Flesz dnia z Enbiej #43: Blowout Magic i game-winner Belinelliego

Za nami kolejna emocjonująca noc na parkietach najlepszej koszykarskiej ligi świata. Dzięki zwycięstwu nad Bobcats i porażce Spurs, Thunder zbliżyli się już na tylko półtorej meczu do pierwszego miejsca na Zachodzie. Zaś do 8 pozycji po porażce Jazz i zwycięstwie Lakers, Jeziorowcom brakuje już tylko pół meczu. 1 spotkanie różnicy dzieli także szóstych Warriors i siódmych Rockets po 3 w sezonie zwycięstwie Houston nad Golden State. Rekord celnych trójek w pierwszej połowie pobił Deron Williams, rekord kariery w zbiórkach pobił Reggie Evans. Już za nie długo na naszych łamach będzie można przeczytać o tym więcej, tymczasem zaprasza na podsumowanie pozostałych spotkań w telegraficznym skrócie. 

flesz dnia

Indiana Pacers – Orlando Magic 115:86 (22:15, 31:23, 35:25, 27:23)

Nie było niespodzianki, tak jak w poprzednim pojedynku obu zespołów, kiedy to Magic dosyć niespodziewanie pokonali Pacers. Tym razem gracze Indiany nie pozostawili złudzeń zawodnikom Orlando i odnieśli pewne i łatwe zwycięstwo, w czwartej kwarcie osiągając nawet 29-punktowe prowadzenie.

Do wygranej poprowadził ich Paul George, autor 25 punktów . Oprócz niego jeszcze pięciu graczy Indiany zanotowało na swoim koncie podwójną zdobycz punktową. 32 z ławki dodali Tyler Hansbroufh i D.J. Augustin. Ten pierwszy rzucił 18 oczek, a drugi 14.

Po 10 na swoim koncie zapisali Roy Hibbert i Lance Stephenson, a 11 dołożył George Hill.

Pacers zdominowali gospodarzy w pomalowanym, zdobywając tam 50 punktów, przy tylko 26 Magic. Do tego rzucali z dużo lepszą skutecznością z gry 51,8 proc. przy 39 proc. gospodarzy i zanotowali aż 30 oczek po 21 stratach Orlando.

W szeregach gospodarzy najlepiej punktował Aron Afflalo – 19, po 12 rzucili Nikola Vucevic i Beno Udrih, a 10 Jameer Nelson. Tylko 7 zanotował Tobias Harris, który po raz pierwszy od transferu z Bucks wyszedł w pierwszej piątce nowej drużyny.

Co ciekawe jest to pierwsza wygrana Indiany w Orlando w sezonie regularnym od grudnia 200 7 roku.

Dallas Mavericks – Detroit Pistons 102:99 (22:17, 28:25, 26:29, 26:28)

Brody Mavs są już całkiem długie. Ale skoro obiecali, że nie zgolą dopóki nie osiągną plus 50 proc. wygranych to słowa trzeba dotrzymać. Dziś zrobili kolejny krok i zbliżyli się do tej granicy. Dzięki wygranej nad Pistons do wyrównania bilansu zwycięstw i porażek, brakuje im już tylko 5 spotkań. Oczywiście wygranych spotkań.

Dziś o tą w Palace of Auburn Hills nie było łatwo i losy meczu ważyły się do ostatnich sekund. Pistons dwukrotnie mieli szansę na doprowadzenie do remisu. Najpierw jednak rzut za trzy z prawego rogu spudłował Charlie Villanueva, piłkę w ataku zebrał Jose Calderon, ale jego trójka również jego trójka okazała się niecelna. Na szczęście kolejna zbiórkę a ataku zaliczył Charlie V, dobił rzut i Detriot tracił tylko punkt.

Na zegarze zostało 6 sekund do końca meczu i Detroit musiało faulować, by pozostać w grze. Na linię powędrował Darren Collison i pewnie wykorzystał oba wolne. O czas poprosił Brian Hill, który zastępuje w obowiązkach pierwszego trenera Lawrence’a Franka (opiekuje się chorą żoną w New Jersey) i Pistons mieli kolejną szansę na doprowadzenie do dogrywki. Piłkę z boku wyprowadzał Kyle Singler, ta trafiła do Villanuevy, ale jego rzut z prawego roku okazał się niecelny i to Mavs mogli cieszyć się z wygranej.

Najwięcej punktów dla Dallas O.J. Mayo – 22, a oprócz niego jeszcze 6 innych zawodników gości zanotowało podwójną zdobycz punktową. 14 rzucił Brenadan Wright, 11 Collison, 12 Dirk Nowitzki i Mike James, a po 10 dołożyli Chris Kaman i Vince Carter.

Dla Pistons najwięcej rzucił Brandon Knight – 21. Grego Monroe zapisał na sowim koncie double-double notując 14 oczek i 10 zbiórek, podobnie jak Jason Maxiell – 12 punktów i 13 zebranych piłek.

Memphis Grizzlies – Cleveland Cavaliers 103:92 (23:19, 25:32, 32:18, 23:23)

22 punkty Marca Gasola pomogły odnieść Grizzlies 11 zwycięstwo w ostatnich 12 spotkaniach i to bez najlepszego strzelca drużyny Zacha Randolpha, który pauzował ze względu na kontuzję kostki.

Tego ostatniego w pierwszym składzie zastąpił pozyskany w wymianie za Rudy’ego Gay’a Ed Davis i spisał się całkiem przyzwoicie zapisując na swoim koncie 12 oczek i 9 zbiórek.

Dla Memphis była to pierwsza wygrana w Cleveland od 29 stycznia 2003, czyli od debiutanckiego sezonu LeBrona Jamesa. W jej odniesieniu pomogło zdecydowanie po 17 punktów jakie zdobyli Mike Conley i Jerryd Bayless. Ten pierwszy rozdał także 11 asyst, natomiast drugi 11 swoich punktów rzucił w czwartej kwarcie.

Ponadto Grizzlies mają imponujący bilans 19-0 kiedy rzucają co najmniej 100 punktów w meczu.

Kyrie Irving, który wrócił po jedno meczowej absencji spowodowanej objawami grupy rzucił dla Cavs 24 oczka i był najlepszym strzelcem drużyny. 13 dodał C.J. Miles, a 12 Alonzo Gee, w tym celny rzut z trzech czwartych boiska na 0,8 sekundy do końca pierwszej kwarty. Double-double zanotował Tristan Thompson – 10 punktów i 10 zbiórek.

Oba zespoły zagrały dziś po raz pierwszy od wymiany w wyniku której Marreese Speights, Wayne Ellington, Josh Selby trafili do Cavs, a w przeciwną stronę powędrował Jon Leuer i pick w pierwszej rundzie draftu.

Speeight rzucił 9 punktów, Ellington 7, Selby z początkiem marca został zwolniony przez Cavs, a Leuer zdobył 4 oczka.

Utah Jazz – Chicago Bulls 88:89 (23:26, 23:29, 24:17, 18:17)

Al Jefferon powrócił po 3 meczach przerwy spowodowanych skręceniem kostki, ale jego 23 punkty nie pomogły Utah wygrać w United Center i przegrali trzecie spotkanie z rzędu, a co gorsza po dzisiejszym dniu mają już tylko pół meczu przewagi nad Lakers i przed sobą ciężki pojedynek na wyjeździe z Knicks.

Losy meczu rozstrzygnęły się w ostatnich sekundach meczu. Bulls przegrywali dwoma punktami. Marco Bellineli spudłował rzut o tablicę na remis, po walce o piłkę, ta już była poza linią końcową, ale w ostatniej chwili uratował ją Joakim Noah podając do Jimmy’ego Butlera. Drugoroczniak, pomimo tego, że był atakowany przez czterech graczy Jazz znalazł w rogu Bellineliego. Ten odpalił trojkę i wyprowadził gospodarzy na jedno punktowe prowadzenie na 5,9 sekund do końca meczu.

Szansę na wyrwanie zwycięstwa dla gości miał jeszcze Gordon Hayward, ale jego rzut okazał się za slaby i odbił się od obręczy. Piłkę zabrał Butler i Bulls wygrali.

Po 22 punkty dla Chicago zdobyli Bellineli i Carlos Boozer, który zebrał także 10 piłek. 14 dodał Nate Robinosn, tylko 4/13 z gry, w tym 1/8 za trzy, a 12 Luol Deng. Również słaba skuteczność – 4/12 z gry.

Bulls w ogóle mieli dziś problemy ze skutecznością i trafiali tylko 37 proc. swoich rzutów. Jeśli Jazz nie potrafią wykorzystywać takich prezentów, to nie zagrają w play off. Zresztą jestem zdania, że Lakers ich wyprzedzą i drużyna ze stanu Utah to fazy rozgrywek posezonowych nie awansuje.

Dla gości 14 punktów zdobył Marvin Williams, 11 dołożył Derrick Favors. Obydwoje mieli też na koncie po 10 zbiórek. Po 10 rzucili także Paul Millsap i Enes Kanter.

Phoenix Suns – Sacramento Kings 112:121 (30:32, 27:27, 25:30, 30:32)

Suns są w tym sezonie 0-1 bez Gortata. Nasz rodak nie wyjdzie już na parkiet w tym sezonie i pierwszym meczu bez niego jego zespół przegrał z Kings.

W obliczu kontuzji Polaka w na pozycji centra wyszedł Luis Scola, a na dodatek po raz pierwszy od czasów wspólnej gry dla Uniwersytetu Kansas, w pierwszej piątce mogliśmy oglądać braci MorrisMarcusa i Markieffa. Pierwszy zdobył 12 punktów, natomiast drugi 9. Obaj bracia stali się także pierwszymi bliźniakami w historii NBA, którzy rozpoczęli mecz jako starterzy.

Najwięcej punktów dla Suns zdobył Michale Beasley – 24 i nawet nie ceglił, jak ma to często w zwyczaju, trafiając 10 z 21 rzutów z gry. 17 oczek i 16 asyst na swoim koncie zapisał Goran Dragic, a 19 dodał Wesley Johnson.

Dobra poswata większości zawodników gości to było jednak za mało, by pokonać dziś świetnie grających zawodników Kings, których do zwycięstwa poprowadził Isaiah Thomas zapisując na swoim koncie 27 punktów.

Obok niego jeszcze trzech innych graczy Sacramento rzuciło ponad 20 punktów. Tyreke Evans zapisał na swoim koncie 25, Marcus Thorton 23, a DeMarcus Cousins 22. Ten ostatni zebrał także 14 piłek.

To pierwsza taka sytuacja od spotkania z Bucks z 16 stycznia 2009, by czterech zawodników Kings zdobyło w jednym meczu co najmniej 20 oczek.

Dawid Ciepliński

Fan koszykówki od 1997 roku, kiedy jako dziesięciolatek obejrzał na żywo swoje pierwsze finały NBA pomiędzy Utah Jazz i Chicago Bulls. Od 1999 roku wierny kibic Los Angeles Lakers.

1 Odpowiedź

  1. GPRbyNBA napisał(a):

    Utah przegrało zbiórki, Utah przegrało mecz.
    Ja się oczywiście cieszę jednak żeby nie wygrać z drużyną która ma tak przemęczonych graczy?
    Ławka Byków (czyli 3 zawodników) rzuciła tylko 10 pkt a w tym (co ciekawe) 9 Mohammed.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *