Black Mamba ukąsił po raz kolejny

RaptorsLos_Angeles_Lakers_Alternate_Logo

Raptors mieli praktycznie wszystko, by wygrać ten mecz. Rzucali z lepszą skutecznością, prowadzili praktycznie przez całe spotkanie, nawet wizualnie prezentowali się lepiej na parkiecie. Nie mieli tylko jednego – Kobego Bryanta.

Było dziś gorąco w końcowych minutach w Staples Center. A wszystko za sprawą Kobego Bryanta, który trafiał naprawdę niesamowite rzuty i nie sposób tego nie docenić. Dzięki dzisiejszemu zwycięstwu i porażce Utah Jazz, Lakers tracą już tylko pół meczu do 8 miejsca w Konferencji Zachodniej, gwarantującego udział w fazie rozgrywek posezonowych.

Dwa dni po tym, jak Bryant poprowadził Jeziorowców do zwycięstwa w Nowym orleanie pomimo aż 25 punktów straty dzisiaj również zapewnił wygraną swojemu zespołowi, choć o tą nie było łatwo.

Jeszcze na początku spotkanie było wyrównane. Prowadzenie zmieniało się to na korzyść to jednej, to drugiej drużyny. Jednak od połowy pierwszej ćwiartki do ostatnich sekund czwartej kwarty cały czas na prowadzeniu byli Raptors, a ich przewaga w pewnym momencie osiągnęła nawet 15 punktów.

Lakers praktycznie przez cały mecz próbowali dogonić Toronto, ale gdy tylko dochodzili na tylko dwa, trzy posiadania nie mogli postawić tej przysłowiowej kropki nad i. Zawsze czegoś im brakowało, co skrzętnie wykorzystywał zespół z Kanady momentalnie odskakując na ok. 10 punktów.

Podobnie sytuacja wyglądała w ostatniej części meczu. Jeziorowcy gonili, a goście starali się odeprzeć ich ataki. Z każdą kolejną minutą ich przewaga jednak topniała. Raptors starali się nawet zastosować taktykę hack-a-Howard, ale po dwóch celnych wolnych centra Lakers szybko z niej zrezygnowali. Następnie trójkę trafił Steve Nash, jednego osobistego wykorzystał Dwight Howard i gospodarze tracili pięć punktów.

Potem w Staples Center miał miejsce Black Mamba Show. Jeśli jeszcze nie widzieliście, to odpalcie swojego League Passa, ściągnijcie ten mecz z neta albo obejrzyjcie skróty na YouTubie. To trzeba zobaczyć.

Po spudłowanym rzucie Rudy’ego Gay’a piłka trafiła do Bryanta, którego bardzo bronił Alan Anderson. Kobe nie miał wiele miejsca, czas odmierzający 24 sekundy na akcje nieuchronnie zbliżał się do końca i obrońca Lakers po zrobieniu kilku pompek wyskoczył i trafił trudny rzut za trzy. Kibice w Staples Center wpadli w ekstazę po raz pierwszy. W odpowiedzi punkty zdobył Anderson i Raptors znowu mieli 4 oczka przewagi.

Chwilę później po przerwie na żądanie wziętej przez trenera Mike’a D’Antoniego piłkę z boku wyprowadzał Nash. Ta trafiła do Kobego, który uciekł do lewego rogu, złapał ją, odwrócił się i bez namysłu posłał ją w kierunku kosza. Rzut okazał się celny i Jeziorowcy mieli tylko punkt straty do Raptors.

Następnie po przeciwnej stronie parkietu i faulu Howarda dwa punkty z linii zdobył Kyle Lowry. Lakers wzięli czas i po chwili powtórzyli akcję sprzed kilkunastu sekund, tym razem z drugiej strony parkietu. Steve Blake podał do Bryanta, którego powstrzymać przed rzutem starali się Gay i Amir Johnson. Black Mamba zamarkował rzut, poczekał aż obok niego przeleci skrzydłowy Toronto i po raz kolejny celnie przymierzył zza łuku.

Po tym zagraniu na tablicy wyników widniał remis, a na zegarze zostało nieco ponad 5 sekund do końca spotkania. Trener Dwane Casey poprosił o czas i rozpisał akcję. Piłka trafił do Gay’a, ale ten spudłował rzut mogący dać gościom zwycięstwo i czekało nas dodatkowe 5 minut.

W dogrywce to Raptors ponownie wyszli na 3-punktowe prowadzenie i kiedy wydawało się, że w kolejnej akcji rzucać będzie Kobe celny rzut zza łuku naprzeciwko kosza oddał Nash i mieliśmy remis po 115.

Następnie po raz kolejny niecelnie przymierzył Gay i Lakers mieli piłkę w rękach. Tą długo naprzeciwko kosza kozłował Bryant, a kiedy Andersonowi na pomoc przy jego kryciu przybiegł Aaron Gray, Kobe ominął tą dwójkę i przez nikogo nie atakowany zapakował do kosza wyprowadzając swój zespół na 2-punktowe prowadzenie.

Zawodnicy Toronto nie mieli jednak zamiaru składać broni. Kilka sekund później mieli okazję wyrównać stan spotkania, ale Anderson spudłował drugi z dwóch rzutów wolnych i Raptors musieli faulować. Na ich nieszczęście faulowanym był Nash, który spudłował pierwszego osobistego i goście mieli jeszcze okazję na wyrównanie, a nawet zwycięstwo. Po raz kolejny piłka trafiła do Gay’a, ale ten ponownie nie trafił decydującego rzutu i to Lakers mogli cieszyć się ze zwycięstwa.

Niemniej nie można zapomnieć o tym, że gracze Toronto rozgrywali dzisiaj bardzo dobre zawody i naprawdę niewiele im brakowało, by wywieźć zwycięstwo z Staples Center, przerywając tym samym serię 9 porażek z rzędu w Los Angeles.

42 punkty i 12 asyst miał na koncie Bryant, dla którego był to drugi mecz z rzędu na poziomie 40 oczek i 10 asyst. Zanotował także aż 9 strat, z czego 5 już w pierwszej kwarcie. Dla Kobego był to także 14 mecz z rzędu przeciwko drużynie z Kanady z co najmniej 20 punktami na koncie, a tą serię zaczął po tym jak rzucił Raptors 81 w styczniu 2006 roku.

24 punkty i 13 zbiorek zanotował Howard, a Nash dodał 22 oczka i Lakers mają dodatni bilans po raz pierwszy od 20 listopada.

W szeregach Toronto najwięcej rzucił DeMar DeRozan – 28, trafiając 12 z 18 rzutów z gry. Po 17 dołożyli Anderson i Gay, ale ten ostatni trafił tylko 7 z 26 prób z gry. 15 oczek i 10 asyst zanotował Lowry i goście nie wygrali w Staple center od 13 stycznia 2009 roku, kiedy pokonali miejscowych Clippers.

Kolejny mecz oba zespoły zagrają u siebie w niedzielę. Lakers podejmą Chicago Bulls, a Raptors z Cleveland Cavaliers.

Toronto Raptors – Los Angeles Lakers 116:118 OT (37:22, 22:28, 30:26, 20:30, 7:9)

Liderzy zespołów:

Punkty: DeRozan 28 – Bryant 42

Zbiórki: Gay 7 – Howard 13

Asysty: Lowry 10 – Bryant 12

Przechwyty: Gay 3 – Howard 3

Bloki: Gay, Johnson 2 – Howard 5

Dawid Ciepliński

Fan koszykówki od 1997 roku, kiedy jako dziesięciolatek obejrzał na żywo swoje pierwsze finały NBA pomiędzy Utah Jazz i Chicago Bulls. Od 1999 roku wierny kibic Los Angeles Lakers.

2 komentarze

  1. LBJ napisał(a):

    To co ten dziadek wyczynia to coś niesamowitego !!!
    Panie Bryant w takim wieku takie rzeczy !!! :)
    Bez dwóch zdań z taka formą to nr 1 w tej lidze w tej chwili.

  2. Seweryn napisał(a):

    Oby pograł na takim poziomie jeszcze 2-3 lata. Zasługuje by prowadzić w klasyfikacji All Time Scorer :) Szczególnie że nie jest podkoszowym, a to podkoszowi z reguły mają szansę na grę na dobrym poziomie w wieku 37-40 lat :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *