Bucks i dlatego Milwaukee sprowadziło Redicka). Osobiście obawiam się tego, że mogą go zaatakować Detroit Pistons podczas gdy optymalnym środowiskiem (po wytransferowaniu Gordona) byliby imho New Orleans Hornets. Jaki kontrakt bym mu zaoferował? 4 lata za 48 mln $ wydają się być rozsądną kwotą.

Josh Smith

27-letni (jak Ellis) gracz był typowany jako główny bohater zakończonego niedawno okienka transferowego. GM Hawks Danny Ferry postanowił jednak, że zamiast przyjmować kiepską ofertę wymiany da wypróbować swojemu graczowi sytuację rynkową. Tak więc, tego lata J-Smoove będzie chciał obrabować bank jednego z zespołów.

Josh od lat jest graczem na pograniczu All Star. Jego statystyki na papierze wyglądają świetnie. W tym sezonie ma 17.2 ppg, 8.5 rpg, 4.2 apg i 1.9 bpg, ale diabeł tkwi w szczegółach.

Smith rzuca blisko 16 razy na mecz. Średnio trafia z 45.7% skutecznością co jest dość niskim wynikiem biorąc pod uwagę, że nominalnie jest ustawiany jako silny skrzydłowy. Jeszcze gorze jest, gdy zauważymy, że rzuca 2.6 raza na mecz za trzy trafiając na skuteczności 32.3%, a jego sytuacji nie polepszają rzuty wolne które w tych rozgrywkach wykonuje tylko minimalnie (!) lepiej niż Dwight Howard (48.7% DH przy 49.6% JS).

Diagram rzutowy Josha Smitha z sezonu 2012/2013

Diagram rzutowy Josha Smitha z sezonu 2012/2013

Największy minus J-Smoova to jego nieregularność i skłonność do zadowalania się rzutami z półdystansu zamiast wykorzystywania swojej szybkości i skoczności by dostawać się pod obręcz. W obronie jest wartościowym graczem, ale nigdy nie będzie zawodnikiem przed którym rywalom trzęsą się ręce.

Może dawać zespołowi regularnie zagrania w Top 10 i sporo dodatkowych, sprzedanych biletów, ale nie jest graczem (podobnie jak Ellis), który może pociągnąć zespół w stronę mistrzostwa.

Czy jest wart maksymalnej umowy?

Nie, aczkolwiek jestem dziwnie przekonany, że może ją otrzymać (lub być jej bardzo, bardzo bliskim). Dlaczego? W lidze jest kilka zespołów (Mavs, Rockets), które wciąż trzymają rękę na pulsie licząc na to, że uda im się sprowadzić Dwighta Howarda. Jeżeli to się nie uda, to Smith będzie ich drugim celem, a jak wiadomo Mark Cuban potrafi sypnąć groszem tym bardziej, że Nowitzki nie może sobie pozwolić na kolejny rok poza playoff. Podobnie może być z Phoenix Suns, które desperacko potrzebują nowego startu z nowym franchise playerem czy Cavs kuszący grą u boku Kyrie Irvinga. Jaki kontrakt bym mu zaoferował? 4 lata za 60 mln $.

Andrew Bynum

Na deser zostawiłem sobie „zbawiciela” moich 76ers.

Najmłodszy w tym zestawieniu Bynum (25 lat) jest zawodnikiem, który wzbudza skrajne emocje. Z jednej strony większość kibiców wciąż pamięta to, że potrafił być dominującym centrem z Lakers gdy tylko trzymał się z dala od gabinetów lekarskich. Z drugiej, cały bieżący sezon spędził na kręglach, rehabilitacjach i robieniu głupich fryzur. Z kim tak właściwie mamy więc do czynienia?

Zacznijmy od psychiki, bo to i zdrowie fizyczne jest chyba najważniejsze w temacie Drew. Środkowy przechodząc do Filadelfii oczekiwał (wcześniej się tego domagał w LA) roli lidera. Miał za jednym zamachem udowodnić, że jest przynajmniej równie dobry jak Howard dla którego zwolnił miejsce jak i jest graczem wokół którego można budować zespół z dużymi ambicjami.

Okazało się jednak, że Bynuma zdecydowanie mniej obchodziła i obchodzi gra dla zespołu Douga Collinsa, a bardziej interesuje nowy kontrakt, który chce podpisać po zakończeniu sezonu. Pobyt w Filadelfii potraktował więc jako świetnie płatny (16.9 mln $) wyjazd od sanatorium.

Trzeba jednak brać pod uwagę, że o ile tylko nie będzie znów grał w kręgle, to tak długa przerwa powinna sprawić, że jego kolana powinny być doprowadzone do używalności przed startem sezonu 2013/2014. Umyślnie nie piszę, że wróci do pełni sprawności, bo podano już do publicznej wiadomości iż są permanentnie uszkodzone.

Tyle jeśli chodzi o minusy. Jeśli zaś mówimy o zaletach, to trzeba oddać Bynumowi, że ma największy potencjał z całej trójki na bycie gwiazdą ligi.

Przede wszystkim reprezentuje tak rzadki typ wielkich, silnych i dobrze wyszkolonych technicznie centrów, których w NBA tak wszyscy uwielbiają przepłacać. Po drugie, grając w ostatnim sezonie dla Lakers notował imponujące 18.3 ppg, 11.8 rpg i 1.9 bpg nie tylko punktując efektywnie spod kosza (ma świetne ręce, 55.8% skuteczności), ale również dobrze wykonując rzuty wolne (69.2%).

Diagram rzutowy Andrew Bynuma z sezonu 2011/2012

Diagram rzutowy Andrew Bynuma z sezonu 2011/2012

Kolejny plus posiadania Bynuma to oczywiste poprawienie współczynnika zbiórek i bloków na czym tak korzysta defensywa. Na końcu chcę jeszcze dodać, że w przeciwieństwie do Howarda, Drew bardzo dobrze gra tyłem do kosza i nie potrzebuje regularnych izolacji by być skutecznym (DH musi mieć clearout w promieniu 2 metrów).

Czy jest wart maksymalnej umowy?

Cholera, wciąż uważam że jest, ale modlę się by nikt mu jej nie zaoferował bo może zniszczyć swoją organizację. Optymalne byłoby zapłacenie porządnych pieniędzy (nawet 15 mln $) za jeden sezon, lub w okolicach 26-28 mln $ za dwa (ten drugi rok z opcją klubu). Wiem jednak, że to raczej nierealne, bo Drew pewnie już pierwszego dnia okienka transferowego dostanie wymarzony maksymalny kontrakt…

Podsumowanie

Podsumowując tekst, złapałem się na tym że w idealnym świecie żaden z tego tercetu nie powinien otrzymać maksymalnej umowy. Taka powinna być zarezerwowana dla prawdziwych gwiazd ligi.

Problem polega jednak na tym, że nie ma ich wystarczająco dużo by podzielić między wszystkie zespoły (zwłaszcza gdy kluby takie jak Lakers czy Heat mogą sobie pozwolić na zatrudnienie po 2-3 takich graczy).

To zaś sprawia, że zawodnicy nominalnie drugiego formatu, którzy byliby idealni jako wsparcie dla gwiazdy (Smith), lub typ instant offense (Ellis) mogą ocierać się o maksymalne umowy by zapełniać trybuny w mniejszych koszykarskich ośrodkach. W końcu, powoduje to też, że jeśli klub taki jak 76ers chce walczyć o pierścienie to musi tak mocno ryzykować jak w przypadku Bynuma.

Nowe CBA zmienia realia, ale tylko dla najbiedniejszych.

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

6 komentarzy

  1. mikrofalowka pisze:

    Niesamowite! Ellis i Smith rzucają tak samo z różnych pozycji.

    • Mateusz Babiarz pisze:

      :) Już poprawiony shot chart J-Smoova – zmęczenie dało o sobie znać.

  2. Misiek pisze:

    Bynum jak najbardziej zasługuje na maksa, nawet na więcej, ale nie w tej pięknej dyscyplinie :D

    BOWLING to jego broszka xD I tam niech oczekuje MAXA

  3. Marcin 23 pisze:

    Kiedyś maksa miały tylko prawdziwe gwiazdy, a teraz każdy kto raz rzuci 50 pkt już czuje się maksem. Tak ten świat zwariował w piłce zresztą jest to samo.

  4. Lanfaust pisze:

    Żaden z nich nie zasługuje, ale wszyscy mogą dostać. A potem będzie płacz i zgrzytanie zębów

  5. Apapap pisze:

    I za to kochamy NBA. Klub daje zawodnikowi maxa, żeby już po paru miesiącach myśleć jak go opchnąć. A musi to zrobić, bo z roku na rok kontrakt coraz wyższy, gracz coraz starszy, a kolana coraz bardziej wysłużone. I tak interes się kręci.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *