Kontuzja Marcina Gortata. Raptors dotankowali Suns.

Phoenix Suns przerwali serię trzech wygranych z rzędu, nie dając rady na własnym parkiecie Toronto Raptors. Zespół z Kanady wygrał 98-71, a sześciu zawodników Raps rzuciło przynajmniej 10 punktów.

gort

Po tym, jak Raptors ostatnią serią pięciu porażek ostatecznie rozwiali swoje nadzieje na awans do Play-offs, spotkanie z Suns zapowiadało się, jako jedna z tych nudnych gier o nic więcej, jak tylko… porażkę i zdobycie większych szans w draftowej loterii. Zwycięsko z tej rywalizacji wyszli Suns, którzy nie dość, że w końcu – po trzech wygranych – polegli, to jeszcze stracili prawdopodobnie Marcina Gortata, a kolejne spotkania na piątce w ekipie Lindsey’a Huntera być może rozegra Hamed Haddadi. Irańczyk mający platfusa, nie do końca rozumiejący, że aby zebrać piłkę należy nie tylko wystawić ręce do góry, ale jeszcze odbić się od parkietu.  To będzie ciężki miesiąc dla fanów Suns.

Kiedy po niecelnym rzucie Andrei Bargnianiego (9 pkt, 5 zb, 24 min) z lewego rogu na zegarze pozostawało jeszcze 50 sekund do końca pierwszej kwarty, Marcin Gortat zebrał piłkę i szybko uruchomił atak Suns podaniem do Gorana Dragica. Niestety, podczas opadając na parkiet nabawił się kontuzji prawej nogi. Polak musiał opuścić parkiet przy pomocy lekarzy, a pierwsze diagnozy poznamy w czwartek, kiedy środkowy zostanie poddany badaniu MRI. Cała sytuacja, oglądana w powtórkach wskazuje na poważniejszy uraz prawej stopy, ale oczywiście z werdyktem na temat zdrowia Polaka musimy poczekać.

[youtube=http://youtu.be/RIuB5irJZyg&w=585]

Do momentu zejścia Gortata z parkietu Suns nawiązywali jeszcze walkę z gośćmi. Goran Dragic, notujący po przerwie na Mecz Gwiazd średnio 15,7 punktów i 10,7 asyst, rozdał w tym czasie 6 asyst, z których idealnie korzystał właśnie polski środkowy. Gortat trafił 4 z 6 rzutów z gry i zebrał cztery piłki, a Suns trzymali się blisko Raptors.

Po kontuzji Gortata Lindsey Hunter ma jednak spory problem pod koszem, ponieważ myśli Jermaine’a O’Neala krążą obecnie wokół operacji chorej córki, co sprawia, że jedynym środkowym w zespole Suns jest wspomniany już wcześniej Haddadi. Stąd też sporo eksperymentów ze strony Huntera, który wystawiał przez długie momenty piątki nawet bez Luisa Scoli. W drugiej kwarcie razem na parkiecie przebywali np. obaj bracia Morris, Wesley Johnson, Michael Beasley i Kendall Marshall, czyli doprawdy przedziwne ustawienie. Zgodnie z oczekiwaniami nie przyniosło to zbyt dobrego skutku, Suns polegli w drugiej odsłonie 16-26 i już do przerwy przegrywali 40-54. Kiedy na początku trzeciej punkty dla przyjezdnych dokładali kolejno Kyle Lowry (5 pkt, 4 ast), DeMar DeRozan (15 pkt, 6 zb, 4 ast) i Jonas Valanciunas (10 pkt, 3 zb), zrobiło się szybko 61-40, skutecznie zabijając emocje w drugiej połowie. Kibice Suns w spokoju mogli udać się na piwo i hot-doga lub oglądać na parkiecie ciekawostkę przyrodniczą w postaci Diante Garreta (5 pkt, 4 ast, 4 prz, ale i -16 Suns podczas pięciu minut jego gry w trzeciej kwarcie), dla którego był to w sumie dziesiąty występ w NBA.

Raptors okazali się lepsi w spotkaniu, w którym popełniono 49 strat, a oba zespoły spudłowały w sumie 86 rzutów z gry. Byłem jednym z tych szczęśliwców, którzy w połowie przełączyli League Pass na ostatnią kwartę meczu Lakers-Hornets, gdzie działy się rzeczy niesamowite, a „Jeziorowcy” ostatecznie wygrali po runie 20-0 w ostatnich siedmiu minutach. Zerkanie nawet jednym okiem na pojedynek Suns  z Raptors było naprawdę ciężkim wyzwaniem, zwłaszcza, gdy przewaga Raps zbliżyła się w pewnym momencie do 30 punktów.

Pozytywnym akcentem tego spotkania był niezły występ Sebastiana Telfaira przeciwko swoim niedawnym kolegom. Rezerwowy rozgrywający Raptors zanotował 13 punktów, 7 asyst i 4 przechwyty, kilka razy nieźle plątając nogi Marshallowi. W sumie zmiennicy zespołu z Toronto rzucili 54 punkty, i to głównie oni wypracowali tak dużą różnicę pomiędzy zespołami. 14 punktów i 6 zbiórek miał Amir Johnson, a po 10 oczek dodali Terrence Ross i Alan Anderson.

Suns rozpoczęli mocne tankowanie, a przed nimi spotkania z Kings, Rockets i Nuggets. Tylko Marcus Morris zanotował powyżej 10 punktów (12 pkt, 4 zb, -22) dla Suns, a cała pierwsza piątka Huntera uzbierała w sumie 39.

Sorry, więcej o tym meczu napisać się nie da, oglądnijcie sobie lepiej powtórkę ostatniej kwarty Lakers – Hornets.

 

Piotr Gładczak

Miłośnik NBA od prawie 20 lat. Tropiciel ciekawostek statystycznych i wielbiciel NBA lat 90-tych. Nauczyciel WF i właściciel firmy gomaster.pl.

1 Odpowiedź

  1. GPRbyNBA pisze:

    Piotrze zaciekawiłeś mnie tym Hamedem Haddadi. :-) Chyba oglądne ich następny mecz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *