Suns, Rockets i Kings dokonują wymiany

Za nami pierwsza wymiana przed Trade Deadline. Doszło do pierwszego porozumienia pomiędzy trzema ekipami najlepszej ligi koszykówki – NBA. Houston Rockets, Sacramento Kings oraz Phoenix Suns dogadały się co do wymiany swoich zawodników i kilku zawodników zmieni swoje barwy i czeka ich zmiana otoczenia.

Pierwszą transakcją jest dołączenie do swojego brata bliźniaka do Phoenix Suns – Markieffa Morrisa – Marcusa Morrisa, który został wymieniony do Phoenix z Houston Rockets w zamian za przyszłościowy pick w drugiej rundzie draftu. Słońca zyskują tym samym świetnego zmiennika i wciąż rozwijającego się młodego gracza. Poprawią również chemię w drużynie, bowiem każdy dobrze wie jak związani ze sobą potrafią być bliźniacy. 

To jednak nie koniec wymian, a tak naprawdę dopiero początek. Największego targu ubito pomiędzy Kings oraz Rockets. Królowie z Sacramento wysyłają do Houston Thomasa Robinsona(!), Tylera Honeycutta oraz Francisco Garcię za Patricka Pattersona, Toneya Douglasa oraz Cole’a Aldricha.

Jestem bardzo zdziwiony takim ruchem Kings, bowiem oddali praktycznie bez żadnych problemów, kto wie, być może wschodzącą gwiazdę ligi, a przynajmniej jednego z lepszych skrzydłowych młodego pokolenia. Mowa tutaj oczywiście o Thomasie Robinsonie, który nie otrzymał szansy na pokazanie się w Sacramento, a na którego Kings – można to już śmiało powiedzieć – po prostu zmarnowali swój 5-ty wybór w drafcie 2012.

Jak dla mnie największymi zwycięzcami są Thomas Robinson, który wreszcie dostanie szansę zabłyśnięcia w Houston oraz bracia Morris na których to debiut w tych samych barwach na parkietach NBA czekam z niecierpliwością!

Podsumowując:

Suns: Marcus Morris
Rockets: Thomas Robinson, Francisco Garcia, Tyler Honeycutt, pick w drafcie
Kings: Patrick Patterson, Toney Douglas, Cole Aldrich

Rafał Kamieński

Prawdopodobnie największy fan New Orleans Pelicans w Polsce. Uwielbia twardą obronę i shooterów urywających się jej po zasłonach. Tęskni za czasami Alexa Fergusona w Manchesterze United. Twitter - @rkamienski pelicans.pl

5 komentarzy

  1. TripleeX pisze:

    Z perspektywy kibic Rakiet nie wiem czy popadać w euforię… Sorry ale Robinson jeszcze niczego nie pokazał, a mówienie o nim z wielkim zachwytem to póki co tylko spekulację… Poza nim Houston dostało samych ogórów… słabego Garcie i zapychacza dobrego na D-League – Honeycutt’a… Obaj zapychacze są znacznie gorsi od Douglasa i Aldricha chociaż z tego drugiego też wielki gracz może nie jest… Patterson do tej pory również pokazywał dużo więcej niż Robinson, który faktycznie wiele szans nie miał… pozostaje więc mieć nadzieję, że jak dostanie szansę to zacznie błyszczeć… w przeciwnym przypadku Rakiety będą przegrane…

  2. marek pisze:

    Czy bracia będą zamieniać się numerami i robić w konia całą ligę ??

  3. Szuwarek pisze:

    Robinson generalnie utrzymywał złe relacje z drużyną. Trochę się go pozbyli również z tego powodu, że psuł chemię. Poza tym jest nieco skonfliktowany z trenerem i jednak okazał się znacznie trudniejszym charakterem niż przypuszczano. Myślę, że talent tam jest. Przede wszystkim Robinson mógłby być na prawdę wyśmienitym zbierającym, nawet rzędu 12 zb na mecz i świetnym obrońcą. Tylko może Kevin McHale bardziej przemówi mu do rozsądku.

  4. Paweł Kołakowski pisze:

    Swoją drogą Rockets tracą atut rzutów za trzy oddawanych przez PF, bo zarówno Morris jak i Patterson wyciągali tym rywali daleko od kosza i dzięki temu Asik miał więcej miejsca pod koszem. Nie ma co się oszukiwać… Rockets robią miejsce na maksymalny kontrakt. W składzie jest też Greg Smith, który miał mecze ze zdobyczą ponad 20 pkt i jego rola w zespole teraz wzrośnie – zresztą „niskie granie” z Delfino w S5 też może zdać egzamin, a Rockets jak są w gazie to trójki trafiają seriami. Teraz szansę powinni dostawać też młodzi podkoszowi Motiejunas oraz Jones… i pytanie czy może White niedługo jednak zadebiutuje w NBA…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *