Game-winner Ellisa daje wygraną Bucks w Houston

Niezwykły mecz obejrzeli minionej nocy kibice w Toyota Center. Starcie miejscowych Rockets z ekipą z Milwaukee miało bardzo zacięty przebieg, a o jego końcowym rezultacie zadecydował rzut Monta Ellisa, po którym to piłka zatoczyła się na obręczy i ku radości zespołu Kozłów wpadła w końcu do kosza dając im wygraną 110-107.

bucks2

Dla zespołu z Teksasu mecz ten miał bardzo duże znaczenie, ponieważ za ich plecami są już bardzo blisko Los Angeles Lakers. Jeśli zespół Jeziorowców przegoni Rockets to wówczas wypadną oni poza ósemkę Zachodu i tym samym znajdą się poza play off. Oczywiście jest to jeszcze zbyt wczesna faza sezonu, żeby wyrokować jakikolwiek scenariusz, ale rywalizacja w Western Conference jest bardzo zacięta i każda wygrana dla zespołów z miejsc 6-10 jest teraz na wagę złota.

Rakiety rozpoczęły mecz z wysokiego „C” i już po pięciu minutach gry prowadziły 22-6. Szybkie prowadzenie uzyskali dzięki dobrej obronie, a także kontratakom, z którymi goście ze stanu Wisconsin nie mogli sobie poradzić. Do wysokiej przewagi przyczynił się także Omer Asik, który w tym czasie zdobył 10 pkt dobijając często niecelne rzuty kolegów. Był wyraźnie dominującym graczem w strefie podkoszowej rywali.

W dalszej części pierwszej odsłony to Bucks zaczęli dochodzić do głosu i za sprawą Monta Ellisa i Irsana Illiasovy stopniowo przewaga gospodarzy topniała. Po pierwszej kwarcie Houston prowadziło już tylko 36-33.

W kolejnych kwartach oglądaliśmy już bardzo wyrównane spotkanie, w którym żadna ze stron nie uzyskała większego prowadzenia. Wprawdzie w drugich dwunastu minutach Rakiety na chwilę odskoczyły na 9 pkt, ale było to chwilowe, bo goście bez problemu chwilę później przegrywali różnica 5 pkt, a na przerwę schodzili remisując po 55.

Kolejne dwie kwart to już gra kosz za kosz. Żadna ze stron nie potrafiła uzyskać większego prowadzenie i wynik co chwila ulegał zmianie na korzyść jednej ze stron. Taki obrót spraw zwiastował bardzo ciekawą końcówkę meczu i faktycznie ostatnie minuty przyniosły wiele emocji.

Przy stanie 107-107 najpierw Monta Ellis, a potem Illiasova nie trafili swoich rzutów, ale piłka cały czas pozostawała w posiadaniu drużyny przyjezdnej. Na ostatnie 10 sekund przed końcową syreną wydawało się, że Bucks szykują akcję pod będącego z piłką Brandona Jenningsa, ale ten osaczony przez rywali oddał piłkę do stojącego na 9 metrze Ellisa, a ten rzutem ostatniej szansy zapewnił wygraną zespołowi Kozłów. Trzeba przyznać, że trafienie to było dość szczęśliwe, z czego zdawał sobie sprawę sam autor game winnera„Thank God it went in. That’s all I can say.” – powiedział po meczu bohater Bucks.

W sumie Ellis zakończył spotkanie z 27 punktami i z 13 asystami i tym samym był najskuteczniejszym zawodnikiem swojego zespołu. Wspomniany Illiasova zanotował 20 pkt i 10 zbiórek, a zatem dwójka ta może poszczycić się zdobyczą double double. Słabiej zagrał drugi z liderów Kozłów – Brandon Jennings, który wprawdzie zaliczył asystę przy finalnym rzucie Ellisa, ale sam zdobył jedynie 8 pkt trafiając 3 rzuty na 8 prób. Warto także wyróżnić występ Mike Dunleave’ego, który zapisał na swym koncie 16 pkt ( w tym dwie trójki)

W zespole Rockets najwięcej punktów miał James Harden – 25. Na największe słowa uznania zasługuje jednak Omer Asik, który nie tylko rzucił sporo jak na siebie – bo 16 pkt, ale zebrał 22 piłki. Rodak Illiasovy tym samym potwierdził statystykami jak bardzo zdominował grę w polu trzech sekund, zarówno bronionym jak i atakowanym.

Donatas Motiejunas zaliczył debiut w wyjściowym składzie Rakiet i trzeba przyznać, że mimo porażki był on bardzo udany. Litewski skrzydłowy rzucił dla ekipy z Teksasu 13 pkt i zebrał 7 piłek. Miał też 5 asyst i był wyróżniającą się postacią w Houston. Gorzej wypadł debiut sprowadzonego z Kings Thomasa Robinsona, który w 7 minut trafił tylko raz i zakończył zawody z 2 pkt, ale nie można mu nic zarzucić, gdyż jest on dopiero wprowadzany przez trenera Kevina McHale’a do drużyny.

Dla Rockets niepokojący może być fakt, że przegrana z Bucks była ich drugim niepowodzeniem z rzędu, a przy wyraźnie zwyżkującej formie Lakers oznacza to niebezpieczeństwo wypadnięcia poza miejsce premiujące udziałem w play-off.

MILWAUKEE BUCKS (28-28) – HOUSTON ROCKETS (31-28) 110-107

(36-33, 22-19, 26-25, 29-27)

M. Ellis 27, E. Illiasova 20 pkt, M. Dunleavy 16 pkt – J. Harden 25 pkt, C. Parsons 20 pkt,  O. Asik 16 pkt,

 

 

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

2 komentarze

  1. LOL pisze:

    nie tylko ku radosci kibicow Kozlow,ale takze kibicow Lakers, Dallas, PTB… :D

  2. sasoo pisze:

    ja to mam nadzieje ze Houston sie ostanie w PO a LAL wejdą kosztem Utah

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *