Domowa wygrana Suns

houston-rockets-logophoenix-suns-logo1Do małej niespodzianki doszło w Phoenix, gdzie miejscowe Słońca pokonały Houston Rockets 107-105. Gdyby Rakiety wygrały dzisiejsze spotkanie to przeskoczyłyby w tabeli Golden State Warriors i zajmowaliby dziś szóstą lokatę na Zachodzie. Porażka z niżej notowaną drużyną z Arizony póki co odłożyła ambitne plany Teksańczyków na kolejne dni.

Phoenix Suns przystąpili do meczu z Rakietami bez kontuzjowanego Marcina Gortata i zajętego sprawami rodzinnymi Jermaine O’Neal’a. Dla Gorana Dragicie i Louisa Scoli było to pierwsze starcie przeciw ich poprzedniemu klubowi od czasu zmiany barw. Podobnie sytuacja się ma z Marcusem Morrisem, który w trakcie obecnego sezonu dołączył do zespołu Lindseya Huntera. Dziś młody gracz miał okazję zagrać w wyjściowym składzie u boku swojego brata bliźniaka – Markieffa.

Z bardzo ciepłym przywitaniem ze strony kibiców spotkał się przed meczem James Harden, który w latach akademickich reprezentował uczelnie Arizona State.

Mecz z początku układał się bardzo dobrze dla podopiecznych Kevina McHale’a.  Wprawdzie nie wypracowali sobie oni wyraźnej przewagi to widać było, że są lepiej poukładanym zespołem. Dobre wejście w mecz miał Chandler Parsons, który szybko zdobył 7 pkt i zasygnalizował swoim rywalom, że jest cały czas w bardzo wysokiej formie.

W drugiej kwarcie Słońca całkowicie zastopowały grę przeciwników. Zanotowali serię 16-0 i zyskali 10 punktową przewagę. Bezradność Rockets symbolizuje akcja dwójki Kendall MarshallJared Dudley, gdzie ten pierwszy crossowym podaniem między całkowicie zdezorientowanego Omera Asika dostarczył piłkę pod kosz do Dudleya, a temu nie pozostało nic innego jak tylko zdobyć dwa punkty dla swojej drużyny. Na szczęście dla ekipy z Teksasu w ich szeregach jest Harden, który swoją dobrą dyspozycją w ataku pozwolił nadrobić straty i do przerwy Suns prowadzili tylko czterema oczkami.

III kwarta to wyrównane widowisko. Rockets sięgnęli po swoją najgroźniejszą broń, a więc rzuty za trzy. W trzecich dwunastu minutach trafili sześć trójek i dzięki swej skuteczności powoli gonili wynik. Po 36 minutach tracili już tylko punkt do zespołu z Arizony.

Ostatnia kwarta meczu w US Airways Center to popis byłego playmakera Rakiet – Gorana Dragicia. Słoweniec zdobył w niej 13 ze swoich 18 pkt, trafiając przy tym niezwykle ważne rzuty wolne w decydujących sekundach gry.  Rockets starali się rzutami zza łuku jeszcze przewrócić szalę zwycięstwa na swoją stronę, ale zabrakło im czasu. Ostatnie punkty niemal z końcową syreną zdobył Donatas Motiejunas, oddając celny rzut za 3 pkt, ale pozwoliło to tylko zmniejszyć rozmiary porażki do dwóch punktów. Mimo, że wynik 107-105 sugeruje ciekawą i zaciętą końcówkę to w decydującej fazie to Phoenix w pełni kontrolowało wydarzenia na parkiecie.

Jared Dudley był najlepszym strzelcem (22 pkt) i zarazem najlepiej podającym swojego zespołu (7 asyst). Wspomniany Dragić do 18 pkt dodał tylko jedną asystę. Pozytywnym zaskoczeniem bł występ Hameda Haddadiego.  Olbrzym z Iranu wobec braku Marcin Gortata dostał więcej minut gry w czasie, których zebrał 11 piłek, zablokował 3 rzuty przeciwników oraz rzucił 6 pkt.

Nie pomogło Rakietom 38 punktów i 8 asyst Jamesa Hardena. W porównaniu z wczorajszym meczem przeciwko Warriors lider Rockets znacznie poprawił skuteczność (11-17 z gry w tym 7-10 za 3 pkt!!!). Skazany jednak na zbyt częste popisy indywidualne zaliczył aż 8 strat i to raczej chluby mu nie przynosi. Bardzo dobrą zmianę dał także Carlos Delfino. Gracz z Ameryki Południowej bł autorem 21 pkt z czego aż 15 padło po celnych rzutach z za linii 7,24. Dzisiejszym występem nieco obniżył loty Chandler Parsons, który w Phoenix zdobył 14 pkt.

Mimo, że już mamy marzec rywalizacja z minionej nocy była pierwszym starciem obu ekip w tym sezonie. Niebawem bo już 13-tego marca zespoły te zmierzą się ze sobą w Toyota Center. Niespodziewana porażka faworyzowanych Rockets na szczęście nie ma dla nich zbyt wielkich konsekwencji z punktu widzenia walki o jak najlepszą pozycję w Play-off. Dzisiejsze mecze przegrali także Golden State Warriors oraz Utah Jazz i zasadniczo strata do podopiecznych Marka Jacksona się nie zwiększyła.

HOUSTON ROCKETS (34-30) – PHOENIX SUNS (22-41) 105-107

(28-24, 18-26, 30-27, 29-30)

J. Harden 38 pkt, C. Delfino 21 pkt, C. Parsons 14 pkt – J. Dudley 22 pkt, G. Dragić 18 pkt, Markieff Morris 14.

a na koniec akcja meczu…

[youtube=http://youtu.be/rRgEH-klpBY&w=585]

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *