Jack, Lee i dogrywka powstrzymali marsz Spurs

800px-San_Antonio_Spurs_logo.svggolden_state_warriors_logoGdy ogląda się tak grające ekipy Warriors i Spurs to nie ma się nawet kiedy zrobić kawy. 

Prowadzeni przez Jarretta Jacka (30 punktów, 10 asyst) gospodarze potrzebowali dogrywki by zatrzymać działających jak naoliwiona maszyna gości z San Antonio.

Mecz w Oakland zapisał się również na kartach historii NBA jako spotkanie, w którym po raz pierwszy zagrano w koszulkach z rękawami (jaskrawe koszulki Warriors, które mogliście już zobaczyć na naszej stronie).

Drużyna Bilans I kw. II kw. III kw. IV kw. OT Wynik
San Antonio Spurs 44-13 25 14 29 25 8 101
Golden State Warriors 32-23 25 13 29 26 14 107

Przebieg spotkania

Spotkanie lepiej rozpoczęli gospodarze, którzy po serii dobrych zagrań Leonarda, Greena i Splittera mieli siedem punktów przewagi.

Trener Jackson odpowiedział jednak na dobrą grę drużyny Popovicha wprowadzeniem duetu JackLandry. Przesunięcie o jedną pozycję w dół Curry’ego i Thompsona sprawiło, że Spurs mieli duże problemy z nadążeniem w obronie.

Gra się wyrównała, a wraz z wprowadzeniem kolejnych zmienników ofensywa obu zespołów mocno zwolniła.

Goście z San Antonio niewiele uzyskiwali od zwykle solidnych Neala, Diawa czy de Colo dlatego Pop już po kilku minutach musiał sprowadzić ponownie na parkiet Duncana. Zaskakująco, Timmy miał jednak sporo problemów z przepchnięciem Biedrinsa. Łotysz zastąpił w podstawowym składzie kontuzjowanego kolejny raz Boguta (tym razem bóle pleców).

Po zmianie stron Spurs ponownie natarli i uzyskali kilka punktów przewagi, a Jackson musiał korygować grę swojego zespołu. Tym razem bardzo dobrze zareagował David Lee, który do świetnego wieczoru na desce zaczął dokładać kolejne punkty i wkrótce mieliśmy znów wynik na styku.

Po chwili SAS znów odskoczyli, a my mogliśmy zobaczyć dlaczego Popovich jest jednym z najlepszych trenerów w lidze. Jego zespół prowadził siedmioma punktami, a głupi faul zaliczył Duncan. Czym to się skończyło? Błyskawicznym czasem i suszarką, tak suszarką dla 36-letniego, najlepszego silnego skrzydłowego w historii.

Przy niewiele ponad 9 minutach do końca mieliśmy już +13 na korzyść Spurs po tym jak trafili Bonner, Blair i Green. W tym momencie wydawało się, że doświadczona drużyna z San Antonio musi odnieść zwycięstwo.

Warriors mieli jednak inne plany. Jack, Lee, Barnes i Curry zdobyli kolejne 13 oczek by wyrównać wynik do stanu po 80. Spurs w czasie tego zrywu ewidentnie przeszkadzało zbyt długie przetrzymywanie piłki. Dopiero dogranie do Duncana w low post przerwało fatalną passę.

Końcówka przypominała już playoff. Mieliśmy bardzo wysoką intensywność zagrań i wymieniane raz za razem bardzo trudne rzuty.

Gdy na 7 sekund do końca trójkę trafił niesamowity tego wieczoru Jarrett Jack w Oracle Arena wybuchła euforia. GSW prowadzili 93-91, ale Spurs mieli jeszcze jedno posiadanie i Manu Ginobiliego. Argentyńczyk otrzymał świetne zwrotne podanie od Duncana i doprowadził do dogrywki po wejściu pod obręcz.

W dogrywce niepodzielnie rządzili już gospodarze, których do wygranej poprowadzili Jack i Lee. Dla zespołu Marka Jacksona taka wygrana z najlepszą drużyną w lidze jest jak balsam. Warriors mieli ostatnio swoje problemy, ale wydaje się, że powoli wracają na właściwe tory.

Bardzo podobała mi się za to gra Klay’a Thompsona, który oczywiście ma pięknie wyglądający rzut (to wiedzą wszyscy), ale także poprawił się w obronie. Młody gracz pilnował przez większość czasu Parkera i trzeba przyznać, że sprawiał mu mnóstwo problemów.

Ps. Inną niedocenioną umiejętnością gracza Warriors jest ball handling Stepha Curry’ego. Po nim widać, że treningi z Jackiem pod okiem Jacksona robią swoje.

Filmowe podsumowanie spotkania

[youtube=http://youtu.be/aKHwp4C-iFA&w=585]

Boxscore

Spurs: Duncan 19, Leonard 10, Splitter 10, Parker 18, Green 20, a także Bonner 2, Blair 2, Diaw 2, Mills 0, Neal 0, de Colo 0, Ginobili 18

Warriors: Biedrins 0, Lee 25, Barnes 7, Curry 19, Thompson 10, a także Landry 11, Green 3, Jefferson 0, Ezeli 2, Jack 30, Bazemore 0

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

2 komentarze

  1. kosmos111 pisze:

    Jack i Jamal to chyba główni kandydaci do nagrody dla najlepszego rezerwowego. Crawford sieka co mecz mase punktów, ale JJ też od jakiegoś czasu daje masę energii Wojownikom i to nie tylko punktami.
    Swoją drogą, patrząc na styl gry obu drużyn to nie chce się wierzyć w wynik 2q (tak niski)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *