Na półmetku rozgrywek: Chicago Bulls.

Żadnego transferu nie przeprowadzili sternicy Byków przed zamknięciem okienka zakładając pewnie, że przed play off obejrzymy jeszcze na parkiecie wyczekiwanego lidera Chicago, Derricka Rose’a. Co ciekawe ten fakt całkiem niedawno skrytykował jeden z braci Rose’a. Nie wątpliwie jego obecność poprawiłaby znacząco kulejący w ostatnich spotkaniach atak Bulls. Jeśli odniesiemy się do wyników stycznia i życia nadzieją na powrót do drużyny byłego MVP ligi to gracze Toma Thibodeau wyglądali na łapiących wiatr w żagle. Carlos Boozer wcale nie przypominał siebie – tracącego piłki i zasypiającego w obronie – notując dublet za dubletem (z punktowym i zbiórkowym rekordem sezonu). Z ławki podnosił się częściej, bijący kolejne własne osiągi ,drugoroczniak, Jimmy Butler, zajmując miejsce kontuzjowanego Luola Denga. Najlepiej jednak prezentował się Joakim Noah, który dzięki swoim wielkim double-double i liczbie asyst oraz bloków budził respekt wśród rywali i awansował do All Stars.

Dziś cały zespół ma w nogach najgorszy miesiąc rozgrywek czyli luty. W nim team Thibsa przegrał 8 z 13 spotkań i po raz pierwszy, w erze byłego Trenera Roku, musiał pogodzić się z ujemnym bilansem miesiąca. Wpadki Byków zbiegły się z kontuzjami Kirka Hinricha, Richarda Hamiltona, Carlosa Boozera i Taja Gibsona. Pierwszego rozgrywającego, podczas jego walki z urazami ręki, starał się zastępować niedoceniany Nate Robinson, ale gra byłego mistrza wsadów została w pewnym momencie zakłócona przez doniesienia o potencjalnej wymianie do Toronto (wraz z Boozerem miał się zamienić miejscami z Johnem Lucasem III oraz Andreą Bargnanim). Z każdym meczem w United Center zespół też zaczyna tracić tak mocny z poprzednich dwóch lat atut, grania we własnej hali. Co zastanawiające lepszy bilans Byki notują w spotkaniach wyjazdowych (17-12 do 17-14). Ponadto drużyna w mniejszym stopniu prezentuje słynące zaangażowanie w obronę, najprawdopodobniej brakuje wysokiej klasy zmienników (jak Omer Asik), a zdarzało się, że w Bostonie Bulls nie byli w stanie wrzucić rywalom 70 oczek (dodajmy do tego fakt, że trzykrotnie w sezonie zespół ledwo przekroczył 70 pkt).

Przed sezonem zakładaliśmy: klik

Bilans drużyny i najdłuższe serie: 34-26 – piąty wynik na Wschodzie i walka z Atlantą Hawks oraz Brooklyn Nets o jak najwyższą lokatę (4) przed play offs. Wygrane z Sixers i Nets podreperowały byczy kryzys i pozwoliły utrzymać się drużynie w walce o wyższą lokatę w konferencji. Najdłuższa seria wygranych przydarzyła się Bulls w styczniu i wynosiła ona trzykrotnie po 3 mecze. Raz podczas 67. sezonu zdarzyło się, że Byki przegrały trzy spotkania z rzędu (grudzień 2012).

Ostatnie spotkania: od początku lutego to wynik 6 zwycięstw i 9 porażek. W nich rekordowe starty 128 oczek przeciwko Nuggets, rekordowe niskie osiągi w ataku – 69 – w Bostonie czy 67 przeciwko Miami Heat na własnym parkiecie. Prawdziwego blamażu doznali goście z Chicago na parkiecie niepokonanej od trzech lat w starciu z Bulls, przed własną publicznością, ekipą OKC Thunder (72-102). Te wszystkie wydarzenia przytrafiły się w ostatnich 4 tygodniach. Wygląda na to, że nastrój euforii przy potencjalnym – opóźnionym – powrocie Derricka Rose’a opadł, a kontuzje ważnych ogniw drużyny doprowadziły do kryzysu w drużynie. Jak wspominałem na początku żadnych wzmocnień nie poczyniono i nawet myślano jeszcze o wymianie Boozera na Bargnaniego, by obniżyć pułap płacowy klubu.

Lider i mocne strony: Co ciekawe nie Luol Deng (walczy nie tylko z kontuzją ale również z niską skutecznością rzutów z gry), ani na pewno nie Carlos Boozer (po świetnym styczniu kolejny uraz zahamował jego dobrą grę) przejęli pałeczkę liderowania byczemu zespołowi, a uczynił to niespodziewanie (i wychodzi mu to nadspodziewanie dobrze) Joakim Noah. Francuz dwukrotnie pokusił się o triple-double, bijąc kolejno rekordy asyst (2×10 przeciwko Celtics i Wizards), bloków (11 przeciwko Sixers), zbiórek (23 w Detroit) czy punktów (30 w Detroit). Jego średnie zdobycze na mecz prezentują się następująco: 12.1pkt – 11.4zb – 4.2as – 2.3blk – 1.3przech. Francuz jest czwartym zbierającym ligi oraz szóstym blokującym. Znajduje się też na pierwszym miejscu wśród najlepiej podających centrów NBA. Najlepszymi występami podczas sezonu 2012-13 Noah udowodnił, że należy mu się miejsce w czołowej piątce centrów ligi (obok Tysona Chandlera, Ala Horforda na Wschodzie oraz Dwighta Howarda na Zachodzie). Jedno jest pewne, Noah to najbardziej wszechstronny na dziś środkowy NBA. Na pewno kandydat do nagrody „Obrońca Roku”.

Ławka drużyny: Bulls do poprzednich rozgrywek słynęli z Bench-Mob. Osoby CJ Watsona, Kyle’a Korvera, Ronniego Brewera, Taja Gibsona i Omera Asika pozwalały im na wysoką intensywność w grze, nawet mimo problemów zdrowotnych Derricka Rose’a. Niestety dla fanów Chicago Bulls i ich trenera po sezonie mocno złapano się za kieszeń i sternicy klubu – próbując uniknąć płacenia podatku od luksusu – postawili na tańsze i wcale nie lepsze opcje jak Nate Robinson, Marco Belinelli, Vlado Radmanović oraz Nazr Mohammed. Na szczęście , gdyby nie wysoko rosnące akcje Jimmy’ego Butlera, który czyni postęp w grze, to Bykom i Tomowi Thibodeau ciężko byłoby dziś walczyć o czwórkę na Wschodzie. Również świetna postawa w kilku spotkaniach niedocenianego Robinsona zrobiła swoje (zwłaszcza przy kontuzji Kirka Hinricha). Wsparcie Butlera, lepszy styczeń – przy kontuzji Hamiltona – w wykonaniu Belinelliego (zawodnik czuje się znacznie lepiej wychodząc w pierwszej piątce) oraz dalszy rozwój Joakima Noaha, przy niespodziewanej eksplozji wysokiej formy (również w styczniu) Boozera dały Bulls dodatni bilans i sumę 34 zwycięstw dziś. Ogólnie rzecz biorąc zespół wygląda słabiej niż przez ostatnie dwa lata ze względu na niższą wartość ławki rezerwowych i wyraźne ubytki w składzie. Kierownictwo klubu nie znalazło najlepszych rozwiązań tracąc ważne osoby dla obrony i ataku jak Asik oraz Korver. Prawdą jest też fakt, iż nie każdy z nowych graczy odnajduje się w schematach gry ich trenera.

Zawodzą i słabe strony: O słabszej postawie ławki już pisaliśmy. W dalszej fazie rozważań trzeba wziąć pod uwagę słabsze, dystansowe granie, bez rasowego strzelca jakim był Korver. Ciągle, nierówną grą wykazuje się w byczymy trykocie weteran Rip Hamilton. Moje osobiste zdanie; Hamilton blokuje miejsce Belinelliemu i nieco hamuje Włocha swoją obecnością. Wystarczy cofnąć się parę tygodni do tytułu by porównać awans punktowy Marco, kiedy odpoczywał Mistrz NBA z Detroit. Największą zmorą Chicago Bulls w tym sezonie pozostają kontuzje. Począwszy od Derricka Rose’a pauzowali kolejno: Kirk Hinrich, Luol Deng, Carlos Boozer, a ostatnio Taj Gibson.

Ostatnie transfery: Niestety jak wspomniałem wyżej – obok słabszych wypełnień w składzie i przy kontuzji Rose’a – nie zaryzykowano pozyskania dodatkowego rozgrywającego oraz strzelca. Dziś kibic Chicago cieszy się faktem ,że pomysł wytransferowania Boozera na Bargnaniego nie został zaakceptowany przez Briana Colangelo z Toronto Raptors. Osobiście żałuję, że Bulls nie pozyskali Jose Calderona, który odmieniłby oblicze zespołu i uwaga mógłby nawet grywać z parze z powracającym Rosem.

Taktyka i jej realizacja: Ciężko o stałą, wysoką intensywność w grze, gdy traci się Omera Asika, a z kontuzją zmaga się Taj Gibson. W dodatku ciągle – do wysokiej formy – nie może wrócić przemęczony nieco Igrzyskami Olimpijskimi Luol Deng. Sam skrzydłowy wolałby chyba zapomnieć o lutym, kiedy to mocno skórę mu sprał w bezpośredniej konfrontacji LeBron James. Anglik w tym sezonie obniżył swoją skuteczność z bliższego i dalekiego dystansu (42.5% za 2pkt i 31% za 3pkt) i nie jest tak mocnym ogniwem Chicago jakim miał być wg naszych przedsezonowych założeń. Być może jego nierówna forma i wpadki (3-10 z Nets, 3-12 z Heat, 4-13 ze Spurs i Nuggets czy 4-18 z Pacers) świadczą właśnie o braku należnego oddechu w poprzednie wakacje? Być może o braku potrzebnej operacji na nadgarstku?? Gorzej niż przed rokiem wygląda rozegranie Byków, zwłaszcza przy przeplatającym ze słabszymi występami, spotkania z kontuzjami (kiedy siedzi z boku) Kirkiem Hinrichem. Zawodnik nie stanowi takiego zagrożenia rzutami jakie starali się stwarzać CJ Watson i John Lucas (brak rozciągania strefy obronnej rywala). Granie tych dwóch jedynek w połączeniu z Kylem Korverem, dawało Chicago więcej opcji w ataku, rozrzucenie defensywy przeiciwnika; niestety na dziś Bulls są jedną z rzadziej rzucających za trzy ekip, przy okazji trafiającą z niższą skutecznością. Posiadający 24 miejsce wśród drużyn (34.3 %) team, oddaje przeciętnie 14 trójek w meczu, trafiając niecałe 5 z nich. 14 oddawanych trójek to przedostatnia suma w NBA (tylko Grizzlies są gorsi), a 4.8 trafionych trójek to najgorszy (wraz z Memphis) wynik w lidze. Jasno widzimy zatem, że nie tylko brakuje nam lidera i jego penetracji, ale również dystansowego grania Bulls. Nawet dojście mistrza trójek Daequana Cooka nie poprawiło tych notowań..Czasami w grze Byków widać mankament czekania na pojedyncze zagranie rozgrywającego, ale gdy temu nie idzie (głównie Robinson) Bulls wpadają w tarapaty i tracą serie punktów (ostatnie mecze i słaba skuteczność obwodowych potwierdzają pewien rodzaj nawyku po grze Rose’a).

Oczekiwania na pozostałe spotkania: 22 mecze do rozegrania i na pewno play offs – to czeka Windy City Team w następnych tygodniach. Priorytetem będzie przejęcie ze szponów Jastrzębi czwartego miejsca na Wschodzie. Na pewno ważne będzie przywrócenie do pełnej sprawności dwójki Hinrich i Gibson. Jednak by marzyć o czymś więcej – jak przejście Pacers i Knicks – potrzebny jest Rose (od zaraz:-).

Podsumowanie: Przed sezonem zakładałem, że Bulls grając cały sezon regularny bez Rose’a wygrają 48 spotkań i by uzyskać coś więcej w play offs (jak II runda) potrzebują na pewno swojego MVP. Również zakładałem – niestety – oglądanie pleców rozwijających się w najlepsze i polujących na pierwsze miejsce w Central DivisionIndiana Pacers (jak na razie Bulls przegrali z nimi wszystkie trzy mecze). Jak na razie wiele z moich założeń się sprawdza i wygranie 12 z 22 ostatnich spotkań jest jak najbardziej realne. Na więcej – znów niestety – Bykom brakuje potencjału obwodowego i ich niezapomnianego lidera, Derricka Rose’a.

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

1 Odpowiedź

  1. AirClarks napisał(a):

    Chi zamiast walczyc o 4 miejsce na sile powinni spokojnie punktowac kogo trzeba i utrzymac sie na 6 miejscu. Jesli Rose wroci to I runda z NYK a 2 runda z Indiana/Bostonem jest jak najbardziej do przejscia. Jesli Rose nie wroci to 4 seed i ewentualny awans daje walke w 2 rundzie z Heat. Przeciwko Zarowi to Chi ma teraz takie szanse jak kundelek z wilkiem…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *